Archive for the ‘Wystawy’ Category

Wystawa prac Hanny Zawy Cywińskiej, które od kilku lat powstają w duecie z Worpusem (Wiesławem Budziejewskim), zaprezentowana zostanie w Kordegardzie już 23 lutego (czwartek) 2017 r.

img_9778

Na wystawie w warszawskiej galerii artyści przedstawią „płaskorzeźby złożone z 40 słów, poleceń komputerowych oraz tablic, a także prace złożone z modułów zmieniających swe układy. A to wszystko zestawione z monochromatycznymi barwami tła, ograniczonymi do czerni i bieli oraz odcieni złota”. Dzieła zamykają się w ramach cyklu „Skrypty”, osnutego na idei alfabetu Władysława Strzemińskiego. Inspiracją do działań duetu były teorie mistrza awangardy, ale i przemyślenia na temat zmieniającego się świata i obowiązującego języka.

Język komputera narzucił nowe, skrótowe formy porozumienia. Myślę, że ten język wywarł również głębszy wpływ na nasze współczesne zachowania. Przez używanie nowych środków komunikacji kształtujemy się inaczej. Wyrażając się skrótami zapewne też nasze emocje i nasza wrażliwość przechodzą podobne transformacje. […] Nam natomiast wydało się ważne zasygnalizowanie zmiany językiem sztuki. Jest to nasza artystyczna interwencja w świat nowych zachowań. Hasła takie jak „remove”, „transform”, „optimize” umieściliśmy w jednym, monotonnym, niekończącym się wierszu. Linia ta w bieli i czerni m a symbolizować nasze podporządkowanie się technologii. Nie ma tu miejsca na kolor – wszystko jest tylko białe albo czarne” – wspomina na temat jednej z prac Hanna Zawa Cywińska.

Informacje o artystach:

img_9784Hanna Zawa Cywińska – zajmuje się malarstwem, grafiką i rzeźbą. Studiowała reklamę i grafikę w State University of New York. W 1981 roku otrzymała dyplom w dziedzinie reklamy. W latach 1994-2004 mieszkała i pracowała w Szwajcarii. Aktywnie działa w Szwajcarskim Stowarzyszeniu Sztuki Wizualnej VISARTE. Od 2004 roku mieszka w Warszawie. Jest członkiem Międzynarodowego Stowarzyszenia Sztuki (UNESCO). Brała udział w ponad 150 wystawach na całym świecie.

Worpus Wiesław Budziejewski – zajmuje się malarstwem, grafiką, rzeźbą i grafiką projektową. Ukończył Wydział Grafiki Użytkowej w Państwowej Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych w Łodzi (obecnie Akademia Sztuk Pięknych im. Władysława Strzemińskiego). Od 1989 r. był pedagogiem w Studium Technik Teatralnych i Filmowych przy Zespole Szkół Plastycznych w Łodzi, w którym obecnie kontynuuje działalność pedagogiczną.

Skrypty. Zawa&Worpus  

23 lutego – 19 marca 2017 r.

Wernisaż 23 lutego (czwartek), g. 18:00

Galeria Kordegarda / Warszawa

www.kordegarda.org

Paryż kryje w sobie wiele ciekawych miejsc. Zachwycają nie tylko poszczególne dzielnice, małe uliczki, piękna architektura czy wielkie, światowej klasy kolekcje. Proponuje również wachlarz, rozproszonych po mieście małych muzeów, w których skrywane są niezwykłości.

Czternaście szkiełek

IMG_2731W stolicy Francji znajduje się czternaście muzeów, które (zrzeszone, jako instytucje miejskie) zwane są „Paris Musées”, czyli muzeami miejskimi. Wstęp do nich jest darmowy. Czasem odpłatne bywają organizowane tam wystawy czasowe. Zakładane często w miejscach zamieszkania danej postaci, której są poświęcone lub budynkach związanych bezpośrednio z jakimś wydarzeniem, ewentualnie obejmują swym obszarem rejony archeologicznych odkryć.

Wśród nich są placówki, w których odnaleźć można ślady życia i twórczości konkretnych artystów i literatów (Maison de Balzac, Maison de Victor Hugo, Musée Zadkine, Musée Bourdelle). Różne przykłady sztuk plastycznych zobaczyć można zaś w muzeum sztuki azjatyckiej prezentowanej przez Musée Cernuschi, czy Petit Palais będącego siedzibą muzeum sztuk pięknych oraz Musée d’art moderne de la ville de Paris, gdzie prezentowana jest sztuka XX i XXI w.

IMG_0829W ofercie znajdują się także przekrojowo prezentowane obrazy życia z konkretnych okresów historycznych, czy samego miasta. Musée Cognacq-Jay w Hôtel Donon prezentuje zdobycze XVIII w., w tym : biżuterię, ceramikę i meble. Musée Carnavalet, czyli muzeum historii miasta Paryża (będące najstarszą miejską placówką) pokazuje dzieje miasta od czasów najdawniejszych po dzień dzisiejszy. Wśród innych są też: Musée de la vie romantique i Musée du général Leclerc de Hauteclocque et de la Libération de Paris – Musée Jean Moulin. Ponadto – Musée Galliera, pokazujące znaczące dla miasta zajęcie czyli modę. Są również placówki związane  z archeologią, czyli: Katakumby i mieszczące się przy Notre-Dame krypty prezentujące archeologiczne odkrycia zabudowy miasta od czasów antycznych.

Strzeliste kolumny

IMG_0823Międzynarodowa Wystawa Sztuki i Techniki odbywała się w Paryżu w 1937 r.. W budynku powstałym na jej potrzeby obecnie mieści się Musée d’art moderne de la ville de Paris. Jego historia zaczyna się jednak dopiero w latach pięćdziesiątych XX w., kiedy to sale Petit Palais przestały starczać na, coraz liczniejszą, kolekcję nowej sztuki. Wówczas to przekonano władze miasta do stworzenia specjalnego miejsca w Palais de Tokyo. I tak, w 1961 r. otwarto mieszczące się tam do dnia dzisiejszego Muzeum.

Podstawą kolekcji stały się zbiory pozyskane w Petit Palais, a także od kolekcjonerów, takich jak: Emanuele Sarmiento, Mathilde Amos oraz Ambroise Vollard. Pokazywano m. in.: prace Matissea, Bonnarda, Deraina, Légera; meble Chareaua, Arbusa, Ruhlmanna, czy murale Villona. Z biegiem lat kolekcja ulega reorganizacji. Narodowe muzeum sztuki nowoczesnej powstaje w Centrum Georges Pompidou.

IMG_0834Obecnie w Palais de Tokyo oglądać zaś można prace twórców skupionych wokół grupy „Fluxus”, w tym Jean Dupuy. Ponadto: Wełna, Richter, Riley, Morellet. W tzw. „sekcji historycznej” odkrywać można: Fowizm, Kubizmu, Surrealizm, figuracje, Nowy Realizm. Jest tam wiele innych ruchów i twórców, którzy wywarli znaczący wpływ na obraz światowej sztuki ubiegłego wieku i czasów współczesnych.

Wysokie ogrodzenie

Aby znaleźć ten uroczy, biały budynek, trzeba zboczyć z głównej ulicy i przekroczyć bramę. Musée Zadkine mieści się w prywatnym domu i studio rzeźbiarza, niedaleko Ogrodu Luksemburskiego.

IMG_2726Ossip Zadkine pochodził z Witebska (obecnie na Białorusi). Był znanym rzeźbiarzem, a także grafikiem, malarzem i rysownikiem. Przeniósł się do Paryża, z Londynu. Był 1910 r.. Wkrótce stał się jednym z bardziej znaczących Kubistów. Potem, zafascynowany sztuką prymitywną, zaczął budować własny styl. Jego rzeźby to figury zdeformowane, poprzekładane. Łączą w sobie wszystkie fascynacje artysty. Zwłaszcza kubistyczne rozczłonkowanie i prymitywną formę. Przemyślane, naszpikowane zmysłem obserwacji. Choć chłodne, dzięki prześwitom i podziałom stają się lekkie. „Zamiast bezskutecznie poszukiwać nowych stylów i rozwiązań, rzeźbiarz powinien raczej zmieniać i przeplatać swoje cele. Potem nowość przychodzi do niego z własnej woli” – mawiał artysta. Główne tematy, jakie zajmowały Zadkina jako artystę to: postaci ludzkie, portrety, a także sceny biblijne i mitologiczne oraz tematyka wojenna.

Muzeum jego imienia ufundowane zostało przez żonę rzeźbiarza Valentine Prax. Poza budynkiem przekazała ona na rzecz miasta również prywatną kolekcję, która stała się podstawą zbiorów. Obecnie znajduje się tam około 300 rzeźb, a także prace na papierze (rysunki, fotografie).

Cień arkad

IMG_0827Dzieła innego rzeźbiarza mieści zaś Musée Bourdelle. Placówka znajduje się w prawdziwym atelier należącym niegdyś do Antoine Bourdelle – żyjącego w latach 1861–1929 rzeźbiarz. Wśród około 500 dzieł (głównie rzeźb, obrazów i szkiców) zobaczyć tam można również zgromadzoną przez artystę kolekcję prac z takimi nazwiskami, jak: Carrière, Delacroix, Ingres, czy Rodin. Muzeum, choć może nie porwać współczesnego widza dziełami, zaciekawi z pewnością obrazem życia i warunków w jakich pracował artysta przełomu XIX i XX w.. Ponadto odnaleźć tam można kilka polskich śladów.

Spod ręki Bourdella wyszły: pomnik Adama Mickiewicza i „Epopeja walk Polskich”. Jak wspomina Małgorzata Dąbrowska, w przypadku tego pierwszego dzieła artysta zrzekł się nawet wynagrodzenia. Powodem było m. in. to, że rzeźbiarz zafascynowany był historią i kultura kraju, popierał i wspierał niepodległościowe dążenia Polski. Wśród jego przyjaciół, znajomych znajdowało się wielu Polaków. W 1909 i 1910 r. jego prace prezentowano w Warszawie i Krakowie, gdzie cieszył się wielką popularnością. Wśród uczniów w pracowni artysty wyszukać można wielkie grono pielgrzymujących z Polski, w tym: Władysław Skoczylas, Piotr Hermanowicz czy Jadwiga Bohdanowicz.

IMG_0834Jak głosi informacja na stronie placówki, w muzeum obecnie trwają prace i zostanie ono udostępnione zwiedzającym dopiero na początku 2015 r. Dzieła artysty zobaczyć jednak można zwiedzając Musée d’Orsay, czy poszukując rzeźb w przestrzeni publicznej.

 

„Między „high-” i „low culture”: o filantropii w USA.

„W obliczu cięć budżetów publicznych na kulturę zawsze powstaje pytanie o możliwość przerzucenia, choćby częściowego, obowiązku finansowania na sektor prywatny. Europejczycy z tęsknotą spoglądają wówczas za ocean i zastanawiają się, jak czerpać z amerykańskich praktyk. Zapominają, że prywatne finansowanie kultury wynika przede wszystkim ze względów historycznych, nie z doraźnie adaptowanych rozwiązań…”

Tekst Kamili Lewandowskiej przeczytać można na: kulturasieliczy.pl

W Paryżu trwa wystawa prac na papierze Jana Lebensteina. Do niej wydano katalog z moim tekstem, zatytułowanym „Po drugiej stronie lustra. Lebenstein”.

Obrazek

A tam m. in.: „Jan Lebenstein był malarzem i grafikiem. Światowe triumfy święcił od początku po kres swojej kariery artystycznej. Niemniej wówczas, jak i obecnie, jego postać stoi gdzieś na uboczu historii. Powodów takiego stanu rzeczy jest wiele.
We wszystkich cechach (formalnych, jak i nieformalnych) jego sztuki znajdują się zupełne przeciwieństwa, stojące obok siebie jak równy z równym. Patrząc na piękno nie sposób pominąć brzydoty, a delikatność przebija się przez brutalność i tak dalej, dalej. Twórczość Lebensteina wykluła się z barwnego umysłu i życiowych doświadczeń. Wszystko to, co ukształtowało jego osobowość w niezwykły sposób odbija się i w dziełach.
Jako klucznik własnej sztuki artysta pozostawił widzowi cały pęk narzędzi, które pozwalają otwierać przeróżne drzwi. W jednym z wywiadów wypowiedział znamienną opinię: „pytanie jest koncepcją dzieła”…”.

Ekspozycja „JAN LEBENSTEIN. IN MEMORIAM” zorganizowana została z okazji 15. rocznicy śmierci artysty ( w 1999 r.) oraz 55. rocznicy przyjazdu do Francji (w 1959 r.). Trwa do 31 lipca 2014 r. w Galerie Roi Dore w Paryżu.

Więcej na stronie Galerie Roi Dore.

 

Tłusta farba, feeria barw, doskonałość kreski. Tematy: uliczne, knajpiane, teatralne, społeczne. Style różnorodne, wyrosłe na gruncie: polskim, ale też monachijskim, rzymskim, paryskim. Prace tworzone z wewnętrzną furią, ale chorobliwie perfekcyjne. Wszystko pokazuje wielki talent i niezwykły zmysł obserwacji.

Niedoceniana „moderność”

Aleksander_Gierymski_Zydowka_z_pomaranczami_ok.1880-1881

Żydówka z pomarańczami, ok. 1880-1881, olej, płótno, 65 x 54 cm, MNW. Foto. materiały prasowe Muzeum.

Królem był twórca realistycznych, wielkoformatowych obrazów olejnych, o tematyce historycznej. Jan Matejko. Pięknie i gęsto malowane sceny bitwy pod Grunwaldem, Hołdu pruskiego, czy portrety członków rodziny wyznaczały trendy w sztuce polskiej. Była też wielbiona Europa zachodnia. Style i mody tam obowiązujące oraz rewolucje artystyczne płynęły wartkim strumieniem do Polski, przez emigracyjne przyczółki, uczelnie, wyjazdy, przyjazdy. Artyści bywali m. in. w Monachium, gdzie, znajdowała się jedna z przystani polskiej bohemy artystycznej. Byli wśród nich: Józef Brandt, Józef Chełmoński, Władysław Czachórski, Maksymilian i Aleksander Gierymscy, Alfred Wirusz-Kowalski, Stanisław Witkiewicz.

Obraz polskiego malarstwa XIX i pocz. XX w. rysuje się w niezwykle skomplikowany sposób. Sztukę polską tego okresu charakteryzowała ślepa wierność naturze. Wynikające z historycznych doświadczeń – popowstaniowych głównie – swego rodzaju wyciszenie palet barwnych, ruchu i narracji oraz naszpikowanie różnorodnymi symbolami. Krytyka jest zaś konserwatywna. Mimo to, wszystkimi otworami wlewał się modernizm. Niedoceniany, wyśmiewany, marginalizowany.

Duch starszego brata

„Mnie było trzeba sztuki i wiary w siebie; mam pierwszą, druga może przyjdzie. Wybaczcie mi, ale nie wolno brać mnie tak płytko, jakeście mnie brali” – pisał do jednego z przyjaciół Aleksander Gierymski. Ze sztuką właśnie, miał styczność od najmłodszych lat. Jego starszy brat – Maksymilian – był artystą. On sam kształcił się najpierw w Klasie Rysunkowej w Warszawie, a potem na Akademii Sztuk Pięknych w Monachium. Tam, za pracę dyplomową „Scena sądu” (przedstawiającą fragment „Kupca weneckiego” Williama Szekspira) został nagrodzony złotym medalem. Niemal całe życie spędził poza granicami Polski. Bywał w Rzymie, Paryżu, Wiedniu. Jego wyjazdy miały związek również z nękającą artystę nerwicą. Gierymski był nie tylko malarzem. Pracował jako ilustrator, tworząc dla takich tytułów jak „Kłosy, czy „Tygodnik Ilustrowany”, ale i prasy niemieckojęzycznej. Ostatnie lata życia spędził w słonecznej Italii, gdzie zmarł.

di91219_1

Portret Aleksandra Gierymskiego, zakład fotograficzny Conrad , Warszawa, 1881-ca 1901. Foto. materiały prasowe Muzeum.

„Oto jestem już o wiele moderniejszy! Ta moderność polega, a co bardzo ważne, na zdecydowanym kolorze, położonym prawie od razu, bez przemęczania płótna ciągłymi laserunkami i malowanie świeżymi kolorami, bez pastwienia się nad obrazem…” – pisał artysta. Zarówno nieustannie doskonalony warsztat, jak i niezwykle wyostrzony zmysł obserwacji uczyniły Gierymskiego wielkim mistrzem. Buntownik polskiej konserwatywnej sceny twórczej, zapisał się w jej historii jako niedoceniany badacz nieznanego. Artysta światła i przekraczający swoją epokę brat.

Jego biografia rysuje się niezwykle ciekawie. Pojawiają się w niej, wspominane przez przyjaciół hałdy piasku, które usypywał i studiował. Praca oparta niejednokrotnie na ustawianiu modelek i robieniu fotografii, będących podstawą do dalszych działań twórczych, których celem ostatecznym był obraz olejny. Niemal obsesyjna fascynacja postacią pięknej i utalentowanej aktorki Heleny Modrzejewskiej. Opieka nad zmarłym w 28 roku życia bratem, którego był towarzyszem. Choroba, nadwrażliwość, zgorzknienie, brak pewności siebie, bieda.

„Od wczesnej młodości wyróżniała go bezkompromisowa postawa eksperymentatora, narażonego na momenty zwątpienia zarówno w swoje umiejętności, jak i w słuszność obranej drogi twórczej, jednak wytrwale poszukującego własnych rozwiązań, uwrażliwionego na przemiany zachodzące w tym czasie w sztuce europejskiej. Gierymski jest uważany za jednego z najbardziej świadomych prekursorów realizmu w malarstwie polskim” – piszą organizatorzy wystawy artysty, odbywającej się obecnie w Muzeum Narodowym w Warszawie.

Dwa brzegi jednej rzeki

W altanie, 1882, olej, płótno, 137 x 148 cm, MNW. Foto. materiały prasowe Muzeum.

W altanie, 1882, olej, płótno, 137 x 148 cm, MNW. Foto. materiały prasowe Muzeum.

W dwóch miastach położonych nad Wisłą, odbywają się dwie wystawy, dwóch wspaniałych polskich artystów. To projekt „Bracia Gierymscy”. W Warszawie można oglądać twórczość Aleksandra, w Krakowie zaś Maksymiliana Gierymskich. „Daliśmy publiczności niepowtarzalną okazję zobaczenia i porównania niemal w tym samym czasie malarstwa tych artystów” – tłumaczy kuratorka Ewa Micke-Broniarek.

Na warszawskiej ekspozycji – której wartość określa postać tego mniej cenionego, a raczej mniej znanego, brata – prezentowana jest niemal cała spuścizna artysty. Ponad sto obrazów, do tego rysunki oraz drzeworyty. Jak wspominają organizatorzy wystawy, większość prac pochodzi z kolekcji Muzeum Narodowego w Warszawie pozostałe, to zbiory z innych muzeów polskich i zagranicznych oraz własności osób prywatnych. Wystawy – „Aleksander Gierymski 1850–1901”, jak i „Maksymilian Gierymski. Dzieła, inspiracje, recepcja” – potrwają do 10 sierpnia.

 

Tekst opublikowany został na łamach „Vectora Polonii”, nr 22 (85), 1 czerwca 2014. www.vectorpolonii.com

Życiorys artysty przesiąknięty jest wygnaniem. Wojna. Koniec szczęśliwego domu, gdzie na gitarze grywał ojciec, a rodzeństwo bawiło się w bohaterów czytanych książek. Komunizm. Studia, wystawy, nagrody, a jednak aresztowanie i decyzja o emigracji. Paryż. Miasto pełne wolności i możliwości, ale i samotności istnienia na marginesie dziejów.

Paryski świt
Pani domu, litografia, 1966Choć artysta bardzo związany był z Polską, to historyczne burze skierowały jego statek ku wychodźstwu. Nieomal całe życie spędził w niełatwym państwie, jakim była Francja. Pomimo doświadczania wielkiej samotności oraz braku wymiernych efektów swego międzynarodowego sukcesu, ukochał Paryż. Miasto dawało mu namiastkę wolności, a przede wszystkim wachlarz rozmaitych przeżyć i krajobrazów. Motywy twórczości podnosił wprost z paryskiego bruku. Wszystkie te fascynacje odczytać można w jego dziełach patrząc przez pryzmat wiedzy, ale – co ważniejsze – wyobraźni. „Wiem na pewno, że najciekawsze okresy twórczości zdarzają mi się właśnie wtedy, gdy w intensywny sposób przezywam kontakty ze światem zewnętrznym, gdy uczestniczę w nim” – przyznawał w wywiadzie z Jerzym Stajudą.

1982 - Plakat przeciwko stanowi wojennemuWiadomo, że Lebenstein podziwiał Paryż i wszystko co z nim związane. Jego zakamarki, zakazane rewiry, podwórza, prywatne mieszkania, sofy i codzienności ich właścicieli z różnych stron świata stały się krajobrazem towarzyszącym duszy. Jego siostrzenica – Joanna Żamojdo – wspomina niezwykłą ciekawość wuja, który potrafił snuć opowieści o nieomal każdej paryskiej kamienicy. Chadzał na różnorodne ekspozycje, interesował się nieomal wszystkim. Wielokrotnie przesiadywał w Luwrze, studiując kolekcję i prowadząc zapiski z tych posiedzeń. Był również piewcą nocnego życie miasta.

O codzienności Lebensteina opowiadał Gustaw Herling-Grudziński. Przyjaciel artysty, po kończących się wizytach w siedzibie paryskiej „Kultury”, udawał się zazwyczaj do pracowni artysty, aby tam „posiedzieć w milczeniu przed jego nowymi płótnami, gwaszami, rysunkami”. Panowie bywali również w galeriach i muzeach kontemplując wspólnie różne ekspozycje. Niemniej, jak wspomina Herling-Grudziński, ich paryskie życie nawiązywało również do tradycji bohemy. „Nie gardziliśmy wódką, która ma (a raczej miała) właściwości rozwiązywania języka temu malarskiemu milczkowi, lub co ważniejsze mrukowi” – ujawniał pisarz.

Płótno, tektura, papier
1966 - litografia no 11Na studia artystyczne Lebenstein uczęszczał na Akademię Sztuk Pięknych w Warszawie. Nauki pobierał m. in. u Artura Nachta-Samborskiego. Debiutował na wystawie zorganizowanej przez Związek Polskich Artystów Plastyków, w 1954 roku. Od tamtej pory stał się jednym z najlepszym artystów młodego pokolenia. Otrzymał Grand Prix na I Biennale Młodych w Paryżu. W ramach nagrody mógł pojechać na stypendium do Francji, gdzie organizowano mu również wystawę. Artysta skorzystał z okazji. W efekcie, od lat 60., pozostawał na emigracji. Zmarł w Krakowie, w maju 1999 roku.

Dzieła Lebensteina nie są dosłowne. Pełne emocji i wyrafinowania przekazują światu najdziwniejsze, najokrutniejsze i niezwykle fascynujące treści. Estetyczna i wyrafinowana twórczość artysty jest sztuką niełatwego odbioru, sztuką literatów i poetów, sztuką intelektu i uczuć. „Na własny użytek dzielę więc sobie malarstwo inaczej: na dosłowne i zmetaforyzowane. Moje obrazy są metaforami emocjonalnymi. Ich zadaniem jest narzucić widzowi, dobitnie, ale bez taniego wrzasku, przeżycie jakiegoś dramatu emocjonalnego, który staram się pokazać za pomocą spontanicznej przenośni” – mówił w wywiadzie z Zdzisławem Jurkiewiczem.

Tablice pamięci
1966 - Litografia no 9W tym (2014 r.), przypada piętnasta rocznica śmierci Lebensteina. Obecnie jego twórczość można podziwiać na dwóch wystawach w Polsce i we Francji.

Pierwsza, trwająca już od 2 kwietnia, ekspozycja ma miejsce w Muzeum Narodowym we Wrocławiu. Placówka ta posiada jedną z największych kolekcji dzieł artysty. „Na wystawie zobaczymy aż 126 prac – obrazów olejnych, rysunków, litografii i gwaszy. Kolekcję budował konsekwentnie Mariusz Hermansdorfer, dawny dyrektor Muzeum Narodowego. Był zaprzyjaźniony z Janem Lebensteinem, odwiedzał go w Paryżu, a niektóre prace ofiarowane przez artystę, przemycał w bagażu podręcznym” – wspominają organizatorzy. Pokaz, w zamyśle kuratorów będący retrospektywą twórczości artysty, oglądać można do 10 sierpnia.

Druga z wspominanych ekspozycji trwać będzie od 22 maja w Galerie Roi Dore. W ramach „Jan Lebenstein. In Memoriam” – jak głosi tytuł wystawy – zobaczyć będzie można prace na papierze. M. in. pokazanych zostanie 15 litografii z Galerii Lambert, które prezentowane były w tym słynnym miejscu w 1973 r. Celem wystawy jest przypomnienie, ale także zapoznanie światowej publiczności z tym wybitnym, polskim artystą. A ponadto, jak wspominają organizatorzy „zamierzeniem wystawy jest zaprezentowanie Jana Lebensteina jako artysty i człowieka, żyjącego i tworzącego na emigracji. Szczególnie interesujące są dla nas trwałe ślady, które zostawiła jego sztuka na terenie Paryża oraz w świecie ilustratorskim”.

Tekst ukazał się na łamach „Vectora Polonii”, Nr 21 (84), 25.05.2014, www.vectorpolonii.com.

O paryskiej wystawie – www.roidore.com

Mówi się, że jej twórczość to malarstwo intelektualne. Sama przyznawała się do realizmu, surrealizmu i abstrakcji. „Arika Madeyska jest małym mistrzem sztuki wieku XX” – napisał o artystce Wiesław Banach. A ona tłumaczyła, z wrodzoną nieśmiałością, że obraz „powinno się… brać takim, jakim jest”.

Niezależność żony

02

Arika Madeyska, obraz na płótnie. Foto. dzięki uprzejmości córki artystki.

Z Polski wyjechała w 1966 r. Jej celem był Paryż. Otrzymała stypendium (sto dolarów miesięcznie), które miało jej umożliwić podróż i roczny pobyt w mieście. „A ponieważ miałam kłopoty z mężem i chciałam od niego odejść, postanowiłam tu zostać” – przyznała Elżbiecie Dzikowskiej.

Madeyska urodziła się w Warszawie, gdzie jej rodzina zamieszkała w związku z pracą ojca inżyniera. Matka – Wartuga Rozalia Unaniec – była przedstawicielką szlachty ormiańsko-gruzińsko-tureckiej, ojciec zaś – Władysław Orłowski – pochodził rodziny posługującej się herbem Lubicz. Artystka trzykrotnie wychodziła za mąż. Miała jedną córkę – Honoratę.

Arika Madeyska w jednej z paryskich kawiarni. Foto. dzięki uprzejmości córki artystki.

Arika Madeyska w jednej z paryskich kawiarni. Foto. dzięki uprzejmości córki artystki.

W latach 1948-1953 uczęszczała do Państwowej Wyższej Szkoły Sztuk Pięknych w Sopocie. Studiowała pod kierunkiem Artura Nachta-Samborskiego, Jacka Żuławskiego i Józefa Wnukowa. W Polsce, jak i za granicą, twórczość jej była ceniona niemal od początku. Zarówno wystawy, jak i laury pokrywały jej skronie wielokrotnie. M. in. brała udział w warszawskim Arsenale z 1955 r., pokazywała prace w Genewie czy Paryżu. W ostatnim z miast związała całe swoje życie.

Marność miłości

Madeyska to malarką, która tworzyła również makaty i collage. Jednak jej głównym zajęciem była konserwacja dzieł sztuki. Pracę w tej dziedzinie podjęła dopiero we Francji, z powodów czysto pragmatycznych. Gdy przyjechała na stypendium okazało się, że zaoferowana suma nie wystarcza na podstawowe wydatki. Przez chwilę była sprzątaczką, jednak szybko nabyła umiejętności konserwatorskie i pracowała m. in. przy renowacji sufitu w podparyskim pałacu Fontainebleau. Niestety zajęcie to, pomimo iż pozwalało jej uzyskiwać środki finansowe, nie przynosiło żadnej satysfakcji. „Konserwacja, to była ciężka praca fizyczna, nic dziwnego, że jej nienawidziła” – mówiła córka.

Arika Madeyska - szkice z Nowego Jorku. Foto dzięki uprzejmości córki artystki.

Arika Madeyska – szkice z Nowego Jorku. Foto dzięki uprzejmości córki artystki.

Ciekawa świata podróżniczka, o niezwykłej wrażliwości i delikatności, zdominowana onieśmieleniem. Wystawiała nieustannie na całym nieomal świecie (Polska, Stany Zjednoczone, Brazylia). Mimo to jej twórczość osnuta została mgłą zapomnienia. „W dalszym ciągu nie jestem znana, bo nie czynię żadnego wysiłku by było inaczej. A wysiłek winien być szalony, charakter zaś z żelaza. I siła przebicia” – usprawiedliwiała się Madeyska. Córka powiedziała o matce –„typowa artystka-boheme”. Widziała ją również jako dzielną, ale za mało przebojową.

01

Artystka w paryskiej pracowni. Foto dzięki uprzejmości córki artystki.

Przyjaciele i znajomi artystki zgodnie wspominają Madeyską jako osobę pełną życia, towarzyską, ciekawą świata. „Miała niezwykły temperament życiowy. Tyle rzeczy ją interesowało, tyle robiła projektów!” – mówiła Krystyna Letouzey. Honorata Madeyska-Jonquiere wspominała o paryskich, niedzielnych włóczęgach z matką, która „ciągnęła mnie na siłę…, żeby <się przejść>”. A chadzała w najróżniejsze zakamarki miasta. Muzea, galerie, pchle targi, antykwariaty, księgarnie, podwórka, pasaże, kina, teatry. Ale i kawiarenki, tak niezmiennie i głęboko wpisane w krajobraz Paryża. Siedząc przy małym, zapewne okrągłym, stoliku popijała mocne expresso i patrzyła… Na ludzi, ptaki, bruk, niebo. Na ten ciekawy świat.

W doskonałości

Malował i rysowała. Miasta, budynki, martwe natury, portrety, akty… ale przede wszystkim koła, koła, koła. „Kręcę się ciągle w koło” – przyznała Elżbiecie Dzikowskiej – dodając, że „forma okrągła jest najdoskonalsza i można ją bez przerwy eksploatować na nowo. Maluję na niej nie to co widzę, ale co już widziałam”.

04

Spowite w brązy kompozycje owalne Ariki Madeyskiej. Foto dzięki uprzejmości córki artystki.

Fascynacja tą, a nie inną figurą geometryczną, przyszła wraz z wizytą w domu Wassily’ego Kandinsky’ego. Odwiedzając pewnego razu żonę malarza, artystka zauważyła „obrazy kół”, które wywarły na niej niezapomniane wrażenie. Od tamtej pory stały się nieomal obsesją Madeyskiej. Tworzyła z nich pełne smaku, estetyki i delikatności kompozycje. Subtelnych płócien dopełniały – dobierane z niezwykłym wyczuciem i talentem – kolory. Do tych eterycznych wizji artystka dodawała jednak swoją niezwykłą życiową siłę, uzupełniając je kreskami i zadrapaniami.

Arika przy sztaludze lata 60

Artystka przy pracy, lata 60. Foto dzięki uprzejmości córki artystki.

Na tle abstrakcji niezwykle odmienne jest jej malarstwo przedstawieniowe. Na pierwszy rzut oka nieco prymitywne, zwykłe kolorowe domki, pejzaże. Niemniej kryją w sobie coś niepokojącego, niedopowiedzianego. Nie ma tam „prawdziwego” życia, tła z chmurkami. Owoce i kwiatki w wazonach w doskonałych, mięsistych barwach przesycone są jakimś chłodem. Portrety pozbawione wspomnień i osobowości, które zdawało by się powinny wyzierać z oczu modela. Czarne kreski tworzące obraz Manhattanu czy Brooklynu mimo zwięzłości, emanują niezwykłym czarem.

  • Powyższy artykuł ukazał się na łamach gazety „Vector Polonii”, maj 2014.
  • Bibliografia:
    1. Wiesław Banach, Madeyska, red.: Wiesław Banach, Ewa Kasprzak, katalog wystawy, Muzeum w Sanoku, Sanok 2006 (http://muzeum.sanok.pl/sklep/product.php?id_product=34).
    2. Dzikowska Elżbieta, Polacy w sztuce świata…, Warszawa.
    3. Oficjalna strona artystki: madeyska.com

 

 

 

Piotr Betlej, rysunek, www.piotrbetlej.com

Piotr Betlej, rysunek, http://www.piotrbetlej.com

Wszystkie prace opierają się na wspólnym mianowniku – „refleksjach”. Tytuł zainspirowany został myślami o podsumowaniach, o czasie na przemyślenia. Dlatego też wybrane na wystawę dzieła to przekrój twórczości Piotra Betleja. Zarówno prace stare, jak i nowe. Z twarzami obcych i autoportrety. Bardzo kolorowe i monochromatyczne. Pełne ekspresji i bardziej statyczne. Zbliżenia i nieco oddalone wizje całości. Wśród płócien olejnych i rysunki.

Piotr Betlej, rysunek, www.piotrbetlej.com

Piotr Betlej, rysunek, http://www.piotrbetlej.com

„Moje obrazy są po prostu kontemplacją codziennego życia. Dopiero gdy gotowa jest już koncepcja podejmuję decyzję, której użyć techniki, aby dodać więcej dramatu i piękna do moich obrazów czy rysunków” – mówi artysta. Wizje świata codziennego, zapisywane w różnych formach, zaprezentowane zostały na wystawie w Galerie Roi Dore w pełnej krasie. „Chcieliśmy, aby widz mógł zapoznać się z artystą, nie tylko przez jego prace, ale też przez niejako niego samego w obrazach czy rysunkach. Piotr Betlej to artysta autoportretu, który nabiera formy nie tylko w twarzy, ale i tematyce prac” – mówi Alicja Polap, przedstawicielka Galerii Roi Dore.

Piotr Betlej, rysunek, www.piotrbetlej.com

Piotr Betlej, rysunek, http://www.piotrbetlej.com

Piotr Betlej urodził się w Polsce w 1972 r. Tam też ukończył edukację plastyczną i rozpoczynał swoje działania jako artysta. Około 2005 r. przeniósł się do Paryża, gdzie pozostał na stałe. W stolicy Francji mieszka i pracuje. Od 2007 r. należy do grupy artystycznej „Emocjonaliści”, którą z USA przewodzi Prof. Lubomir Tomaszewski. Artysta brał udział w wielu wystawach zarówno indywidualnych, jak i zbiorowych. Były to pokazy w Paryżu i Nowym Jorku, a także w Polsce, np. w Muzeum im. K. Pułaskiego w Warce.

 

 

„Refleksje”, wystawa prac Piotra Betleja

Wystawa 11 kwietnia – 17 maja 2014 r.
Galerie Roi Dore
6, Rue Sainte Anastase
75003 Paris – France
+33 1 42 78 54 42
galerie@roidore.com

Ulica Lipowa. Kraków. W salach tamtejszego Muzeum Sztuki Współczesnej wystawa unikatowej, ale bolesnej w brzmieniu sztuki. Zbiór dzieł jednego z najwybitniejszych polskich artystów Władysława Hasiora, widziany z perspektywy świata.

W domu było zimno

706370fa2a_slider

Materiały MOCAK, Kraków.

Waleria Hasior urodziła chłopca będąc panną. Potem wyszła za mąż, za człowieka nie będącego ojcem malca. Mężczyzna ów nie sprawdzał się w roli ojczyma. Szybko pozbył się dziecka z domu. Młody Władysław Hasior sam musiał zadbać o siebie. Jako nastolatek pracował na warsztatach kolejowych i w okopach. Działał bardzo sprawnie w harcerstwie, co okazało się jego deską ratunkową.

Tam właśnie poznał swoją opiekunkę i protektorkę – Marię ze Styczyńskich Butscherową-Długopolską. Ona to wysłała chłopca na naukę do zakopiańskiej Szkoły Przemysłu Drzewnego, która niedługo potem przekształcona została w Państwowe Liceum Technik Plastycznych. Miejscem jego dalszej edukacji stała się Warszawa i tamtejsza Akademia Sztuk Pięknych. Po skończeniu studiów, jako artysta powrócił w rodzinne strony. Dostał wakat nauczyciela w, jakże znajomym, Liceum Technik Plastycznych.

W pogoni za zmysłem

Materiały MOCAK, Kraków.

Materiały MOCAK, Kraków.

Hasior otrzymał stypendium rządu francuskiego i na motorze wyruszył w podróż do Paryża. Był 1959 r. Na miejscu artysta utopił się w sztuce świata. Zwiedzał muzea, galerie, pracowanie. Robił szkice, zdjęcia i notatki, które później opublikował w formie dziennika z podróży.

Pisał m. in.: „najważniejsze Muzeum u Paryżu – Muzeum Człowieka. Wszystkie eksponaty tam zebrane są stworzone przez życie”, a także „inspirowanie się cudzą twórczością to bardzo przyjemna kradzież”. Po wizycie w studio Ossipa Zadkina nakreśli: „to człowiek wyjątkowo serdeczny i budzi zaufanie… o moich rzeźbach wyraża się zbyt pochlebnie”. Niemniej zwiedzanie i odwiedzanie znuży go szybko. „Mam już dość przyglądania się piekielnej wrzawie, jaką się tutaj organizuje wokół handlu przedmiotami niesłusznie nazywanymi dziełami sztuki”. Wracał do Polski przez Włochy. Nieustannie zachwycał się zdobyczami cywilizacji twórców różnorodnych. „Ciemno, mokro, wokół chlupie woda i pachnie rybami… to cudny, bajecznie kolorowy teatr” – napisze o Wenecji. Po powrocie stworzył pracę „Moje złote buty”. Para pozłacanych trzewików, na tle różowego tła z pluszu, a wszystko nakryte szklanym kloszem…

Martwe lalki i świeca

Materiały MOCAK, Kraków.

Materiały MOCAK, Kraków.

Hasior realizował rzeźby, instalacje, sztandary, ceramiki, assemblage, rysunki, kolaże, scenografie. Był artystą wieloznacznym. Jego twórczość budziła zachwyt i przerażenie. Stoi ona na skraju obłędu i nieposkromionej wyobraźni, która zyskała utalentowanego demiurga.    „Hasiorowi udało się ożywić złą, zepsutą materię. Stworzyć z konkretu – iluzję” – pisał na łamach „Nowej Kultury” Jerzy Sztajuda. A publiczność (na jednej z pierwszych warszawskich wystaw artysty) proszona o wpisy do księgi pamiątkowej poza słowami uznania i zadumy – „Na polskim etapie myślenia są to rzeczy rewolucyjne”, „To jest naprawdę sztuka”, „Brak mi słów pochwalnych” – pozostawiła i inny ślad: „Hasior! Bój się Boga”; „Zabierz się chłopie do uczciwej pracy – nie psuj bliźnim humoru”.

a34d0563de_slider

Materiały MOCAK, Kraków.

Sam twórca wyrażał się o swoich poczynaniach z niezwykłą, naturalną głębia myśli. W wywiadzie telewizyjnym „Portret” powiedział: „ten rodzaj działań istnieje od początku, a wynika z… potrzeby, by nadawać przedmiotom i rzeczom inne niż ich codzienne, utylitarne, znaczenie. … Tak jak w ludowych opowieściach funkcjonują latające dywany, siedmiomilowe buty i czapki-niewitki, tak jest i szansa wśród milczących, czekających przedmiotów, że ktoś – artysta – zechce ten przedmiot wziąć do ręki i uruchomić strefę zawartych w nim poetyckich znaczeń”.

Z pewnością na wrażliwość i wyobraźnię artysty wpłynęły krajobrazy jego życiorysu. Dodała mu skrzydeł i motywów twórczość ludowa, dzieła sztuki sakralnej, odwiedzane kościoły. Do tworzenia używał wszystkiego. Od grabi, motyk, poprzez naczynia, narzędzia dentystyczne, po manekiny, części lalek, materiały o różnych kolorach i teksturze. „Przedmioty te – ich kiepska jakość i brzydota – odzwierciedlają całą nędzę polskiego życia na prowincji, jego zgrzebność i tandetę, zły gusty i bylejakość” – podsumowywała Anna Żakiewicz.

Ukłon w stronę świata

30fe2b2738_slider

Materiały MOCAK, Kraków.

Obecnie krakowski MOCAK prezentuje pierwszą, od 40 lat, wystawę indywidualną Hasiora. Tym razem jego twórczość ujęta została w perspektywie nie tylko małego miasteczka Zakopane, ale światowej sceny, na której główną rolę grają sztuki piękne.

„Hasior porównywany jest z Robertem Rauschenbergiem, prekursorem asamblażu i pop-artu. Dzieła obu twórców wykorzystują elementy znalezione, „śmieci symboliczne”, których znaczenie jest zależne od różnych uwarunkowań historyczno-społecznych. […] Obaj korzystają z symboli powszechnych w obrębie ich kultury. U Hasiora odnoszą się one głównie do kwestii historycznych i patriotycznych, u Rauschenberga podążają w kierunku codzienności. Pomimo tego, że technika pracy obu artystów jest podobna” – piszą organizatorzy ekspozycji. Wystawa potrwa do 27 kwietnia 2014 r.

Cytaty [za:] A. Żakiewicz, Władysław Hasior 1928-1999, Warszawa 2005.

Niniejszy tekst opublikowany został na łamach “Vectora Polonii”, marzec 2014 r, http://www.vectorpolonii.com/.

Powstała w Stanach Zjednoczonych z inicjatywy Lubomira Tomaszewskiego. Istnieje po dziś dzień zmieniając skład, ale nieustannie wyznając te same ideały.

thumb471-plakat.resized_copy_copy-13442e46f5aa1d42ff5974439e935784Grupa artystów o nazwie „Emocjonaliści” świętuje swoje dwudziestolecie. Z tej okazji wystawy m. in. Spółdzielczym Domu Kultury przy ul. Wojska Polskiego 9 w Starachowicach, od 21.03 do 17.04 2014. A ode mnie serdeczne gratulacje!

Poniżej tekst z 2008 roku, który powstał na potrzeby katalogu wystawy Bruk. Natura. Emocje. Wystawa międzynarodowej grupy „Emocjonaliści”, kuratorka: A. Rudek, Muzeum im. K. Pułaskiego, Warka.

 

Anna Rudek [Śmiechowska]
W zgodzie z naturą sztuk

Nowy Jork, na wskroś nowoczesna galeria. Pewien artysta, narodowości włoskiej, przedstawia sztukę – wypieszczone, eleganckie pudełeczka wypełnione własnymi ekskrementami. Jak głosi legenda, ten szokujący impuls stał się powodem stworzenia grupy artystycznej, która chroniłaby świętość sztuki.

Na tych podstawach, zaczyna się historia „Emocjonalistów”, międzynarodowej grupy artystycznej powstałej w 1998 roku w Stanach Zjednoczonych, z inicjatywy rzeźbiarza – Prof. Lubomira Tomaszewskiego.

Wcześniej, w 1994 roku, artysta współzałożył grupę pod nazwą „In tune with Nature”. Działając wraz z Aleksandrą Nowak (malarką) oraz Kathryn Kollar (choreografem) „zdecydowaliśmy się szukać wspólnego podłoża dla różnych rodzajów sztuki” – wspomina Tomaszewski.

Pierwsza grupa, po kilku wspólnych wystawach, w których pojawiały się także pokazy taneczne, zaczęła ewoluować. Powiększała swoje szeregi, gdyż dołączyli do niej: Krzysztof Medyna (muzyk), Józefa Tomaszewska (tkacz), Janek Hausbrandt (fotograf), Ivan Bratko (rzeźbiarz) i Jan Kapera, który opracował filozofię grupy i został obwołany jej „ideologicznym liderem”. Po kilku latach wspólnej pracy, zdecydowano zamienić nazwę na bardziej przystępną. Po analizie kilku propozycji wybrano miano – „Emocjonaliści”, za czym poszły kolejne artystyczne osobowości, jak i poszerzenie filozoficznych przesłanek przyświecających zgrupowaniu.

Podstawowym założeniem i celem istnienia „Emocjonalistów” jest korzystanie z pierwotnych źródeł sztuk, co oznacza po pierwsze: odnalezienie i czerpanie z natury sztuk oraz, co za tym idzie, prostotę przekazu wywołującą u widza przeżycia emocjonalne.

Krytyczny stosunek do wszelkich przejawów nowoczesności – rozumianych, jako awangarda – cechuje się odrzucaniem najnowszych form wyrazu, wszelkich niestandardowych tematów i pomysłów, jak i nadmiaru przeżyć intelektualnych.

Założyciel grupy – Lubomir Tomaszewski, w wywiadzie udzielonym Ewie Bobrowskiej-Jakubowskiej, wyznaje: „XX wiek, to generalny chaos w świecie sztuki […] wraz z pojawieniem się idei „sztuka dla sztuki”, straciła ona swoje podstawowe i najważniejsze cele […] obalone zostało, to, co jest najsilniejszą i najlepszą stroną ludzkiej aktywności – nastroje, uczucia i emocje. […] Dzieła sztuki stały się banalnymi dowcipami […] straciły swój wizualny, plastyczny język – nie mogą istnieć bez komentarzy artystów, czy krytyków”.

Ten swoisty „dewotyzm” głoszony w wypowiedziach Tomaszewskiego, to czysty powrót do tego, co w sztuce klasyczne, czyli najpiękniejsze. Jak głoszą „Emocjonaliści”, dzieła sztuki powinny być tworzone przez ludzi, dla ludzi, muszą wywoływać łzy, uśmiechy i wewnętrzne burze.

Tematyka prac należących do formacji artystów, oscyluje pomiędzy pejzażami i wszelkimi innymi formami przyrody, poprzez zurbanizowane otoczenie głównego wątku twórczości grupy, a mianowicie człowieka. Wszystko to, co ludzie konstruują, z czym współżyją, co ich otacza i stanowi o wnętrzu – wyczytać można w dziełach „Emocjonalistów”.

Pod względem artystycznym członkowie grupy, w dużej mierze zajmują się malarstwem, grafiką i fotografią, są wśród nich także rzeźbiarze i tkacze, jest i muzyk. Grupa składa się z wielu, różnorodnych artystów, a liczba członków zmienia się nieustannie. Listę zdobią osobowości tych, którzy mogli zaprezentować swoje prace w Warce, jak również tych, którym nie udało się pojawić m.in. Aleksandra Nowak, Julia Ambrose, czy Ivan Bratko.

Spora część „Emocjonalistów”, to artyści o polskich korzeniach, jednak w szeregach odnaleźć można również Ukraińców i Amerykanów. Artyści rozproszeni są po całym świecie, większość żyje w Stanach Zjednoczonych, ale i we Francji, Niemczech oraz Polsce.

Grupa zdobyła liczną widownie na całym świecie. Pokazy „Emocjonalistów” organizowane są zarówno przez członków, jak i kuratorów zewnętrznych. Dotychczas grupa wystawiała w wielu miejscach w Ameryce i Europie, min. w Clark (Skulski Art Gallery – 1998), Nowym Jorku (np. „Emotionalists and his Friends” II International Chopin and Friends Festival – 2000; „Emotionalism” International Cultures Festival – 2002; „10 years” Kurier + Gallery – 2004; „The Nature of Art” Shtooka Gallery – 2006, „Emotionalism” New Century Artists Gallery – 2007), Connecticut („The Nature of Art-4” Polish American Foundation – 2008), Stamford, Cambridge, Harvard („3 times emotion” Gutman Gallery – 2003),

a także we Francji, gdzie w 2001 roku prezentowano wystawę „Cheval Emotion” – Maison du Cheval, Haras National de Tarbes; a w 2003 roku pod hasłem „Musique et emotions plastiques” grupa zaprezentowała się w Chateau d’Ars, La Chatre. W 2002 roku w Niemczech obyła się wystawa „Emotionalisten” w Krakauer Turm, Nurnberg, znaczącą była również ekspozycja objazdowa po Polsce, którą prezentowano w 2003 roku w Warszawie, Sandomierzu i Piasecznie.

Niniejsza wystawa przedstawiająca dokonania grupy „Emocjonalistów” zatytułowana została „Bruk, natura, emocje”. Krótka kompilacja rzeczowników, w zamyśle autora zawrzeć miała to, co dla artystycznej formacji najważniejsze, czyli to, co staje się tematem dzieł sztuki oraz to, co jest sztandarem ich twórców.

Sztuka to przeżycie, więc zanurzmy się w uczuciach…