Archive for the ‘Artyści w Polsce’ Category

Wystawa prac Hanny Zawy Cywińskiej, które od kilku lat powstają w duecie z Worpusem (Wiesławem Budziejewskim), zaprezentowana zostanie w Kordegardzie już 23 lutego (czwartek) 2017 r.

img_9778

Na wystawie w warszawskiej galerii artyści przedstawią „płaskorzeźby złożone z 40 słów, poleceń komputerowych oraz tablic, a także prace złożone z modułów zmieniających swe układy. A to wszystko zestawione z monochromatycznymi barwami tła, ograniczonymi do czerni i bieli oraz odcieni złota”. Dzieła zamykają się w ramach cyklu „Skrypty”, osnutego na idei alfabetu Władysława Strzemińskiego. Inspiracją do działań duetu były teorie mistrza awangardy, ale i przemyślenia na temat zmieniającego się świata i obowiązującego języka.

Język komputera narzucił nowe, skrótowe formy porozumienia. Myślę, że ten język wywarł również głębszy wpływ na nasze współczesne zachowania. Przez używanie nowych środków komunikacji kształtujemy się inaczej. Wyrażając się skrótami zapewne też nasze emocje i nasza wrażliwość przechodzą podobne transformacje. […] Nam natomiast wydało się ważne zasygnalizowanie zmiany językiem sztuki. Jest to nasza artystyczna interwencja w świat nowych zachowań. Hasła takie jak „remove”, „transform”, „optimize” umieściliśmy w jednym, monotonnym, niekończącym się wierszu. Linia ta w bieli i czerni m a symbolizować nasze podporządkowanie się technologii. Nie ma tu miejsca na kolor – wszystko jest tylko białe albo czarne” – wspomina na temat jednej z prac Hanna Zawa Cywińska.

Informacje o artystach:

img_9784Hanna Zawa Cywińska – zajmuje się malarstwem, grafiką i rzeźbą. Studiowała reklamę i grafikę w State University of New York. W 1981 roku otrzymała dyplom w dziedzinie reklamy. W latach 1994-2004 mieszkała i pracowała w Szwajcarii. Aktywnie działa w Szwajcarskim Stowarzyszeniu Sztuki Wizualnej VISARTE. Od 2004 roku mieszka w Warszawie. Jest członkiem Międzynarodowego Stowarzyszenia Sztuki (UNESCO). Brała udział w ponad 150 wystawach na całym świecie.

Worpus Wiesław Budziejewski – zajmuje się malarstwem, grafiką, rzeźbą i grafiką projektową. Ukończył Wydział Grafiki Użytkowej w Państwowej Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych w Łodzi (obecnie Akademia Sztuk Pięknych im. Władysława Strzemińskiego). Od 1989 r. był pedagogiem w Studium Technik Teatralnych i Filmowych przy Zespole Szkół Plastycznych w Łodzi, w którym obecnie kontynuuje działalność pedagogiczną.

Skrypty. Zawa&Worpus  

23 lutego – 19 marca 2017 r.

Wernisaż 23 lutego (czwartek), g. 18:00

Galeria Kordegarda / Warszawa

www.kordegarda.org

Reklamy

Życiorys artysty przesiąknięty jest wygnaniem. Wojna. Koniec szczęśliwego domu, gdzie na gitarze grywał ojciec, a rodzeństwo bawiło się w bohaterów czytanych książek. Komunizm. Studia, wystawy, nagrody, a jednak aresztowanie i decyzja o emigracji. Paryż. Miasto pełne wolności i możliwości, ale i samotności istnienia na marginesie dziejów.

Paryski świt
Pani domu, litografia, 1966Choć artysta bardzo związany był z Polską, to historyczne burze skierowały jego statek ku wychodźstwu. Nieomal całe życie spędził w niełatwym państwie, jakim była Francja. Pomimo doświadczania wielkiej samotności oraz braku wymiernych efektów swego międzynarodowego sukcesu, ukochał Paryż. Miasto dawało mu namiastkę wolności, a przede wszystkim wachlarz rozmaitych przeżyć i krajobrazów. Motywy twórczości podnosił wprost z paryskiego bruku. Wszystkie te fascynacje odczytać można w jego dziełach patrząc przez pryzmat wiedzy, ale – co ważniejsze – wyobraźni. „Wiem na pewno, że najciekawsze okresy twórczości zdarzają mi się właśnie wtedy, gdy w intensywny sposób przezywam kontakty ze światem zewnętrznym, gdy uczestniczę w nim” – przyznawał w wywiadzie z Jerzym Stajudą.

1982 - Plakat przeciwko stanowi wojennemuWiadomo, że Lebenstein podziwiał Paryż i wszystko co z nim związane. Jego zakamarki, zakazane rewiry, podwórza, prywatne mieszkania, sofy i codzienności ich właścicieli z różnych stron świata stały się krajobrazem towarzyszącym duszy. Jego siostrzenica – Joanna Żamojdo – wspomina niezwykłą ciekawość wuja, który potrafił snuć opowieści o nieomal każdej paryskiej kamienicy. Chadzał na różnorodne ekspozycje, interesował się nieomal wszystkim. Wielokrotnie przesiadywał w Luwrze, studiując kolekcję i prowadząc zapiski z tych posiedzeń. Był również piewcą nocnego życie miasta.

O codzienności Lebensteina opowiadał Gustaw Herling-Grudziński. Przyjaciel artysty, po kończących się wizytach w siedzibie paryskiej „Kultury”, udawał się zazwyczaj do pracowni artysty, aby tam „posiedzieć w milczeniu przed jego nowymi płótnami, gwaszami, rysunkami”. Panowie bywali również w galeriach i muzeach kontemplując wspólnie różne ekspozycje. Niemniej, jak wspomina Herling-Grudziński, ich paryskie życie nawiązywało również do tradycji bohemy. „Nie gardziliśmy wódką, która ma (a raczej miała) właściwości rozwiązywania języka temu malarskiemu milczkowi, lub co ważniejsze mrukowi” – ujawniał pisarz.

Płótno, tektura, papier
1966 - litografia no 11Na studia artystyczne Lebenstein uczęszczał na Akademię Sztuk Pięknych w Warszawie. Nauki pobierał m. in. u Artura Nachta-Samborskiego. Debiutował na wystawie zorganizowanej przez Związek Polskich Artystów Plastyków, w 1954 roku. Od tamtej pory stał się jednym z najlepszym artystów młodego pokolenia. Otrzymał Grand Prix na I Biennale Młodych w Paryżu. W ramach nagrody mógł pojechać na stypendium do Francji, gdzie organizowano mu również wystawę. Artysta skorzystał z okazji. W efekcie, od lat 60., pozostawał na emigracji. Zmarł w Krakowie, w maju 1999 roku.

Dzieła Lebensteina nie są dosłowne. Pełne emocji i wyrafinowania przekazują światu najdziwniejsze, najokrutniejsze i niezwykle fascynujące treści. Estetyczna i wyrafinowana twórczość artysty jest sztuką niełatwego odbioru, sztuką literatów i poetów, sztuką intelektu i uczuć. „Na własny użytek dzielę więc sobie malarstwo inaczej: na dosłowne i zmetaforyzowane. Moje obrazy są metaforami emocjonalnymi. Ich zadaniem jest narzucić widzowi, dobitnie, ale bez taniego wrzasku, przeżycie jakiegoś dramatu emocjonalnego, który staram się pokazać za pomocą spontanicznej przenośni” – mówił w wywiadzie z Zdzisławem Jurkiewiczem.

Tablice pamięci
1966 - Litografia no 9W tym (2014 r.), przypada piętnasta rocznica śmierci Lebensteina. Obecnie jego twórczość można podziwiać na dwóch wystawach w Polsce i we Francji.

Pierwsza, trwająca już od 2 kwietnia, ekspozycja ma miejsce w Muzeum Narodowym we Wrocławiu. Placówka ta posiada jedną z największych kolekcji dzieł artysty. „Na wystawie zobaczymy aż 126 prac – obrazów olejnych, rysunków, litografii i gwaszy. Kolekcję budował konsekwentnie Mariusz Hermansdorfer, dawny dyrektor Muzeum Narodowego. Był zaprzyjaźniony z Janem Lebensteinem, odwiedzał go w Paryżu, a niektóre prace ofiarowane przez artystę, przemycał w bagażu podręcznym” – wspominają organizatorzy. Pokaz, w zamyśle kuratorów będący retrospektywą twórczości artysty, oglądać można do 10 sierpnia.

Druga z wspominanych ekspozycji trwać będzie od 22 maja w Galerie Roi Dore. W ramach „Jan Lebenstein. In Memoriam” – jak głosi tytuł wystawy – zobaczyć będzie można prace na papierze. M. in. pokazanych zostanie 15 litografii z Galerii Lambert, które prezentowane były w tym słynnym miejscu w 1973 r. Celem wystawy jest przypomnienie, ale także zapoznanie światowej publiczności z tym wybitnym, polskim artystą. A ponadto, jak wspominają organizatorzy „zamierzeniem wystawy jest zaprezentowanie Jana Lebensteina jako artysty i człowieka, żyjącego i tworzącego na emigracji. Szczególnie interesujące są dla nas trwałe ślady, które zostawiła jego sztuka na terenie Paryża oraz w świecie ilustratorskim”.

Tekst ukazał się na łamach „Vectora Polonii”, Nr 21 (84), 25.05.2014, www.vectorpolonii.com.

O paryskiej wystawie – www.roidore.com

Asfaltowa droga wiedzie z jednej strony wzdłuż strumienia, z drugiej zaś ograniczona jest piętrzącymi się skałami. Zakręca, zmienia wysokość, czasem stan zalesienia. Krajobraz niezbyt zachwycający, pełen ciasno ustawionych domów i hoteli. Wszystko to prowadzi szczęśliwego wędrowca do bramy z niewielkim budynkiem dla strażników.

Pokoje myśliwych

Pałac Prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej w Wiśle. Foto. ARS.

Pałac Prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej w Wiśle. Foto. ARS.

Miła pani prosi o wyjęcie, wcześniej zgłoszonych e-mailowo, dowodów osobistych oraz przygotowanie się zwiedzających na przejście przez bramki i kontrolę rzeczy osobistych. Wszystko to ze względów bezpieczeństwa. Przekraczając bramę wkracza się do rezydencji Prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej w Wiśle.

Obecny zamek wzniesiony został wraz z końcem lat 20 XX w. Wcześniej miejsce jego zajmował myśliwski pałacyk należący do Fryderyka Habsburga. Władca, będący wielbicielem polowań, doceniał okoliczne lasy pełne trudnych do ustrzelenia głuszców, a także majestatycznych jeleni. Arcyksiążę cieszyński posiadał tutaj niewielką – 30 pokojową – rezydencję wraz ze wszystkimi potrzebnymi zabudowaniami i wyposażaniem. Jej autorem był Ernest Altmann. Po I wojnie światowej rezydencja została upaństwowiona, a później przekazana w prezencie prezydentowi Polski. Miała być symbolem podkreślającym jedność Śląska z krajem. Niestety budynek zniknął w płomieniach, które strawiły go doszczętnie w 1927 r. Było to nocą z 23 na 24 grudnia.

Modernizm Prezydenta

Oryginalne elementy wyposażenia wnętrza z lat 20 XX w. Foto. ARS.

Oryginalne elementy wyposażenia wnętrza z lat 20 XX w. Foto. ARS.

W miejsce myśliwskiego pałacyku postanowiono wybudować rezydencję odpowiednią dla głowy państwa. Fundusze na ten cel pochodziły z województwa, ale i od prywatnych darczyńców. Na projektanta budynku wybrano Profesora Adolfa Szyszko-Bohusza. Był to jeden z najważniejszych architektów XX w. Jego autorstwa są m. in.  powstałe w latach 20 krakowski gmach Pocztowej Kasy Oszczędności oraz znajdujący się w sąsiedztwie tzw. zespół mieszkaniowy PKO. Profesor był również głównym konserwatorem Wzgórza Wawelskiego, gdzie m. in. zajmował się rekonstrukcją architektury oraz tworzeniem nowych zabudowań. Był również odpowiedzialny za Zamek Królewski w Warszawie. Jego projekty odnaleźć można niemal w całej Polsce.

Amerykańskie szkło w polskim pałacu. Foto. ARS.

Amerykańskie szkło w polskim pałacu. Foto. ARS.

W Wiśle powstały łącznie dwa budynki. Zamek Dolny, który zastąpił spalony pałacyk myśliwski oraz, znajdująca się nieco wyżej, główna rezydencja. Adolf Szyszko-Bohusz stworzył zabudowania w nowoczesnym duchu i stylu. Miały one połączyć w sobie kilka wyznaczników, w tym: nawiązanie do średniowiecznych rezydencji zamkowych, przeznaczenie jakim było miejsce dla głowy odrodzonego państwa oraz manifest nowej epoki. W ten sposób powstał modernistyczny pałacyk. Z zewnątrz niezwykle prosty, obudowany obecnie kamieniem, z zieloną stolarka okienną i spadzistymi (dodanymi później ze względów atmosferycznych), miedzianymi dachami. Wejście, okraszone zostało wspaniałym portalem, którego centrum wieńczy orzeł w koronie.

Wnętrza budynku zaprojektowane zostały przez ówczesnych, wybitnych polskich artystów Andrzeja Pronaszkę i Włodzimierza Padlewskiego. W kontekście projektów mówi się, iż są przykładem „awangardy artystycznej tamtych czasów”, swoistym „manifestem Bauhausu”, który tworzył wyposażenie dla „maszyny do mieszkania”.

Wanna z ciepłą i zimną wodą pochodząca z lat 20 XX w. i ówczesne bibeloty. Foto. ARS.

Wanna z ciepłą i zimną wodą pochodząca z lat 20 XX w. i ówczesne bibeloty. Foto. ARS.

Proste, niezwykłe eleganckie i wysmakowane meble, pokazywane są to tu to tam w całej rezydencji. Biurka, stoliki, krzesła, fotele, szafy, kredensy… Przeszklone powierzchnie niektórych ścian, z szybami sprowadzanymi prosto ze Stanów Zjednoczonych. Oryginalne, jedynie nieco technicznie zmodernizowane, kaloryfery. Piękne, aluminiowo-szklane żyrandole zdobiące sufity niczym pajęcze sieci. Kolorystyka ścian, przywrócona współczesności przez konserwatorów, ukazuje szaleństwo zastosowanych pomysłów. Czarne, bordowe, waniliowe oraz szare barwy robią niesamowite wrażenie. Ponoć przed pierwszym przyjazdem Ignacego Mościckiego zostały nieco przemalowane, gdyż wydawały się ówczesnym zbyt śmiałe.

Górska niecodzienność

Zdjęcie Ignacego Mościckiego wyruszającego na narty z pałacu w Wiśle. Foto. ARS.

Zdjęcie Ignacego Mościckiego wyruszającego na narty z pałacu w Wiśle. Foto. ARS.

Wizytując rezydencje można oglądać w pełni oryginalne jej wyposażenie, którego zawierucha historii nie znalazła na strychach. Zaprojektowane i stworzone przez wybitnych artystów, stają się rzeczą odosobnioną i niezwykłą w zniszczonym wojnami kraju. Nawet wystrój prezentowanej zwiedzającym łazienki jest oryginalny i nadal nadający się do pełnego użytku.

Pałacyk w Wiśle był świadkiem historii XX wieku. Użytkowany przez Ignacego Mościckiego, niedługo później znalazł się w rękach hitlerowskich, aby następnie służyć przedstawicielom ustroju komunistycznego. Przemianowany na dom wypoczynkowy i miejsce kolonii dla dzieci górników został zdewastowany. Na szczęście obecnie powrócił w prezydenckie ręce. Ukazuje międzywojenną klasę wszystkim chętnym, którzy… zapiszą się na zwiedzanie przynajmniej 7 dni wcześniej.

Puszczając wodzę wyobraźni, którą podbija przywołujący dawne czasy głos przewodnika, widz zanurza się w świat międzywojenny. Jakże doskonały w tworzonych przedmiotach, pomysłowy w zastosowanych rozwiązaniach i estetyczny w smaku.

Tekst ukazał się na łamach “Vectora Polonii”, nr 18 (81), 4.05.2014, http://www.vectorpolonii.com/.

Ulica Lipowa. Kraków. W salach tamtejszego Muzeum Sztuki Współczesnej wystawa unikatowej, ale bolesnej w brzmieniu sztuki. Zbiór dzieł jednego z najwybitniejszych polskich artystów Władysława Hasiora, widziany z perspektywy świata.

W domu było zimno

706370fa2a_slider

Materiały MOCAK, Kraków.

Waleria Hasior urodziła chłopca będąc panną. Potem wyszła za mąż, za człowieka nie będącego ojcem malca. Mężczyzna ów nie sprawdzał się w roli ojczyma. Szybko pozbył się dziecka z domu. Młody Władysław Hasior sam musiał zadbać o siebie. Jako nastolatek pracował na warsztatach kolejowych i w okopach. Działał bardzo sprawnie w harcerstwie, co okazało się jego deską ratunkową.

Tam właśnie poznał swoją opiekunkę i protektorkę – Marię ze Styczyńskich Butscherową-Długopolską. Ona to wysłała chłopca na naukę do zakopiańskiej Szkoły Przemysłu Drzewnego, która niedługo potem przekształcona została w Państwowe Liceum Technik Plastycznych. Miejscem jego dalszej edukacji stała się Warszawa i tamtejsza Akademia Sztuk Pięknych. Po skończeniu studiów, jako artysta powrócił w rodzinne strony. Dostał wakat nauczyciela w, jakże znajomym, Liceum Technik Plastycznych.

W pogoni za zmysłem

Materiały MOCAK, Kraków.

Materiały MOCAK, Kraków.

Hasior otrzymał stypendium rządu francuskiego i na motorze wyruszył w podróż do Paryża. Był 1959 r. Na miejscu artysta utopił się w sztuce świata. Zwiedzał muzea, galerie, pracowanie. Robił szkice, zdjęcia i notatki, które później opublikował w formie dziennika z podróży.

Pisał m. in.: „najważniejsze Muzeum u Paryżu – Muzeum Człowieka. Wszystkie eksponaty tam zebrane są stworzone przez życie”, a także „inspirowanie się cudzą twórczością to bardzo przyjemna kradzież”. Po wizycie w studio Ossipa Zadkina nakreśli: „to człowiek wyjątkowo serdeczny i budzi zaufanie… o moich rzeźbach wyraża się zbyt pochlebnie”. Niemniej zwiedzanie i odwiedzanie znuży go szybko. „Mam już dość przyglądania się piekielnej wrzawie, jaką się tutaj organizuje wokół handlu przedmiotami niesłusznie nazywanymi dziełami sztuki”. Wracał do Polski przez Włochy. Nieustannie zachwycał się zdobyczami cywilizacji twórców różnorodnych. „Ciemno, mokro, wokół chlupie woda i pachnie rybami… to cudny, bajecznie kolorowy teatr” – napisze o Wenecji. Po powrocie stworzył pracę „Moje złote buty”. Para pozłacanych trzewików, na tle różowego tła z pluszu, a wszystko nakryte szklanym kloszem…

Martwe lalki i świeca

Materiały MOCAK, Kraków.

Materiały MOCAK, Kraków.

Hasior realizował rzeźby, instalacje, sztandary, ceramiki, assemblage, rysunki, kolaże, scenografie. Był artystą wieloznacznym. Jego twórczość budziła zachwyt i przerażenie. Stoi ona na skraju obłędu i nieposkromionej wyobraźni, która zyskała utalentowanego demiurga.    „Hasiorowi udało się ożywić złą, zepsutą materię. Stworzyć z konkretu – iluzję” – pisał na łamach „Nowej Kultury” Jerzy Sztajuda. A publiczność (na jednej z pierwszych warszawskich wystaw artysty) proszona o wpisy do księgi pamiątkowej poza słowami uznania i zadumy – „Na polskim etapie myślenia są to rzeczy rewolucyjne”, „To jest naprawdę sztuka”, „Brak mi słów pochwalnych” – pozostawiła i inny ślad: „Hasior! Bój się Boga”; „Zabierz się chłopie do uczciwej pracy – nie psuj bliźnim humoru”.

a34d0563de_slider

Materiały MOCAK, Kraków.

Sam twórca wyrażał się o swoich poczynaniach z niezwykłą, naturalną głębia myśli. W wywiadzie telewizyjnym „Portret” powiedział: „ten rodzaj działań istnieje od początku, a wynika z… potrzeby, by nadawać przedmiotom i rzeczom inne niż ich codzienne, utylitarne, znaczenie. … Tak jak w ludowych opowieściach funkcjonują latające dywany, siedmiomilowe buty i czapki-niewitki, tak jest i szansa wśród milczących, czekających przedmiotów, że ktoś – artysta – zechce ten przedmiot wziąć do ręki i uruchomić strefę zawartych w nim poetyckich znaczeń”.

Z pewnością na wrażliwość i wyobraźnię artysty wpłynęły krajobrazy jego życiorysu. Dodała mu skrzydeł i motywów twórczość ludowa, dzieła sztuki sakralnej, odwiedzane kościoły. Do tworzenia używał wszystkiego. Od grabi, motyk, poprzez naczynia, narzędzia dentystyczne, po manekiny, części lalek, materiały o różnych kolorach i teksturze. „Przedmioty te – ich kiepska jakość i brzydota – odzwierciedlają całą nędzę polskiego życia na prowincji, jego zgrzebność i tandetę, zły gusty i bylejakość” – podsumowywała Anna Żakiewicz.

Ukłon w stronę świata

30fe2b2738_slider

Materiały MOCAK, Kraków.

Obecnie krakowski MOCAK prezentuje pierwszą, od 40 lat, wystawę indywidualną Hasiora. Tym razem jego twórczość ujęta została w perspektywie nie tylko małego miasteczka Zakopane, ale światowej sceny, na której główną rolę grają sztuki piękne.

„Hasior porównywany jest z Robertem Rauschenbergiem, prekursorem asamblażu i pop-artu. Dzieła obu twórców wykorzystują elementy znalezione, „śmieci symboliczne”, których znaczenie jest zależne od różnych uwarunkowań historyczno-społecznych. […] Obaj korzystają z symboli powszechnych w obrębie ich kultury. U Hasiora odnoszą się one głównie do kwestii historycznych i patriotycznych, u Rauschenberga podążają w kierunku codzienności. Pomimo tego, że technika pracy obu artystów jest podobna” – piszą organizatorzy ekspozycji. Wystawa potrwa do 27 kwietnia 2014 r.

Cytaty [za:] A. Żakiewicz, Władysław Hasior 1928-1999, Warszawa 2005.

Niniejszy tekst opublikowany został na łamach “Vectora Polonii”, marzec 2014 r, http://www.vectorpolonii.com/.

Powstała w Stanach Zjednoczonych z inicjatywy Lubomira Tomaszewskiego. Istnieje po dziś dzień zmieniając skład, ale nieustannie wyznając te same ideały.

thumb471-plakat.resized_copy_copy-13442e46f5aa1d42ff5974439e935784Grupa artystów o nazwie „Emocjonaliści” świętuje swoje dwudziestolecie. Z tej okazji wystawy m. in. Spółdzielczym Domu Kultury przy ul. Wojska Polskiego 9 w Starachowicach, od 21.03 do 17.04 2014. A ode mnie serdeczne gratulacje!

Poniżej tekst z 2008 roku, który powstał na potrzeby katalogu wystawy Bruk. Natura. Emocje. Wystawa międzynarodowej grupy „Emocjonaliści”, kuratorka: A. Rudek, Muzeum im. K. Pułaskiego, Warka.

 

Anna Rudek [Śmiechowska]
W zgodzie z naturą sztuk

Nowy Jork, na wskroś nowoczesna galeria. Pewien artysta, narodowości włoskiej, przedstawia sztukę – wypieszczone, eleganckie pudełeczka wypełnione własnymi ekskrementami. Jak głosi legenda, ten szokujący impuls stał się powodem stworzenia grupy artystycznej, która chroniłaby świętość sztuki.

Na tych podstawach, zaczyna się historia „Emocjonalistów”, międzynarodowej grupy artystycznej powstałej w 1998 roku w Stanach Zjednoczonych, z inicjatywy rzeźbiarza – Prof. Lubomira Tomaszewskiego.

Wcześniej, w 1994 roku, artysta współzałożył grupę pod nazwą „In tune with Nature”. Działając wraz z Aleksandrą Nowak (malarką) oraz Kathryn Kollar (choreografem) „zdecydowaliśmy się szukać wspólnego podłoża dla różnych rodzajów sztuki” – wspomina Tomaszewski.

Pierwsza grupa, po kilku wspólnych wystawach, w których pojawiały się także pokazy taneczne, zaczęła ewoluować. Powiększała swoje szeregi, gdyż dołączyli do niej: Krzysztof Medyna (muzyk), Józefa Tomaszewska (tkacz), Janek Hausbrandt (fotograf), Ivan Bratko (rzeźbiarz) i Jan Kapera, który opracował filozofię grupy i został obwołany jej „ideologicznym liderem”. Po kilku latach wspólnej pracy, zdecydowano zamienić nazwę na bardziej przystępną. Po analizie kilku propozycji wybrano miano – „Emocjonaliści”, za czym poszły kolejne artystyczne osobowości, jak i poszerzenie filozoficznych przesłanek przyświecających zgrupowaniu.

Podstawowym założeniem i celem istnienia „Emocjonalistów” jest korzystanie z pierwotnych źródeł sztuk, co oznacza po pierwsze: odnalezienie i czerpanie z natury sztuk oraz, co za tym idzie, prostotę przekazu wywołującą u widza przeżycia emocjonalne.

Krytyczny stosunek do wszelkich przejawów nowoczesności – rozumianych, jako awangarda – cechuje się odrzucaniem najnowszych form wyrazu, wszelkich niestandardowych tematów i pomysłów, jak i nadmiaru przeżyć intelektualnych.

Założyciel grupy – Lubomir Tomaszewski, w wywiadzie udzielonym Ewie Bobrowskiej-Jakubowskiej, wyznaje: „XX wiek, to generalny chaos w świecie sztuki […] wraz z pojawieniem się idei „sztuka dla sztuki”, straciła ona swoje podstawowe i najważniejsze cele […] obalone zostało, to, co jest najsilniejszą i najlepszą stroną ludzkiej aktywności – nastroje, uczucia i emocje. […] Dzieła sztuki stały się banalnymi dowcipami […] straciły swój wizualny, plastyczny język – nie mogą istnieć bez komentarzy artystów, czy krytyków”.

Ten swoisty „dewotyzm” głoszony w wypowiedziach Tomaszewskiego, to czysty powrót do tego, co w sztuce klasyczne, czyli najpiękniejsze. Jak głoszą „Emocjonaliści”, dzieła sztuki powinny być tworzone przez ludzi, dla ludzi, muszą wywoływać łzy, uśmiechy i wewnętrzne burze.

Tematyka prac należących do formacji artystów, oscyluje pomiędzy pejzażami i wszelkimi innymi formami przyrody, poprzez zurbanizowane otoczenie głównego wątku twórczości grupy, a mianowicie człowieka. Wszystko to, co ludzie konstruują, z czym współżyją, co ich otacza i stanowi o wnętrzu – wyczytać można w dziełach „Emocjonalistów”.

Pod względem artystycznym członkowie grupy, w dużej mierze zajmują się malarstwem, grafiką i fotografią, są wśród nich także rzeźbiarze i tkacze, jest i muzyk. Grupa składa się z wielu, różnorodnych artystów, a liczba członków zmienia się nieustannie. Listę zdobią osobowości tych, którzy mogli zaprezentować swoje prace w Warce, jak również tych, którym nie udało się pojawić m.in. Aleksandra Nowak, Julia Ambrose, czy Ivan Bratko.

Spora część „Emocjonalistów”, to artyści o polskich korzeniach, jednak w szeregach odnaleźć można również Ukraińców i Amerykanów. Artyści rozproszeni są po całym świecie, większość żyje w Stanach Zjednoczonych, ale i we Francji, Niemczech oraz Polsce.

Grupa zdobyła liczną widownie na całym świecie. Pokazy „Emocjonalistów” organizowane są zarówno przez członków, jak i kuratorów zewnętrznych. Dotychczas grupa wystawiała w wielu miejscach w Ameryce i Europie, min. w Clark (Skulski Art Gallery – 1998), Nowym Jorku (np. „Emotionalists and his Friends” II International Chopin and Friends Festival – 2000; „Emotionalism” International Cultures Festival – 2002; „10 years” Kurier + Gallery – 2004; „The Nature of Art” Shtooka Gallery – 2006, „Emotionalism” New Century Artists Gallery – 2007), Connecticut („The Nature of Art-4” Polish American Foundation – 2008), Stamford, Cambridge, Harvard („3 times emotion” Gutman Gallery – 2003),

a także we Francji, gdzie w 2001 roku prezentowano wystawę „Cheval Emotion” – Maison du Cheval, Haras National de Tarbes; a w 2003 roku pod hasłem „Musique et emotions plastiques” grupa zaprezentowała się w Chateau d’Ars, La Chatre. W 2002 roku w Niemczech obyła się wystawa „Emotionalisten” w Krakauer Turm, Nurnberg, znaczącą była również ekspozycja objazdowa po Polsce, którą prezentowano w 2003 roku w Warszawie, Sandomierzu i Piasecznie.

Niniejsza wystawa przedstawiająca dokonania grupy „Emocjonalistów” zatytułowana została „Bruk, natura, emocje”. Krótka kompilacja rzeczowników, w zamyśle autora zawrzeć miała to, co dla artystycznej formacji najważniejsze, czyli to, co staje się tematem dzieł sztuki oraz to, co jest sztandarem ich twórców.

Sztuka to przeżycie, więc zanurzmy się w uczuciach…

Z jednej strony miał szczęście do protektorów i wielbicieli, z drugiej krytyków i wrogów. Tworzył głównie rzeźby, ale i obrazy, rysunki, meble, tkaniny, sztuki teatralne. Rozwijał rozmaite zainteresowania i odtwarzał fantastyczne wizje. 

Krowy, wierzby, maki

IMG_0863

Prace Bolesława Biegasa eksponowane w Bibliotece Polskiej w Paryżu. Foto. ARS

Jako Bolesław Biegalski urodził się w Polsce, pod zaborami. Był 1877 r. Rodzice jego, należący do drobnej szlachty wiedli ubogie, acz szczęśliwe, wiejskie życie. Idyllę dzieciństwa przerwała śmierć ojca i brata. „Dwa martwe ciała, ojca i brata, wyryły smutek w mojej pamięci – wspominał artysta – Już żyłem tylko wrażeniem wspomnień tych dni okrutnych, które zmieniły spokój i szczęście w chaos kłopotów nędzy straszliwej”. Miał wówczas 9 lat. Jakiś czas później matka ponownie wyszła za mąż. Artysta zyskał ojczyma, który był podoficerem w wojsku carskim. Mając trzynaście lat stracił i matkę.

Dalsze losy twórcy pisane były niczym bajka. Pierwsze jego artystyczne próby zyskały grono znamienitych protektorów. Ludzie ci – Aleksander Rzewnicki,  Franciszek Rajkowski, Adam Krasiński, Aleksander Świętochowski – nieustannie towarzyszą, wspierają i pomagają artyście. Jeden z protektorów optuje za zmianą nazwiska artysty, aby „brzmiało bardziej chłopsko”. Tak z Bolesława Biegalskiego, powstał Bolesław Biegas.

Artysta z łaski

IMG_0852

Prace Bolesława Biegasa eksponowane w Bibliotece Polskiej w Paryżu. Foto. ARS

Pierwszą warszawską wystawę wczesnych prac artysty organizuje Aleksander Świętochowski. Przy tej też okazji, pisze apel o pozyskanie dla Biegasa środków na kształcenie. Udało się zyskać fundusze na cztery lata studiów. Artysta udał się do Krakowa. Otworem stanęła przed nim Szkoła Sztuk Pięknych.

Jego nauczycielem został Konstanty Laszczka. Gusta Profesora i ucznia rozeszły się dosyć szybko. Przysłowiowym „gwoździem do trumny” okazała się secesja. Był 1901 r. Kraków. Po Szkole Sztuk Pięknych przechadzali się delegaci przygotowujący Dziesiątą Wystawę Secesji Wiedeńskiej. „Ku zdziwieniu Laszczki i jego uczniów delegaci zapraszają Biegasa do udziału w organizowanej przez siebie wystawie. Niedługo potem otrzymuje on formularz członkowstwa i zostaje pierwszym studentem przyjętym do prestiżowego stowarzyszenia, któremu przewodniczy sam Gustav Klimt” – pisze Xavier Deryng. Dodatkowym efektem było wyrzucenie Biegasa ze Szkoły.

Z Montparnasse

IMG_0855

Prace Bolesława Biegasa eksponowane w Bibliotece Polskiej w Paryżu. Foto. ARS

Syn marnotrawny wyeliminowany niejako z polskiej sztuki, święcił niemałe triumfy na zachodzie Europy. Wiedeń, Monachium, Berlin. Biegas zostaje polecony do Szkoły Sztuk Pięknych w Paryżu. W stolicy Francji znajduje majętnych protektorów, który traktują artystę jak własnego syna. Baron Henryk Trutschel i jego żona Jadwiga nee Konopacka. Dzięki nim będzie mógł poświęcić się jedynie studiom i sztuce. W szale twórczym, w jaki wpada we Francji, zapomina o formalnościach. Nie przeszkadza to jednak w jego dalszych artystycznych działaniach.

Tworzy sporo rzeźb różnego rodzaju, które wystawia na XVIII Salonie Niezależnych. Krytyka artystyczna zauważa jego osobę. Biegasowi poświęca tekst Laurence Jerrold, pisząc „Jest wielka siła we wszystkich jego pracach, które widziałem”. Specjalny numer o jego rzeźbie wydaje „La Plume”. Biegas jest znany. Wystawy, w których uczestniczy, spotykają się z wielkim zainteresowaniem, a niemal każda recenzja przytacza jego nazwisko. Staje się również powodem skandali artystycznych. W tym tego, dotyczącego obrazu „Wojna rosyjsko-japońska” wystawianego podczas Salonu Niezależnych w 1907 r. Reakcje ostatecznie doprowadzają do zdjęcia pracy. O wydarzeniu pisze większość paryskich dzienników.

IMG_0858

Prace Bolesława Biegasa eksponowane w Bibliotece Polskiej w Paryżu. Foto. ARS

Artysta zmarł w Paryżu. Miał 77 lat. Otaczała go już wówczas mgła zapomnienia.

Lejące się formy
Bolesław Biegas doceniany i szanowany był za swoje nowatorskie rzeźby. Ponadto zajmował się projektowaniem mebli, tkanin. Z mniejszymi sukcesami próbował sił w malarstwie. Był również autorem sztuk teatralnych.

Jego prace stanowiły niejako „punkt zwrotny” sztuki polskiej, który skierował ją ku nowoczesności. Powstające w odmętach zagmatwanej wyobraźni formy, przywodziły na myśl legendy, czy fantastykę rodem ze średniowiecznych opowieści rycerskich. Sztuka Biegasa to „prymitywizm symboliczny”. Jest nieco przestylizowana i przekształcona filozoficznie. Niemniej towarzyszące jej uproszczenie w zupełnie nowatorskiej formie, stanowią o największym walorze.

Tekst ukazał się na łamach „Vectora Polonii”, marzec 2014, http://www.vectorpolonii.com/

 

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Znany jako malarz i ojciec nieszczęśliwego syna. Rzadko kojarzony z fotografią, która była jego partnerką niemal od dzieciństwa. Zdzisław Beksiński i jego czarno-białe fotografie tworzą wybitny duet opowiadający porywające historie.

Najmłodsze pstryknięcia

Niektóre prace fotograficzne Beksińskiego, to tylko negatywy. Znajdują się w zbiorach muzealnych i nigdy jeszcze nie ujrzały ciemni (czy raczej papieru). Artysta zajął się tym rodzajem sztuki, już na studiach. A z aparatem paradował od najmłodszych lat. Najpierw tworzył dzieła, na których dokumentował rzeczywistość, a potem uzewnętrzniał własne wizje artystyczne. Z fotografią zerwał zanurzając się bez pamięci w malarstwie i rzeźbie, a było to pod koniec lat 50.

„Fotografowałem bodajże od 1940 roku. Gdzieś od początku wojny ojciec dał mi swój stary aparat. To była icoretta Zeissa, taki mieszkowy aparat 6×6 cm. […] Choć fotografowałem dużo nie miało to charakteru twórczości. Fotografowałem kolegów, sytuacje, jakie się zdarzały. Czołgi z żołnierzami, nawet lotniska” – wspominał artysta.

Oprócz fotografii artystycznej, zajmował się fotografią dokumentalną i takimi odmianami zajęcia jak makrofotografia, mikrostruktury czy pseudo-reportaż. Jego modelką często bywała żona Zofia, a miejscem które zapisywał rodzinny Sanok.

Obecnie Beksiński zaliczany jest do grupy najlepszych fotografików polskich z lat 50. Jego dzieła nie należą do łatwych i prostych w odbiorze. To obrazy, które uciekają. Nagie pośladki, biust, dłonie, oko. Elementy ukryte za rekwizytami jak ściana, krzesło, cień… Nic nie wypowiedziane wprost. Wszystko schowane tak, aby widz sam mógł dopisać historię zdarzenia. To także mury, błotniste drogi, powiększone fragmenty struktur. Zapis szczegółowy wybranych elementów romantycznego pejzażu. Swoje dzieła nazywał „antyfotografią”.

„Krytyka, akcentując nowatorski sposób potraktowania fotografii, klasyfikowała artystę przede wszystkim jako twórcę awangardowego. Beksiński nigdy nie traktował tego medium jako środka utrwalającego rzeczywistość, dokumentującego istniejący zewnętrznie i obiektywny świat, ale jako osobistą kreację tego świata poprzez właściwą sobie ekspresję” – pisała Dorota Szomko-Osękowska.

Skonstruowany świat

Beksiński urodził się w 1929 r. w Sanoku. Studiował architekturę w Krakowie. Ponownie zamieszkał w rodzinnym mieście, gdzie m. in. projektował karoserie w fabryce autobusów Autosan. Potem przeprowadził się do Warszawy, gdzie żył i pracował aż do 2005 r. Został zamordowany we własnym mieszkaniu.

Od najmłodszych lat uprawiał sztukę. Jako chłopiec rysował akty, które służyły mu za towar wymienny. Jeden z takich rysunków przechwycony został przez szkolnego katechetę. Napiętnował on twórcę wygłaszając z ambony prorocze zdanie, przytaczane w książce  Magdaleny Grzebałkowskiej: „jest tu jeden między wami, który robi takie wstrętne rysunki! Ty, synu, umrzesz a twoje ohydne rysunki gorszyć będą jeszcze pokolenia”.

Był głównie malarzem i rzeźbiarzem, także fotografikiem, pod koniec życia interesował się i tworzył grafiki komputerowe. Choć sztuka Beksińskiego nie należy do łatwych, jest niezwykła i zachwycająca. Mroczno trupie krajobrazy. Zapisy strumienia myśli własnej wyobraźni. Zatopienie w często jednostajnych kolorach. Wszystko to nabiera znaczenia w różnych interpretacjach, niekoniecznie zamierzonych przez artystę.

Niniejszy tekst opublikowany został na łamach „Vectora Polonii”, marzec 2014 r, http://www.vectorpolonii.com/.

„Szkice z kultury – spotkanie w Wojciechem Plewińskim” odbędzie się w krakowskim MOCAKU 20 marca 2014 r., g. 18.

9e6b146755_large

pl.mocak.pl

O inicjatywie, tak piszą organizatorzy: „20 marca o godzinie 18 zapraszamy na spotkanie z Wojciechem Plewińskim, krakowskim fotografem, wieloletnim współpracownikiem tygodnika „Przekrój”. Wydarzenie towarzyszy wystawie „Władysław Hasior. Europejski Rauschenberg?”, której odrębną część stanowi seria 19 fotografii wykonanych przez Wojciecha Plewińskiego w 1962 roku w zakopiańskiej pracowni Władysława Hasiora. Ta prezentacja jest punktem wyjścia tematu spotkania, jakim jest współpraca fotografa z artystami. Zaprezentowane zostaną zdjęcia, portrety i dokumentacja działań artystów sztuk wizualnych, twórców teatru i literatury. Spotkanie poprowadzi Katarzyna Wincenciak.

plewinski priv

Wojciech Plewiński, Niedziela w Dobczycach, fotografia, Galeria Roi Dore.

Wojciech Plewiński (ur. 1928) – krakowski fotografik, związany z tygodnikiem „Przekrój”, autor zdjęć portretowych i reportażowych. Z wykształcenia architekt – w 1955 roku uzyskał dyplom na Politechnice Krakowskiej i równocześnie w tym samym roku został przyjęty do Związku Polskich Artystów Fotografików. Od 1957 roku współpracował z redagowanym przez Mariana Eilego tygodnikiem „Przekrój”, gdzie jako jedyny fotograf zatrudniony był na etacie przez kilkadziesiąt lat. Związany był także z „Tygodnikiem Powszechnym” i Wydawnictwem Muzycznym. Ogromna część jego twórczości to zdjęcia teatralne. Wykonał fotografie do ponad 700 spektakli. Fotografował ludzi krakowskiej kultury i bohemy artystycznej, Piwnicę pod Baranami, happeningi Tadeusza Kantora, portretował muzyków, pisarzy, poetów i malarzy”.

Informacja podawana za stroną www MOCAKU – zobacz tutaj.

MOCAK. Muzeum Sztuki Współczesnej
ul. Lipowa 4
30-702 Kraków
Godziny otwarcia:
wtorek–niedziela 11–19
Tel. +48 12 263 40 00

Nieposkromiona wyobraźnia. Genialna forma. Wielowymiarowa wiedza. Przepych kształtu. Rozkosz symbolu. Niezmienny szum. Wszechobecna obraza. Majestat geniusza zderzony z pruderią epoki i losami pisanymi przez bezwzględną historię. Niesamowity talent wielkiego Mistrza. Stach z Warty Szukalski.

Fragmentaryczna wrzawa

Szukalski, Archives Szukalski. Foto. http://szukalski.com/

Szukalski, Archives Szukalski. Foto. http://szukalski.com/

Gdy miał szesnaście lat przybył z Chicago na egzaminy na Akademię Sztuk Pięknych w Krakowie. Jednym z pierwszych zadań jakie otrzymał było wykonanie rzeźby modelki. Szukalski wyrzeźbił… kolano. Profesor Konstanty Laszczka, w którego pracowni i pod okiem którego, wydarzenie to miało miejsce zaskoczony talentem bezczelnego młodzieńca przyjął go, bez żadnych egzaminów, w poczet studentów.

Stanisław Szukalski był niesamowitym rzeźbiarzem, ale też rysownikiem, malarzem, tworzył różnorodne projekty, zajmował się również pisaniem. Był „charyzmatycznym przywódcą Szczepu Rogate Serce” zrzeszającego jego zwolenników-artystów. Był również autorem projektu szkolenia artystów zwanego „Twórcownią” i wielu, wielu innych pomysłów. Urodził się w Warce koło Sieradza w 1893 r., zmarł w Stanach Zjednoczonych w 1987 r. Zwany był „Stachem z Warty”.

Szukalski, Archives Szukalski. Foto. http://szukalski.com/

Szukalski, Archives Szukalski. Foto. http://szukalski.com/

Chowany przez ojca Dionizego, na pewnego siebie wojownika był – jak wspominał Marian Konarski, jeden z jego późniejszych uczniów – „naturą gwałtowną”. Nieomal każdy jego manifest, publiczne wystąpienie czy pokazywany projekt wywoływały falę oburzenia, poszerzały grono obrażonych, a tym samym przysparzały artyście zapalonych zwolenników. Po jednej z wystaw w krakowskim Pałacu Sztuki w maju 1929 r. pisano o Szukalskim „Słowo <Szukalski> stało się w Krakowie tak popularne, jak karetka Pogotowia Ratunkowego”. Ekspozycja zgromadziła wówczas ok. 4000 widzów jednego dnia, a wszystko dzięki wcześniejszym ekscesom artysty.

Szukalski, Archives Szukalski. Foto. http://szukalski.com/

Szukalski, Archives Szukalski. Foto. http://szukalski.com/

Szukalski podziwiany był na nieomal całym świecie. Nazywano go m. in. „tytanem twórczym”, a krytyk i dziennikarz Burton Rascoe z „New York Tribune” pisał: „W porównaniu z Szukalskim, tacy rzeźbiarze jak Maillol, Brancusi, Epstein, Mestrovic i Bourdelle zdolni i utalentowani, są banalni, ubodzy w twórczą witalność, o ciasnej wyobraźni i niezręczni w zwyczajnym rzemiośle… Nigdy nie widziałem nikogo, kto wywarłby na mnie tak dogłębne wrażenie posiadania tej szczęśliwej kombinacji geniuszu i talentu”.

Demiurg bez równowagi
Szukalski był zapalonym narodowcem. Wielbił Polskę i jej elementy kulturowe. W swojej twórczości hołdował polskim motywom, legendom, mitom. Był zdeterminowany na stworzenie nowej sztuki narodowej.            

Szukalski, Archives Szukalski. Foto. http://szukalski.com/

Szukalski, Archives Szukalski. Foto. http://szukalski.com/

„Polska sztuka była zaledwie małpowaniem <zagranicy>, wszelkich mód Paryża –pisał Szukalski w katalogu wystawy Szczepu Rogate Serce (Kraków 1979) – czyli, że Polscy artyści wyrzekli się swej polskości i uparcie naśladowali europejską dekadencję. Nic więc dziwnego, że nigdy nie szanowali takich twórców jak Matejko, Wyspiański, Malczewski, Stryjeńska, Szukalski – bo ich miary były pożyczone z targowiska malujących spryciarzy, a nie własno-polskie [sic!]”. Niemniej jego dzieła posiadały wiele odnośników do cywilizacji starożytnych, głównie z Ameryki Południowej. Lechosław Lameński mówił o „wyraźnie paranoicznym podłożu” twórczości Szukalskiego, które powodowało powstawanie niezwykle skomplikowanych dzieł, nie mogących zaistnieć w umyśle odbiorcy bez odpowiedniego wprowadzenia.

To co pozostani

Szukalski, Archives Szukalski. Foto. http://szukalski.com/

Szukalski, Archives Szukalski. Foto. http://szukalski.com/

W słonecznej Kalifornii powstały Archives Szukalski (Archiwa Szukalskiego). Miejsce założone przez wyznaczonego przez artystę spadkobiercę Glenna Bray i jego żonę. Zadaniem jakie zostało im wyznaczone jest opieka i popularyzacja wiedzy o Stachu z Warty. Archiwa wydały kilka publikacji, organizują wystawy i spotkania na temat artysty, prowadzą również stronę internetową. Dziękuję p. Glennowi Bray za pomoc i pozwolenie na publikację zdjęć z Archives Szukalski (http://szukalski.com/).

*Cytaty [za:] Lechosław Lameński, Stach z Warty Szukalski, Lublin 2007.

Tekst ukazał się na łamach „Vectora Polonii”, nr. 72, 2014. http://www.vectorpolonii.com/

topolski02

Feliks Topolski, foto. Colin Davey (1968), kolekcja prywatna Mieczysław „Mietko” Rudek.

Iluzjonista kreski, fotoreporter rysunku, soczysty pisarz życia. Warszawski londyńczyk – Feliks Topolski. Życie spędził z ołówkiem w ręku podróżując po całym świecie. Na dłużej zatrzymała go jedynie Wielka Brytania i to „pod mostem”.

Przystanek narodziny

Całe życie Topolski był ulubieńcem losu, który nie szczędził mu fantastycznych przygód i obdarowywał szczęśliwymi trafami. Pojawił się w Warszawie 17 sierpnia 1907 roku, jako jedyne dziecko aktora Edwarda Topolskiego i Stanisławy Drutowskiej.

Artystyczną edukację zaczął od studiów na Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie, w pracowni Tadeusza Pruszkowskiego. „Mam pisać o ‹Pruszu›, spłaszczyć ‹Grubasa›, 100 kilo żywotności ogromnej, Światowida zainteresowań, trójwymiarowca niezaprzeczonego – na flądrę kartki papieru” – tak o mistrzu pisał w autobiografii. Pruszkowskiemu zawdzięczał wiele. On to odkrył talent w młodym chłopcu, sekundował mu i pomagał.

Artysta obracał się w środowisku warszawskiej bohemy. W 1932 roku założył grupę artystyczną noszącą nazwę – Loża Wolnomalarska. W latach 30, na zaproszenie Jana Lechonia, publikował rysunki i karykatury w satyrycznym piśmie „Cyrulik Warszawski”. Pod koniec studiów na ASP wyprawił się w podróż po Europie, zwiedzając m. in. Włochy i Niemcy. Był to pierwszy punk w jego życiorysie obieżyświata.

DSC03561

Topolski Century, foto. Mieczysław „Mietko” Rudek.

Przystanek persony

W połowie lat 30 Topolski zaczął szybować po londyńskim niebie. Pierwszą artystyczną misją powierzoną twórcy, była rola korespondenta „Wiadomości Literackich”, który miał wykonać cykl rysunków z obchodów jubileuszowych króla Jerzego V.

Szybko nawiązywał kontakty, które owocowały licznymi zleceniami, najczęściej uwieńczonymi sukcesami. Otrzymał m. in. angaż w „News Chronicle” i snobistycznym piśmie „Night and Day”. Rysunki z „Chronicle” opublikował w formie książki zatytułowanej „The London Spectacle”. Najciekawszą przygodą z londyńskiego światka bohemy, było spotkanie ze słynnym Georgem Bernardem Shaw. Znajomość zaowocowała zleceniami na tworzenie ilustracji do sztuk pisarza, a także licznymi portretami zebranymi w albumie „Portraits of GBS”. Pisarz określił Topolskiego wiele mówiącym zdaniem „zadziwiający rysownik, być może największy impresjonista w bieli i czerni” i stał się jego wielkim przyjacielem.

Podczas II wojny światowej Topolski otrzymał od króla Jerzego VI tytuł artysty wojennego. Pracował dla rządu angielskiego i polskiego, przebywając na niemal wszystkich frontach: w Rosji, Azji, Afryce, Anglii, Włoszech i na Dalekim oraz Środkowym Wschodzie. Dokumentował drogi polskich żołnierzy, wyzwolenie Rzymu, obozy koncentracyjne, uchodźców, a także proces w Norymberdze. Jego rysunki wojenne ukazały się w postaci książek „Britain in Peace and War”, „Russia in War”, „Three Continents, 1944-45”.

DSC03620

Foto. Mieczysław „Mietko” Rudek

Przystanek dokument

Artysta był kronikarzem swojego stulecia. Począwszy od 1953 r. tworzył „Topolski’s Chronicles” („Kroniki Topolskiego”), rejestrujące najważniejsze wydarzenia na świecie. Powstawały dla ponad 2000 prenumeratorów, a drukowane były przez twórcę metodą litograficzną na dużych arkuszach papieru pakowego.

Topolski pracował w Londynie w własnym studio, które urządził pod mostem Hungerford Bridge. Tam stworzył niesamowite pamiętniki malarskie, stanowiące o jego sztuce. „Memoir of the 20th Century” to akryl na ogromnych dyktach i tekturach zawieszanych pod sufitem pracowni. 6 metrów wysokości i 200 metrów szerokości pełnych obrazów przestawiających twarze, które widział i wydarzenia, których był bezpośrednim świadkiem.

Feliks Topolski pisał o sobie prosto, acz wymownie „jadę po prostu łakomie ołówkiem przez życie. Próbuję poddawać się temu, co widzę i ręka już sama chodzi”. Jego reporterski rysunek stał się prawdziwym dziełem sztuki i niezwykłą fotografią minionego, fascynującego stulecia.

Zobacz więcej na http://www.topolskicentury.org.uk/

Tekst ukazał się na łamach „Vectora Polonii”, styczeń 2014.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.