Znany jako malarz i ojciec nieszczęśliwego syna. Rzadko kojarzony z fotografią, która była jego partnerką niemal od dzieciństwa. Zdzisław Beksiński i jego czarno-białe fotografie tworzą wybitny duet opowiadający porywające historie.

Najmłodsze pstryknięcia

Niektóre prace fotograficzne Beksińskiego, to tylko negatywy. Znajdują się w zbiorach muzealnych i nigdy jeszcze nie ujrzały ciemni (czy raczej papieru). Artysta zajął się tym rodzajem sztuki, już na studiach. A z aparatem paradował od najmłodszych lat. Najpierw tworzył dzieła, na których dokumentował rzeczywistość, a potem uzewnętrzniał własne wizje artystyczne. Z fotografią zerwał zanurzając się bez pamięci w malarstwie i rzeźbie, a było to pod koniec lat 50.

„Fotografowałem bodajże od 1940 roku. Gdzieś od początku wojny ojciec dał mi swój stary aparat. To była icoretta Zeissa, taki mieszkowy aparat 6×6 cm. […] Choć fotografowałem dużo nie miało to charakteru twórczości. Fotografowałem kolegów, sytuacje, jakie się zdarzały. Czołgi z żołnierzami, nawet lotniska” – wspominał artysta.

Oprócz fotografii artystycznej, zajmował się fotografią dokumentalną i takimi odmianami zajęcia jak makrofotografia, mikrostruktury czy pseudo-reportaż. Jego modelką często bywała żona Zofia, a miejscem które zapisywał rodzinny Sanok.

Obecnie Beksiński zaliczany jest do grupy najlepszych fotografików polskich z lat 50. Jego dzieła nie należą do łatwych i prostych w odbiorze. To obrazy, które uciekają. Nagie pośladki, biust, dłonie, oko. Elementy ukryte za rekwizytami jak ściana, krzesło, cień… Nic nie wypowiedziane wprost. Wszystko schowane tak, aby widz sam mógł dopisać historię zdarzenia. To także mury, błotniste drogi, powiększone fragmenty struktur. Zapis szczegółowy wybranych elementów romantycznego pejzażu. Swoje dzieła nazywał „antyfotografią”.

„Krytyka, akcentując nowatorski sposób potraktowania fotografii, klasyfikowała artystę przede wszystkim jako twórcę awangardowego. Beksiński nigdy nie traktował tego medium jako środka utrwalającego rzeczywistość, dokumentującego istniejący zewnętrznie i obiektywny świat, ale jako osobistą kreację tego świata poprzez właściwą sobie ekspresję” – pisała Dorota Szomko-Osękowska.

Skonstruowany świat

Beksiński urodził się w 1929 r. w Sanoku. Studiował architekturę w Krakowie. Ponownie zamieszkał w rodzinnym mieście, gdzie m. in. projektował karoserie w fabryce autobusów Autosan. Potem przeprowadził się do Warszawy, gdzie żył i pracował aż do 2005 r. Został zamordowany we własnym mieszkaniu.

Od najmłodszych lat uprawiał sztukę. Jako chłopiec rysował akty, które służyły mu za towar wymienny. Jeden z takich rysunków przechwycony został przez szkolnego katechetę. Napiętnował on twórcę wygłaszając z ambony prorocze zdanie, przytaczane w książce  Magdaleny Grzebałkowskiej: „jest tu jeden między wami, który robi takie wstrętne rysunki! Ty, synu, umrzesz a twoje ohydne rysunki gorszyć będą jeszcze pokolenia”.

Był głównie malarzem i rzeźbiarzem, także fotografikiem, pod koniec życia interesował się i tworzył grafiki komputerowe. Choć sztuka Beksińskiego nie należy do łatwych, jest niezwykła i zachwycająca. Mroczno trupie krajobrazy. Zapisy strumienia myśli własnej wyobraźni. Zatopienie w często jednostajnych kolorach. Wszystko to nabiera znaczenia w różnych interpretacjach, niekoniecznie zamierzonych przez artystę.

Niniejszy tekst opublikowany został na łamach „Vectora Polonii”, marzec 2014 r, http://www.vectorpolonii.com/.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s