Posts Tagged ‘art’

Wanda, Kobieta Nowoczesna, malarka, rzeźbiarka, inicjatorka I Grupy Krakowskiej, współpracowała z  eksperymentalnym teatrem Cricot. Takie role przypisane do Marii Jaremianki opowiadają historię polskiej sztuki pierwszej połowy XX wieku.

20181103_111613W krakowskiej Cricotece do 17 lutego 2019 roku można zobaczyć wycinek dokonań artystki, odwiedzając wystawę „Jaremianka. Zostaję w tym teatrze. Podoba mi się tu”.

Jak wspominają organizatorzy „Wystawa jest próbą spojrzenia na dorobek Marii Jaremy z perspektywy jej dokonań teatralnych, a także próbą czytania jej wcieleń rozproszonych pomiędzy plastykę, literaturę, teatr, „miejską legendę” i towarzyskie anegdoty. Konteksty, wokół których obraca się wystawa, nie składają się na monografię, ale – tak samo jak sztuka Jaremianki – wymykają się prostym rozpoznaniom. Pozwalają natomiast interpretować się jako heterogeniczny proces budowania napięć, rozbijania i sklejania postaci, konsolidacji form”.

Wystawa rocznicowa – zorganizowana została w 60. rocznicę śmierci i 110. rocznicę urodzin artystki. Można na niej zobaczyć tak pamiątki po artystce (książki, lalki czy pędzle), ale i wycinki jej twórczości plastycznej, kostiumy. Ekspozycja „skupia się na jej powojennej twórczości, która mówiła językiem abstrakcji – formy, do której trzeba dojść, żeby móc ją znowu przełamać” – wspomina Cricoteka. Kuratorkami pokazu są Ania Batko, Ada Grzelewska.

20181103_112205Maria Jarema, zwana Jaremianką urodziła się w 1908, zmarła zaś w 1958. Organizatorzy wystawy przybliżają postać artystki wspominając pokrótce jej życiorys: „pierwsze farby dostała od Zygmunta Waliszewskiego, kiedy miała 10 lat. Malować uczył ją brat, Józef Jarema. Na przekór oczekiwaniom rodziny i przyjaciół wybrała jednak rzeźbę. W 1929 roku rozpoczęła studia na krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych w pracowni Xawerego Dunikowskiego. Była inicjatorką powstania I Grupy Krakowskiej, stworzonej na początku lat 30. przez artystów o lewicowym zacięciu, którzy wierzyli, że rewolucja artystyczna pociągnie za sobą zmiany społeczne. W centrum zmian miał znaleźć się nieskrępowany cenzurą człowiek.

Przed wojną współpracowała z eksperymentalnym teatrem Cricot, a także z Adamem Polewką i Jonaszem Sternem podczas realizacji szopek politycznych. Była autorką kilkunastu scenografii, projektowała kostiumy i maski, czasem sama stawała na scenie. Grała m.in. Wandę i Literkę „K” w teatrzyku Tam-Tam oraz Kobietę Nowoczesną w Zielonych latach, sztuce napisanej przez Józefa Jaremę z myślą właśnie o siostrze. W czasie wojny pracowała jako szatniarka w Domu Plastyków i projektowała zabawki w warsztatach lalek artystycznych. Ze względu na trudne warunki życiowe porzuciła rzeźbę i malowała przede wszystkim gwasze i akwarele. Po wojnie zwróciła się ku abstrakcji. Z czasem zaczęła eksperymentować nie tylko z formą, ale i z materiałem: wykształciła własną technikę, która była połączeniem monotypii z tempera.

20181103_111617Wspólnie z Tadeuszem Kantorem i Kazimierzem Mikulskim założyła teatr Cricot 2 i zaangażowała się w reaktywację Grupy Krakowskiej. We współpracy z Robotniczym Domem Kultury zrealizowała spektakl Niech się zbudzi drwal (1949), a dla teatru Cricot 2 zaprojektowała kostiumy do Mątwy Stanisława Ignacego Witkiewicza (1956) i Cyrku Kazimierza Mikulskiego (1957). W roku 1958 reprezentowała sztukę polską na 29. Biennale w Wenecji. W tym samym roku otrzymała za zaprezentowane tam prace nagrodę Associazione Italo-Polacca im. Francesco Nullo”.

Wystawa choć skromna, odkrywa przed widzami wielką i ciekawą postać jednej z najlepszych artystek XX wieku, a także osobę której polska scena plastyczna i teatralna zawdzięcza rozwój i swoją osiągniętą formę.

Więcej o wystawie i Muzeum można poczytać na stronie Cricoteki.

O innych wystawach poczytasz na moim BLOGU. Zapraszam!

Śledź na Facebooku. Zapraszam!

 

 

Reklamy

Na Wschodnie Wybrzeże W.T. Benda przybył prawdopodobnie w 1906 roku. Pierwszym, (i jedynym) przystankiem po tej stronie kontynentu stał się Nowy Jork. Mieszkał pod wieloma adresami, ale zawsze w obrębie Manhattanu. Najdłużej zajmował studio przy Gramercy Park.

47030492_334152170699286_8901272858571833344_n

„Wynajmując mieszkania W. T. Benda zawsze brał pod uwagę to, że potrzebuje przestrzeni do pracy i przechowywania stworzonych dzieł. Dlatego też zasiedlane przez 47258245_2191249211088834_1863237038698921984_nniego powierzchnie były to tzw. studia” – wynika z prowadzonych badań dotyczących artysty, a opublikowanych w jedynej monografii na jego temat. Z pewnością W. T. Benda zajmował lokale w takich miejscach jak: 562 W 149 Street, 140 Wadsworth Avenue, 1 Gramercy Park, 109 West 57 Street, a także 27 West 67 Street.

Najdłużej W.T. Benda zajmował lokal przy Gramercy Park. Miejsce to należy obecnie do tzw. Gramercy Park Historic District. Park ma zaledwie 0,81 ha i jest jednym z dwóch prywatnych parków zlokalizowanych na terenie miasta Nowy Jork. Zamykany, z dostępem jedynie dla mieszkańców okolicznych domów, którzy wnoszą specjalną opłatę.

47011711_595075417618592_5574848652351897600_nHistoria Parku opisana została w książce autorstwa Johna B. Pine’a The Story of Gramercy Park (1921). Pisał tam m.in: „Ustanowienie Gramercy Park jest jedną z pierwszych prób, gdzie w tym kraju wykorzystano „planowanie miejskie” […] Jako park nadany przyszłym właścicielom otaczających go ziem i trzymany wyłącznie dla tych, którzy wokół niego mieszkają, Gramercy Park jest miejscem unikatowym w tym mieście, a może w tym kraju […] Park jest jednym z miejskich zabytków„.

Co do nazwy istnieje kilka przekazów, które starają się ją wyjaśnić. Wśród nich pojawia się odniesienie do holenderskich wyrażeń oznaczających „zakrzywiony nóż”, czy „zakrzywione bagno”. Historia podaje, że teren obecnego Parku powstał po osuszeniu znajdującego się tam bagna. Inna wersja dotycząca nazwy miejsca jest taka, że mógł on wziąć nazwę od archaicznego angielskiego wyrażenia oznaczającego „wielkie dzięki”.

47063557_187424085534364_2940000355011788800_nPrzy Gramercy mieszkania zajmowały takie postaci, jak: James Harper (burmistrz Nowego Jorku w latach 1844–1845 i jeden z założycieli firmy wydawniczej Harper, Robert Henri (amerykański malarz), Edwin Booth (słynny szekspirowski aktor, twórca Players Club), czy rodzina Steinway (słynni producenci fortepianów). Z nimi wszystkimi W.T. Benda utrzymywał kontakty i pojawiali się oni w życiu artysty w różnych rolach. Wspomnień można choćby to, że właśnie Robert Henry był nauczycielem artysty.

W monografii W.T. Bendy wspominam: „Wygląd pracowni W. T. Bendy można odtworzyć dosyć szczegółowo, korzystając nie tylko z publikowanych w prasie opisów, ale i licznie zachowanych fotografii. Lokal przy Gramercy Park był jednopiętrowy, z niewielkim aneksem mieszkalnym. W. T. Benda wynajął go będąc jeszcze kawalerem”.

47065834_1445769168887458_4421316158582423552_nW studio artysta organizował spotkania z dziennikarzami, tancerzami i różnymi znaczącymi osobowościami. Przyjmował także podróżników z Polski. Wrażenia z wizyty u W.T. Bendy tak opisywał na łamach „Tygodnika Ilustrowanego” Zdzisław Dębicki: „W śródmieściu Nowego Jorku w starej zacisznej dzielnicy, jakby żywcem przeniesionej z Londynu w otoczeniu spokojnej anglosaskiej architektury, mieszka polski artysta malarz, W. T. Benda Pracownia jego urządzona z wielkim smakiem jest najulubieńszem (!) miejscem spotkań nowojorskiej elity. Szczególnie jednak miłych wrażeń doznaje tam Polak, gościnnie witany na progu przez gospodarza i dwie panny Bendówny, jego siostry również zamiłowane artystki”.

47021761_354348718657270_8392213732419174400_nWyposażenie pracowni było w przeważającej części wykonane i zdobione przez samego W. T. Bendę. Potwierdza to również autor tekstu, który pojawił się na łamach „Popular Science”, który z równie wielkim zachwytem opisywał pracownię artysty, wspominając: „Po przekroczeniu progu wspaniałego studia pana Bendy przy Gramercy Park w Nowym Jorku znajdziesz się jakby pośrodku «Arabian Nights». Ściany ozdobione są zasłonami i obrazami pełnymi wspaniałych, barbarzyńskich kolorów. To tu, to tam widać głowy tak realistyczne, że jeśli Pan Benda nie byłby cichym i skromnym człowiekiem, byłbyś pewien, że jest on zwolennikiem Sinobrodego. Gdy zapytasz go o te jakże ludzkie maski, skromnie odpowiada, że sam je zrobił”.

47195569_1996135564018420_1728771435251367936_nJak wspominają strony książki o ilustratorze: „Gdy artysta założył rodzinę przestrzeń przy ekskluzywnym, manhattańskim parku okazała się zbyt mała. W jednym z listów do sióstr pisał o wynajęciu nowego mieszkania, argumentując to potrzebami córek. Lokal przy 67 Ulicy był większy. Posiadał piętro z dwiema sypialniami i pokoikiem dla niani oraz pracownię z umieszczoną przy niej jadalnią. W. T. Benda mieszkał również w jednym z elitarnych, nowojorskich budynków – w Hotelu des Aristes – na rogu 67 Street i Central Park West. Na nieomal całej 67 Ulicy mieściło się wtedy wiele budynków wynajmowanych głównie przez artystów. Wśród 47000656_2240410589505819_1104688338972966912_nsąsiadów miał W. T. Benda: F. R. Gruger’a, Eddiego Wittmack’a, Everetta Shinn’a czy Wallace’a Morgana”.

Dzisiaj Gramercy Park wygląda zapewne nieco inaczej, niż w czasach kiedy przechadzał się skąpanymi w zieleni alejkami sam W.T. Benda. Niemniej robi duże wrażenie, a jego historia warta jest odkrycia.

Książka o W.T. Bendzie ukazała się w wydawnictwie Universitas – A. Rudek-Śmiechowska, Władysław Teodor Benda. Życie i twórczość polsko-amerykańskiego ilustratora i twórcy masek, Kraków 2016.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

 

Instytut Józefa Piłsudskiego w Ameryce 138 Greenpoint Ave Brooklyn NY 11222 zaprasza na wykład: Rycerz z ołówkiem w ręku. Polski ilustrator tworzący w Stanach Zjednoczonych. Historia Władysława Teodora Bendy. Prelegent: Anna Rudek-Śmiechowska. Termin: 4 grudnia (wtorek) o godz. 6 p.m.

61 W 1898 r. w odwiedziny do siostry, wybitnej aktorki Heleny Modrzejewskiej przybył brat – Szymon Benda z rodziną. Według planu miała to być tylko krótka wycieczka, a stała się początkiem nowego życia. Rodzina Bendów pozostała na Nowym Kontynencie. Syn Szymona – Władysław Teodor Benda wkrótce po przyjeździe rozpoczął pracę ilustratora, która stała się kluczem do wielkiej kariery. Egzotyczne dziewczyny rzucające urok na odbiorców, prezentowały swe piękne twarze na nieomal każdej okładce kolorowego magazynu. Maski, pożądane przez owładnięte ich magią rewie i pantomimy, uważane były za fenomen swego czasu. Sam W.T. Benda wpisał się w amerykańską historię sztuki, jako filar „Złotej Ery Ilustracji Amerykańskiej” i do dzisiaj uważany jest za jednego z ważniejszych artystów. Wykład dr Anny Rudek-Śmiechowskiej opowiada ciekawą i nietuzinkową historię o polskim twórcy, jego drodze do Stanów Zjednoczonych, relacjach z ciotką Heleną Modrzejewską,
o meandrach kariery ilustratora i twórcy masek teatralnych oraz niespodziewanej śmierci.

Zapraszamy serdecznie !

Więcej o Instytucie: https://www.pilsudski.org/pl/

Na łamach magazynu „Znak” ukazała się recenzja książki o W.T. Bendzie. Autorką tekstu „Ameryka, ale nie kafkowska” jest Eliza Kącka. Wpisuje ona w ocenę kilka ważnych zdań. W tym to, o Bendzie, który „zdaje się wyjątkowo niezależny od czyn­ników topograficzno-kulturowych” oraz to doceniające amerykańską perspektywę percepcji.

X11Autorka rozpoczyna recenzje od snów, które towarzyszyły trzem ważnym artystom. Pisze „Władysław Teodor Benda należy – jak Bolesław Cybis czy Tamara Łempicka – do artystów, którym udało się wyśnić swój amerykański sen. Śnili go inaczej, istotne jednak, że każdy z nich nie tylko zaistniał w świecie artystycznym, ale i zdominował jakiś jego obszar. Zaoceaniczny sen Łempickiej okazał się mniej szczęśliwy niż jej sen paryski – Bendzie jednak amerykańska ziemia służyła dość konsekwentnie„.

Dalej pokrótce ocenia książkę – „nie jest zbeletryzowaną opowieścią o karierze artysty z europejskiej prowincji, choć nie­wykluczone, że biografia Bendy nadawałaby się i do takiego przed­stawienia. Badaczka czyni z niej jednak kręgosłup naukowej – acz niepozbawionej popularyzator­skich intencji – rozprawy o życiu i twórczości ilustratora”. Dopisuje również kilka znaczących zdań o samym W.T. Bendzie: „Trudno zresztą wybrać dla Bendy jedno określenie, dystansujące wszystkie pozostałe: teoretyk i praktyk, malarz i twórca masek teatral­nych, społecznik i salonowiec, aktor i pisarz. Wszystkie te funkcje dałyby się sprowadzić do jednego mianownika: legendarnej praco­witości. Ciotka malarza Helena Modrzejewska relacjonowała: „sama byłam tego świadkiem, jed­nego dnia z podziwu godną łatwo­ścią gwiżdżąc lub nucąc jakąś polską piosenkę, komponował cztery dużych rozmiarów szkice węglem”. Od 1898 r. związany ze Stanami Zjednoczonymi, pra­cował i działał przede wszystkim”.

X portret3 net 2013Kącka podkreśla odczucia, w których artysta „jawi mi się po lekturze jak mieszka­niec zupełnie innej galaktyki niż ta, w której egzystował jego (niemal) równolatek – Wyspiański. Owszem, biorę pod uwagę inność amery­kańskich realiów, ale typ emocjo­nalno-intelektualny Bendy zdaje się wyjątkowo niezależny od czyn­ników topograficzno-kulturowych. Stonowany pozytywizm pracy w zestawieniu z racjonalnie prowa­dzoną karierą nie tylko wysokoartystyczną, ale i tą z pogranicza popu­larno-użytkowej, wypada bardzo niesłowiańsko. Amerykański pragmatysta, rzeklibyśmy. Cie­kawie spojrzeć na to okiem histo­ryka nie tylko sztuki polskiej, lecz także historyka Krakowa przełomu wieków, gdzie Benda uczył się przez jakiś czas. Kogo to wydała szkoła Matejki, a niemal nie tknęła kra­kowska melancholia; kto wyrwał się z nędzy galicyjskiej?”

Niezwykle ważnym staje się fragment recenzji opublikowanej na łamach miesięcznika „Znak”, gdzie autorka podkreśla dysonanse dotyczące postaci W.T. Bendy, które są jednym z głównych czynników trudności, ale i ciekawości rodzących się zarówno w dokumentacji, opisach, jak i ocenie jego działalności. Kącka pisze: „Poza niewątpliwym wkładem w dokumentację dorobku artysty książka Rudek-Śmiechowskiej jest ciekawa pod jeszcze innym względem. Idzie o ambiwalencje związane z kondycją Bendy – człowieka, który nigdy nie stał się do końca „swój” w USA, cho­ciaż wszedł na salony tego kraju. Plastyka, który przynależał duchowo do XIX w., a zarazem udatnie dostrajał się do nowych koniunktur – przynajmniej przez dłuższy czas. Niemniej, mimo słabnięcia popularności, wpisał się trwale w horyzont sztuki ame­rykańskiej”.

okładka net 2013Dobre słowo, choć z nutką rozczarowania kończy tekst Elizy kąckiej dotyczący lektury książki o W.T. Bendzie – „Można było te ambiwalencje i nieoczywistości wyzy­skać, by jeszcze tę biografię udra­matyzować, rozegrać ją na tle epoki – rozegrać, powiadam, nie opisać – bo opisana jest z kompe­tencją”.

Dziękuję redakcji miesięcznika „Znak” za publikację recenzji, a Pani Elizie Kąckiej za ciekawe podsumowanie mojej pracy, jak i dorobku twórczego wybitnego artysty jakim jawi się W.T. Benda. Co do „rozgrywania” snuję takowe marzenia, kiedy myślę o najnowszej książce… Trzymajcie kciuki za dramat z dozą archiwalną.

 

_ _ _ _ _ _

Eliza Kącka, Ameryka, ale nie kafkowska, „Znak”, grudzień 2017, nr 751.

Pełna recenzja na stronie periodyku: miesiecznik.znak.com.pl

Książka do nabycia u wydawcy: Universitas.

 

Opowieść o detektywistycznej wyprawie w poszukiwaniu informacji o właścicielu jednego z owianych legendą nowojorskich klubów zatytułowana została „The Dom”.

large_the_dom-1Pisana z werwą historia o polsko-amerykańskim przedsiębiorcy, to historia człowieka wielkiego serca, różnych zainteresowań, opiekuna muzyków, malarzy, filmowców. Człowieka, który na Lower East Side w Nowym Jorku tworzył pełne pasji i wydarzeń – klub The Dom i Stanley’s Bar. Człowieka z wizją, mającego dobre wyczucie czasu, lubiącego ryzyko inwestycyjne, ale i człowieka niezwykle ciężko pracującego.

W dwóch założonych i prowadzonych przez Stanleya Tolkina miejscach „gościła śmietanka nowojorskiej bohemy. Andy Warhol wyświetlał tam swoje filmy, The Velvet Underground grali swoje pierwsze performatywne koncerty, najwięksi jazzmani wdawali się w światopoglądowe dyskusje, a afroamerykańscy aktywiści planowali równościowe pikiety”. Bywali tam bitnicy, poeci, muzycy wszelakiej klasy, bogacze i biedacy. Ci, których niosły fale sławy i ci, których sens życia odwrócił się i z pośpiechem odszedł. Wielkie nazwiska, których niemało można wyczytać z książki Jana Błaszczaka, stanowią dzisiaj podstawy historii amerykańskiej kultury i społeczeństwa.

Na autora wspominanej książki urok rzuciło jedno zdanie wypowiedziane przez Andy’ego Warhola. Artysta wspominał wypowiedź Nico dotyczącą działań nowojorskiej awangardy muzycznej, które wypowiedziane zostało „na balkonie w The Dom”. To właśnie ten fragment rozpoczął odyseję polskiego pisarza, który wyruszył w podróż pełną archiwów, wywiadów, spotkań i śledzenia informacji. „Zaintrygowało mnie, dlaczego lokal, w którym twórca pop-artu słuchał The Velvet Underground, miał polską nazwę” – wspomina Błaszczak. „Od tej pory pogłębianie wiedzy o tym enigmatycznym Polonusie stało się moją obsesją” – przyznaje pisarz.

01

Nowy Jork. foto. ARS.

Kolejne strony lektury udowadniają, że obsesja okazuje się niezmiernie ciekawą przygodą i dobrze napisaną historią. Świetny, energiczny i osobisty język pisarza wciąga w opowieść o poszukiwaniach Stanleya. Kolejne osoby pojawiające się na kartach książki pokazują nie tylko postać tajemniczego właściciela awangardowego, niszowego klubu na wielkiej mapie Nowego Jorku. Ukazują również niezwykłe wydarzenia historyczne, do których nierzadko odnosi się autor „The Dom”. Raz wciąga narracją i opowieściami, innym razem dryfuje przez tematy dotyczące ras, kultur, historii.

Wśród interesujących wątków, z pewnością wspomnieć należy elementy związane z emigracyjnym aspektem tworzenia się enklaw narodowych. Lower East Side jest jednym z wielu przykładów takiej społeczności, tworzonej przez Polaków, czy Ukraińców. Błaszczak odnajduje w książce jednak i inne obrazy, głównie te związane z muzyką i muzykami. Obecnie owiane legendą postaci jak Lou Reed, czy Nico grywająca właśnie w piwnicy lokalu Stanleya Tolkina – to tylko dwie spośród licznych osobistości pojawiających się na kartach książki „The Dom”.

05

Statua Wolności, foto. ARS.

Autor nie pomija także i artystów plastyków. Ciekawą historię snuje o Aldo Tambellinim. Urodzony w 1930 roku włosko-amerykański artysta był jednym z pierwszych, którzy wprowadzili do sztuki elektronikę, ponadto działał jako malarz, poeta i rzeźbiarza. Postać artysty wspomina m.in na stronie 110, w kontekście pobierania przez Tambelliniego nauk u samego Ivana Mestrovicia. I te drogi prowadzą do Polski, bo właśnie niedawno w warszawskiej Kordegardzie otwarta została wystawa poświęcona niezrealizowanemu w stolicy pomnikowi, którego autorem był właśnie chorwacki mistrz Ivan Mestrovic.

Książka „The Dom” to ważna pozycja na mapie „poloników” napisanych świetnie, żywo, a co ważniejsze w dobrze, gruntownie przedstawionym kontekście amerykańskim. Pozycja ważna, ciekawa i udana. Dziękuję autorowi za wytrwałość, znaleziony czas nie tylko na arcyciekawe poszukania, ale i zakończenie prac nad publikacją. Ponadto gratuluję odwagi, cierpliwości i ciekawości, jaka wyziera z kart „The Dom”. Świadczą o niej nie tylko liczne spotkania, wywiady, podróże, ale i przeszukiwanie archiwów.

Bez dwóch zadań polecam „The Dom” Jana Błaszczaka.

Pomimo tego, że twórcami plakatów byli niejednokrotnie wybitni artyści, ta forma plastyczna uważana była za wytwór rzemieślniczy, a nie dzieło sztuki. Ich niską pozycję determinowało również to, że należały do tworów czysto użytkowych.

01

Plakat W. T. Bendy. foto ARS

„Rysownictwo […] poza kilku zbieraczami nikogo nie interesuje” – pisał gorzko, artysta malarz i twórca plakatów Antonii Gawiński. Na wartości i popularności zaczęły nabierać dopiero w XX wieku. Zaledwie kilka dni temu w Warszawie otwarto ekspozycję plakatów niepodległościowych, którą podziwiać można w holu głównym Mazowieckiego Urzędu Wojewódzkiego. Miejsce może niezbyt wystawowe, ale zgromadzone eksponaty warte są obejrzenia.

Wśród pokazywanych prac można zobaczyć plakaty Michała Batorego. Wybitnego, bardzo cenionego w świecie twórcy. Artysta żyje i pracuje w Paryżu. Tworzy dzieła sztuki z prawdziwych kolekcjonowanych i układanych własnoręcznie artefaktów, które fotografuje i przerabia na język płaskiej kartki papieru. Jego prace są niesamowite, jeśli popatrzymy nie tylko na kunszt i umiejętności techniczne, ale przede wszystkim sposób myślenia, jedyny w swoim rodzaju symboliczny sposób przekazywania szerokiego wachlarza treści na małym polu realizacji. W jego pracach góruje wysmakowana estetyka, dobrze dobrana kolorystyka i uważność na kwestie typograficzne. [Więcej o Michale Batorym w tekście, który pojawi się już niebawem, w publikacji Polskiego Instytutu Studiów nad Sztuką Świata]

0010 Benda

Plakat W. T. Bendy. foto ARS

Innym artystą, którego plakaty można zobaczyć w Warszawie, jest polsko-amerykański ilustrator i twórca masek teatralnych – Władysław Teodor Benda. Przybył do Stanów Zjednoczonych w wieku 25 lat, zaproszony przez ciotkę Helenę Modrzejewską. W jego dorobku twórczym odnaleźć można szesnaście plakatów, których powstanie związane było z dwoma światowymi konfliktami zbrojnymi. Jego prace przesycone są estetyką, tak charakterystyczną dla amerykańskiej ilustracji z 1 połowy XX wieku. Technicznie tworzone były bardzo trudny sposób, a mianowicie węglem, której to techniki nauczył się artysta podczas studiów w Wiedniu. [Więcej o W.T. Bendzie w mojej książce – do nabycia u wydawcy oraz w artykule na blogu i w wywiadzie ze mną na Culture Avenue]

Ekspozycję „Polski plakat niepodległościowy” można oglądać w holu głównym Mazowieckiego Urzędu Wojewódzkiego w Warszawie, od 29 października do 16 listopada br., od poniedziałku do piątku w godzinach 8:00-16:00.

Fotorelacja z wernisażu na stronie Urzędu.

 

Książka o W. T. Bedzie została ponownie zauważona i doczekała się kolejnych dobrych słów. Recenzja cieszy tym bardziej, że napisana została przez znawcę teatru i ukazała się na łamach „Teatru” właśnie.

W. T. Benda, okładka magazynu The Saturday Evening Post, zb. prywatne.

W. T. Benda, okładka magazynu The Saturday Evening Post, zb. prywatne.

Autor recenzji wspomina losy rodziny Heleny Modrzejewskiej i zwraca uwagę na nieznanych szerokiej publiczności dalszych członków rodziny, czyli Władysława Teodora. „Dla wielu niespodzianką może być, że jeszcze jeden krewniak pięknej Heleny odniósł spory sukces w Stanach Zjednoczonych. Monografia Anny Rudek-Śmiechowskiej wydobywa z zapomnienia osobę i dorobek Władysława Teodora Bendy, jej bratanka, wziętego i uznanego ilustratora największych amerykańskich czasopism, współpracującego m.in. z koncernem Hearsta” – zaznacza w pierwszych słowach.

W recenzji, z uwagi na miejsce jej publikacji, jak i zamiłowania autora pojawiają się odnośniki do teatralnych epizodów twórczości Władysława Teodora Bendy. Autor podziwia zdjęcia umieszczone w książce, ale i powołuje się na niezwykłe nagrania z początków XX wieku dokumentujące maski w ruchu. „Maski, do tego w ruchu, robią ogromne wrażenie. Wówczas budziły podziw. Czasem aż nadspodziewany: jeden z krytyków uznał nawet, że Polak jako jedyny sensownie i twórczo rozwinął tezy Craiga. Dziś chyba nikt nie posunąłby się tak daleko”.

01

W. T. Benda, „Theatre Magazine”, 1921.

Sama książka określana jest jako „odsłaniająca tajemnice”, która „ze znajdowanych w rozmaitych archiwach wzmianek, drobiazgów tworzy niemal pełny portret zapoznanego twórcy”. „Koronkowa robota” – jak pięknie ocenia ją autor.

Pod koniec wypowiedziane marzenie, pod którym podpisuje się nie tylko recenzent – „Ech, gdyby tak kiedyś, któreś polskie muzeum zdecydowało się pokazać choć fragment tego wielkiego dorobku. I choćby kilka masek…”. Świetny pomysł, mam nadzieję do zrealizowania.

Dziękuję Pawłowi Płoskiemu, że pochylił się nad monografią Władysława Teodora Bendy i po przeczytaniu książki znalazł czas i chęci na skreślenie kilku zdań.

Całość znajdziecie w najnowszym numerze magazynu „Teatr”, nr 9/2018, s. 87.

Książka do nabycia u wydawcy – Universitas / Kraków.

 

Gdynia, to miasto w którym działa Muzeum Emigracji. Jesienią 2017 roku placówka zorganizowała II Międzynarodową Interdyscyplinarną Konferencję Naukową: Polacy i diaspora polska w Ameryce Północnej. Nadszedł czas na publikacje wyników spotkania. W przygotowywanym właśnie tomie (trwają prace redakcyjne) mój tekst na temat PAAS / Polish American Artists Society.

foto 2.

Jacek Gulla na tle wejścia do galerii PAASu. Zb. A. Kenda.

Tekst nosi tytuł „Zdobędziemy Manhattan. Polska diaspora artystyczna w Nowym Jorku, czyli studium o historii Polish American Artists Society (1986-1995)” – to zresztą mój faworyt, jak idzie o propozycje tytułu książki o PAAS, nad którą właśnie pracuję.

Choć artykuł nie będzie miał imponującej długości, bo zajął zaledwie 21 816 znaków, ma za zadanie poinformować i zaciekawić czytelników tematem. Działalność i fenomen PAAS-u jest niezaprzeczalny. Czas, w którym organizacja tworzyła polskie życie artystyczne w Nowym Jorku, to okres kolorowy, pełen wyzwań i formowania się najciekawszego pokolenia polskich artystów w Ameryce.

Muz Emi Konf

Program konferencji „Polacy i diaspora polska…”, Muzeum Emigracji w Gdyni, 2017.

Jak głosi autorskie słowo wstępne artykułu pokonferencyjnego z Gdyni: „Wygody foteli, czy liczby wypalonych papierosów w lokalu przy Irving Place nie da się odtworzyć. Pozostają relacje, z których można zbudować narrację dotyczącą wydarzeń, atmosfery, wzajemnych kontaktów, osiągnięć i porażek. Nadzieje, plany, ambicje stworzyły miejsce i organizację, która nie miała sobie równych i do dzisiaj pozostaje jedyną w tym rodzaju. Stworzyły PAAS. Tygiel osobowości, talentów twórczych i historii ważnych. Polska emigracja artystyczna do Stanów Zjednoczonych, działająca w Nowym Jorku w okresie od 1986 do 1991 roku, zamknięta na 50 metrach kwadratowych galerii na Manhattanie. Zdarzenia warte opisania, analiz i przekazania następnym pokoleniom”.

 

Redaktorzy tomu – Pani dr Katarzyna A. Morawska i Pan dr Rafał Raczyński z Muzeum Emigracji – podesłali niedawno recenzję tekstu. Nieznany autor napisał w niej m.in.: „Tekst napisany w bardzo dobrym stylu, wciągający, ale… pozostawia niedosyt. Niniejszą krótką publikacją wprowadzając do obiegu naukowego podstawowe informacje dot. Polish American Artist Society może warto uzupełnić go o dodatkowe dane, np. listę zorganizowanych wystaw, wskazać ścieżki kariery prominentnych członków, czy podjąć się oceny znaczenia członkostwa w PAAS – wzajemne wsparcie (networking), promocja prac, spotkania towarzyskie? Można tylko mieć nadzieję na rychłe ukazanie się książki”. Miło czytać tak budującą ocenę własnego tekstu. Dziękuję.

05

PAASowcy i ich goście podczas Bożonarodzeniowego spotkania w galerii. Zb. A. Kenda.

Choć w tym miejscu nie mogę zmniejszyć niedosytu wynikającego z lektury artykułu (ogranicza mnie liczba znaków), to postaram się zaradzić temu na łamach książki, która mam nadzieje powstanie na przełomie 2018/2019 i będzie dostępna szerokiej publiczności. Pisanie trwa, a jest możliwe dzięki otrzymanemu na ten rok Stypendium dla twórców Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

Wykład / Badania nad polskim życiem artystycznym w Stanach Zjednoczonych w świetle pracy nad historią Polish American Artists Society. 

foto 3.

Członkowie PAAS podczas festiwalu na Irving Place. Zb. A. Kenda.

17 maja (czwartek), 17:30, Polski Instytut Studiów nad Sztuką Świata, Foksal 11, Warszawa.

W kolorowe, wielokulturowe życie Nowego Jorku wkracza nowa emigracja. Młodzi, pełni pomysłów i innego podejścia do świata polscy artyści tzw. emigracji około solidarnościowej rozpoczynają nowe etapy w swoim życiu. Niebawem dołączają do nich inni. Tak rozpoczyna swoją działalność PAAS czyli Polish American Artist Society. Andrzej Kenda, Mariola Olbińska, Krystyna Spisak Madejczyk, Katarzyna Gruda, Rafał Olbiński, Janusz Kapusta, Hanna Zawa Cywińska, Adam Niklewicz, Andrzej Czeczot, Ryszard Anuszkiewicz, Julian Stańczak i wiele, wiele innych nazwisk pojawiało się na listach członków i uczestników spotkań organizowanych przez Stowarzyszenie. Choć historia ta jest mało znana, na pewno zasługuje na uwagę. Wielowarstwowa działalność PAAS, osiągnięcia doceniane nie tylko w środowisku polonijnym, nazwiska gwiazd wielkich i mniejszych, ciekawa, barwna historia budująca poczucie tożsamości i wartość Polaków w świecie.

01

Nowy Jork. foto. ARS.

Wykład stanowi podsumowanie pierwszego etapu badań prowadzonych w ramach pracy nad monografią PAASu, a zrealizowanych w ramach stypendium Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

Anna Rudek-Śmiechowska – doktor nauk humanistycznych, historyk sztuki, publicystka, komisarz wystaw. Stypendystka m.in. Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego (2018), Fundacji Kościuszkowskiej (2009). Przewodnicząca Rady Muzeum im. Kazimierza Pułaskiego w Warce, sekretarz Zarządu Polskiego Instytutu Studiów nad Sztuką Świata, członkini Centralnego Projektu Badawczego IPN „Polska emigracja niepodległościowa 1945-1990” oraz Rady Programowej Galerii Kordegarda. Autorka pierwszej w historii monografii W.T. Bendy – Władysław Teodor Benda. Życie i twórczość polsko-amerykańskiego ilustratora i twórcy masek teatralnych (Kraków 2016). Autorka artykułów naukowych, prasowych oraz tekstów do katalogów wystaw. Obecnie pracuje nad książką poświęconą historii nowojorskiego Polish American Artist Society (1986-1995), który to projekt realizuje w ramach stypendium Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Główne zainteresowania badawcze: sztuka i życie artystyczne Polaków na emigracji w Stanach Zjednoczonych (XIX i XX wiek). 

Gdzie? siedziba Polskiego Instytutu Studiów nad Sztuką Świata

Adres? ul. Foksal 11, Warszawa (mapa)

Termin? 17 maja (czwartek)

Godzina? 17:30

ZAPRASZAM!!!

 

 

W najnowszym numerze czasopisma Muzeum Niepodległości w Warszawie ukazała się recenzja mojej książki Władysław Teodor Benda. Życie i twórczość polsko-amerykańskiego ilustratora i twórcy masek (wyd. Universitas, 2016). Autorka recenzji dr Jolanta Załęczny jest Kierownikiem Działu Historii i Badań Naukowych Muzeum Niepodległości w Warszawie. Tekst zatytułowany został Amerykański sukces z polskim rodowodem („Niepodległość i Pamięć”, nr 3 (59), 2017).

W. T. Benda, okładka magazynu Hearst's International (1923), zb. prywatne.

W. T. Benda, okładka magazynu Hearst’s International (1923), zb. prywatne.

Autorka opisuje recenzowaną książkę jako obraz, z którego „Wyłania się […] portret artysty niezwykłego, autora prac ciekawych i wartościowych. Cytowany przez autorkę Wojciech Morawski nakreślił portret wszechstronnego artysty „o niesłuchanej rozpiętości talentu” (s. 63) i niezwykle ciekawego człowieka, o którego „wielkich zaletach umysłu i serca nie zapomną Ci, co go bliżej znali, cenili i kochali” (s. 63). W zakończeniu autorka zwraca uwagę, że „działania twórcze W.T. Bendy, ale też jego biografia, tworzą niezwykły obraz wydarzeń historycznych, których świadkiem i współtwórcą był artysta. (…) Jego działalność i uznanie, jakim się cieszył, stanowią również dowód na to, że Polacy tworzyli mocarstwo amerykańskie i byli znaczącymi obywatelami tego kraju” (s. 339). Przy tym trzeba pamiętać, że Benda nie zapomniał o swoich polskich korzeniach, a one budowały jego siłę jako artysty i ukazywały siłę Polski”.

Dalej podkreśla rolę, jaką publikacja może odgrywać w rękach pracowników placówek mających w swoich zbiorach dzieła artysty (w tym Muzeum Niepodległości): „Nie bez przyczyny podkreślam tu elementy polskie w twórczości artysty. Są one interesujące z punktu widzenia badań nad losami Polaków poza granicami kraju, a ponadto ten aspekt jest niezwykle ważny przy opracowywaniu plakatów Bendy znajdujących się w zbiorach Muzeum Niepodległości. Książka Anny Rudek-Śmiechowskiej jawi się więc jako lektura obowiązkowa dla pracującego tu muzealnika”.

3

Maska W. T. Bendy. foto ARS

Wspominana recenzja jest recenzją pozytywną, choć powinnam powiedzieć entuzjastyczną – za co niezmiernie dziękuję i przytaczam nieskromnie fragment pochwał: „Walory publikacji podkreślili jej recenzenci, pisząc, że to książka pionierska, ważny głos uzupełniający wiedzę na temat sztuki tworzonej przez Polaków w Stanach Zjednoczonych (prof. Andrzej K. Olszewski) i punkt wyjścia do analizy oddziaływania twórców polskiego pochodzenia na sztukę amerykańską (prof. Jan Wiktor Sienkiewicz). Są jeszcze dwa istotne walory tej publikacji: wspomniany już bogaty wybór ilustracji (czarno-białych w tekście i kolorowych na trzech wkładkach) oraz ciekawa narracja, która sprawia, że książkę – pomimo całego aparatu naukowego – czyta się niemal jak beletryzowaną biografię. Może więc recenzowana publikacja stanowić wzór dla innych autorów biografii oraz cenne źródło wiedzy dla historyków sztuki i badaczy polskich śladów w Ameryce”.

Okładka książki, wyd. Universitas 2016.

Okładka książki, wyd. Universitas 2016.

Dziękuję dr Jolancie Załęczny za lekturę mojej książki i podjęty trud napisania recenzji. Bardzo się cieszę mogąc zobaczyć, że W.T. Benda zyskuje popularność w Polsce. Niebawem wystąpię z kontynuacją serii wykładów o artyście. Będę m.in. w Krakowie i może właśnie w Muzeum Niepodległości w Warszawie. Tymczasem zachęcam do lektury recenzji i samej książki.

Cała recenzja dostępna jest w wersji on-line, w najnowszym numerze czasopisma „Niepodległość i Pamięć”, nr 3 (59), 2017, s. 412-415.

Książka zaś na stronach Wydawnictwa Universitas.