Posts Tagged ‘emigracja’

3 dni obrad. 40 referatów. 7-9 października 2015.  Centrum Sztuki Współczesnej „Znaki Czasu”. Toruń. A tam – VI Konferencja Sztuki Nowoczesnej, której temat brzmiał jakże interesująco – „Paryż i artyści polscy / Paris et les artistes polonais / Paris and the Polish Artists 1945-1989”.zaproszenie Torun 2015

Wiele ciekawych śladów w stolicy Francji. M.in. Michał BATORY i jego „grypsy o dniu dzisiejszym” w moim referacie, gdzie mówiłam –  „Michał Batory już na studiach wybrał specjalność: plakat. Pytany w wywiadach o powody swojego zauroczenia tym typem działalności twórczej, odpowiada – „Nie chciałem być artystą, który widzi ludzi tylko na wernisażu. Zależało mi na komunikacji, żeby to, co robię, funkcjonowało na ulicy, w mieście” („Duży Format” 2015). Patrząc na warsztat artysty trudno jednak ostatecznie włożyć jego postać w jedną szufladkę. Michał Batory jest plakacistą, ale i rzeźbiarzem (czy raczej plastykiem), fotografem, grafikiem”.

Poza tym Cieślewicz, Polska emigracja architektoniczna, Jerzy Brodnicki  – Van Haardt, Polskie rzeźbiarki w Paryżu po 45’, czy Paryskie za(o)patrzenie szkoły sopockiej i wiele, wiele innych.

W podsumowaniu konferencji, biorący w niej czynny udział Piotr Majewski, napisał m.in. „Bilans spotkania można określić jako bogaty i wielowątkowy. Konferencja, która zgromadziła specjalistów z różnych ośrodków uniwersyteckich oraz muzeów, a także reprezentujących Polski Instytut Studiów nad Sztuką Świata, stała się pretekstem nie tylko do prezentacji rezultatów badań poświęconych zagadnieniom szczegółowym, ale zarysowała kierunki dalszych prac badawczych. Spotkanie okazało się pod tym względem inspirujące, nie zamknęło prac badawczych nad tytułowym zagadnieniem, ale przeciwnie – dopiero go otworzyło” (więcej: http://www.world-art.pl/).

Pozostaje teraz czekać co będzie dalej…

Mówi się, że jej twórczość to malarstwo intelektualne. Sama przyznawała się do realizmu, surrealizmu i abstrakcji. „Arika Madeyska jest małym mistrzem sztuki wieku XX” – napisał o artystce Wiesław Banach. A ona tłumaczyła, z wrodzoną nieśmiałością, że obraz „powinno się… brać takim, jakim jest”.

Niezależność żony

02

Arika Madeyska, obraz na płótnie. Foto. dzięki uprzejmości córki artystki.

Z Polski wyjechała w 1966 r. Jej celem był Paryż. Otrzymała stypendium (sto dolarów miesięcznie), które miało jej umożliwić podróż i roczny pobyt w mieście. „A ponieważ miałam kłopoty z mężem i chciałam od niego odejść, postanowiłam tu zostać” – przyznała Elżbiecie Dzikowskiej.

Madeyska urodziła się w Warszawie, gdzie jej rodzina zamieszkała w związku z pracą ojca inżyniera. Matka – Wartuga Rozalia Unaniec – była przedstawicielką szlachty ormiańsko-gruzińsko-tureckiej, ojciec zaś – Władysław Orłowski – pochodził rodziny posługującej się herbem Lubicz. Artystka trzykrotnie wychodziła za mąż. Miała jedną córkę – Honoratę.

Arika Madeyska w jednej z paryskich kawiarni. Foto. dzięki uprzejmości córki artystki.

Arika Madeyska w jednej z paryskich kawiarni. Foto. dzięki uprzejmości córki artystki.

W latach 1948-1953 uczęszczała do Państwowej Wyższej Szkoły Sztuk Pięknych w Sopocie. Studiowała pod kierunkiem Artura Nachta-Samborskiego, Jacka Żuławskiego i Józefa Wnukowa. W Polsce, jak i za granicą, twórczość jej była ceniona niemal od początku. Zarówno wystawy, jak i laury pokrywały jej skronie wielokrotnie. M. in. brała udział w warszawskim Arsenale z 1955 r., pokazywała prace w Genewie czy Paryżu. W ostatnim z miast związała całe swoje życie.

Marność miłości

Madeyska to malarką, która tworzyła również makaty i collage. Jednak jej głównym zajęciem była konserwacja dzieł sztuki. Pracę w tej dziedzinie podjęła dopiero we Francji, z powodów czysto pragmatycznych. Gdy przyjechała na stypendium okazało się, że zaoferowana suma nie wystarcza na podstawowe wydatki. Przez chwilę była sprzątaczką, jednak szybko nabyła umiejętności konserwatorskie i pracowała m. in. przy renowacji sufitu w podparyskim pałacu Fontainebleau. Niestety zajęcie to, pomimo iż pozwalało jej uzyskiwać środki finansowe, nie przynosiło żadnej satysfakcji. „Konserwacja, to była ciężka praca fizyczna, nic dziwnego, że jej nienawidziła” – mówiła córka.

Arika Madeyska - szkice z Nowego Jorku. Foto dzięki uprzejmości córki artystki.

Arika Madeyska – szkice z Nowego Jorku. Foto dzięki uprzejmości córki artystki.

Ciekawa świata podróżniczka, o niezwykłej wrażliwości i delikatności, zdominowana onieśmieleniem. Wystawiała nieustannie na całym nieomal świecie (Polska, Stany Zjednoczone, Brazylia). Mimo to jej twórczość osnuta została mgłą zapomnienia. „W dalszym ciągu nie jestem znana, bo nie czynię żadnego wysiłku by było inaczej. A wysiłek winien być szalony, charakter zaś z żelaza. I siła przebicia” – usprawiedliwiała się Madeyska. Córka powiedziała o matce –„typowa artystka-boheme”. Widziała ją również jako dzielną, ale za mało przebojową.

01

Artystka w paryskiej pracowni. Foto dzięki uprzejmości córki artystki.

Przyjaciele i znajomi artystki zgodnie wspominają Madeyską jako osobę pełną życia, towarzyską, ciekawą świata. „Miała niezwykły temperament życiowy. Tyle rzeczy ją interesowało, tyle robiła projektów!” – mówiła Krystyna Letouzey. Honorata Madeyska-Jonquiere wspominała o paryskich, niedzielnych włóczęgach z matką, która „ciągnęła mnie na siłę…, żeby <się przejść>”. A chadzała w najróżniejsze zakamarki miasta. Muzea, galerie, pchle targi, antykwariaty, księgarnie, podwórka, pasaże, kina, teatry. Ale i kawiarenki, tak niezmiennie i głęboko wpisane w krajobraz Paryża. Siedząc przy małym, zapewne okrągłym, stoliku popijała mocne expresso i patrzyła… Na ludzi, ptaki, bruk, niebo. Na ten ciekawy świat.

W doskonałości

Malował i rysowała. Miasta, budynki, martwe natury, portrety, akty… ale przede wszystkim koła, koła, koła. „Kręcę się ciągle w koło” – przyznała Elżbiecie Dzikowskiej – dodając, że „forma okrągła jest najdoskonalsza i można ją bez przerwy eksploatować na nowo. Maluję na niej nie to co widzę, ale co już widziałam”.

04

Spowite w brązy kompozycje owalne Ariki Madeyskiej. Foto dzięki uprzejmości córki artystki.

Fascynacja tą, a nie inną figurą geometryczną, przyszła wraz z wizytą w domu Wassily’ego Kandinsky’ego. Odwiedzając pewnego razu żonę malarza, artystka zauważyła „obrazy kół”, które wywarły na niej niezapomniane wrażenie. Od tamtej pory stały się nieomal obsesją Madeyskiej. Tworzyła z nich pełne smaku, estetyki i delikatności kompozycje. Subtelnych płócien dopełniały – dobierane z niezwykłym wyczuciem i talentem – kolory. Do tych eterycznych wizji artystka dodawała jednak swoją niezwykłą życiową siłę, uzupełniając je kreskami i zadrapaniami.

Arika przy sztaludze lata 60

Artystka przy pracy, lata 60. Foto dzięki uprzejmości córki artystki.

Na tle abstrakcji niezwykle odmienne jest jej malarstwo przedstawieniowe. Na pierwszy rzut oka nieco prymitywne, zwykłe kolorowe domki, pejzaże. Niemniej kryją w sobie coś niepokojącego, niedopowiedzianego. Nie ma tam „prawdziwego” życia, tła z chmurkami. Owoce i kwiatki w wazonach w doskonałych, mięsistych barwach przesycone są jakimś chłodem. Portrety pozbawione wspomnień i osobowości, które zdawało by się powinny wyzierać z oczu modela. Czarne kreski tworzące obraz Manhattanu czy Brooklynu mimo zwięzłości, emanują niezwykłym czarem.

  • Powyższy artykuł ukazał się na łamach gazety „Vector Polonii”, maj 2014.
  • Bibliografia:
    1. Wiesław Banach, Madeyska, red.: Wiesław Banach, Ewa Kasprzak, katalog wystawy, Muzeum w Sanoku, Sanok 2006 (http://muzeum.sanok.pl/sklep/product.php?id_product=34).
    2. Dzikowska Elżbieta, Polacy w sztuce świata…, Warszawa.
    3. Oficjalna strona artystki: madeyska.com

 

 

Nieustannie przez 32 lata była świadkiem ludzkiego szczęścia, ale i tragedii. Przyjęła na swoim brzegu statki z blisko 12 milionami emigrantów, przybywających do Nowego Świata z nieomal każdego zakątka ziemi. Nazywana byłą wyspą mew, ostryg, szubienicy. W końcu stała się wyspą nadziei i łez.

05

Statua Wolności, Nowy Jork, foto. ARS.

Samuel z ulicy Greenwich

Właścicieli nowojorskiej Wyspy Ellis było kilku. Pierwotnie znajdowała się ona we władaniu Indian Lenni Lenape. Wymienili ją oni za towary z Holendrami. Potem nabył ją Samuel Ellis, a po jego śmierci władze federalne Stanu Nowy Jork. W 1965 r. uznano ją za część struktury związanej ze Statuą Wolności pod władzą National Park Service.

Po Samuelu została jej nazwa. Urodził się on w Walii ok 1733 r. Zmarł w Nowym Jorku, w wieku 61 lat. Wyspę nabył z niewiadomego powodu. Nie wykorzystywał jej także w żaden znaczący sposób. Wiadomo, że próbował ją bezskutecznie sprzedać, wraz z takimi przedmiotami jak sanie umieszczając ogłoszenie na łamach „Loudon’s New York Packet”. Pozostała ona jednak we władaniu jego rodziny, do momentu kiedy oddana została rządowi.

Wyspa była siedliskiem mew, miejscem połowów ostryg i ryb, a nieco później egzekucji kryminalistów, w tym piratów. Po oddaniu wyspy rządowi przeznaczona została dla armii. Stworzono na niej Fort Gibson, gdzie składowano amunicję. W końcu powstała tam stację dla emigrantów przybywających do nowojorskiego portu. Wcześniejszy punkt, znajdujący się w Castle Garden, zlikwidowany został m. in. z powodu wykrycia wielu nieprawidłowości, w tym korupcji.

01

Widok Manhattanu od strony Hudson River, Nowy Jork, foto. ARS.

Centrum przyjmowania emigrantów na Ellis Island działało w od 1892 r. do 1924 r. Jego życie zakończyło się wraz z wprowadzeniem wiz. „Prom z Wyspy Ellis odbywa swój ostatni rejs” – zapisał Barry Moreno. Był 1954 r. Opuszczona wyspa popadała w ruinę, aż pojawił się projekt jej odrestaurowania i przystosowania dla zwiedzających. Na jej terenie stworzono Centrum Historii Rodzin Amerykańskich Emigrantów.

Klucz do nowego życia

Wyspa Ellis przyjmowała emigrantów przez 31 lat. Przez jej sale przeszło około 12 milionów ludzi. Podobna placówka znajdowała się przy San Francisco, na zachodnim wybrzeżu, a nazywano ją „Wyspą Anioła”.

Emigracyjna historia nowojorskiej stacji wiązała się z wieloma statkami przybywającymi do nowojorskiego portu. Ich pokłady przepełnione były ludzkimi istotami, płynącymi w różnych (zazwyczaj ciężkich) warunkach, wiele tygodni przez nieznane wody Oceanu. Pełni nadziei, ale bardziej lęku docierali do wymarzonego lądu.

04

Wyspa Ellis, Nowy Jork, foto ARS.

Tam kierowani byli do przygotowanych specjalnie sal, gdzie czekając w kolejkach przyjmowania byli przez urzędników. Po ustaleniu i zapisaniu danych dot.: pochodzenia, czasami zawodu, czy powód przyjazdu trafiali w ręce lekarzy. Ich decyzja była niczym wyrok. Emigrant mógł zostać skierowany na prom, który przewoził go do Nowego Jorku. Mógł też zostać na wyspie na czas leczenia wykrytej choroby lub, w najgorszym przypadku, mógł zostać odesłany do miejsca, z którego przypłynął.

„Klucz może otworzyć świat i może go zamknąć” – pisała o wyspie Ellis Małgorzata Szejnert. Stacja zamknęła amerykańskie wrota nieco ponad 2 procentom osób. Głównie z powodu chorób psychicznych, deformacji fizycznych, kryminalnej przeszłości lub złego prowadzenia się. Byli tam także ci, którzy przybyli do Ameryki na gapę.

Obudzone echo

Barbara Barondess pisała o wyspie, że „była jak Wieża Babel: pełna różnych języków i różnych ludzi, tak pełnych strachu”.

02

Wyspa Ellis, Nowy Jork, foto ARS.

Emma Corcoran, pracująca tam w roli sekretarki, notowała swoje przemyślenia: „Możesz sobie wyobrazić, jak się wyrusza z dziesięciorgiem dzieci i bez pieniędzy albo może z dwudziestoma pięcioma dolarami, albo coś i przybywa do miejsca, gdzie nie możesz mówić w sowim języku, gdzie nie rozumiesz ani jednego słowa, gdzie możesz się znaleźć w rękach złego człowieka. Myślę, że to wymagało mnóstwa odwagi…”.

Gertrude Slaughter lekarka pracująca na stacji opisywała tragiczne sytuacje, mające miejsce po wprowadzeniu ustawy o limicie wstępu do Stanów Zjednoczonych. „Pięciuset imigrantów z Europy Południowo-Wschodniej – podawała – którzy pozbyli się wszystkiego, co mieli, by zacząć nowe życie na brzegach amerykańskich, a dowiadują się tylko, że są poza kwotą i muszą powrócić. Krzyczeli, wyli, miotali się jak dzikie zwierzęta, łamiąc meble w poczekalni i atakując strażników… To był spektakl budzący litość, a urzędnicy byli bezradni”.

Szczęśliwie zakończony przypadek rodziców wspominał Lee Iacocca – „podróż moich rodziców do Ameryki nie była łatwa. Matka zachorowała na tyfus i spędziła całą drogę w infirmerii na statku. Zanim dopłynęli do Ellis Island, straciła wszystkie włosy, zgodnie z prawem powinna być odesłana do Włoch. Ale mój ojciec był rzutkim wygadanym spryciarzem, który już się nauczył jak radzić sobie w Nowym Świecie. Udało mu się jakoś przekonać urzędników imigracyjnych, że jego nowa żona zapadła jedynie na chorobę morską”.

02

Wyspa Ellis, Nowy Jork, foto ARS.

Inny, bardziej przyziemny, obraz pozostawił ambasador Wielkiej Brytanii A. C. Geddes –„wskutek obecności chronicznego brudu budynki są przesiąknięte mdłym, zastałym smrodem. Jest on całkiem odmienny od ostrego odoru niemytej ludzkości. Oba spotyka się na Ellis Island… Trzydzieści sześć godzin zajęło mi po opuszczeniu wyspy pozbycie się tego aromatu, który owiewał wszystko, co jadłem lub piłem”.

Świadectw jest wiele więcej. Listy, pamiętniki, dokumenty i niesamowite zdjęcia. Wszystko nakreśla obraz marzeń i wszechobecnego przerażenia. Małe historie wielkich podróżników.

„Jak daleko byłbyś w stanie pojechać, aby znaleźć lepsze życie? Co, jeśli podróż trwała by całe tygodnie i odbywała by się w trudnych warunkach? Jeśli odpowiedziałeś „Whatever it takes” („cokolwiek będzie”) wzbudziłeś echo uczuć towarzyszących 12 milionom imigrantów, którzy w latach 1892 do 1954 przeszli przez te, teraz pogrążone w ciszy, sale. Ellis Island dała im możliwość osiągnięcia amerykańskiego snu dla siebie i swoich potomków. Przyjdź posłuchać ich historii” – tak zachęcają do odwiedzenia wyspy jej władze.

03

Wyspa Ellis, Nowy Jork, foto ARS.

BIBLIOGRAFIA
Berman John S., Portraits of America: Ellis Island, New York 2003.
Burns Ric, Sanders James, Ades Lisa, New York an illustrated history, New York 1999.
Szejnert Małgorzata, Wyspa klucz, Kraków 2009 – stąd pochodzą prawie wszystkie cytaty użyte w tekście.

Tekst ukazał się na łamach „Vectora Polonii”, Nr 7 (70), 16 lutego 2014 r. http://www.vectorpolonii.com/