Posts Tagged ‘Malarstwo’

Mówi się, że jej twórczość to malarstwo intelektualne. Sama przyznawała się do realizmu, surrealizmu i abstrakcji. „Arika Madeyska jest małym mistrzem sztuki wieku XX” – napisał o artystce Wiesław Banach. A ona tłumaczyła, z wrodzoną nieśmiałością, że obraz „powinno się… brać takim, jakim jest”.

Niezależność żony

02

Arika Madeyska, obraz na płótnie. Foto. dzięki uprzejmości córki artystki.

Z Polski wyjechała w 1966 r. Jej celem był Paryż. Otrzymała stypendium (sto dolarów miesięcznie), które miało jej umożliwić podróż i roczny pobyt w mieście. „A ponieważ miałam kłopoty z mężem i chciałam od niego odejść, postanowiłam tu zostać” – przyznała Elżbiecie Dzikowskiej.

Madeyska urodziła się w Warszawie, gdzie jej rodzina zamieszkała w związku z pracą ojca inżyniera. Matka – Wartuga Rozalia Unaniec – była przedstawicielką szlachty ormiańsko-gruzińsko-tureckiej, ojciec zaś – Władysław Orłowski – pochodził rodziny posługującej się herbem Lubicz. Artystka trzykrotnie wychodziła za mąż. Miała jedną córkę – Honoratę.

Arika Madeyska w jednej z paryskich kawiarni. Foto. dzięki uprzejmości córki artystki.

Arika Madeyska w jednej z paryskich kawiarni. Foto. dzięki uprzejmości córki artystki.

W latach 1948-1953 uczęszczała do Państwowej Wyższej Szkoły Sztuk Pięknych w Sopocie. Studiowała pod kierunkiem Artura Nachta-Samborskiego, Jacka Żuławskiego i Józefa Wnukowa. W Polsce, jak i za granicą, twórczość jej była ceniona niemal od początku. Zarówno wystawy, jak i laury pokrywały jej skronie wielokrotnie. M. in. brała udział w warszawskim Arsenale z 1955 r., pokazywała prace w Genewie czy Paryżu. W ostatnim z miast związała całe swoje życie.

Marność miłości

Madeyska to malarką, która tworzyła również makaty i collage. Jednak jej głównym zajęciem była konserwacja dzieł sztuki. Pracę w tej dziedzinie podjęła dopiero we Francji, z powodów czysto pragmatycznych. Gdy przyjechała na stypendium okazało się, że zaoferowana suma nie wystarcza na podstawowe wydatki. Przez chwilę była sprzątaczką, jednak szybko nabyła umiejętności konserwatorskie i pracowała m. in. przy renowacji sufitu w podparyskim pałacu Fontainebleau. Niestety zajęcie to, pomimo iż pozwalało jej uzyskiwać środki finansowe, nie przynosiło żadnej satysfakcji. „Konserwacja, to była ciężka praca fizyczna, nic dziwnego, że jej nienawidziła” – mówiła córka.

Arika Madeyska - szkice z Nowego Jorku. Foto dzięki uprzejmości córki artystki.

Arika Madeyska – szkice z Nowego Jorku. Foto dzięki uprzejmości córki artystki.

Ciekawa świata podróżniczka, o niezwykłej wrażliwości i delikatności, zdominowana onieśmieleniem. Wystawiała nieustannie na całym nieomal świecie (Polska, Stany Zjednoczone, Brazylia). Mimo to jej twórczość osnuta została mgłą zapomnienia. „W dalszym ciągu nie jestem znana, bo nie czynię żadnego wysiłku by było inaczej. A wysiłek winien być szalony, charakter zaś z żelaza. I siła przebicia” – usprawiedliwiała się Madeyska. Córka powiedziała o matce –„typowa artystka-boheme”. Widziała ją również jako dzielną, ale za mało przebojową.

01

Artystka w paryskiej pracowni. Foto dzięki uprzejmości córki artystki.

Przyjaciele i znajomi artystki zgodnie wspominają Madeyską jako osobę pełną życia, towarzyską, ciekawą świata. „Miała niezwykły temperament życiowy. Tyle rzeczy ją interesowało, tyle robiła projektów!” – mówiła Krystyna Letouzey. Honorata Madeyska-Jonquiere wspominała o paryskich, niedzielnych włóczęgach z matką, która „ciągnęła mnie na siłę…, żeby <się przejść>”. A chadzała w najróżniejsze zakamarki miasta. Muzea, galerie, pchle targi, antykwariaty, księgarnie, podwórka, pasaże, kina, teatry. Ale i kawiarenki, tak niezmiennie i głęboko wpisane w krajobraz Paryża. Siedząc przy małym, zapewne okrągłym, stoliku popijała mocne expresso i patrzyła… Na ludzi, ptaki, bruk, niebo. Na ten ciekawy świat.

W doskonałości

Malował i rysowała. Miasta, budynki, martwe natury, portrety, akty… ale przede wszystkim koła, koła, koła. „Kręcę się ciągle w koło” – przyznała Elżbiecie Dzikowskiej – dodając, że „forma okrągła jest najdoskonalsza i można ją bez przerwy eksploatować na nowo. Maluję na niej nie to co widzę, ale co już widziałam”.

04

Spowite w brązy kompozycje owalne Ariki Madeyskiej. Foto dzięki uprzejmości córki artystki.

Fascynacja tą, a nie inną figurą geometryczną, przyszła wraz z wizytą w domu Wassily’ego Kandinsky’ego. Odwiedzając pewnego razu żonę malarza, artystka zauważyła „obrazy kół”, które wywarły na niej niezapomniane wrażenie. Od tamtej pory stały się nieomal obsesją Madeyskiej. Tworzyła z nich pełne smaku, estetyki i delikatności kompozycje. Subtelnych płócien dopełniały – dobierane z niezwykłym wyczuciem i talentem – kolory. Do tych eterycznych wizji artystka dodawała jednak swoją niezwykłą życiową siłę, uzupełniając je kreskami i zadrapaniami.

Arika przy sztaludze lata 60

Artystka przy pracy, lata 60. Foto dzięki uprzejmości córki artystki.

Na tle abstrakcji niezwykle odmienne jest jej malarstwo przedstawieniowe. Na pierwszy rzut oka nieco prymitywne, zwykłe kolorowe domki, pejzaże. Niemniej kryją w sobie coś niepokojącego, niedopowiedzianego. Nie ma tam „prawdziwego” życia, tła z chmurkami. Owoce i kwiatki w wazonach w doskonałych, mięsistych barwach przesycone są jakimś chłodem. Portrety pozbawione wspomnień i osobowości, które zdawało by się powinny wyzierać z oczu modela. Czarne kreski tworzące obraz Manhattanu czy Brooklynu mimo zwięzłości, emanują niezwykłym czarem.

  • Powyższy artykuł ukazał się na łamach gazety „Vector Polonii”, maj 2014.
  • Bibliografia:
    1. Wiesław Banach, Madeyska, red.: Wiesław Banach, Ewa Kasprzak, katalog wystawy, Muzeum w Sanoku, Sanok 2006 (http://muzeum.sanok.pl/sklep/product.php?id_product=34).
    2. Dzikowska Elżbieta, Polacy w sztuce świata…, Warszawa.
    3. Oficjalna strona artystki: madeyska.com

 

 

 

Piotr Betlej, rysunek, www.piotrbetlej.com

Piotr Betlej, rysunek, http://www.piotrbetlej.com

Wszystkie prace opierają się na wspólnym mianowniku – „refleksjach”. Tytuł zainspirowany został myślami o podsumowaniach, o czasie na przemyślenia. Dlatego też wybrane na wystawę dzieła to przekrój twórczości Piotra Betleja. Zarówno prace stare, jak i nowe. Z twarzami obcych i autoportrety. Bardzo kolorowe i monochromatyczne. Pełne ekspresji i bardziej statyczne. Zbliżenia i nieco oddalone wizje całości. Wśród płócien olejnych i rysunki.

Piotr Betlej, rysunek, www.piotrbetlej.com

Piotr Betlej, rysunek, http://www.piotrbetlej.com

„Moje obrazy są po prostu kontemplacją codziennego życia. Dopiero gdy gotowa jest już koncepcja podejmuję decyzję, której użyć techniki, aby dodać więcej dramatu i piękna do moich obrazów czy rysunków” – mówi artysta. Wizje świata codziennego, zapisywane w różnych formach, zaprezentowane zostały na wystawie w Galerie Roi Dore w pełnej krasie. „Chcieliśmy, aby widz mógł zapoznać się z artystą, nie tylko przez jego prace, ale też przez niejako niego samego w obrazach czy rysunkach. Piotr Betlej to artysta autoportretu, który nabiera formy nie tylko w twarzy, ale i tematyce prac” – mówi Alicja Polap, przedstawicielka Galerii Roi Dore.

Piotr Betlej, rysunek, www.piotrbetlej.com

Piotr Betlej, rysunek, http://www.piotrbetlej.com

Piotr Betlej urodził się w Polsce w 1972 r. Tam też ukończył edukację plastyczną i rozpoczynał swoje działania jako artysta. Około 2005 r. przeniósł się do Paryża, gdzie pozostał na stałe. W stolicy Francji mieszka i pracuje. Od 2007 r. należy do grupy artystycznej „Emocjonaliści”, którą z USA przewodzi Prof. Lubomir Tomaszewski. Artysta brał udział w wielu wystawach zarówno indywidualnych, jak i zbiorowych. Były to pokazy w Paryżu i Nowym Jorku, a także w Polsce, np. w Muzeum im. K. Pułaskiego w Warce.

 

 

„Refleksje”, wystawa prac Piotra Betleja

Wystawa 11 kwietnia – 17 maja 2014 r.
Galerie Roi Dore
6, Rue Sainte Anastase
75003 Paris – France
+33 1 42 78 54 42
galerie@roidore.com

Z jednej strony miał szczęście do protektorów i wielbicieli, z drugiej krytyków i wrogów. Tworzył głównie rzeźby, ale i obrazy, rysunki, meble, tkaniny, sztuki teatralne. Rozwijał rozmaite zainteresowania i odtwarzał fantastyczne wizje. 

Krowy, wierzby, maki

IMG_0863

Prace Bolesława Biegasa eksponowane w Bibliotece Polskiej w Paryżu. Foto. ARS

Jako Bolesław Biegalski urodził się w Polsce, pod zaborami. Był 1877 r. Rodzice jego, należący do drobnej szlachty wiedli ubogie, acz szczęśliwe, wiejskie życie. Idyllę dzieciństwa przerwała śmierć ojca i brata. „Dwa martwe ciała, ojca i brata, wyryły smutek w mojej pamięci – wspominał artysta – Już żyłem tylko wrażeniem wspomnień tych dni okrutnych, które zmieniły spokój i szczęście w chaos kłopotów nędzy straszliwej”. Miał wówczas 9 lat. Jakiś czas później matka ponownie wyszła za mąż. Artysta zyskał ojczyma, który był podoficerem w wojsku carskim. Mając trzynaście lat stracił i matkę.

Dalsze losy twórcy pisane były niczym bajka. Pierwsze jego artystyczne próby zyskały grono znamienitych protektorów. Ludzie ci – Aleksander Rzewnicki,  Franciszek Rajkowski, Adam Krasiński, Aleksander Świętochowski – nieustannie towarzyszą, wspierają i pomagają artyście. Jeden z protektorów optuje za zmianą nazwiska artysty, aby „brzmiało bardziej chłopsko”. Tak z Bolesława Biegalskiego, powstał Bolesław Biegas.

Artysta z łaski

IMG_0852

Prace Bolesława Biegasa eksponowane w Bibliotece Polskiej w Paryżu. Foto. ARS

Pierwszą warszawską wystawę wczesnych prac artysty organizuje Aleksander Świętochowski. Przy tej też okazji, pisze apel o pozyskanie dla Biegasa środków na kształcenie. Udało się zyskać fundusze na cztery lata studiów. Artysta udał się do Krakowa. Otworem stanęła przed nim Szkoła Sztuk Pięknych.

Jego nauczycielem został Konstanty Laszczka. Gusta Profesora i ucznia rozeszły się dosyć szybko. Przysłowiowym „gwoździem do trumny” okazała się secesja. Był 1901 r. Kraków. Po Szkole Sztuk Pięknych przechadzali się delegaci przygotowujący Dziesiątą Wystawę Secesji Wiedeńskiej. „Ku zdziwieniu Laszczki i jego uczniów delegaci zapraszają Biegasa do udziału w organizowanej przez siebie wystawie. Niedługo potem otrzymuje on formularz członkowstwa i zostaje pierwszym studentem przyjętym do prestiżowego stowarzyszenia, któremu przewodniczy sam Gustav Klimt” – pisze Xavier Deryng. Dodatkowym efektem było wyrzucenie Biegasa ze Szkoły.

Z Montparnasse

IMG_0855

Prace Bolesława Biegasa eksponowane w Bibliotece Polskiej w Paryżu. Foto. ARS

Syn marnotrawny wyeliminowany niejako z polskiej sztuki, święcił niemałe triumfy na zachodzie Europy. Wiedeń, Monachium, Berlin. Biegas zostaje polecony do Szkoły Sztuk Pięknych w Paryżu. W stolicy Francji znajduje majętnych protektorów, który traktują artystę jak własnego syna. Baron Henryk Trutschel i jego żona Jadwiga nee Konopacka. Dzięki nim będzie mógł poświęcić się jedynie studiom i sztuce. W szale twórczym, w jaki wpada we Francji, zapomina o formalnościach. Nie przeszkadza to jednak w jego dalszych artystycznych działaniach.

Tworzy sporo rzeźb różnego rodzaju, które wystawia na XVIII Salonie Niezależnych. Krytyka artystyczna zauważa jego osobę. Biegasowi poświęca tekst Laurence Jerrold, pisząc „Jest wielka siła we wszystkich jego pracach, które widziałem”. Specjalny numer o jego rzeźbie wydaje „La Plume”. Biegas jest znany. Wystawy, w których uczestniczy, spotykają się z wielkim zainteresowaniem, a niemal każda recenzja przytacza jego nazwisko. Staje się również powodem skandali artystycznych. W tym tego, dotyczącego obrazu „Wojna rosyjsko-japońska” wystawianego podczas Salonu Niezależnych w 1907 r. Reakcje ostatecznie doprowadzają do zdjęcia pracy. O wydarzeniu pisze większość paryskich dzienników.

IMG_0858

Prace Bolesława Biegasa eksponowane w Bibliotece Polskiej w Paryżu. Foto. ARS

Artysta zmarł w Paryżu. Miał 77 lat. Otaczała go już wówczas mgła zapomnienia.

Lejące się formy
Bolesław Biegas doceniany i szanowany był za swoje nowatorskie rzeźby. Ponadto zajmował się projektowaniem mebli, tkanin. Z mniejszymi sukcesami próbował sił w malarstwie. Był również autorem sztuk teatralnych.

Jego prace stanowiły niejako „punkt zwrotny” sztuki polskiej, który skierował ją ku nowoczesności. Powstające w odmętach zagmatwanej wyobraźni formy, przywodziły na myśl legendy, czy fantastykę rodem ze średniowiecznych opowieści rycerskich. Sztuka Biegasa to „prymitywizm symboliczny”. Jest nieco przestylizowana i przekształcona filozoficznie. Niemniej towarzyszące jej uproszczenie w zupełnie nowatorskiej formie, stanowią o największym walorze.

Tekst ukazał się na łamach „Vectora Polonii”, marzec 2014, http://www.vectorpolonii.com/

 

This slideshow requires JavaScript.

topolski02

Feliks Topolski, foto. Colin Davey (1968), kolekcja prywatna Mieczysław „Mietko” Rudek.

Iluzjonista kreski, fotoreporter rysunku, soczysty pisarz życia. Warszawski londyńczyk – Feliks Topolski. Życie spędził z ołówkiem w ręku podróżując po całym świecie. Na dłużej zatrzymała go jedynie Wielka Brytania i to „pod mostem”.

Przystanek narodziny

Całe życie Topolski był ulubieńcem losu, który nie szczędził mu fantastycznych przygód i obdarowywał szczęśliwymi trafami. Pojawił się w Warszawie 17 sierpnia 1907 roku, jako jedyne dziecko aktora Edwarda Topolskiego i Stanisławy Drutowskiej.

Artystyczną edukację zaczął od studiów na Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie, w pracowni Tadeusza Pruszkowskiego. „Mam pisać o ‹Pruszu›, spłaszczyć ‹Grubasa›, 100 kilo żywotności ogromnej, Światowida zainteresowań, trójwymiarowca niezaprzeczonego – na flądrę kartki papieru” – tak o mistrzu pisał w autobiografii. Pruszkowskiemu zawdzięczał wiele. On to odkrył talent w młodym chłopcu, sekundował mu i pomagał.

Artysta obracał się w środowisku warszawskiej bohemy. W 1932 roku założył grupę artystyczną noszącą nazwę – Loża Wolnomalarska. W latach 30, na zaproszenie Jana Lechonia, publikował rysunki i karykatury w satyrycznym piśmie „Cyrulik Warszawski”. Pod koniec studiów na ASP wyprawił się w podróż po Europie, zwiedzając m. in. Włochy i Niemcy. Był to pierwszy punk w jego życiorysie obieżyświata.

DSC03561

Topolski Century, foto. Mieczysław „Mietko” Rudek.

Przystanek persony

W połowie lat 30 Topolski zaczął szybować po londyńskim niebie. Pierwszą artystyczną misją powierzoną twórcy, była rola korespondenta „Wiadomości Literackich”, który miał wykonać cykl rysunków z obchodów jubileuszowych króla Jerzego V.

Szybko nawiązywał kontakty, które owocowały licznymi zleceniami, najczęściej uwieńczonymi sukcesami. Otrzymał m. in. angaż w „News Chronicle” i snobistycznym piśmie „Night and Day”. Rysunki z „Chronicle” opublikował w formie książki zatytułowanej „The London Spectacle”. Najciekawszą przygodą z londyńskiego światka bohemy, było spotkanie ze słynnym Georgem Bernardem Shaw. Znajomość zaowocowała zleceniami na tworzenie ilustracji do sztuk pisarza, a także licznymi portretami zebranymi w albumie „Portraits of GBS”. Pisarz określił Topolskiego wiele mówiącym zdaniem „zadziwiający rysownik, być może największy impresjonista w bieli i czerni” i stał się jego wielkim przyjacielem.

Podczas II wojny światowej Topolski otrzymał od króla Jerzego VI tytuł artysty wojennego. Pracował dla rządu angielskiego i polskiego, przebywając na niemal wszystkich frontach: w Rosji, Azji, Afryce, Anglii, Włoszech i na Dalekim oraz Środkowym Wschodzie. Dokumentował drogi polskich żołnierzy, wyzwolenie Rzymu, obozy koncentracyjne, uchodźców, a także proces w Norymberdze. Jego rysunki wojenne ukazały się w postaci książek „Britain in Peace and War”, „Russia in War”, „Three Continents, 1944-45”.

DSC03620

Foto. Mieczysław „Mietko” Rudek

Przystanek dokument

Artysta był kronikarzem swojego stulecia. Począwszy od 1953 r. tworzył „Topolski’s Chronicles” („Kroniki Topolskiego”), rejestrujące najważniejsze wydarzenia na świecie. Powstawały dla ponad 2000 prenumeratorów, a drukowane były przez twórcę metodą litograficzną na dużych arkuszach papieru pakowego.

Topolski pracował w Londynie w własnym studio, które urządził pod mostem Hungerford Bridge. Tam stworzył niesamowite pamiętniki malarskie, stanowiące o jego sztuce. „Memoir of the 20th Century” to akryl na ogromnych dyktach i tekturach zawieszanych pod sufitem pracowni. 6 metrów wysokości i 200 metrów szerokości pełnych obrazów przestawiających twarze, które widział i wydarzenia, których był bezpośrednim świadkiem.

Feliks Topolski pisał o sobie prosto, acz wymownie „jadę po prostu łakomie ołówkiem przez życie. Próbuję poddawać się temu, co widzę i ręka już sama chodzi”. Jego reporterski rysunek stał się prawdziwym dziełem sztuki i niezwykłą fotografią minionego, fascynującego stulecia.

Zobacz więcej na http://www.topolskicentury.org.uk/

Tekst ukazał się na łamach „Vectora Polonii”, styczeń 2014.

This slideshow requires JavaScript.

Pionkio z nosem w suficie, wystawa Stasysa Eidrigeviciusa, Galerie Roi Dore, Paryż, 26.04-8.06. 2013 r., [katalog wystawy].

rzezba Pinokio__

Matriały Galerii Roi Dore

Życie Stasysa zdeterminowała sztuka. Bez niej byłby niczym… Myśląc o nieszczęściu myśli o egzystencji bez sztuki. Swoje możliwości szanuje i wykorzystuje z niezwykłym zaangażowaniem, bo to dzięki talentowi pracuje tak jak chce i chadza po artystycznym piedestale. Człowiek miejsca i czasu. Wizjoner z wyobraźnią przestrzenną. Twórca wszechstronny, który realizuje swoje pomysły w różnych technikach i manierach.

Działalność artystyczna Stasysa pełna jest zmiennych. Za każdym zakrętem odkrywa on inny sposób opowiadania. Raz stosuje ożywczą formę, innym razem tylko nową treść. Spod jego rąk wychodzą: ex-librisy, miniatury, plakaty, rysunki, ilustracje, fotografie, maski, projekty scenografii, instalacje, rzeźby. W technice nie ma sobie równych. Uprawia doskonale niemal każdą, w tym: ołówek, atrament, pastel, olej, gwasz, rzeźbę. Stasys największe triumfy święci w sztukach plastycznych, lecz niemałe sukcesy odnosi również w teatrze. To tutaj realizuje się jako aktor, scenograf, reżyser, scenarzysta.

duze obrazy (beda 4 takie)

Materiały Galerii Roi Dore

Styl prac Stasysa zdeterminowany został przez symboliczny sposób opowiadania, który towarzyszył twórcy od samego początku. Karierę zaczynał od małych form graficznych i ex-librisów. Światowy rozgłos zdobył dzięki swoim plakatom i ilustracjom. Te działania dały solidne podstawy do jego dalszego rozwoju artystycznego. „Plakat to mowa skrótu” – przyznaje Stasys, a słowa jego zmieniają się w realne dzieło, gdzie wśród fantazji i zniekształceń przewija się niemal epicka opowieść. Język form krótkich, symbolicznych doprowadzony do perfekcji. Dodatkowo gama wykorzystywanych barw ograniczona do minimum – pełne szarości i brązów barwy ziemi – umożliwia skupienie uwagi tylko na konkretnym przesłaniu.

9. Obraz, pastel, 77x85cm, 1991

Materiały Galerii Roi Dore

Świat rysunków kreowany przez Stasysa jest niezmienny niczym podpis artysty. Choć twórca posługuje się pewnymi utartymi patentami nie powoduje znudzenia. Roztacza fantazyjne, przyciągające wizje. Jego dzieła okupowane są przez zniekształcone postaci mężczyzn, kobiet, ptaków czy krów z małymi, okrągłymi oczkami. Stasysowe twory w różnych pozach, sytuacjach, okraszone atrybutami wciągają w swój baśniowy świat. „Obraz musi przemówić swoją formą, przekonać ciebie – widza…” – wyjaśnia artysta. Ciekawym epizodem w twórczości Stasysa są erotyki. W tych rysunkach toporna forma postaci w miłosnych splotach dzięki delikatnej, czarnej kresce owiana zostaje mgiełką intymności.

1.3 10. Ostatni list, 1992, 120x150cm, olej, plotno

Materiały Galerii Roi Dore

Tworzy zawsze, niezależnie od miejsca w którym przebywa. Impulsem do działania staje się niemal wszystko. I tak niewielka bibułka z paryskiej piekarni leży u źródeł tworzenia przeróżnych masek… Fascynacja operą, wymagania wobec teatru, zwiedzanie wybranych muzeów, wspomnienia z dzieciństwa, wydarzenia polityczne, czy spacery z synem napędzają turbiny inspiracji. Pchany przez twórczego demiurga wypuszcza ze swoich rąk drewniane rzeźby, gipsowe formy i ich mosiężne odlewy; wielkoformatowe, monochromatyczne, abstrakcyjne płótna; cykle fotografii z rodzinnej wsi; piękne pastele czy czarno-białe szkice.

Historia życia Stasysa – tak jak jego sztuka – pełna jest zmieniających się miejsc, obrazów, ludzi, przeżyć, opowieści. Urodził się w jednej z litewskich wsi. Dyplom artystyczny uzyskał w 1973 roku w Instytucie Sztuk Pięknych w Wilnie. Od lat 80 mieszka i pracuje w Polsce.

1. Architekt, pastel, 74x42cm, 1991

Materiały Galerii Roi Dore

Jego sztuka niemal od początku spotyka się z wielkim uznaniem. Dowodem tego są liczne wyróżnienia i nagrody. Stasys jest laureatem: złotego medalu na katowickim Biennale Plakatu, litewskiego Orderu Giedymina, srebrnego medalu Zasłużony Kulturze Gloria Artis, czy „Paszportu” tygodnika „Polityka”.

Największym wyróżnieniem dla twórcy są przychodzące z całego świata zaproszenia na wystawy. Stasys pokazywał dzieła w Japonii, gdzie na największym światowym triennale Echigo-Tsumari Art Triennial zaprezentował pełen rozmachu projekt „Goście”. Bywał również na Litwie, w Polsce, Stanach Zjednoczonych, Szwajcarii, Wielkiej Brytanii, Hiszpanii i wielu innych miejscach.

Jego ilustracje publikował m. in. „The New York Times”, a książki które zdobił ukazywały się i ukazują na całym świecie. Prace Stasysa w zbiorach posiadają nie tylko polskie muzea ale i Museum of Modern Art w Nowym Jorku, British Museum w Londynie, czy Muzeum Watykańskie.

stasys

Materiały Galerii Roi Dore

W teatrze debiutował przedstawieniem „Biały jeleń”, które w 1993 roku wystawił w Teatrze Studio w Warszawie. Do inscenizacji przygotował scenografię, kostiumy i maski, ponadto zagrał i wyreżyserował całość. W 2009 roku reżyser Jacques Debs stworzył film zatytułowany „Buzkaszi”, w którym Stasysa obsadził w roli malarza. Artysta próbował również sił w performance’ach i happening’ach, aranżowanych np. w Kazimierzu nad Wisłą czy podczas wystawy „Historia i Życie” w Teatrze Studio.

Szybkość i symbolizm to najważniejsze cechy twórczości Stasysa Eidigieviciusa. Artysty, który mimo bogactwa jakie osiągnął pędzi wciąż do przodu niesiony natchnieniem swego demiurga. Doceniany i ceniący. Tworzy dzieła, o których trudno zapomnieć…

Wystawa w paryskiej galerii Roi Dore w dniach od 26 kwietnia do 8 czerwca 2013 roku.

Link do Galerie Roi Dore tutaj.
Oficjalna strona artysty tutaj.

There is also an English version (at the end).

Władysław Teodor Benda, „Archiwum Emigracji”,  Toruń, z. 1, t. 10/2009, s. 168-172.

Utalentowany. Pomysłowy. Świadomy tradycji i korzeni. Tytan pracy. Dziecko swego czasu. Ilustrator, malarz, światowej sławy twórca masek. Władysław Teodor Benda, Amerykanin polskiego pochodzenia, jeden z najznamienitszych artystów w Stanach Zjednoczonych[1].

W. T. Benda, ilustracja, McCall’s Magazine, 1922, zb. prywatne, foto.A.S.

Ojciec – Szymon Benda, wykształcony w Wiedniu pianista i kompozytor, pochodził z Krakowa. Był przyrodnim bratem aktorki teatralnej Heleny Modrzejewskiej. Ożenił się z córką poznańskiego kupca – Xsawerą Sikorską –i miał z nią trójkę dzieci. Najstarszy syn – Władysław Teodor urodził się w Poznaniu, w 1873 r. Choć Szymon imał się różnych zajęć; pracował jako nauczyciel muzyki, kapelmistrz w teatrze, przedstawiciel fabryki fortepianów; rodzina Bendów cierpiała niedostatek. Ciągłe przemieszczanie się z miasta do miasta (Kraków, Poznań, Wiedeń, Tarnów) nie poprawiało sytuacji materialnej.

Dzięki pomocy babki i ciotki Władysław rozpoczął studia artystyczne na Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. Uczył się pod kierunkiem Władysława Łuszczkiewicza, Izydora Jabłońskiego i Floriana S. Cynka[2]. Od 1894 r. przebywał z Wiedniu, gdzie kontynuował naukę w Szkole Sztuk Pięknych Heinricha Strehblowa[3].

W. T. Benda, ilustracja, The Delineator, 1911, zb. prywatne, foto. A.S.

W 1898 r., na zaproszenie siostry, rodzina Szymona Bendy wyjechała do Stanów Zjednoczonych. Modrzejewska stała wówczas na progu wielkiej i dobrze zaplanowanej kariery. Posiadała już dużą posiadłość w Kalifornii oraz rozległe i znaczące znajomości. Ciotka ułatwiła bratankowi wstąpienie w świat artystyczny zlecając zaprojektowanie dekoracji i opracowanie kostiumów scenicznych do „Antoniusza i Kleopatry” wg. Williama Shakespeare’a. Premiera przedstawienia odbyła się 19 września 1898 r. w Baldwin Theatre w San Francisco. Sztuka okrzyknięta została „historycznym wydarzeniem” w dziejach miasta, a kostiumy zdobyły miano „cudownych”[4]. Modrzejewska, występująca w roli Kleopatry odniosła wielki sukces. „Szekspir, jak zwykle, okazał się moim niezawodnym sprzymierzeńcem. Sztuka miała wielkie powodzenie…” – pisała we wspomnieniach aktorka[5].

W 1899 r. zmarł ojciec artysty. On sam przeniósł się do Los Angeles, a później do San Francisco, gdzie studiował w Hopkins Institute of Art[6]. Podróżował także po Europie i Bliskim Wschodzie. Około 1903 r., z matką i dwiema siostrami, osiedlił się w Nowym Jorku gdzie, aby uzupełnić wykształcenie, zapisał się do Art Students League oraz The Chase School. W 1911 r. przyjął obywatelstwo amerykańskie, natomiast dziewięć lat później wstąpił w związek małżeński z Romolą Campbell[7].

W. T. Benda wykazywał wiele umiejętności artystycznych, był nie tylko ilustratorem, ale i malarzem (zajmował się zarówno malarstwem sztalugowym, jak i freskami), twórcą masek, projektantem i rzeźbiarzem, a także publicysta i pisarzem oraz aktorem.

Lata 1880 – 1940, to okres tzw. „Złotej Ery Ilustracji Amerykańskiej”[8]. W czas ten doskonale wpisuje się twórczość W. T. Bendy, zaliczanego obecnie w historii sztuki Stanów Zjednoczonych do czołówki ilustratorów.

W. T. Benda, okładka magazynu „McCall’s”, 1919, zb. prywatne, foto. A.S.

Cała historia zaczęła się po przeprowadzce do Nowego Jorku, gdzie od 1906 r. Benda pracował dla American Lithographic Company. Wtedy to redaktor artystyczny „Scribner’s” – Joseph Chapin powierzył artyście zadanie, dzięki któremu mógł pokazać szerszej publiczności swoje prace.  Zlecenie, jakie otrzymał stało się przepustką do innych poczytnych czasopism i oficyn wydawniczych. Twórcę okrzyknięto jednym z najbardziej popularnych ilustratorów owych czasów. Jego dzieła zdobiły takie magazyny jak: „Century Magazine”, „Cosmopolitan”, „Life”, „Liberty”, „Scribner’s”, „Redbook”, „Saturday Evening Post”, „Hearst Magazine”, „American”, „Outlook” i wiele, wiele innych.

W jego karierze pojawiały się również liczne zamówienia na dekorowanie książek. Stworzył ilustracje do dzieł Arthura Conana Doyle’a, Rudyarda Kiplinga, Louisa Stevensona, czy Jamesa Curwooda. Z literatury polskiej z jego rycinami ukazał się przekład powieści Zofii Nałkowskiej „Woman”. Prace Bendy wykorzystywane były w kampaniach reklamowych takich firm jak Metropolitan Life, Ivory Soap. Ponadto artysta tworzył propagandowe plakaty, które służyły do rekrutacji, zarówno w Polsce jak i Ameryce, podczas obydwóch wojen światowych. Działalność ta przyniosła Bendzie wielki honor. Za czynne członkowstwo w American Polish Relief Committee Marceliny Sembrich-Kochańskiej i Ignacego J. Paderewskiego, podczas I wojny światowej, został odznaczony Orderem Polonia Restituta[9].

W latach 20. XX w. artysta skierował zainteresowania twórcze w stronę damskiego portretu, wpisując się tym samym w czas kobiet, jaki nastał zarówno w ewoluującym społeczeństwie, jak i sztuce. Panie zdobywały wolność i niezależność, a ilustracja towarzyszyła ich każdemu krokowi. W okresie tym istniał narzucony, specyficzny kanon piękna, którego najsłynniejszym propagatorem był Charles D. Gibson. Ilustrator ów stworzył ideał „American Beauty”, zwany wymiennie „Gibson’s Girls”[10].

Piękne i wymuskane dziewczyny, królowały na okładkach, plakatach i w kampaniach reklamowych. Ich wszechwładza upadła, gdy na scenie plastycznej ukazały się „Benda’s Girls”. Nowy obraz kobiety pełnej egzotyki i tajemniczości, przepełniały cechy charakteru, myśli, marzenia, radości i smutki. Niedoświadczona wcześniej intrygująca głębia wizerunku. „Kiedy wyobrażenia mężczyzn objawiają szorstki realizm, portrety kobiet odsłaniają niezwykły szacunek dla ich piękna i wewnętrznej siły” – pisali o „dziewczynach Bendy” działacze nowojorskiego Illustration House[11]. Teoretycy zwracali uwagę na podkreślane przez artystę cechy fizjonomii, co w całości zmierzało do uwydatnienia „egzotycznej ponętności” portretowanych modelek[12]. Sam Benda wypowiadał się w temacie następująco: „Kobiecy urok to nieuchwytna jakość, to ciężko dostrzegalne niuanse cech i ekspresji, które inspirują do stworzenia ponętnych panien z zadziwiającymi, przelotnymi uśmiechami”[13].

W. T. Benda, ilustracja, Saturday Magazine, 1905, zb. prywatne, foto. A.S.

Największy sukces odniósł artysta dokonując wskrzeszenia tradycji tworzenia masek teatralnych. Nazywane „oddychającymi pięknościami” zyskały uznanie i podziw całego świata. Era masek zaczęła się w 1914 r., kiedy to „[…] perspektywa pójścia na maskaradę pchnęła mnie do zrobienia pierwszej maski dla samego siebie… Była zrobiona pospiesznie z kawałków kartonu i papieru, a przedstawiała… groźną twarz demona. Była marna i pełna niedoskonałości, lecz… okazane zainteresowanie dziełem zmotywowało mnie do zrobienia następnych”[14]. Źródeł fascynacji maskami, można dopatrywać się znacznie głębiej. Władysław Teodor dorastał w rodzinie aktorów teatralnych. Wychowywał się przy scenie, wśród kostiumów i licznych rekwizytów. Ponadto, jak sam przyznawał „od wczesnych dni dzieciństwa… drutowałem i kleiłem papiery w kształt zabawek, kukiełek i malutkich miasteczek. Ten wytrwały nawyk robienia rzeczy, przy późniejszej pomocy techniki ze studiów artystycznych, był powodem odkrycia późniejszych uzdolnień do… tworzenie masek”[15].

W 1918 r. odbył się pierwszy pokaz dzieł. Miało to miejsce na Annual Exhibition of The New York Architectural League, gdzie prace spotkały się z entuzjastyczną reakcją kuratorów wystawy i publiczności. W tym samym roku członkowie Comedy Club, odegrali w teatrze, na terenie majątku Charlesa C. Goodricha w Llewellyn Park w Nowym Jorku, „efektowną pantomimę” wspomaganą przez dzieła Bendy[16]. Jednak czas masek nadszedł dopiero w 1920 r., kiedy to Frank Crowninshield zawitał z wizytą w studio artysty, przy Gramercy Park. „[…] od razu zadecydował, że chce mieć je opublikowane w „Vanity Fair”, którego był redaktorem naczelnym. Sfotografował maski, po czym pojawiały się one w kilku kolejnych numerach tego wydawnictwa. Inne magazyny i gazety w Ameryce jak i poza Nią, poszły za tym przykładem”wspominał artysta[17].

W. T. Benda, ilustracja, Everybody’s Magazine, 1915, zb. prywatne, foto. A.S.

Zaskakujące nowatorstwem ówczesną publiczność dzieła artysty wkroczyły na deski teatrów. Występowały w nich znane, międzynarodowe tancerki – Margaret Severn i Grace Christie, czy solista baletów rosyjskich i Metropolitan Opera – Adolf Bolm[18]. Nagrodzony Noblem amerykański dramatopisarz Eugene O’Neill, także uległ urokowi masek, którego powiodły go do stworzenia sztuk – „Wielki Bóg Brown” oraz „I śmiał się Łazarz”, jak również opublikowania kilku tekstów teoretycznych na ten temat[19]. Ostatecznie zawładnęły filmem. M.in. wykorzystał je, w 1932 r., reżyser Charles Brabin w ekranizacji powieści Saxa Romera „The Mask of Fu Manchu”[20]. Wielkim sukcesem, który przypieczętował władze Bendy w dziedzinie tworzenia masek, była sesja fotograficzna stworzona dla jednego z numerów „Vogue”. Najpopularniejsze modelki owych czasów, ukryte za maskami uwiecznił na fotografiach Edwarda Steichen.

Sława dzieł przyniosła artyście zaproszenie od edycji „Encyklopedii Britannica” z 1929 r., dla której napisał hasło o współczesnych maskach. Ponadto publikował artykuły naukowo – techniczne, które ukazywały się w licznych czasopismach i gazetach. W 1944 r. Benda poważył się spisać i zilustrować książkę „Masks”. Na publikację składały się studia nad własnymi projektami i unikalnymi technikami konstrukcji oraz dekorowania wyrobów. Dodatkowo książka zawierała kilkadziesiąt reprodukcji autorskich dzieł, jak również opisy i wspomnienia ilustrujące dzieje tzw. „Masek Bendy”.

W. T. Benda, okładka magazynu „The Shrine”, 1927, zb. prywatne, foto. A.S.

Sposoby wyrabiania dzieł Benda opracowywał zupełnie sam. „Moje obecne metody, to pożądany rezultat dwudziestu lat eksperymentowania”[21]. Działania mechaniczne poprzedzane były długimi studiami natury, analizowaniem i wytężaniem wyobraźni. Dobór tematów, nazywał opętaniem wizjami[22]. Maski tworzone były z pojedynczych pasków papieru, nakładanych na siebie warstwami i sklejanych w odpowiedni sposób.

Po wyrobieniu korpusu, następowała ciężka praca nad dekorowaniem dzieła. Tworzenie masek traktował Benda jak „osobliwy rodzaj rzeźby”[23]. Artysta nie ograniczał się wyłącznie do metodyki tworzenia. Opracowywał teoretyczną stronę zajęcia, jak również argumenty potrzebne do jego nobilitacji. Dowodził znaczenia masek w pantomimach i tańcu. Stworzył własną typografie dzieł, dzieląc je na trzy podstawowe kategorie. Maski w ludzkim typie, nazywane również „ślicznotkami”, maski fantastyczne lub groteskowe oraz komiczne[24]. Artysta stał się niekwestionowanym ekspertem w dziedzinie zapomnianej sztuki. Oprócz publikowania liczne rozprawy, wielokrotnie wyjeżdżał w najróżniejsze zakątki kraju z prelekcjami na temat masek.

W. T. Benda, ilustracja, źródło nieznane, zb. prywatne, foto. A.S.

Pod koniec życia W. T. Benda stał się rezydentem Fundacji Kościuszkowskiej. Tworzył dla organizacji exlibrisy, grafiki promocyjne i efektowne projekty okładek „Dzienników Bali Fundacji Kościuszkowskiej”[25]. W okresie tym w twórczości Bendy nastąpił powrót do przedstawianych w sposób symboliczny i idealistyczny tematów polskich tj. nokturny, Kraków, czy tajemnicze Tatry. Artysta nie wykorzystywał stricte opatentowanych wyobrażeń. Do końca udoskonalał własną sztukę, m.in. nadając jej nowy element – dekoracyjność. Dzięki takim zabiegom, z zamysłu zwykłe okładki czy druki stały się poszukiwanymi obiektami kolekcjonerskimi. Obecnie Fundacja posiada znaczną kolekcję dzieł Bendy i nadal szczyci się kartą historii zatytułowaną jego imieniem[26].

30 listopada 1948 r. w Newark Public School of Fine and Industrial Art w New Jersey, tuż przed rozpoczęciem kolejnego wystąpienia W. T. Benda zmarł w wyniku ataku serca.

Dorobek artystyczny zacnego twórcy znajduję się głównie w Stanach Zjednoczonych. Wiele dzieł W. T. Bendy należy do prywatnych kolekcjonerów, jak również pozostaje własnością rodziny (córki i wnuków).

W. T. Benda, rysunek, zb. prywatne, foto. A.S.

Sporą kolekcję posiada Fundacja Kościuszkowska oraz The Polish Museum of America w Chicago[27]. Wiele obrazów utraconych zostało bezpowrotnie w Alliance College Cambridge Springs w Pensylwanii podczas pożaru, który miał miejsce w 1931 r. W Polsce odnaleźć można śladowe egzemplarze twórczości W. T. Bendy. W Poznaniu znajduje się zbiór rysunków, a dwa plakaty należą do Centralnej Biblioteki Wojskowej w Warszawie[28].

Władysław Teodor Benda zaliczany do czołówki amerykańskich artystów, zajmuje poczytne miejsce w sztuce; obok takich postaci jak: Charles Dana Gibson, Coles Phillips, Nell Brinkley, czy Russell Patterson; a jego sława odbija się echem po dzień dzisiejszy.


[1] Niniejszy tekst stanowi podsumowanie dotychczasowych badań nad życiem i twórczością W. T. Bendy, czynionych przez autorkę w zamiarze stworzenia, jako pracy doktoranckiej, monografii artysty.
[2]
M. Szydłowska, Władysław Teodor Benda – twórca masek teatralnych, „Pamiętnik Teatralny”, R: LV, z. 1-2 (221-222), Warszawa 2007, s. 70. Dziękuję autorce tekstu za udostępnienie maszynopisu oraz niezwykle cenne wskazówki i konsultacje.
[3]
Tamże, s. 70.
[4]
Określenia cytowane za: J. Szczublewski, Żywot Modrzejewskiej, Warszawa 1975, s. 599.
[5]
H. Modrzejewska, Wspomnienia i wrażenia, tłum. M. Promiński, Kraków 1957, s. 561.
[6]
Za: M. Szydłowska, Władysław Teodor Benda – twórca…, dz.cyt., s. 70-71.
[7]
Tamże, s. 71.
[8]
Datacja przyjęta za: M. B. Pohlad, Introduction, [w:] Selected drawings of W. T. Benda, St. Louis 2006.
[9]
M. Szydłowska, Świat wyobraźni Władysława Teodora Bendy, http://dziennik.com/www/dziennik/kult/archiwum/01-06-06/pp-01-06-01.html, (dostęp: 15.04.2007).
[10]
The Marketing of the American Beauty, The Library of Congress, http://www.loc.gov/rr/print/swann/beauties/beauties-kelly.html, (dostęp: 17.02.2008).
[11]
W. T. Benda, Exotic drawings & theatrical masks, ed. W. Reed, J. Pratzon, F. Taraba, „The Illustration Collector”, 1993:30, p. five, (tłum. A.B.Rudek).
[12]
Tamże.
[13]
Tamże.
[14]
W. T. Benda, Masks, New York 1944, p. 51, (tłum. A.B.Rudek).
[15]
Tamże.
[16]
Tamże, p.54.
[17]
Tamże.
[18]
George Estman House w Nowym Jorku posiada w zbiorach zdjęcia wykonane przez Nicolasa Muray, przedstawiające Margaret Severn w maskach Bendy.
[19]
Szerzej o tym: M. Szydłowska, Władysław Teodor Benda – twórca…, dz.cyt., s. 83.
[20] L. Knapp, The Mask, 26 grudnia 2006, http://www.njedge.net/~knapp/Mask.htm, (dostęp: 13.12.2007).
[21]
W. T. Benda, Masks, dz.cyt., p. 31.
[22]
Tamże, p. 21.
[23]
Tamże, p. 20.
[24]
Podział masek przyjęty za: W. Reed, J. Pratzon, F. Taraba, [w:] W. T. Benda…, dz.cyt., p. eight.
[25]
www.kosciuszkofoundation.org/News_Benda.html (dostęp: 12.06.2007).
[26]
W kwietniu 2007 r., w holu Fundacji można było oglądać wystawę poświęconą artyście. Ekspozycja, stworzona przy współpracy z żyjącymi członkami najbliższej rodziny Bendy prezentowała zarówno maski, okładki czasopism, jak i obrazy.
[27]
E-mail od M. Kot (The Polish Museum of America, Chicago) do A. Rudek, Chicago 30 stycznia 2008, korespondencja w posiadaniu autorki.
[28]
E-mail od G. Kubiak (Muzeum Narodowe w Poznaniu) do A. Rudek, 25 stycznia 2008, korespondencja w posiadaniu autorki; M. Szydłowska, Władysław Teodor Benda – twórca..., dz. cyt., s. 72.

______________________________

ENGLISH VERSION

Wladyslaw Theodor Benda, ‘The Archives of Polish Emigration’, Torun, issue 1, vol. 10/2009, pp. 168-172.

Talented. Inventive. Aware of tradition and roots. Work Titan. A Child of Its Time. An illustrator, a painter, a world- famous mask maker. Wladyslaw Theodor Benda, an American of Polish descent, one of the most prominent artists in the Unites States.[1]

 

His father, Simon Benda, a pianist and composer educated in Vienna, came from Cracow. He was a half- brother of the theatre actress Helena Modrzejewska. He married Xsawera Sikorska, a merchant’s daughter from Poznan, with whom he had three children. The eldest son, Wladyslaw Theodor, was born in 1873 in Poznan. Although Simon undertook different jobs, working as a music teacher, a theatre bandmaster and a piano factory representative, Benda’s family lived in poverty. Constant moving from one city to another (Cracow, Poznan, Vienna, Tarnow), was not getting their financial situation better.

Wladyslaw began his art study at the Cracow Academy of Fine Arts, thanks to the help of his grandmother and aunt. He studied under Wladyslaw Luszczkiewicz, Izydor Jablonski, and Florian S. Cynk.[2] Since 1894 he had stayed in Vienna, where he continued his studies at the Heinrich Strehblow School of Fine Arts.[3]

In 1898, invited by his sister, Simon Benda’s family went to the United States. At that time Modrzejewska was on the threshold of a great and well – planned career. She had already owned a large estate in California, and had widespread and significant connections. The aunt facilitated her nephew entering into the art world, by commissioning him to design the scenery and to prepare stage costumes to William Shakespeare’s ‘Antony and Cleopatra.’ The premiere took place on September 19, 1898, at the Baldwin Theatre in San Francisco. The play was proclaimed a ‘historic event’ in the city history, and the costumes gained the name ‘marvellous.’[4] Modrzejewska, playing the part of Cleopatra, achieved great success. ‘I am glad to say that this time, as before, Shakespeare proved a good friend to me. The play was a success…’[5]– the actress wrote in her memoires.

The artist’s father died in 1899. He himself had moved to Los Angeles, and then to San Francisco, where he studied at the Hopkins Institute of Art.[6] He also traveled around Europe and the Middle East. About 1903, he settled in New York with his mother and two sisters, where he joined the Art Students League and the Chase School, in order to complete his education. He became an American citizen in 1911, whereas nine years later he married Romola Campbell.[7]

W.T. Benda revealed many artistic skills, not only was he an illustrator, but also a painter (he dealt with both easel painting and fresco), a mask maker, a designer, a sculptor, as well as a journalist, a writer and an actor.

Years 1880-1940 fall to the so-called ‘Golden Age of American Illustration.’[8] W.T. Benda’s works perfectly suit that time, and the artist himself is currently included in the lead of illustrators in the United States’ art history.

The whole story began after Benda had moved to New York, where he had worked for the American Lithographic Company since 1906. It was then, that the art editor of ‘Scribner’s’, Joseph Chapin, entrusted him with a task, thanks to which he could present his works to a wider audience. This commission became his passport to other popular magazines and publishing houses. The artist was acclaimed as one of the most popular illustrators of those times. His works adorned such magazines as ‘Century Magazine’, ‘Cosmopolitan’, ‘Life’, ‘Liberty’, ‘Scribner’s’, ‘Redbook’, ‘Saturday Evening Post’, ‘Hearst Magazine’, ‘American’, ‘Outlook’, and many others.

During his career he also received many commissions for books decoration. He illustrated works of Arthur Conan Doyle, Rudyard Kipling, Louis Stevenson and James Curwood. As for the Polish literature, the translation of Zofia Nalkowska’s novel Woman was published with his drawings. Benda’s works were used in advertising campaigns, such as Metropolitan Life and Ivory Soap. Moreover, the artist had created propaganda posters, which served as a recruitment tool, both in Poland and America, during the two World Wars. The above action brought Benda a great honour. For his active membership in the American Polish Relief Committee of Marcelina Sembrich-Kochanska and Ignacy J. Paderewski, during the First World War, he was decorated with ‘Polonia Restituta Order.’[9]

In 1920s the artist turned his creative interests to female portrait, adjusting himself to women’s time, which then came to both evolving society and art. Women were gaining liberty and independence, whereas illustration accompanied their every move. At that time, there existed an imposed, specific beauty canon, of which the most famous propagator was Charles D. Gibson. The illustrator created an ideal of the ‘American Beauty’, alternatively called ‘Gibson’s Girls’.[10] Beautiful and spruce girls, reigned over covers, posters and in advertising campaigns. Their omnipotence declined when ‘Benda’s Girls’ had appeared on the artistic stage. New woman’s image, full of exoticism and mystery, was filled with features of character, thoughts, dreams, joy and sadness. An intriguing depth of image, not experienced before. ‘While Benda’s images of men evince a brusque realism, his portraits of women reveal an exalted regard for their beauty and internal strength’[11] – the activists of the New York Illustration House wrote about ‘Benda’s Girls.’ The theoreticians drew attention to physiognomy features, highlighted by the artist, what, on the whole, aimed at emphasizing the ‘exotic allure’ of portrayed models.[12] Benda himself commented on the subject as follows: ‘Feminine loveliness, its elusive qualities, its hardly discernible nuances of features and expression, will inspire [the artist] to create alluring maidens with mystifying, evanescent smiles.’[13]

The artist attained his greatest success while reviving the tradition of making theatre masks. Called ‘breathing beauties’, they received recognition and admiration of the entire world. The age of masks began in 1914, when ‘[…] going to a masquerade […], furnished the decisive incentive, and I made my first mask. It was hastily constructed of pieces of cardboard and paper and represented […] the grim face of a demon. It was flimsy and full of imperfections, but the impression it created at the dance astonished me […] I set to work improving my mask […].’[14] The sources of mask fascination can be perceived much deeper. Wladyslaw Theodor was growing up in a family of theatre actors. He was brought up near a stage, among costumes and numerous props. What is more as he admitted himself ‘since my early boyhood days […] I have always tinkered, whittled or glued paper into shapes of toys, puppets, and diminutive towns. This persistent habit of making of masks […] would sooner or later suggest the idea of a thing as theatrical as is the mask.’[15] The first exhibition of his works took place in 1918. It was at the Annual Exhibition of The New York Architectural League, where his works were enthusiastically received by the curators and the public. In the same year, the Comedy Club members performed ‘an effective mask-pantomime’ supported with Benda’s works,[16] in the theatre on the estate of Charles C. Goodrich in Llewellyn Park, New York. The age of masks had arrived not until 1920 though. It was when Frank Crowninshield paid the artist a visit in his studio, at Gramercy Park. ‘[…] at once decided to have them published in „Vanity Fair”, of which he was the editor. He had the masks photographed and they appeared in several consecutive issues of that publication. Other magazines and newspapers, in America and abroad, followed his lead.’[17]–  reminisced the artist.

The artist’s works entered theatre stages, surprising the then public with their novelty. Famous international dancers, Margaret Severn and Grace Christie, as well as a soloist of Russian ballets and Metropolitan Opera, Adolf Bolm,[18] performed in Benda’s masks. Eugene O’Neill, an American Nobel Prize-winning playwright, also succumbed to the charm of masks, which led him to create the plays ‘The Great God Brown’ and ‘Lazarus Laughed’, and to publish several theoretical texts on the subject.[19] Finally masks seized the movies. Among others, in 1932, they were used by a director Charles Brabin in the film adaptation of Sax Romer’s novel ‘The Mask of Fu Manchu.’[20] A great success, which sealed Benda’s authority in mask- making, came with a photography session made for one of ‘Vogue’ issues. The most popular models of the day, hidden behind the masks, were captured on the photographs taken by Edward Steichen.

The reputation of his works, brought the artist an invitation from ‘Encyclopedia Britannica’ edition from 1929, to wrote an entry on contemporary masks. Moreover, he published scientific- technical articles, which appeared in numerous magazines and newspapers. In 1944 Benda ventured to write and illustrate the book Masks. The publication consisted of a study of his own projects and unique construction and decoration techniques. Additionally, the book incorporated dozens of the author’s work reproductions, as well as descriptions and memories illustrating the age of so- called ‘Benda’s Masks.’

Benda, on his own, formulated the techniques of creating works. ‘My present method, the result of twenty odd years of experimentation, gives the desired results.’[21] Mechanical acts were preceded by extended nature studies, by analyzing and straining the imagination. The selection of subjects he called ‘being possessed by visions.’[22] Masks were made of single stripes of paper, put in layers and glued together in an appropriate way. After having made the body of a mask, a tough decoration work began. Benda treated mask – making as ‘a peculiar kind of sculpture’[23] The artist did not constrain himself only to the methodology of creating. He worked over a theoretical part of the whole activity, but also over arguments to make it noble. He proved the importance of masks in pantomimes and dance. He created his own works typography, dividing them into three basic categories. Human- type masks, called also ‘beauties’, fantastic or grotesque masks, and comic masks.[24] The artist became an unquestionable expert in this forgotten art domain. Apart from publishing numerous papers, he frequently went to various parts of the country with lectures on masks.

At the end of his life W. T. Benda became a resident of The Kosciuszko Foundation, for which he created ex- libris, promotion graphics, and spectacular cover projects of ‘The Kosciuszko Foundation Ball Journals.’[25] At that time, in his creative activity Benda returned to Polish themes, represented in a symbolic and idealistic way, such as nocturnes, Cracow and the mysterious Tatra mountains. The artist did not use strict patented images. To the very end, he improved his own art, among others, by adding a new element, that is decorativeness. Thanks to these endeavors, simple on purpose covers or prints became wanted collection objects. Currently the Foundation owns a remarkable collection of Benda’s works, and still prides itself on a history card wearing his name.[26]

On November 30, 1948, in Newark Public School of Fine and Industrial Art, New Jersey, just before commencing his next presentation, W. T. Benda died of a heart attack.

The artistic achievements of this decent creator are mainly in the United States. Many W.T. Benda’s works belong to private collectors, as well as they constitute his family property (his daughter and grandchildren). The Kosciuszko Foundation and The Polish Museum of America in Chicago[27] also own a vast collection. Many of his paintings were irreversibly forfeited in the fire of the Alliance College Cambridge Springs, Pennsylvania, in 1931. Trace copies of W. T. Benda’s works can be found in Poland. There is a collection of drawings in Poznan, whereas two posters belong to the Central Military Library in Warsaw.[28]

Wladyslaw Theodor Benda, included in the lead of American artists, holds a respectable place in art, next to such figures as Charles Dana Gibson, Coles Phillips, Nell Brinkley, or Russell Patterson, and his fame has had a widespread impact until these days.


[1] This text constitutes a summary of a hitherto research on life and creative activity of  W.T. Benda, carried out     by the author with the intention of creating the artist’s monograph in the form of Ph.D. thesis.

[2] M. Szydłowska, Władysław Teodor Benda – twórca masek teatralnych, „Pamiętnik Teatralny”, vol. 55, issues 1-2 (221-222), (Warszawa, 2007) 70. (All translations mine) I thank the author of the quoted text for rendering the manuscript available, as well as for valuable guidelines and consultations.

[3] Ibid. 70.

[4] As cited in: J. Szczublewski, Żywot Modrzejewskiej, (Warszawa, 1975) 599.

[5]H. Modrzejewska, Memories and Impressions of Helena Modjeska, (New York, 1910) 537.

[6]Szydłowska, 70-71.

[7] Szydłowska, 71.

[8] Dates as in: M. B. Pohlad, Introduction, in Selected drawings of W. T. Benda, (St. Louis, 2006)

[9] M. Szydłowska, Świat wyobraźni Władysława Teodora Bendy,

http://dziennik.com/www/dziennik/kult/archiwum/01-06-06/pp-01-06-01.html, April 15, 2007.

[10] The Marketing of the American Beauty, The Library of Congress,

http://www.loc.gov/rr/print/swann/beauties/beauties-kelly.html, February 17,2008.

[11] W. T. Benda, Exotic drawings & theatrical masks, W. Reed, J. Pratzon, F. Taraba, ed. „The Illustration Collector”, (1993:30), 5.

[12] Ibid.

[13] Ibid.

[14] W. T. Benda, Masks, (New York, 1944) 51.

[15] Ibid.

[16] Ibid. 54.

[17] Ibid.

[18] George Estman House in New York is in possession of photographs taken by Nicolas Muray, showing Margaret Severn in Benda’s masks.

[19] More in: M. Szydłowska, Władysław Teodor Benda – twórca…,op.cit., 83.

[20] L. Knapp, The Mask, December 26, 2006, http://www.njedge.net/~knapp/Mask.htm, December 12, 2007.

[21] W. T. Benda, Masks., op.cit., 31.

[22] Ibid. 21.

[23] Ibid. 20.

[24] Masks’ division after: W. Reed, J. Pratzon, F. Taraba, in W. T. Benda…, op.cit., 8.

[26] In April, 2007,  in The Foundation’s hall, there was an exhibition devoted to the artist. The exhibition, created in co-operation with Benda’s  closest family members, displayed both masks and magazines’ covers, as well as his paintings.

[27] An e-mail from M. Kot (The Polish Museum of America, Chicago) to A. Rudek, Chicago, January 30, 2008. Correspondence in possession of the author.

[28] An e-mail from G. Kubiak (The National Museum in Poznan) to A. Rudek, January 25, 2008. Correspondence in possession of the author; M. Szydłowska, Władysław Teodor Benda – twórca...,op.cit.,72.

Sposób odczuwania, [w:] Zmysły – zbiorowa wystawa przedstawicieli grypy „Emocjonaliści“, Centrum Łowicka, Dom Kultury dzielnicy Mokotów, Warszawa 2008, [kat. wyst.].

Katalog wystawy „Zmysły”, zb. prywatne.

Na ścianach warszawskiego domu kultury spotyka się dziewięć ludzkich istnień, mieszkających pod dziewięcioma różnymi adresami. Wystawa „Zmysły”, zainicjowana przez malarza Zbigniewa Nowosadzkiego, to kolejny w Polsce pokaz działań „Emocjonalistów”.

Grupa zrodzona została w Stanach Zjednoczonych, w 1998 roku, z pomysłu rzeźbiarz Lubomira Tomaszewskiego. Podstawą egzystencji artystycznego tygla, stała się idea jaka przyświecała założycielom, a po dzień dzisiejszy stanowi wyznacznik przynależności do zgrupowania. Opiera się ona na twierdzeniach, iż sztuka współczesna straciła swoje fundamenty. Stała się niesamoistnym tworem, który nie potrafi rozbudzić dialogu z widzem. Jak podkreśla Lubomir Tomaszewski – brak natury sztuk, pewnych pierwotnych wartości, przepływu emocji i nastrojów powoduje, iż dzieła sztuki to krótkotrwałe żarty. Sztuka zatraciła człowieka, a bez niego jej egzystencja nie ma najmniejszego sensu.

Ekspozycja „Zmysły” nie obija się o nowe horyzonty. Pokazuje twórczość dziewięciu przedstawicieli „Emocjonalistów”. Jak wyjaśnia kurator wystawy – Zbigniew Nowosadzki – prezentacja własnej twórczości jest potrzebą artysty. To krwioobieg nieustannie pompujący życiodajną krew. Tylko wtedy można zobaczyć siebie w kontekście innych, poczuć związek emocjonalny i skoczyć wyżej dzięki trampolinie rozwoju.

Katalog wystawy „Zmysły”, zb. prywatne.

Na wystawie dzieła prezentują: zanurzona w zmysłowo-bajkowym zapachu pierwotności Julia Ambrose. Z naturalną spontanicznością uchylająca codzienne okno nieskrywanej erotyki Maria Fuks.Delikatnie przemawiająca w kameralnych rzeźbach Renata Komorniczak. Zauroczony kruchością kobiety w samotności obserwującej świat pragnień, marzeń i dramatów Zbigniew Nowosadzki. Chowający za piksele fotografii ekshibicjonizm emocji Mieczysław Rudek. Młody eksperymentator o mocnej wrażliwości na różnorodne media Artur Skowron i jego ojciec Janusz, dotykający dźwięków symbolicznej spontaniczności i szkicowego erotyzmu. Napełniający geometryczne płótna zmysłowością barw Maksymilian Starzec oraz Lubek Tomaszewski wrażliwy i uczciwy eksperymentator, nieustannie szukający rozwiązań dla sztuki.

Zmysły niczym radary odczuwają wiązki światła, struktury, smaki… Niech kształtują estetyczne przeżycia, ukojone w naturze sztuk.

Malarka rozradowanej chwili, o twórczości Judyty Sobel, „Art&Business”, 10/2008 (216), październik 2008, 70-72.

Władysław Strzemiński przechowywał w swojej pracowni jej obraz – „Akt w czerwonym kapeluszu”. Gdy wyjeżdżała z Polski do Izraela, Profesor oddał dzieło mówiąc: „Powinnaś je pokazywać na każdej zagranicznej wystawie”.

Judyta Sobel przyszła na świat w polskim Lwowie, 25 września 1924 roku. Już, jako dziecko wykazywała umiejętności rysunkowe. Niestety nie dane jej było rozwijać wczesnych talentów. Podczas II wojny światowej, z powodu żydowskiego pochodzenia, los nie oszczędził jej ciężkich doświadczeń.

Po wojnie, w latach 1947-1950, studiowała w Państwowej Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych w Łodzi. Była ulubioną uczennicą Władysława Strzemińskiego. W rozmowie z kolekcjonerem i znawcą sztuki – Andrzejem Kendą – Judyta Sobel wspomina: „było nas na roku, w pracowni siedmiu studentów, w tym dwóch moich najbliższych przyjaciół: Antoni Starczewski i Stanisław Fijałkowski. Strzemiński kochał się w mojej koleżance – Hance Orzechowskiej. Hanka była bardzo atrakcyjną mężatką, która na codzień przychodziła do pracowni szalenie elegancko ubrana; natomiast na plenerach chodziła jedynie w trenczu przewiązanym sznurkiem, bez ubrania i żadnej bielizny pod spodem. Byłam kurierem – przekazywałam obojgu listy, które do siebie pisali”.

Na przełomie 1948/49, jako studentka zaledwie II roku, uczestniczyła w „I Wystawie Sztuki Nowoczesnej”, zorganizowanej w Pałacu Sztuki w Krakowie. Znalazła się wśród najlepszych, a więc: Henryka Stażewskiego, Andrzej Wróblewskiego, Alfreda Lenicy i wielu innych znakomitych artystów. Rok 1948 przyniósł artystce udział w dalszych ekspozycjach, m.in. w wystawie organizowanej przez łódzkie Żydowskie Stowarzyszenie Artystów.

W 1949 roku polskie „Zwierciadło” napisało o artystce, że „jest młodą, utalentowaną malarką”. Słowa te podkreślił fakt, iż pod koniec studiów została mianowana, na macierzystej uczelni, asystentką Stefana Wegnera. Niestety stanowisko piastowała niezwykle krótko. Wiosną 1950 roku, po zwolnieniu z pracy Władysława Strzemińskiego, Profesor Stefan Wegner na własną prośbę został odwołany.

W 1951 roku w recenzji jednej z wystaw pisano o Sobel – „znalazła ważne miejsce w polskim malarstwie”, a ona pakowała rzeczy i wyjeżdżała do Izraela. W nowym miejscu, choć z początku nie było jej łatwo, święciła niemniejsze triumfy. Brała udział w licznych wystawach, np. w Artist House w Jerozolimie (1951); Chamarinsky Gallery w Tel-Avivie (1954); Muzeum w Tel-Avivie (1954); Muzeum Sztuki Współczesnej w Haifie (1955); czy ponownie w Muzeum w Tel-Avivie (1956). W 1956 roku otrzymała I Nagrodę Ambasady Izraela w Paryżu, dzięki czemu mogła wyjechać do Europy. W tym czasie uzyskała stypendium Edward A. Norman Foundation, przyznawane przez American Fund for Israel Institutions i wyruszyła (przez Paryż) do Stanów Zjednoczonych. Osiadła na stałe w Nowym Jorku i od razu włączyła się w życie artystyczne miasta. Brała udział w licznych ekspozycjach tak muzealnych, jak i galeryjnych m.in. Muzeum Żydowskie, Nowy Jork (1956); City College, Nowy Jork (1958); Pensylwańska Akademia Sztuk Pięknych (1961); ACA Gallery, Nowy Jork (1962); Jason Gallery, Nowy Jork (1964); Woodstock Artists Assoc., Woodstock (od 1980); Fletcher Gallery, Woodstock (1992).

W 1998 roku prace artystki pokazane zostały w Polsce, podczas „I Wystawy Sztuki Nowoczesnej, 50 lat później” w Galerii Starmach w Krakowie. Kilka lat później, ponownie uwzględniono jej osobę, podczas dwóch odsłon wystawy „Nowocześni a Socrealizm”, odbywającej się, w 2000 roku, w warszawskiej Galerii Zachęta i krakowskiej Galerii Starmach. Prace Judyty Sobel spotkać można w wielu kolekcjach muzealnych i prywatnych, m.in.: Muzeum Sztuki w Łodzi, Muzeum Sztuki Współczesnej w Haifie, w Stowarzyszeniu Artystów Izraelskich (Tel-Aviv), Galerii Sztuki Sheldon Swope (Sheldon Swope Art Gallery) w Terre Haute oraz w Muzeum Sztuki w Ein Harod (Izrael).

Artystka zajmuje się głównie malarstwem olejnym, dodatkowo akwarelą, rysunkiem i grafiką. Formalnie w jej twórczości wyróżnić można dwa, najważniejsze okresy. Pierwszy z nich, to studia, podczas których znajdowała się pod wielkim i niegasnącym wpływem Władysława Strzemińskiego. Drugi, którego apogeum przypada na lata 50. i 60., to wyzwolenie w stronę indywidualnej twórczości, lecz opartej na światowych kierunkach sztuki XX wieku. W 1948 roku w recenzji jednej z wystaw Ephraim Kaganowski pisał o Sobel: „Niektóre z jej prac pokazują wpływ awangardowej szkoły Władysława Strzemińskiego; w pracach tych artystka wydaje się być związana restrykcyjnymi zasadami w/w szkoły i konsekwentnie wykazywaną niemocą w wyrażaniu samej siebie”. W artykule autor podkreślał jednocześnie niezwykły talent i kiełkujące możliwości tworzenia własnej sztuki. Jego słowa stały się proroctwem.

Artystka wypracowała własny styl oparty na światowych trendach. Twórczość niezwykle kobieca wypełniona jest emocjonalnością, pięknym kolorem i romantyzmem. Przesycona życiem, obraca się wokół tematów codziennych zapisanych w martwych naturach, wnętrzach czy krajobrazach. Główną cechą budującą jej twórczość, podkreślaną przez lata w wypowiedziach recenzentów i krytyków, stał się kolor. Niezwykłe emocjonalne wyczucie barw, stanowi najwyższą wartość jej sztuki. Wzorując się na twórczości Henri Matissea i kubizmie – głównie w ujęciu Georgesa Braquea, uległa również urokom postimpresjonistów. Malarka „rozradowanej chwili” – określona tak przez Erikę Dyche, zatrzymuje to, co codzienne i rzeczywiste, aby przetworzyć w piękno artystycznej poezji. Romantyzm ten nie wpływa na zaniechanie technicznych aspektów dzieł. Jak podkreśla Jonah Fisher – „Jehudith Sobel jest malarką dojrzałego talentu, który jest mistrzem jej sztuki, zarówno z respektem dla techniki, jak i idei”. Judyta (Jehudith) Sobel o twórczości mówi krótko: „Tylko emocjonalne ujęcie świata przez artystę może stworzyć dzieło pełnowartościowe, które pobudzi widza do rozmyślań i spowoduje w nim przeżycia takie, jakie pragnie wywołać autor”.

We wrześniu działa artystki zobaczyć można na pierwszej w Polsce, indywidualnej wystawie organizowanej w Desa Unicum w Warszawie.

W zgodzie z naturą sztuk, [w:] Bruk. Natura. Emocje. Wystawa międzynarodowej grupy „Emocjonaliści”, kurator: A. Rudek, Warka 2008, bns, [katalog wystawy].

Zaproszenie na wystawę, zb. prywatne.

Nowy Jork, na wskroś nowoczesna galeria. Pewien artysta, narodowości włoskiej, przedstawia sztukę – wypieszczone, eleganckie pudełeczka wypełnione własnymi ekskrementami. Jak głosi legenda, ten szokujący impuls stał się powodem stworzenia grupy artystycznej, która chroniłaby świętość sztuki.

Na tych podstawach, zaczyna się historia „Emocjonalistów”, międzynarodowej grupy artystycznej powstałej w 1998 roku w Stanach Zjednoczonych, z inicjatywy rzeźbiarza – Prof. Lubomira Tomaszewskiego.

Wcześniej, w 1994 roku, artysta współzałożył grupę pod nazwą „In tune with Nature”. Działając wraz z Aleksandrą Nowak (malarką) oraz Kathryn Kollar (choreografem) „zdecydowaliśmy się szukać wspólnego podłoża dla różnych rodzajów sztuki” – wspomina Tomaszewski.

Wernisaż wystawy w Warce, foto. P.S.

Pierwsza grupa, po kilku wspólnych wystawach, w których pojawiały się także pokazy taneczne, zaczęła ewoluować. Powiększała swoje szeregi, gdyż dołączyli do niej: Krzysztof Medyna (muzyk), Józefa Tomaszewska (tkacz), Janek Hausbrandt (fotograf), Ivan Bratko (rzeźbiarz) i Jan Kapera, który opracował filozofię grupy i został obwołany jej „ideologicznym liderem”. Po kilku latach wspólnej pracy, zdecydowano zamienić nazwę na bardziej przystępną. Po analizie kilku propozycji wybrano miano – „Emocjonaliści”, za czym poszły kolejne artystyczne osobowości, jak i poszerzenie filozoficznych przesłanek przyświecających zgrupowaniu.

Podstawowym założeniem i celem istnienia „Emocjonalistów” jest korzystanie z pierwotnych źródeł sztuk, co oznacza po pierwsze: odnalezienie i czerpanie z natury sztuk oraz, co za tym idzie, prostotę przekazu wywołującą u widza przeżycia emocjonalne.

Piotr Betlej, obrazy olejne, Foto. P.S.

Krytyczny stosunek do wszelkich przejawów nowoczesności – rozumianych, jako awangarda – cechuje się odrzucaniem najnowszych form wyrazu, wszelkich niestandardowych tematów i pomysłów, jak i nadmiaru przeżyć intelektualnych.

Założyciel grupy – Lubomir Tomaszewski, w wywiadzie udzielonym Ewie Bobrowskiej-Jakubowskiej, wyznaje: „XX wiek, to generalny chaos w świecie sztuki […] wraz z pojawieniem się idei „sztuka dla sztuki”, straciła ona swoje podstawowe i najważniejsze cele […] obalone zostało, to, co jest najsilniejszą i najlepszą stroną ludzkiej aktywności – nastroje, uczucia i emocje. […] Dzieła sztuki stały się banalnymi dowcipami […] straciły swój wizualny, plastyczny język – nie mogą istnieć bez komentarzy artystów, czy krytyków”.

Ten swoisty „dewotyzm” głoszony w wypowiedziach Tomaszewskiego, to czysty powrót do tego, co w sztuce klasyczne, czyli najpiękniejsze. Jak głoszą „Emocjonaliści”, dzieła sztuki powinny być tworzone przez ludzi, dla ludzi, muszą wywoływać łzy, uśmiechy i wewnętrzne burze.

Kurator na tle plakatu, foto. P.S.

Tematyka prac należących do formacji artystów, oscyluje pomiędzy pejzażami i wszelkimi innymi formami przyrody, poprzez zurbanizowane otoczenie głównego wątku twórczości grupy, a mianowicie człowieka. Wszystko to, co ludzie konstruują, z czym współżyją, co ich otacza i stanowi o wnętrzu – wyczytać można w dziełach „Emocjonalistów”.

Pod względem artystycznym członkowie grupy, w dużej mierze zajmują się malarstwem, grafiką i fotografią, są wśród nich także rzeźbiarze i tkacze, jest i muzyk. Grupa składa się z wielu, różnorodnych artystów, a liczba członków zmienia się nieustannie. Listę zdobią osobowości tych, którzy mogli zaprezentować swoje prace w Warce, jak również tych, którym nie udało się pojawić m.in. Aleksandra Nowak, Julia Ambrose, czy Ivan Bratko.

Maria Fuks, obrazy olejne, foto. P.S.

Spora część „Emocjonalistów”, to artyści o polskich korzeniach, jednak w szeregach odnaleźć można również Ukraińców i Amerykanów. Artyści rozproszeni są po całym świecie, większość żyje w Stanach Zjednoczonych, ale i we Francji, Niemczech oraz Polsce.

Grupa zdobyła liczną widownie na całym świecie. Pokazy „Emocjonalistów” organizowane są zarówno przez członków, jak i kuratorów zewnętrznych. Dotychczas grupa wystawiała w wielu miejscach w Ameryce i Europie, min. w Clark (Skulski Art Gallery – 1998), Nowym Jorku (np. „Emotionalists and his Friends” II International Chopin and Friends Festival – 2000; „Emotionalism” International Cultures Festival – 2002; „10 years” Kurier + Gallery – 2004; „The Nature of Art” Shtooka Gallery – 2006, „Emotionalism” New Century Artists Gallery – 2007), Connecticut („The Nature of Art-4” Polish American Foundation – 2008), Stamford, Cambridge, Harvard („3 times emotion” Gutman Gallery – 2003),

Wernisaż wystawy, foto. P.S.

a także we Francji, gdzie w 2001 roku prezentowano wystawę „Cheval Emotion” – Maison du Cheval, Haras National de Tarbes; a w 2003 roku pod hasłem „Musique et emotions plastiques” grupa zaprezentowała się w Chateau d’Ars, La Chatre. W 2002 roku w Niemczech obyła się wystawa „Emotionalisten” w Krakauer Turm, Nurnberg, znaczącą była również ekspozycja objazdowa po Polsce, którą prezentowano w 2003 roku w Warszawie, Sandomierzu i Piasecznie.

Niniejsza wystawa przedstawiająca dokonania grupy „Emocjonalistów” zatytułowana została „Bruk, natura, emocje”. Krótka kompilacja rzeczowników, w zamyśle autora zawrzeć miała to, co dla artystycznej formacji najważniejsze, czyli to, co staje się tematem dzieł sztuki oraz to, co jest sztandarem ich twórców.

Sztuka to przeżycie, więc zanurzmy się w uczuciach…

…i Ty bądź sobie malarzem – ekspresja lat 80., portal Inwestycje Alternatywne (inwestycjealternatywne.pl), 26 marca 2008.

Zamek Książ w Wałbrzychu, foto. A.S.

Sztuka lat 80. powstawała w klimacie cenzury i zakazu. Była wizualizacją inteligentnej walki z ustrojem i codziennością życia. Obecnie symbol zmienia strukturę. Wybija się w kręgu popularnych obiektów aukcyjnych, a działalność artystów zyskuje uwagę kuratorów i odbiorców sztuki.

Na gwoździu

W murach Zamku Książ, a w salach Wałbrzyskiej Galerii Sztuki BWA, 26 lutego 2008 roku, inaugurowano wystawę polskiej sztuki lat 80. Ekspozycja zatytułowana „Republika Bananowa. Ekspresja lat 80.” prezentowała najważniejsze nazwiska z kręgu Polskich „Dzikich”, czyli twórców wpisujących się pracami w lata 1979 – 1989. Pomysłodawcy wystawy – Joanna Ciesielska i Paweł Jarodzki – opierając się na prezentacji około 150 dzieł, przedstawili ciekawy zarys sztuki polskiej tamtego okresu.

W dotychczasowym dziejopisarstwie z zakresu sztuki artyści wpisujący się w nurt ekspresji lat 80. wykazywali syndrom nieobecnych. Traktowani trzeciorzędowo, pomijani i często niezauważani, trwali w pustce pamięciowej. Nie pozostali tam tylko dzięki temu, iż ich metryka jeszcze na to nie pozwoliła. Większość z nich żyje i nadal tworzy, dzięki czemu mogą zabłysnąć na firmamencie sztuki, jakiej nie powinniśmy się wstydzić.

Joanna Ciesielska – kurator wystawy – podejmując próbę usystematyzowania wiedzy na temat Republikanów, określiła ich postawy oraz działania, jako bezkompromisowe, perwersyjne i nowatorskie. Według Jej odczucia artyści „tworzyli niejako państwo w państwie… niezawisłą Republikę Bananową, w której nie obowiązywała cenzura ani żadne… kanony zachowań”. Lawirując między niebezpieczeństwem, jakie niosły za sobą wszelkie odbiegające od wyznaczonych norm działania, a wyrażaniem siebie i niezgodą na panujące warunki byli wielką „mieszanką wybuchową”, prezentującą „dionizyjską radość profanum”.

Tematyka twórczości rozmywała się w wielości światów. Każdy artysta przekazywał to, co paliło go najbardziej. Jedni sztukę stawiali na podstawach sytuacji politycznych, inni wykuwali własne więzione dusze z zupełnie wewnętrznymi odczuciami. Wszystkich łączył element pojmowania i specyficzna nieokreślona definicja przynależna  czasom, a mianowicie „zaangażowanie w proces doświadczania sztuki.”

Niezwykłym zjawiskiem w tamtym czasie była częstotliwość, z jaką artyści łączyli się zakładając grupy. Znaczących formacji było kilka, w tym: Łódź Kaliska (1979), Pomarańczowa Alternatywa (1981), Luxus (1982), Gruppa (1982), Koło Klipsa (1983), Neue Bieriemiennost (1985), TOTART (1986), czy Wspólnota Leeeżeć (1989). Nie przekreślało to jednak istnienia artystów indywidualnych, wśród których można wymienić: Annę Gruszczyńską, Pawła Susida, Jerzego Truszkowskiego, Krzysztofa Bednarskiego, Eugeniusza Szczudło, Wojciecha Tracewskiego, Zdzisława Nitkę.

Pod młotkiem

Dzięki działaniom kuratorów, znawców i kolekcjonerów, twórcy z lat 80. zyskują uznanie i wpis w poczet klasyków polskiej sztuki. Podczas odbywających się obecnie aukcji współczesnych dzieł, w nienaruszalnym kanonie nazwisk coraz częściej umieszczani są: Jarosław Modzelewski, Ryszard Grzyb, czy Paweł Susid.

Ceny wywoławcze obrazów olejnych sygnowanych przez wspominanych twórców, jeszcze w początkach XXI wieku, a więc w latach do 2005 roku, zaczynały się od 1.500 zł. Teraz wycenę dzieł określają cyfry nawet od 35.000 zł.

Ranking wartości przedstawia się w niezwykle zróżnicowany sposób. Praca Ryszarda Grzyba „Być albo nie być” (1988), w 2003 roku w domu aukcyjnym Agra Art sprzedana została za 3.500 zł. W tym samym czasie „Nie warto malować” (1992) Jarosława Modzelewskiego, w tymże domu aukcyjnym uzyskało cenę 11.535 zł. Natomiast w 2006 roku, praca na papierze, będąca szkicem do obrazu „Czyszczenie mnicha” (1992) w Agra Art wylicytowano za 800 zł. Olej Włodzimierza Pawlaka – „Biegnijmy Biegnijmy” (1983) Dom Aukcyjny Rempex w 2007 roku sprzedał za 16.000 zł. Praca Piotra Młodożeńca, zatytułowana „Przejście” (1989), w Agra Art w 2004 roku uzyskała cenę 6.000 zł, natomiast „Grudzień 81” (1982-2005) na Aukcji Charytatywnej Fundacji EXIT w 2005 roku sprzedano za cenę 2.800 zł. Dyptyk Pawła Susida „Kościoły” (1987) dom Agra Art w 2007 roku sprzedał za cenę wywoławczą 6.000 zł, natomiast „Różnicę między flagą japońską, a polską” (1981) wylicytowano w 2007 roku za cenę 11.000 zł. Dzieło na papierze sygnowane przez Mirosława Bałkę noszące tytuł „Rozmowa” (1994), podczas aukcji Art&Design w 2007 roku zostało sprzedane po cenie 3.000 zł.

Inwestowanie w sztukę Polskich Gniewnych staje się coraz bardziej popularne. Głównym argumentem przemawiającym za takim układem sił jest rodzaj sztuki, jaką uprawiali oraz jej czasowa bliskość. Wiele znaczy techniczna strona warsztatu przejawiająca się głównie w malarstwie i rysunku, czyli mediach, w jakich najłatwiej o zdobycie audiencji, zwłaszcza na aukcjach. Co jednak ważniejsze, to wygląd i przesłanie twórczości. Prostota interpretacji, jaka możliwa jest dla widza odbierającego dzieła, stanowi o ich sile. Jednak znajdzie tam i miejsce dla siebie szukający głębi i kolejnego dna wytrawny pasjonat. Ponadto, jak podkreśla wielu znawców, nurt lat 80. to głównie malarstwo figuratywne, które cieszy się wielką popularnością wśród kolekcjonerów. Dzieła te są również mimowolnym świadkiem historii, której uczestnikami byli obecnie najczęściej sięgający po swe portfele, aby nabyć cudeńka…