Posts Tagged ‘fotografia’

Znany jako malarz i ojciec nieszczęśliwego syna. Rzadko kojarzony z fotografią, która była jego partnerką niemal od dzieciństwa. Zdzisław Beksiński i jego czarno-białe fotografie tworzą wybitny duet opowiadający porywające historie.

Najmłodsze pstryknięcia

Niektóre prace fotograficzne Beksińskiego, to tylko negatywy. Znajdują się w zbiorach muzealnych i nigdy jeszcze nie ujrzały ciemni (czy raczej papieru). Artysta zajął się tym rodzajem sztuki, już na studiach. A z aparatem paradował od najmłodszych lat. Najpierw tworzył dzieła, na których dokumentował rzeczywistość, a potem uzewnętrzniał własne wizje artystyczne. Z fotografią zerwał zanurzając się bez pamięci w malarstwie i rzeźbie, a było to pod koniec lat 50.

„Fotografowałem bodajże od 1940 roku. Gdzieś od początku wojny ojciec dał mi swój stary aparat. To była icoretta Zeissa, taki mieszkowy aparat 6×6 cm. […] Choć fotografowałem dużo nie miało to charakteru twórczości. Fotografowałem kolegów, sytuacje, jakie się zdarzały. Czołgi z żołnierzami, nawet lotniska” – wspominał artysta.

Oprócz fotografii artystycznej, zajmował się fotografią dokumentalną i takimi odmianami zajęcia jak makrofotografia, mikrostruktury czy pseudo-reportaż. Jego modelką często bywała żona Zofia, a miejscem które zapisywał rodzinny Sanok.

Obecnie Beksiński zaliczany jest do grupy najlepszych fotografików polskich z lat 50. Jego dzieła nie należą do łatwych i prostych w odbiorze. To obrazy, które uciekają. Nagie pośladki, biust, dłonie, oko. Elementy ukryte za rekwizytami jak ściana, krzesło, cień… Nic nie wypowiedziane wprost. Wszystko schowane tak, aby widz sam mógł dopisać historię zdarzenia. To także mury, błotniste drogi, powiększone fragmenty struktur. Zapis szczegółowy wybranych elementów romantycznego pejzażu. Swoje dzieła nazywał „antyfotografią”.

„Krytyka, akcentując nowatorski sposób potraktowania fotografii, klasyfikowała artystę przede wszystkim jako twórcę awangardowego. Beksiński nigdy nie traktował tego medium jako środka utrwalającego rzeczywistość, dokumentującego istniejący zewnętrznie i obiektywny świat, ale jako osobistą kreację tego świata poprzez właściwą sobie ekspresję” – pisała Dorota Szomko-Osękowska.

Skonstruowany świat

Beksiński urodził się w 1929 r. w Sanoku. Studiował architekturę w Krakowie. Ponownie zamieszkał w rodzinnym mieście, gdzie m. in. projektował karoserie w fabryce autobusów Autosan. Potem przeprowadził się do Warszawy, gdzie żył i pracował aż do 2005 r. Został zamordowany we własnym mieszkaniu.

Od najmłodszych lat uprawiał sztukę. Jako chłopiec rysował akty, które służyły mu za towar wymienny. Jeden z takich rysunków przechwycony został przez szkolnego katechetę. Napiętnował on twórcę wygłaszając z ambony prorocze zdanie, przytaczane w książce  Magdaleny Grzebałkowskiej: „jest tu jeden między wami, który robi takie wstrętne rysunki! Ty, synu, umrzesz a twoje ohydne rysunki gorszyć będą jeszcze pokolenia”.

Był głównie malarzem i rzeźbiarzem, także fotografikiem, pod koniec życia interesował się i tworzył grafiki komputerowe. Choć sztuka Beksińskiego nie należy do łatwych, jest niezwykła i zachwycająca. Mroczno trupie krajobrazy. Zapisy strumienia myśli własnej wyobraźni. Zatopienie w często jednostajnych kolorach. Wszystko to nabiera znaczenia w różnych interpretacjach, niekoniecznie zamierzonych przez artystę.

Niniejszy tekst opublikowany został na łamach „Vectora Polonii”, marzec 2014 r, http://www.vectorpolonii.com/.

Reklamy

„Szkice z kultury – spotkanie w Wojciechem Plewińskim” odbędzie się w krakowskim MOCAKU 20 marca 2014 r., g. 18.

9e6b146755_large

pl.mocak.pl

O inicjatywie, tak piszą organizatorzy: „20 marca o godzinie 18 zapraszamy na spotkanie z Wojciechem Plewińskim, krakowskim fotografem, wieloletnim współpracownikiem tygodnika „Przekrój”. Wydarzenie towarzyszy wystawie „Władysław Hasior. Europejski Rauschenberg?”, której odrębną część stanowi seria 19 fotografii wykonanych przez Wojciecha Plewińskiego w 1962 roku w zakopiańskiej pracowni Władysława Hasiora. Ta prezentacja jest punktem wyjścia tematu spotkania, jakim jest współpraca fotografa z artystami. Zaprezentowane zostaną zdjęcia, portrety i dokumentacja działań artystów sztuk wizualnych, twórców teatru i literatury. Spotkanie poprowadzi Katarzyna Wincenciak.

plewinski priv

Wojciech Plewiński, Niedziela w Dobczycach, fotografia, Galeria Roi Dore.

Wojciech Plewiński (ur. 1928) – krakowski fotografik, związany z tygodnikiem „Przekrój”, autor zdjęć portretowych i reportażowych. Z wykształcenia architekt – w 1955 roku uzyskał dyplom na Politechnice Krakowskiej i równocześnie w tym samym roku został przyjęty do Związku Polskich Artystów Fotografików. Od 1957 roku współpracował z redagowanym przez Mariana Eilego tygodnikiem „Przekrój”, gdzie jako jedyny fotograf zatrudniony był na etacie przez kilkadziesiąt lat. Związany był także z „Tygodnikiem Powszechnym” i Wydawnictwem Muzycznym. Ogromna część jego twórczości to zdjęcia teatralne. Wykonał fotografie do ponad 700 spektakli. Fotografował ludzi krakowskiej kultury i bohemy artystycznej, Piwnicę pod Baranami, happeningi Tadeusza Kantora, portretował muzyków, pisarzy, poetów i malarzy”.

Informacja podawana za stroną www MOCAKU – zobacz tutaj.

MOCAK. Muzeum Sztuki Współczesnej
ul. Lipowa 4
30-702 Kraków
Godziny otwarcia:
wtorek–niedziela 11–19
Tel. +48 12 263 40 00

Migawka PL, czyli szkic o fotografii polskiej, Mois de la Photo, Galerie Roi Dore, Paris 2012, [katalog wystawy].

Bułhak, Strzemiński, Witkacy, Dłubak, Horowitz, Ciołek, Hartwig, Bąkowski, Kwiek, Rydet, Lachowicz, Kulik, Sikora, Libera, Kozyra… Lista nazwisk sygnujących niezwykłe dzieła to zaledwie fragment plejady polskich artystów zajmujących się różnorodną formą fotografii. Działający w różnych epokach, za pomocą różnorodnych technologii, hołdujący wielorakim ideom i filozofiom artystycznym stanowią dzisiaj o sile polskiej sztuki.

IMG_0900

Foto ARS.

W Polsce fotografia rozwijała się od XIX wieku. Jej początki sięgały mniej więcej 1839 roku, kiedy to talbotypie wykonywał inżynier Maksymilian Strasz z Kielc, autor pierwszego podręcznika o fotografowaniu. Wśród równych mu fotografów wymienić należy dodatkowo: Andrzeja Radwańskiego, Józefa Gloisnera, Moritza Scholtza, czy Marcina Zalewskiego zwanego „ojcem polskiej fotografii” oraz jednego z najwszechstronniejszych – Karola Beyera. Oprócz fotografii artystycznej i zakładowej niezwykle prężnie rozwijała się jej prasowa forma, na polu której królował Konrad Brandel, konstruktor „fotorewolweru”.

Wielkim zwrotem w historii fotografii polskiej był okres międzywojenny związany z działaniami tzw. „awangardy”, a zwłaszcza postacią wybitnego artysty Władysława Strzemińskiego. Wyśmienite eksperymenty na tym polu przeprowadzał z niemałym sukcesem i Stanisław Ignacy Witkiewicz. Tworzył on niezwykłe portrety korzystając m. in. z luster. W tym czasie Polacy przodowali również w sztuce fotomontażu.

Po II wojnie światowej, pomimo niesprzyjających warunków politycznych, następowało powolne odrodzenie. W 1948 roku odbyła się wystawa „Nowoczesna Fotografika Polska”, w której udział wzięli: Jan Bułhak, Edward Hartwig, Leonard Sempoliński i inni. Na nowej scenie pojawiła się postać malarza Zbigniewa Dłubaka, oraz Zdzisława Beksińskiego.

IMG_0909

Foto. ARS

Lata 70. i 80. przyniosły artystyczny wybuch w dziedzinie fotografii. Działalność rozpoczęły Warsztaty Formy Filmowej w Łodzi, wrocławskie Seminarium Foto-Medium-Art i warszawskie Seminarium. We Wrocławiu triumfy święciła grupa „Permafo”, a w jej szeregach Zbigniew Dłubak oraz Natalia LL (Natalia Lachowicz). Poza nimi działali: Janusz Bąkowski, Zdzisław Jurkiewicz, Andrzej Dłużniewski, czy Leszek Brogowski i Zofia Rydet. Niestety 13 grudnia 1981 roku w kraju wprowadzono stan wojenny, a życie artystyczne zeszło do podziemi. Wśród „klasycyzujących” fotografów działali: Paweł Kwiek, Erazm Ciołek, czy Anna Beata Bohdziewicz, w neoawangardzie natomiast: grupa Łódź Kaliska, Grzegorz Zygier oraz Jerzy Truszkowski, Zbigniew Libera, a także znamienna postać Zofii Kulik. Wielu artystów działało poza granicami kraju m. in.: w Stanach Zjednoczonych, Francji, Australii. Wśród emigracyjnych twórców pojawiały się nazwiska Ryszarda Horowitza, Krzysztofa  Pruszkowskiego, Jagody Przybylak.

W miarę wprowadzenia techniki wideo i polska fotografia uległa jej urokowi. W tej technice wybitne dzieła tworzyła Katarzyna Kozyra dokumentując ludzi np. w łaźni. Wśród czynnych fotografów eksperymentatorów pojawiały się nazwiska: Wojciecha Zawadzkiego, Ewy Andrzejewskiej, czy Bogdana Konopki. W dziedzinie związanej z bardziej użytkowym aspektem sztuki fotograficznej występowali m. in. Tomasz Sikora i Leszek Szurkowski. Także obecnie młodzi polscy artyści doceniają siłę języka fotografii i tu wśród nowej generacji zauważone zostają nazwiska np. Anety Grzeszykowskiej autorki projektu „Untitled Film Stills” z 2006 roku, ponadto Maurycego Gomulickiego, Zbigniewa Rogalskiego czy popularnego malarza Wilhelma Sasnala. Wśród najmłodszych pojawia się natomiast np. postać Irenki Kalickiej.

logo galeriiDokonania artystyczne Polaków w dziedzinie fotografii znajdują własne miejsce. W związku z możliwością jaką daje tegoroczny Miesiąc Fotografii 2012 (Mois de la Photo 2012) paryska Galerie Roi Doré postanowiła zaprezentować kilka polskich nazwisk. W kontekście „Zaczarowanej rzeczywistości” bezboleśnie przenoszącej do innego kontekstu, epoki, kadru zaprezentowane zostaną prace takich artystów jak: Michał Batory, Józef Bury, Roman Cieślewicz, Filip Flatau, Joanna Flatau, Andrzej Haladuda, Bogdan Konopka, Artur Majka, Mieczysław „Mietko” Rudek, Gabriela Morawetz, Stasys Eidrigevicius, Leszek Szurkowski, Krzysztof Zarębski.

Link do Galerii Roi Dore tutaj.

W zgodzie z naturą sztuk, [w:] Bruk. Natura. Emocje. Wystawa międzynarodowej grupy „Emocjonaliści”, kurator: A. Rudek, Warka 2008, bns, [katalog wystawy].

Zaproszenie na wystawę, zb. prywatne.

Nowy Jork, na wskroś nowoczesna galeria. Pewien artysta, narodowości włoskiej, przedstawia sztukę – wypieszczone, eleganckie pudełeczka wypełnione własnymi ekskrementami. Jak głosi legenda, ten szokujący impuls stał się powodem stworzenia grupy artystycznej, która chroniłaby świętość sztuki.

Na tych podstawach, zaczyna się historia „Emocjonalistów”, międzynarodowej grupy artystycznej powstałej w 1998 roku w Stanach Zjednoczonych, z inicjatywy rzeźbiarza – Prof. Lubomira Tomaszewskiego.

Wcześniej, w 1994 roku, artysta współzałożył grupę pod nazwą „In tune with Nature”. Działając wraz z Aleksandrą Nowak (malarką) oraz Kathryn Kollar (choreografem) „zdecydowaliśmy się szukać wspólnego podłoża dla różnych rodzajów sztuki” – wspomina Tomaszewski.

Wernisaż wystawy w Warce, foto. P.S.

Pierwsza grupa, po kilku wspólnych wystawach, w których pojawiały się także pokazy taneczne, zaczęła ewoluować. Powiększała swoje szeregi, gdyż dołączyli do niej: Krzysztof Medyna (muzyk), Józefa Tomaszewska (tkacz), Janek Hausbrandt (fotograf), Ivan Bratko (rzeźbiarz) i Jan Kapera, który opracował filozofię grupy i został obwołany jej „ideologicznym liderem”. Po kilku latach wspólnej pracy, zdecydowano zamienić nazwę na bardziej przystępną. Po analizie kilku propozycji wybrano miano – „Emocjonaliści”, za czym poszły kolejne artystyczne osobowości, jak i poszerzenie filozoficznych przesłanek przyświecających zgrupowaniu.

Podstawowym założeniem i celem istnienia „Emocjonalistów” jest korzystanie z pierwotnych źródeł sztuk, co oznacza po pierwsze: odnalezienie i czerpanie z natury sztuk oraz, co za tym idzie, prostotę przekazu wywołującą u widza przeżycia emocjonalne.

Piotr Betlej, obrazy olejne, Foto. P.S.

Krytyczny stosunek do wszelkich przejawów nowoczesności – rozumianych, jako awangarda – cechuje się odrzucaniem najnowszych form wyrazu, wszelkich niestandardowych tematów i pomysłów, jak i nadmiaru przeżyć intelektualnych.

Założyciel grupy – Lubomir Tomaszewski, w wywiadzie udzielonym Ewie Bobrowskiej-Jakubowskiej, wyznaje: „XX wiek, to generalny chaos w świecie sztuki […] wraz z pojawieniem się idei „sztuka dla sztuki”, straciła ona swoje podstawowe i najważniejsze cele […] obalone zostało, to, co jest najsilniejszą i najlepszą stroną ludzkiej aktywności – nastroje, uczucia i emocje. […] Dzieła sztuki stały się banalnymi dowcipami […] straciły swój wizualny, plastyczny język – nie mogą istnieć bez komentarzy artystów, czy krytyków”.

Ten swoisty „dewotyzm” głoszony w wypowiedziach Tomaszewskiego, to czysty powrót do tego, co w sztuce klasyczne, czyli najpiękniejsze. Jak głoszą „Emocjonaliści”, dzieła sztuki powinny być tworzone przez ludzi, dla ludzi, muszą wywoływać łzy, uśmiechy i wewnętrzne burze.

Kurator na tle plakatu, foto. P.S.

Tematyka prac należących do formacji artystów, oscyluje pomiędzy pejzażami i wszelkimi innymi formami przyrody, poprzez zurbanizowane otoczenie głównego wątku twórczości grupy, a mianowicie człowieka. Wszystko to, co ludzie konstruują, z czym współżyją, co ich otacza i stanowi o wnętrzu – wyczytać można w dziełach „Emocjonalistów”.

Pod względem artystycznym członkowie grupy, w dużej mierze zajmują się malarstwem, grafiką i fotografią, są wśród nich także rzeźbiarze i tkacze, jest i muzyk. Grupa składa się z wielu, różnorodnych artystów, a liczba członków zmienia się nieustannie. Listę zdobią osobowości tych, którzy mogli zaprezentować swoje prace w Warce, jak również tych, którym nie udało się pojawić m.in. Aleksandra Nowak, Julia Ambrose, czy Ivan Bratko.

Maria Fuks, obrazy olejne, foto. P.S.

Spora część „Emocjonalistów”, to artyści o polskich korzeniach, jednak w szeregach odnaleźć można również Ukraińców i Amerykanów. Artyści rozproszeni są po całym świecie, większość żyje w Stanach Zjednoczonych, ale i we Francji, Niemczech oraz Polsce.

Grupa zdobyła liczną widownie na całym świecie. Pokazy „Emocjonalistów” organizowane są zarówno przez członków, jak i kuratorów zewnętrznych. Dotychczas grupa wystawiała w wielu miejscach w Ameryce i Europie, min. w Clark (Skulski Art Gallery – 1998), Nowym Jorku (np. „Emotionalists and his Friends” II International Chopin and Friends Festival – 2000; „Emotionalism” International Cultures Festival – 2002; „10 years” Kurier + Gallery – 2004; „The Nature of Art” Shtooka Gallery – 2006, „Emotionalism” New Century Artists Gallery – 2007), Connecticut („The Nature of Art-4” Polish American Foundation – 2008), Stamford, Cambridge, Harvard („3 times emotion” Gutman Gallery – 2003),

Wernisaż wystawy, foto. P.S.

a także we Francji, gdzie w 2001 roku prezentowano wystawę „Cheval Emotion” – Maison du Cheval, Haras National de Tarbes; a w 2003 roku pod hasłem „Musique et emotions plastiques” grupa zaprezentowała się w Chateau d’Ars, La Chatre. W 2002 roku w Niemczech obyła się wystawa „Emotionalisten” w Krakauer Turm, Nurnberg, znaczącą była również ekspozycja objazdowa po Polsce, którą prezentowano w 2003 roku w Warszawie, Sandomierzu i Piasecznie.

Niniejsza wystawa przedstawiająca dokonania grupy „Emocjonalistów” zatytułowana została „Bruk, natura, emocje”. Krótka kompilacja rzeczowników, w zamyśle autora zawrzeć miała to, co dla artystycznej formacji najważniejsze, czyli to, co staje się tematem dzieł sztuki oraz to, co jest sztandarem ich twórców.

Sztuka to przeżycie, więc zanurzmy się w uczuciach…

Poniższy tekst okrutnie zredagowany ukazał się w „Nowym Dzienniku”: Warszawska galeria na Manhattanie, „Przegląd Polski” (dodatek literacko-społeczny „Nowego Dziennika“), Nowy Jork, 28 grudnia 2007, s. 9.

Ściana stała się elementem pożądania. Powodem kontaktów i wymiany. Celem do zdobycia, który tworzy dalszą legendę. Pod koniec roku w nowojorskiej Rental Gallery, warszawska galeria Raster zaprezentuje prace czterech artystów.

Rolą galerii sztuki jest pokazywanie, dlatego aby istnieć potrzebuje przestrzeni. Ulicy, billboardu, sali. Ze zdobyciem takiego miejsca nie ma większego kłopotu, pojawia się on najczęściej w momencie otwierania kopert z rachunkami… Rzadko kiedy właściciele galerii mogą pozwolić sobie na otwarcie filii w jakimś innym miejscu. Pokazują więc w muzeach, na targach oraz wynajmując lokale.

Tej ostatniej inicjatywie wychodzi na przeciw Rental Gallery, której działalność polega na czasowym odsprzedawaniu przestrzeni wystawowej, galeriom z całego świata. Jak zapowiadają właściciele, taki charakter przedsięwzięcia ma na celu ułatwienie wymiany artystycznej pomiędzy Nowym Jorkiem i resztą globu. Dajemy galeriom możliwość zaprezentowania się nowojorskiej publiczności, bez potrzeby i problemów wynikających z wynajmowania lokalu na dłuższy czas. Rental nie wpływa na rodzaj, czy tematykę prezentowanych wystaw. Wyznacza terminy i oddaje przestrzeń ścian i podłóg. Pozostałe aspekty w rękach wynajmującego.

W tym roku, z możliwości zajęcia nowojorskiego lokalu skorzystała polska galeria, której codzienna siedziba mieści się na ul. Hożej w Warszawie. Pierwsza wizyta Rastra w Nowym Jorku nosi tytuł „Raster haircut”. Większość dzieł prezentowanych na wystawie została stworzona specjalnie na potrzeby amerykańskiego pokazu. Media w jakich ujawniają się działania artystyczne, to głównie fotografia i malarstwo.

Zamysł całości ekspozycji opiera się na elemencie identyfikacji międzyludzkiej, którym w tym przypadku są włosy. Detalowi temu wyznaczono dwa podstawowe znaczenia. Pierwsze, jako rzecz zwykła, codzienna, przynależna (prawie) każdemu człowiekowi. Drugie bardziej abstrakcyjne, odnoszące się do włosów tworzących fryzurę. Jej ułożenie i wygląd staje się wizytówką, sposobem na rozpoznanie i wpisanie do odpowiedniej grupy społecznej. Taka rola przypisana włosom stała się dla kuratorów wystawy „Raster haircut” formą prezentacji Galerii. Jak przyznają organizatorzy, ekspozycja jest próbą opisu naszej artystycznej tożsamości…, ale przede wszystkim właściwy nam sposób patrzenia… jest więc po prostu fryzjerskim lustrem, w którym jak na dłoni widać dokonujący się proces: powoli wyłaniający się z chaosu sens, obietnicę nowego porządku. Tak więc pierwszy pokaz Rastra w Nowym Jorku, opiera się na ogólnej prezentacji możliwości, jak i swoistego światopoglądu ludzi tworzących niepowtarzalny wymiar i klimat galerii.

Aktu strzyżenia dokonują czterej artyści: Rafał Bujnowski, Aneta Grzeszykowska, Przemek Matecki i Jan Smaga. Wszyscy współpracują  z Rastrem od dłuższego czasu.

Rafał Bujnowski studiował grafikę, na Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie, był także członkiem Grupy Ładnie. Artysta tworzy obrazy, wideo, obiekty i akcje. „Rafał Bujnowski to jeden z najbardziej radykalnych i inteligentnych malarzy współczesnych” – reklamuje artystę Raster.

Aneta Grzeszykowska ukończyła studia na Wydziale Grafiki Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie. Od 1999 r. wraz z Janem Smagą tworzy wspólne projekty artystyczne. Działa głównie w fotografii, której tematyka koncentruje się na człowieku i jego tożsamości.

Jan Smaga podobnie jak jego partnerka, ukończył te same studia i również zajmuje się fotografią. Korzystając z tego rodzaju twórczości poszerza klasyczną formę o możliwości współczesnej techniki komputerowo – montażowej.

Przemek Matecki studiował w Zielonej Górze, na Wydziale Artystycznym Uniwersytetu Zielonogórskiego. Jego sztuka łączy w sobie wytwory kultury masowej z klasycznym malarstwem. „Biorąc za punkt wyjścia wydzieliny i śmieci (również w sensie dosłownym) współczesnej kultury wizualnej i materialnej, Matecki wytwarza malarskie byty – obrazy, obiekty, instalacje” – piszą o artyście kuratorzy.

Symbioza Rastra i Rental potrwa miesiąc, do 13 stycznia 2008 roku. Bez wątpienia stanowić będzie ciekawą przygodę artystyczną. Aczkolwiek budzi się obawa, czy atak okaże się skuteczny. Raster przygotował doborowy oddział artystów, jednak skomplikowana struktura pomysłu, może wzbudzać zniechęcenie. Pamiętać należy również o tym, że Nowy Jork jest jak dno oceanu, aby zobaczyć to co się chce należy widzieć dokładnie gdzie zanurkować. Jedno jest pewne Polscy artyści znów wychodzą w świat, już nie tylko jako emigranci.

Wystawa czynna do 13 stycznia 2008. Rental, 120 East Broadway (6th floor), Nowy Jork.

Fragmenty mozaiki, [w:] „Młoda Polska” w USA, katalog wystawy w Muzeum im. Kazimierza Pułaskiego w Warce, 1 lipca – 3 września 2007, bns, [katalog wystawy].

Zaproszenie na wystawę

Kuszący różnymi błyskotkami mityczny raj, wolność, niegasnąca swoboda twórcza, najlepsza droga kariery, istniejący rynek sztuki, rozwój ale i ucieczka. Stany Zjednoczone, to nadal najpopularniejsze na ziemi miejsce dla twórczych umysłów. Znaczącą grupą, która od wieków rozwija bohemę amerykańską są Polacy. Ich obraz, to mozaika szkiełek w kalejdoskopie, czyli nieskończona ilość możliwości i kolorowych nie odkrytych układów.

Najmłodszą, polską scenę artystyczną w USA opisać można w różnoraki sposób. W zależności od emigracyjnego pochodzenia w społeczności tej pojawiają się: klasyczni emigranci, Amerykanie z polskimi korzeniami, osoby, które do dziesiątego roku życia przybyły za Ocean z rodzicami, czy urodzeni już w nowym kraju – Polscy Amerykanie.

Wernisaż wystawy w Warce, foto. A.S.

Ich wykształcenie i pozycja, tak jak wiek, czy osiągnięcia są bardzo różne. Jedno, co łączy te specyficzne osobowości, to brak zgrupowania i jedności. Kolonie wyznacza się obecnie tylko umownie, jako obszar zamieszkania, głównie związany z danym miastem, czy nawet stanem.

Sposobem na zaistnienie w pierwotnym środowisku narodowym, a później może i na szerszej scenie stają się znajomości, polonijne spotkania, czy przynależność do istniejących już stowarzyszeń artystycznych. Wbrew pozorom, stanowi to drogę ciężką i często prowadzącą do martwego punktu. Taka specyfika środowiska uwarunkowana jest charakterem kraju jakim są Stany Zjednoczone.

Muzeum w Warce, foto. A.S.

Artyści często wybierają drogę projektanta graficznego czy ilustratora, aby osiągnąć godziwy poziom egzystencji i nie zerwać ze sztuką. Innym, udaje się wejść w struktury akademickie lub konserwatorskie, pozostali muszą przekształcić działania artystyczne w hobby.

Muzeum im. Kazimierza Pułaskiego w Warce odważyło się na ryzykowne przedsięwzięcie, którego celem jest pokazanie polskiej, najmłodszej sceny artystycznej. Skupione wokół tej koncepcji działania przysporzyły wiele kłopotów i trudności, lecz w rezultacie doprowadziły do całkiem ciekawej ekspozycji.

Piknik Vivat Pułaski!, foto. P.S.

Trzynaście nazwisk, trzynaście historii, trzynaście charakterów i trzynaście poziomów twórczych. Przy artystach wybuchających talentem i możliwościami, na wystawie pokazują swoje prace „emeryci martwych natur”, technicznie wyszkoleni twórcy, jak również „noworodki”, które dopiero co poszukują własnej sztuki. Pojawiają się dzieła nierówne: wyborne artystycznie, ale i mniej ciekawe. Wystawa prezentuje klasyczne płótna, fotografie, ilustracje, jak również nowoczesne media. Ekspozycja niewielka, przyczynia się jednak znacząco do przypomnienia o istnieniu rodzimej sztuki, także setki mil poza Polską.

Piknik Vivat Pułaski!, foto. P.S.

Stany Zjednoczone stanowią nierozerwalną część historii naszego kraju. Polacy tworzyli i tworzą państwowość, historię i kulturę Stanów Zjednoczonych. Wszyscy, którzy podejmują odważną decyzje o emigracji, nawet kiedy wsiąkną głęboko w nowe środowisko, czy są już rodzimymi mieszkańcami, pozostają Polakami. Znaczącym staje się dla nich, zwłaszcza dla artystów, zainteresowanie płynące z ojczystego kraju.

Warka w Warce, foto. P.S.

Ekspozycja w Warce daje możliwość zaprezentowania się osobom, które niejednokrotnie stawiają pierwsze kroki w swoim artystycznym życiu. Poza tym, umożliwia zapisanie się w świadomości ludzkiej, a tym samym w historii, co dla człowieka żyjącego w tak specyficznym miejscu jak USA, jest nieocenione.