Posts Tagged ‘art’

Montparnass – dzielnica artystów – pochłonęła jego egzystencję. Malarza, rysownik, ilustrator. Nazwisko zmienił za namową przyjaciela, Guillaume’a Apollinaire’a.  Z warszawskiego malarza Ludwika Kazimierza Władysława Markusa, stał się paryskim artystą Louisem Marcoussisem. Fascynował go impresjonizm, kubizm, surrealizm. Należał do paryskiej bohemy. Wśród znajomych i przyjaciół wymieniał: Maxa Ernsta, Joana Miró, czy André Bretone’a.

libra_30_11_2018_39Warszawski Dom Aukcyjny Libra na początku roku (29.01 – 21.02.2019) zorganizował wystawę prac polskiego malarza z Paryża „Louis’a Marcoussis’a – polski twórca kubizmu”.

Ze stolicą Francji związał się on w 1903 roku. Kilka lat później bawiąc się w cyrku na skraju Montmartre’u zawarł jedną z najważniejszych w swoim życiu przyjaźni. Poznał Guillaume Apollinaire’a – poetę i teoretyka sztuki . „To dzięki temu spotkaniu wpadł w krąg artystów poszukujących nowej drogi obrazowania. Wkrótce, wraz z Picassem i Braque’em należał do ścisłego grona twórców nowego awangardowego nurtu – kubizmu” – wspominają organizatorzy warszawskiej wystawy.

libra_30_11_2018_02Ekspozycja „Louis’a Marcoussis’a – polski twórca kubizmu” oparta została o zbiory prywatne. Prezentuje prace z okresu od 1912 do 1930. Wśród dzieł zobaczyć można gwasze i obrazy olejne z okresu kubistycznego. „To co stanowi o oryginalności stylu Marcoussisa to szczególne użycie koloru – klasyczny kubizm na ogół operował zgaszoną paletą barw, Marcoussis natomiast w swoich pracach chętnie wykorzystywał jasne, jaskrawe kolory, wibrujące w oku dzięki kontrastowym zestawieniom. Eksperymenty malarza polegały także na wprowadzaniu do kompozycji dynamiki oraz budowaniu wrażenia ruchu. Służyła temu zróżnicowana faktura, którą artysta uzyskiwał uzupełniając podłoże malarskie o takie elementy jak skóra czy piasek, a także używając papieru o wyraźniej strukturze” – libra_30_11_2018_19wspominają autorzy informacji o wystawie na ul. Złotej. Ponadto jego surrealistyczne fascynacje, które nie zatraciły kubistycznej maniery, dają spore pole do estetycznej uczty dla oka.

Wystawa „Louis Marcoussis – polski twórca kubizmu”
29.01.2019 – 21.02.2019
Dom Aukcyjny Libra
ul. Złota 48/54, Warszawa

Zdjęcia pochodzą ze strony Domu Aukcyjnego Libra.

 

Reklamy

Nietuzinkowa postać artystki Meli Muter, powraca co jakiś czas. Ciekawa, nie do końca poznana malarka i jej fascynujące życie wśród najjaśniejszych gwiazd paryskiej bohemy, to temat niezwykle porywający. Paryż, malarstwo, Bretania, kłopoty ze wzrokiem, martwe natury i pejzaże słonecznej Katalonii, spora i ceniona spuścizna… Hiszpańska Girona przypomina postać wybitnej malarski, na trwającej właśnie ekspozycji.

1-45f73032eb„Przed jej sztalugami przewinęły się najbardziej interesujące osobistości Paryża…” – wspomina Ewa Bobrowska, wymieniając wśród nazwisk Rilkego, czy Staffa i wielu, wielu innych.  „To Paryż dał mi wszystkie elementy, które składają się na moją sztukę” – doceniała zaś sama Mela Muter.

Artystka urodziła się w Polsce, w zasymilowanej, zamożnej rodzinie żydowskiej. Niemniej znaczną część życia spędziła poza granicami Polski, głownie we Francji. Tam działała jako artystka, wystawiając swoje prace m.in. na dorocznych Salonach paryskich, w Galerii Chéron (1918), czy Druet (1926 i 1928). Należała do paryskiego Societé Nationale des Beaux-Arts.

Historyk sztuki Małgorzata Kitowska-Łysiak pisała w biogramie artystki: „Jej osobowość kształtowała się pod wpływem rozległych bezpośrednich kontaktów z paryską elitą artystyczną oraz intelektualną. Do znajomych malarki należeli m.in. przebywający w stolicy Francji twórcy polscy, jak np. Leopold Gottlieb, Władysław Reymont, Leopold Staff, Stefan Żeromski, a ponadto Henri Barbusse, Artur Honneger, Auguste Peret (projektant domu artystki), Diego Rivera, Romain Rolland, wreszcie Rainer Maria Rilke, który pod koniec życia był z nią zaprzyjaźniony (wiele z wymienionych osób portretowała, m.in. Staffa, Żeromskiego, a prócz nich Jana Kasprowicza).

011187-000_0119-14-768x678

Mela Muter, La Santa Família (1909). © Museu Nacional d’Art de Catalunya, Barcelona. Fotografia: Calveras/Mérida/Sagristà

Dużą rolę odegrali w biografii Muter także dwaj mężczyźni, z którymi była emocjonalnie bardzo silnie związana – Michał Mutermilch, którego żoną była w latach 1899-1922 (…), estetyk, paryski korespondent prasy polskiej, a także Raymond Lefebvre, działacz socjalistyczny, tragicznie zmarły w ZSRR (1920). Brat malarki, Zygmunt Klingsland, był znanym krytykiem sztuki”.

Paryż ważny dla malarki amatorki – która jak sama mawiała, uczyła się na plenerach w Bretanii – rysuje w tekście „Portret «szalonych lat»: Mela Muter na międzynarodowej scenie artystycznej Paryża” Ewa Bobrowska, zajmująca się do lat spuścizną polskich artystów we Francji. Poza stolicą Francji artystka ukochała Bretanię, ale i Katalonię. Portrety tych miejsc stanowią ważny rozdział w twórczości Meli Muter. Plenery malarskie, jej upodobanie do nadmorskich pejzaży, rybackich wiosek i szumu tamtejszego wiatru… Jak sama wspominała cierpliwość do pozowania była towarem deficytowym, więc jej dzieła bazowały na martwych naturach, którym czasu tego nie brakowało. „Nikt nie miał wtedy ani czasu, ani też cierpliwości, by mi pozować. Martwe natury – owoce morza, skorupiaki i ryby, niewrażliwe na ludzkie dramaty, na ludzkie szaleństwa, zastępowały mi modeli” – mówiła malarka.

9950cbc64Mela Muter zmarła w Paryżu, 16 maja 1967 roku. Archiwum artystki znajduje się w Archiwum Emigracji w Bibliotece Uniwersyteckiej w Toruniu, gdzie zostało zdeponowane w darze przez Bolesława Nawrockiego. W Toruniu znajdowała się również obszerna kolekcja prac malarskich, rysunków i grafik, niestety jakiś czas temu została zwrócona właścicielom, czyli rodzinie Nawrockich. Obecnie (2018/2019) w Gironie (Hiszpania) trwa wystawa artystki, zatytułowana: «De París a Girona. Mela Muter i els artistes polonesos a Catalunya». Jak wspomina portal niezalezna.pl poza ekspozycją, w miejscowym teatrze grana jest sztuka o polskiej artystce i jej życiu w Katalonii.

„Nie jestem kobietą, jestem malarką!” – krzyczy ze sceny teatru w Gironie Mela Muter, i jest malarską, malarką największej miary.

Muzeum Emigracji w Gdyni opublikowało materiały po II Międzynarodowej Interdyscyplinarnej Konferencji Naukowej Polacy i diaspora polska w Ameryce Północnej. Wśród nich mój tekst o diasporze polskiej w Nowym Jorku, zobrazowanej za pomocą historii PAAS. 

52377610_614435899027050_3461378710089760768_n„Wygody foteli, liczby wypalonych papierosów w lokalu przy Irving Place nie da się odtworzyć. Pozostają relacje, z których można próbować zbudować narrację dotyczącą wydarzeń, atmosfery, wzajemnych kontaktów, osiągnięć i porażek. Nadzieje, plany, ambicje stworzyły miejsce i organizację, która nie miała sobie równych. Stworzyły PAAS. Tygiel osobowości, talentów twórczych i historii ważnych. Polska emigracja artystyczna do Stanów Zjednoczonych, działająca w Nowym Jorku w okresie od 1986 do 1991 roku, zamknięta na 50 metrach kwadratowych galerii na Manhattanie. Zdarzenia warte opisania, analiz i przekazania następnym pokoleniom” – to zaledwie fragment tekstu.

Publikację zapewne będzie można niebawem odnaleźć na stronie Muzeum Emigracji w Gdyni.

Wśród portretowanych postaci pojawia się: Jan Lebenstein, Piotr Kamler, Michał Batory i inni. Jest to szkic do portretu artystów emigrantów, napisany na podstawie wypowiedzi twórców, którzy zdecydowali się lub zostali zmuszeni do wyjazdu poza kraj urodzenia. Tekst pojawił się na łamach magazynu „Sztuka i Kultura” w 2018 roku.

Untitled„Artystów na emigrację ciągnęły zazwyczaj te same powody, co „zwykłych śmiertelników”. Oprócz tych przymusowych – politycznych i ekonomicznych, było wiele innych. Choćby chęć poszukiwania własnego miejsca, potrzeba inspiracji, czy częstszych i nieograniczonych spotkań ze sztuką światową. Czasem było to zwykłe dążenie do znalezienia możliwości, których nie dawała rzeczywistość w kraju ojczystym. Historie rozpoczynały się podobnie, a kończyły różnie. Wykorzystana i niewykorzystana szansa. Sukces i porażka. Emigracyjne dzieje kołyszą się niczym szale wagi trzymanej w rękach nieznanego losu.

Emigracja traktowana była albo jako wykorzenienie i strata, albo jako nowe życie, odrodzenie. Tezę tę wspominała w swoich pracach badawczych Dorota Praszałowicz, która posiłkowała się twierdzeniami dwóch wybitnych znawców tematu. Pierwszym z nich był John Bodnar, który podkreślał, że przesadzanie nie powoduje usychania, a wprost przeciwnie pozwala się lepiej samorealizować, drugim – Oscar Handlin, mówiący paas 023o emigracji jako wykorzenieniu. Wszystkie te poglądy odwoływały się do losów wychodźstwa, którego przedstawiciele próbują zapuścić korzenie, gdziekolwiek się ich rzuci. Jak pokazuje historia, raz trafiają na ziemię żyzną, a innym razem na skały czy ugory. Emigracyjny rozwój rysuje się więc tak, jak w metaforze Czesława Miłosza, który porównywał człowieka do rośliny.

Pomimo różnic w adresach, emigrantów łączy kilka wspólnych cech, a raczej odczuć przynależnych wychodźstwu. Można je odnaleźć w wypowiedziach artystów. Źródłem do badań nad tym tematem stają się głównie wywiady z artystami, zarówno te osobiste, jak i publikowane. Sam temat emigracji w wypowiedziach artystów nie został jednak jeszcze odpowiednio zgłębiony i opracowany, a niniejszy artykuł stanowi jedynie próbę zarysowania tego ciekawego problemu„.

Całość artykułu dostępna jest w serwisie academia.edu oraz na stronie „Sztuki i Kultury„.

 

Burmistrza Nowego Jorku Edward I. Koch podczas swojej długiej kadencji zorganizował obchody stulecia Statuy Wolności. W dzień uroczystości przyznano również „The Mayor’s Liberty Award” (Nagrodę Wolności), która wręczona została 1 lipca 1986 roku w Battery Park w Nowym Jorku. Nagrodzono wówczas 86 wybitnych obywateli miasta, którzy przybyli do Nowego Jorku jako emigranci.

medaluroczys4

Archiwum Andrzeja Kendy

Wyróżnienie miało formę medalu, który zaprojektowany został przez dwóch polskich artystów, wówczas należących do władz świeżo powstałego Polish American Artists Society – Andrzeja Kendy i Tadeusza Parzygnata. Wyróżnienie przyznano 86 obywatelom Nowego Jorku, w tym trzem Polakom: Zbigniewowi Brzezińskiemu, Tadeuszowi Sendzimirowi oraz zdobywcy Nagrody Nobla Isaacowi Bashevis Singerowi. Tak oto władze jednego z najważniejszych miast emigracji świata uczciły wybitnych przedstawicieli różnych narodów, którzy tworzą otaczający ich świat, tworzą Nowy Jork i budują wielkość Ameryki.

Burmistrz Nowego Jorku Edward I. Koch wygłosił podczas uroczystości płomienną mowę następującej treści: „Długo oczekiwana uroczystość setnych urodzin Statuy Wolności rozpoczyna się dzisiaj, a wy jesteście jej częścią. Dzisiejszego ranka miasto uhonoruje 86 wybitnych mężczyzn i kobiet reprezentujących wspólnotę narodów. Wszyscy oni w szczególny sposób przyczynili się do wielkości Nowego Jorku; wszystkie ich wspólnoty wniosły wyjątkowy wkład w wielkość naszego kraju. Dzisiaj pozdrawiamy ich, ich marzenie o wolności, które przyciągnęło ich i naszych przodków do tych brzegów, i kraj, który kochamy – kraj, który pozwolił nam osiągnąć tak wiele, kraj, który dał nam tak wiele do świętowania. Kiedy honorujemy Statuę Wolności, oddajemy cześć ludziom, którzy zrobili z niej ukoronowany symbol amerykańskich wartości. Zdobywcy Nagrody Wolności [Medalu Wolności] zdali sobie sprawę z nadziei i aspiracji milionów przybyłych do naszych brzegów, szukających wolności i równych szans. Składając im hołd, celebrujemy nasze wieloetniczne, wielorasowe i wieloreligijne dziedzictwo oraz integralność i ciężką pracę, która charakteryzuje imigranckie doświadczenie w Ameryce”.

Pisana obecnie książka o PAAS, już posiada fragment poświęcony tej właśnie historii. O samym Stowarzyszeniu można przeczytać w innych moich artykułach, np. TUTAJ.

Nie tylko firma odzieżowa, nie tylko projektanci, nie tylko szycie i kroje, to także styl życia, edukacja, estetyka, walka z szarością oraz co ważniejsze zapis historii Polski. Marka produkująca przez wiele lat świetne, rozpoznawalne i niezwykłe stroje, stojąca na wysokim poziomie przetrwała najtrudniejsze lata powojenne i komunistyczne, zabił ją kapitalizm lat 90. Do marca w Muzeum Włókiennictwa w pięknej Łodzi, można podziwiać wystawę „Moda Polska”. Pięknie zaprojektowana ekspozycja, ułożona ze smakiem, poczuciem humoru i wg ciekawego scenariusza z pewnością warta jest wycieczki.

20190127_114740Na łamach poczytnego magazynu „Przyjaciółka” w 1966 roku ukazał się ciekawy tekst. Jego fragment, umieszczony na łódzkiej wystawie, to piękna historyjka, którą potraktować można niczym motto opowieści o polskim rynku mody: „Dzianina to najpraktyczniejszy ubiór świata, bowiem zaczyna się od ślicznej garsonki, która nosi się pięć lat, później pruje się to na śliczną suknię, którą nosi się pięć lat później pruje się to na śliczny sweter, który nosi się pięć lat, później nosi się kamizelkę, następnie szalik i rękawiczki, a na ostatku prujemy to wszystko i robimy dla siebie ciepły czepek babuni”. Praktycyzm, kreatywność i myśl techniczna – trzy cechy, na których wzrastał przemysł kreatywny w kraju.

20190127_114358Wspaniałe stroje, biżuteria, szkice i wykroje. Zachwycają zwłaszcza kolorystyką i wybuchającą w prostocie charyzmą. Jak wspomina notatka prasowa wystawy firma „powołana do życia w 1958 r. poprzez połączenie Biura Mody EWA i sklepów Gallux-Hurt firma miała służyć edukacji modowej Polaków oraz reprezentowaniu przemysłu odzieżowego PRL na międzynarodowym rynku. Ale szybko stało się jasne, że jest czymś więcej – pierwszą w powojennej Polsce marką w branży mody, która oferowała nie tyle ubrania, co fascynujący styl życia. Projektanci Mody Polskiej stawiali odpór wszechobecnej szarzyźnie i bylejakości, lansując wzorce przywiezione prosto z Paryża i wyrastając ponad przaśne realia PRL. Dowodzona w pierwszych latach istnienia przez Jadwigę Grabowską instytucja uczyła nie tylko zasad dobierania strojów, ale także pomagała kolejnym pokoleniom Polaków przyswoić dobre wzorce estetyczne. Udała jej się trudna sztuka – była zarazem egalitarna i prestiżowa. Choć w kolejce po nowe sukienki ustawiały się obok siebie i żony dygnitarzy, i skromne urzędniczki, Moda Polska dbała o zachowanie aury wyjątkowości i nie schlebiała masowym gustom”.

20190127_115325Wystawa oparta została o zbiory jednego z czołowych projektantów „Mody Polskiej” – Jerzego Antkowiaka. Jak wspomina na wystawie, pierwszym zleceniem jakie otrzymał po rozpoczęciu pracy w „Modzie Polskiej” było zaprojektowanie serwisu kawowego. Na nim umieszczony został charakterystyczny znaczek firmy. Piękne, estetyczne i proste logo zbudowane na symbolu jaskółki, gdzie w sposób schematyczny potraktowano biało-czarne skrzydła, dodając do nich różową główkę. Znak firmowy „Mody Polskiej” świetnie oddaje charakter i idee przyświecające marce.

Oprócz kilku sukienek, płaszczy, nakryć głowy, garsonek czy spodni na wystawie znaleźć można liczne szkice, rysunki, zdjęcia i notatki. Garść wspomnień, nagród, wyjazdów, pokazów, przyjęć. Wśród licznych pamiątek, są także ważne dzieła nie tylko projektantów mody, ale i polskich artystów plastyków. Zobaczyć można plakat autorstwa Romana Cieślewicza. Piękna i tajemnicza Nefretete z czerwoną różą na głowie i logiem „Mody Polskiej”, to niezwykłe dzieło mistrza plakatu z 1959 roku.

20190127_114208„Ta historia rozpoczyna się w piwnicy domu Jerzego Antkowiaka w Komorowie” – wspomina informacja o wystawie – „Właśnie tam projektant Tomasz Ossoliński odkrył imponujące archiwum ubrań z metką Mody Polskiej, które stało się punktem wyjścia do przygotowania kuratorowanej przez niego wystawy na 60-lecie powstania marki. Efekty spotkania dwóch wybitnych arbitrów elegancji prezentować będzie Centralne Muzeum Włókiennictwa w Łodzi”.

Co warto jeszcze podkreślić to niezwykła scenografia wystawy. Ekspozycja zakomponowana jest perfekcyjnie, z wielkim smakiem, wyczuciem i pomysłem. W czarnych pomieszczeniach stoją lub siedzą ładne(!) manekiny, odziane w piękne stroje. Zarówno plastikowe modelki, jak i kolorowe ubrania z metką Mody Polskiej świetnie się uzupełniają. Suknie, spodnie, garsonki nie zostały przyćmione obecnością manekinów. W salach górują wielkie, jaskółki zbudowane na podstawie logotypu „Mody Polskiej”. Estetycznie oprawione rysunki zdobią ściany, gdzieniegdzie czytelne teksty wprowadzają widza w świat mody, Polski od lat 60 do późnych 90. Piękne zdjęcia, niektóre podświetlane, inne naklejane, jeszcze inne oprawione wiszą gęsto na ścianach. To tu to tam zerkają neony. Jeden 20190127_114813największy, pięknie wykonany to nazwa firmy i tytuł wystawy zarazem – „Moda Polska”. Scenografia wystawy warta jest uwagi i laurów. Prosta, a zarazem piękna i ciekawa. Tak jak i firma, o której opowiada.

Wystawa „Moda Polska”, to wystawa ważna, ale nie tylko dla miłośników mody. Pokazuje kolorowe sukienki i szkicowe rysunki, ale co ważniejsze, po jej obejrzeniu zostaje się z myślą o Polsce. Dlaczego zabijamy własne, niepowtarzalne i wartościowe marki, idee, pomysły? Fascynujemy się amerykańskim sieciowym jedzeniem, ubieramy chińskie ciuchy, które po dwóch praniach możemy przeznaczyć nie na sukienkę, a potem na szalik, tylko od razu wrzucamy do worka „szmaty do mycia podłogi”, kupujemy we francuskich i hiszpańskich sieciówkach zielone banany, a dom zdobimy gadgetami oznaczonymi szwedzkim logo… Gdzie w tym Polska? Gdzie jedwabie z Milanówka, gdzie ubrania polskich marek, gdzie plakaty tworzone przez polskich artystów, gdzie polska porcelana?

20190127_114316Zobaczcie wystawę „Moda Polska”, po której będziecie dumni z naszych kreatywnych umysłów. A może zamiast sięgnąć po szwedzkie pantalony sięgniecie po polski jedwab lub polską czapkę…

 

Wystawa „Moda Polska”

Centralne Muzeum Włókiennictwa w Łodzi

6.10.2018 – 17.03.2019

Kuratorzy: Tomasz Ossoliński, Marta Galik

Na wystawie można robić zdjęcia, bez żadnych ograniczeń (bez flasha oczywiście) , tak więc garść fotek poniżej.

 

 

Od kilku dobrych miesięcy pracuję nad tekstem książki o historii Polish American Artists Society, czyli PAAS. Jeden z rozdziałów skoncentrowany na samej historii organizacji zyskał już kilka ciekawych podtytułów:

05

Statua Wolności, foto. ARS.

  1. Intrygujące ogłoszenie. Pierwsze spotkanie na Brooklynie i powstanie PAAS.
  2. Miara możliwości. Powołanie profesjonalnej organizacji PAAS.
  3. Formalności. Idee, horyzonty, plany i statut PAAS.
  4. Medale Wolności. Pierwsze inicjatywy pod logiem PAAS.
  5. Irving Place. PAAS Gallery, miejsce z prawdziwego zdarzenia.
  6. Działalność. Wystawy, aukcje, spotkania i inne inicjatywy PAAS.
  7. Początek końca. Konflikt i zmiany w PAAS.
  8. Śmierć Konikowskiego. PAAS przestaje istnieć.
  9. Nieustanna tęsknota. Podsumowania i oceny.

Na razie rozdział ma 68 stron, ale następne już się zapełniają. Kiedy koniec???

O PAAS można przeczytać nieco więcej w artykule opublikowanym na łamach Kontynentu Sztuki.

Z wykształcenia architekt, z powołania malarz, grafik, ilustrator. Jeden z najbardziej cenionych na świecie twórców. Ciekawy, choć krótki wywiad z Mistrzem zamieściła na swojej stronie redakcja magazynu „Viva”.

W filmie Rafał Olbiński mówi, m.in. o swoich początkach: „Zaczynałem swoje pierwsze plakaty robić w akademiku, w pokoju wielkości stołu jadalnego gdzie mieszkało jeszcze pięć osób. Musiałem tam, na tym stole jadalnym znaleźć miejsce, żeby ten plakat zrobić, czy potem ten rysunek itd. To jest dla mnie obojętne, gdzie ja pracuje, tak prawdę mówiąc. Potrafię robić to wszędzie, nawet w samolocie. Ale ciągle marzę o tym , cały czas, a nigdy tego nie miałem, żeby mieć ogromny loft. Taki jak np. w SOHO w Nowym Jorku”.

Wielka historia polskich artystów rysuje się niczym ilustracja do poczytnego magazynu. Polecam filmik na viva.pl

paas 023

Rafał Olbiński, Polish American Art Salon, obraz będący pierwowzorem plakatu na jedną z wystaw, w której brali udział polscy artyści w Nowym Jorku, zbiory prywatne.

Barwny i gorący tygiel kulturowy, jakim jest piękny Nowy Jork pozwolił zrodzić się w swoim wnętrzu polskiej organizacji artystycznej. Był 1986 rok. Powstał PAAS, czyli Polish American Artists Society (Stowarzyszenie Artystów Polskich w Ameryce). Organizacja była jednym z pierwszych profesjonalnych polonijnych zrzeszeń założonych przez artystów dla artystów.

paas 127

Andrzej Czeczot, rysunek, Archiwa PAAS Andrzeja Kendy.

Skupiał w swych szeregach plastyków, Polaków i Amerykanów polskiego pochodzenia, głównie tych, którzy wyemigrowali z kraju pod koniec lat 70. i na początku 80. XX wieku. Bartek Małysa wybitny grafik, członek organizacji, wspominał, że było to jedyne miejsce, w którym coś się działo, „więc nie pasowało nie brać udziału w PAAS”.

Działalność opierała się na organizowaniu wystaw we własnej galerii na Manhattanie, szukaniu innych miejsc na prezentowanie i rozpowszechnianie dokonań twórczych, promocji polskiej sztuki oraz na pragmatycznej pomocy artystom przyjeżdżającym z kraju. PAAS-owcy brali udział w licznych konkursach, festiwalach, aukcjach i imprezach okazjonalnych inicjowanych nie tylko przez stowarzyszenie. Poza tym organizacja nie była wyłącznie zrzeszeniem komercyjnym, skoncentrowanym na promocji i sprzedaży dzieł członków.

„PAAS stworzył taką rodzinę zastępczą” – przyznała wspominając stowarzyszenie rzeźbiarka i członkini zarządu Krystyna Spisak-Madejczyk. W jej sercu stowarzyszenie zapisało się jako najważniejsze miejsce spotkań, przezwyciężania samotności emigracyjnej, jako źródło motywacji twórczej: „Ktoś, kto przez całe lata nie robił nic nagle zaczynał tworzyć… Było to jedyne miejsce na ziemi, gdzie można był poczuć się jak wśród swoich”.

paas 023

Rafał Olbiński, plakat do jednej z wystaw PAAS, Archiwa PAAS Andrzeja Kendy.

Niemniej po 10 latach nieustannej działalności i wielu dokonaniach, jakie na swoim koncie posiadał PAAS, organizacja zakończyła swoją czynną działalność. Obecnie nie jest znana w szerszych kręgach amerykańskich, a w Polsce, rzadko można spotkać osobę, która o PAAS-ie choćby słyszała.

Ta ciekawa kartka z dziejów Polaków w Stanach Zjednoczonych trafiła któregoś dnia w moje ręce. Praca nad publikacją książki o dziejach PAASu trwa.

Inny tekst o PAAS, można przeczytać na moim blogu – TUTAJ.

Wanda, Kobieta Nowoczesna, malarka, rzeźbiarka, inicjatorka I Grupy Krakowskiej, współpracowała z  eksperymentalnym teatrem Cricot. Takie role przypisane do Marii Jaremianki opowiadają historię polskiej sztuki pierwszej połowy XX wieku.

20181103_111613W krakowskiej Cricotece do 17 lutego 2019 roku można zobaczyć wycinek dokonań artystki, odwiedzając wystawę „Jaremianka. Zostaję w tym teatrze. Podoba mi się tu”.

Jak wspominają organizatorzy „Wystawa jest próbą spojrzenia na dorobek Marii Jaremy z perspektywy jej dokonań teatralnych, a także próbą czytania jej wcieleń rozproszonych pomiędzy plastykę, literaturę, teatr, „miejską legendę” i towarzyskie anegdoty. Konteksty, wokół których obraca się wystawa, nie składają się na monografię, ale – tak samo jak sztuka Jaremianki – wymykają się prostym rozpoznaniom. Pozwalają natomiast interpretować się jako heterogeniczny proces budowania napięć, rozbijania i sklejania postaci, konsolidacji form”.

Wystawa rocznicowa – zorganizowana została w 60. rocznicę śmierci i 110. rocznicę urodzin artystki. Można na niej zobaczyć tak pamiątki po artystce (książki, lalki czy pędzle), ale i wycinki jej twórczości plastycznej, kostiumy. Ekspozycja „skupia się na jej powojennej twórczości, która mówiła językiem abstrakcji – formy, do której trzeba dojść, żeby móc ją znowu przełamać” – wspomina Cricoteka. Kuratorkami pokazu są Ania Batko, Ada Grzelewska.

20181103_112205Maria Jarema, zwana Jaremianką urodziła się w 1908, zmarła zaś w 1958. Organizatorzy wystawy przybliżają postać artystki wspominając pokrótce jej życiorys: „pierwsze farby dostała od Zygmunta Waliszewskiego, kiedy miała 10 lat. Malować uczył ją brat, Józef Jarema. Na przekór oczekiwaniom rodziny i przyjaciół wybrała jednak rzeźbę. W 1929 roku rozpoczęła studia na krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych w pracowni Xawerego Dunikowskiego. Była inicjatorką powstania I Grupy Krakowskiej, stworzonej na początku lat 30. przez artystów o lewicowym zacięciu, którzy wierzyli, że rewolucja artystyczna pociągnie za sobą zmiany społeczne. W centrum zmian miał znaleźć się nieskrępowany cenzurą człowiek.

Przed wojną współpracowała z eksperymentalnym teatrem Cricot, a także z Adamem Polewką i Jonaszem Sternem podczas realizacji szopek politycznych. Była autorką kilkunastu scenografii, projektowała kostiumy i maski, czasem sama stawała na scenie. Grała m.in. Wandę i Literkę „K” w teatrzyku Tam-Tam oraz Kobietę Nowoczesną w Zielonych latach, sztuce napisanej przez Józefa Jaremę z myślą właśnie o siostrze. W czasie wojny pracowała jako szatniarka w Domu Plastyków i projektowała zabawki w warsztatach lalek artystycznych. Ze względu na trudne warunki życiowe porzuciła rzeźbę i malowała przede wszystkim gwasze i akwarele. Po wojnie zwróciła się ku abstrakcji. Z czasem zaczęła eksperymentować nie tylko z formą, ale i z materiałem: wykształciła własną technikę, która była połączeniem monotypii z tempera.

20181103_111617Wspólnie z Tadeuszem Kantorem i Kazimierzem Mikulskim założyła teatr Cricot 2 i zaangażowała się w reaktywację Grupy Krakowskiej. We współpracy z Robotniczym Domem Kultury zrealizowała spektakl Niech się zbudzi drwal (1949), a dla teatru Cricot 2 zaprojektowała kostiumy do Mątwy Stanisława Ignacego Witkiewicza (1956) i Cyrku Kazimierza Mikulskiego (1957). W roku 1958 reprezentowała sztukę polską na 29. Biennale w Wenecji. W tym samym roku otrzymała za zaprezentowane tam prace nagrodę Associazione Italo-Polacca im. Francesco Nullo”.

Wystawa choć skromna, odkrywa przed widzami wielką i ciekawą postać jednej z najlepszych artystek XX wieku, a także osobę której polska scena plastyczna i teatralna zawdzięcza rozwój i swoją osiągniętą formę.

Więcej o wystawie i Muzeum można poczytać na stronie Cricoteki.

O innych wystawach poczytasz na moim BLOGU. Zapraszam!

Śledź na Facebooku. Zapraszam!