Posts Tagged ‘Paryż’

3 dni obrad. 40 referatów. 7-9 października 2015.  Centrum Sztuki Współczesnej „Znaki Czasu”. Toruń. A tam – VI Konferencja Sztuki Nowoczesnej, której temat brzmiał jakże interesująco – „Paryż i artyści polscy / Paris et les artistes polonais / Paris and the Polish Artists 1945-1989”.zaproszenie Torun 2015

Wiele ciekawych śladów w stolicy Francji. M.in. Michał BATORY i jego „grypsy o dniu dzisiejszym” w moim referacie, gdzie mówiłam –  „Michał Batory już na studiach wybrał specjalność: plakat. Pytany w wywiadach o powody swojego zauroczenia tym typem działalności twórczej, odpowiada – „Nie chciałem być artystą, który widzi ludzi tylko na wernisażu. Zależało mi na komunikacji, żeby to, co robię, funkcjonowało na ulicy, w mieście” („Duży Format” 2015). Patrząc na warsztat artysty trudno jednak ostatecznie włożyć jego postać w jedną szufladkę. Michał Batory jest plakacistą, ale i rzeźbiarzem (czy raczej plastykiem), fotografem, grafikiem”.

Poza tym Cieślewicz, Polska emigracja architektoniczna, Jerzy Brodnicki  – Van Haardt, Polskie rzeźbiarki w Paryżu po 45’, czy Paryskie za(o)patrzenie szkoły sopockiej i wiele, wiele innych.

W podsumowaniu konferencji, biorący w niej czynny udział Piotr Majewski, napisał m.in. „Bilans spotkania można określić jako bogaty i wielowątkowy. Konferencja, która zgromadziła specjalistów z różnych ośrodków uniwersyteckich oraz muzeów, a także reprezentujących Polski Instytut Studiów nad Sztuką Świata, stała się pretekstem nie tylko do prezentacji rezultatów badań poświęconych zagadnieniom szczegółowym, ale zarysowała kierunki dalszych prac badawczych. Spotkanie okazało się pod tym względem inspirujące, nie zamknęło prac badawczych nad tytułowym zagadnieniem, ale przeciwnie – dopiero go otworzyło” (więcej: http://www.world-art.pl/).

Pozostaje teraz czekać co będzie dalej…

Reklamy

Tłusta farba, feeria barw, doskonałość kreski. Tematy: uliczne, knajpiane, teatralne, społeczne. Style różnorodne, wyrosłe na gruncie: polskim, ale też monachijskim, rzymskim, paryskim. Prace tworzone z wewnętrzną furią, ale chorobliwie perfekcyjne. Wszystko pokazuje wielki talent i niezwykły zmysł obserwacji.

Niedoceniana „moderność”

Aleksander_Gierymski_Zydowka_z_pomaranczami_ok.1880-1881

Żydówka z pomarańczami, ok. 1880-1881, olej, płótno, 65 x 54 cm, MNW. Foto. materiały prasowe Muzeum.

Królem był twórca realistycznych, wielkoformatowych obrazów olejnych, o tematyce historycznej. Jan Matejko. Pięknie i gęsto malowane sceny bitwy pod Grunwaldem, Hołdu pruskiego, czy portrety członków rodziny wyznaczały trendy w sztuce polskiej. Była też wielbiona Europa zachodnia. Style i mody tam obowiązujące oraz rewolucje artystyczne płynęły wartkim strumieniem do Polski, przez emigracyjne przyczółki, uczelnie, wyjazdy, przyjazdy. Artyści bywali m. in. w Monachium, gdzie, znajdowała się jedna z przystani polskiej bohemy artystycznej. Byli wśród nich: Józef Brandt, Józef Chełmoński, Władysław Czachórski, Maksymilian i Aleksander Gierymscy, Alfred Wirusz-Kowalski, Stanisław Witkiewicz.

Obraz polskiego malarstwa XIX i pocz. XX w. rysuje się w niezwykle skomplikowany sposób. Sztukę polską tego okresu charakteryzowała ślepa wierność naturze. Wynikające z historycznych doświadczeń – popowstaniowych głównie – swego rodzaju wyciszenie palet barwnych, ruchu i narracji oraz naszpikowanie różnorodnymi symbolami. Krytyka jest zaś konserwatywna. Mimo to, wszystkimi otworami wlewał się modernizm. Niedoceniany, wyśmiewany, marginalizowany.

Duch starszego brata

„Mnie było trzeba sztuki i wiary w siebie; mam pierwszą, druga może przyjdzie. Wybaczcie mi, ale nie wolno brać mnie tak płytko, jakeście mnie brali” – pisał do jednego z przyjaciół Aleksander Gierymski. Ze sztuką właśnie, miał styczność od najmłodszych lat. Jego starszy brat – Maksymilian – był artystą. On sam kształcił się najpierw w Klasie Rysunkowej w Warszawie, a potem na Akademii Sztuk Pięknych w Monachium. Tam, za pracę dyplomową „Scena sądu” (przedstawiającą fragment „Kupca weneckiego” Williama Szekspira) został nagrodzony złotym medalem. Niemal całe życie spędził poza granicami Polski. Bywał w Rzymie, Paryżu, Wiedniu. Jego wyjazdy miały związek również z nękającą artystę nerwicą. Gierymski był nie tylko malarzem. Pracował jako ilustrator, tworząc dla takich tytułów jak „Kłosy, czy „Tygodnik Ilustrowany”, ale i prasy niemieckojęzycznej. Ostatnie lata życia spędził w słonecznej Italii, gdzie zmarł.

di91219_1

Portret Aleksandra Gierymskiego, zakład fotograficzny Conrad , Warszawa, 1881-ca 1901. Foto. materiały prasowe Muzeum.

„Oto jestem już o wiele moderniejszy! Ta moderność polega, a co bardzo ważne, na zdecydowanym kolorze, położonym prawie od razu, bez przemęczania płótna ciągłymi laserunkami i malowanie świeżymi kolorami, bez pastwienia się nad obrazem…” – pisał artysta. Zarówno nieustannie doskonalony warsztat, jak i niezwykle wyostrzony zmysł obserwacji uczyniły Gierymskiego wielkim mistrzem. Buntownik polskiej konserwatywnej sceny twórczej, zapisał się w jej historii jako niedoceniany badacz nieznanego. Artysta światła i przekraczający swoją epokę brat.

Jego biografia rysuje się niezwykle ciekawie. Pojawiają się w niej, wspominane przez przyjaciół hałdy piasku, które usypywał i studiował. Praca oparta niejednokrotnie na ustawianiu modelek i robieniu fotografii, będących podstawą do dalszych działań twórczych, których celem ostatecznym był obraz olejny. Niemal obsesyjna fascynacja postacią pięknej i utalentowanej aktorki Heleny Modrzejewskiej. Opieka nad zmarłym w 28 roku życia bratem, którego był towarzyszem. Choroba, nadwrażliwość, zgorzknienie, brak pewności siebie, bieda.

„Od wczesnej młodości wyróżniała go bezkompromisowa postawa eksperymentatora, narażonego na momenty zwątpienia zarówno w swoje umiejętności, jak i w słuszność obranej drogi twórczej, jednak wytrwale poszukującego własnych rozwiązań, uwrażliwionego na przemiany zachodzące w tym czasie w sztuce europejskiej. Gierymski jest uważany za jednego z najbardziej świadomych prekursorów realizmu w malarstwie polskim” – piszą organizatorzy wystawy artysty, odbywającej się obecnie w Muzeum Narodowym w Warszawie.

Dwa brzegi jednej rzeki

W altanie, 1882, olej, płótno, 137 x 148 cm, MNW. Foto. materiały prasowe Muzeum.

W altanie, 1882, olej, płótno, 137 x 148 cm, MNW. Foto. materiały prasowe Muzeum.

W dwóch miastach położonych nad Wisłą, odbywają się dwie wystawy, dwóch wspaniałych polskich artystów. To projekt „Bracia Gierymscy”. W Warszawie można oglądać twórczość Aleksandra, w Krakowie zaś Maksymiliana Gierymskich. „Daliśmy publiczności niepowtarzalną okazję zobaczenia i porównania niemal w tym samym czasie malarstwa tych artystów” – tłumaczy kuratorka Ewa Micke-Broniarek.

Na warszawskiej ekspozycji – której wartość określa postać tego mniej cenionego, a raczej mniej znanego, brata – prezentowana jest niemal cała spuścizna artysty. Ponad sto obrazów, do tego rysunki oraz drzeworyty. Jak wspominają organizatorzy wystawy, większość prac pochodzi z kolekcji Muzeum Narodowego w Warszawie pozostałe, to zbiory z innych muzeów polskich i zagranicznych oraz własności osób prywatnych. Wystawy – „Aleksander Gierymski 1850–1901”, jak i „Maksymilian Gierymski. Dzieła, inspiracje, recepcja” – potrwają do 10 sierpnia.

 

Tekst opublikowany został na łamach „Vectora Polonii”, nr 22 (85), 1 czerwca 2014. www.vectorpolonii.com

Życiorys artysty przesiąknięty jest wygnaniem. Wojna. Koniec szczęśliwego domu, gdzie na gitarze grywał ojciec, a rodzeństwo bawiło się w bohaterów czytanych książek. Komunizm. Studia, wystawy, nagrody, a jednak aresztowanie i decyzja o emigracji. Paryż. Miasto pełne wolności i możliwości, ale i samotności istnienia na marginesie dziejów.

Paryski świt
Pani domu, litografia, 1966Choć artysta bardzo związany był z Polską, to historyczne burze skierowały jego statek ku wychodźstwu. Nieomal całe życie spędził w niełatwym państwie, jakim była Francja. Pomimo doświadczania wielkiej samotności oraz braku wymiernych efektów swego międzynarodowego sukcesu, ukochał Paryż. Miasto dawało mu namiastkę wolności, a przede wszystkim wachlarz rozmaitych przeżyć i krajobrazów. Motywy twórczości podnosił wprost z paryskiego bruku. Wszystkie te fascynacje odczytać można w jego dziełach patrząc przez pryzmat wiedzy, ale – co ważniejsze – wyobraźni. „Wiem na pewno, że najciekawsze okresy twórczości zdarzają mi się właśnie wtedy, gdy w intensywny sposób przezywam kontakty ze światem zewnętrznym, gdy uczestniczę w nim” – przyznawał w wywiadzie z Jerzym Stajudą.

1982 - Plakat przeciwko stanowi wojennemuWiadomo, że Lebenstein podziwiał Paryż i wszystko co z nim związane. Jego zakamarki, zakazane rewiry, podwórza, prywatne mieszkania, sofy i codzienności ich właścicieli z różnych stron świata stały się krajobrazem towarzyszącym duszy. Jego siostrzenica – Joanna Żamojdo – wspomina niezwykłą ciekawość wuja, który potrafił snuć opowieści o nieomal każdej paryskiej kamienicy. Chadzał na różnorodne ekspozycje, interesował się nieomal wszystkim. Wielokrotnie przesiadywał w Luwrze, studiując kolekcję i prowadząc zapiski z tych posiedzeń. Był również piewcą nocnego życie miasta.

O codzienności Lebensteina opowiadał Gustaw Herling-Grudziński. Przyjaciel artysty, po kończących się wizytach w siedzibie paryskiej „Kultury”, udawał się zazwyczaj do pracowni artysty, aby tam „posiedzieć w milczeniu przed jego nowymi płótnami, gwaszami, rysunkami”. Panowie bywali również w galeriach i muzeach kontemplując wspólnie różne ekspozycje. Niemniej, jak wspomina Herling-Grudziński, ich paryskie życie nawiązywało również do tradycji bohemy. „Nie gardziliśmy wódką, która ma (a raczej miała) właściwości rozwiązywania języka temu malarskiemu milczkowi, lub co ważniejsze mrukowi” – ujawniał pisarz.

Płótno, tektura, papier
1966 - litografia no 11Na studia artystyczne Lebenstein uczęszczał na Akademię Sztuk Pięknych w Warszawie. Nauki pobierał m. in. u Artura Nachta-Samborskiego. Debiutował na wystawie zorganizowanej przez Związek Polskich Artystów Plastyków, w 1954 roku. Od tamtej pory stał się jednym z najlepszym artystów młodego pokolenia. Otrzymał Grand Prix na I Biennale Młodych w Paryżu. W ramach nagrody mógł pojechać na stypendium do Francji, gdzie organizowano mu również wystawę. Artysta skorzystał z okazji. W efekcie, od lat 60., pozostawał na emigracji. Zmarł w Krakowie, w maju 1999 roku.

Dzieła Lebensteina nie są dosłowne. Pełne emocji i wyrafinowania przekazują światu najdziwniejsze, najokrutniejsze i niezwykle fascynujące treści. Estetyczna i wyrafinowana twórczość artysty jest sztuką niełatwego odbioru, sztuką literatów i poetów, sztuką intelektu i uczuć. „Na własny użytek dzielę więc sobie malarstwo inaczej: na dosłowne i zmetaforyzowane. Moje obrazy są metaforami emocjonalnymi. Ich zadaniem jest narzucić widzowi, dobitnie, ale bez taniego wrzasku, przeżycie jakiegoś dramatu emocjonalnego, który staram się pokazać za pomocą spontanicznej przenośni” – mówił w wywiadzie z Zdzisławem Jurkiewiczem.

Tablice pamięci
1966 - Litografia no 9W tym (2014 r.), przypada piętnasta rocznica śmierci Lebensteina. Obecnie jego twórczość można podziwiać na dwóch wystawach w Polsce i we Francji.

Pierwsza, trwająca już od 2 kwietnia, ekspozycja ma miejsce w Muzeum Narodowym we Wrocławiu. Placówka ta posiada jedną z największych kolekcji dzieł artysty. „Na wystawie zobaczymy aż 126 prac – obrazów olejnych, rysunków, litografii i gwaszy. Kolekcję budował konsekwentnie Mariusz Hermansdorfer, dawny dyrektor Muzeum Narodowego. Był zaprzyjaźniony z Janem Lebensteinem, odwiedzał go w Paryżu, a niektóre prace ofiarowane przez artystę, przemycał w bagażu podręcznym” – wspominają organizatorzy. Pokaz, w zamyśle kuratorów będący retrospektywą twórczości artysty, oglądać można do 10 sierpnia.

Druga z wspominanych ekspozycji trwać będzie od 22 maja w Galerie Roi Dore. W ramach „Jan Lebenstein. In Memoriam” – jak głosi tytuł wystawy – zobaczyć będzie można prace na papierze. M. in. pokazanych zostanie 15 litografii z Galerii Lambert, które prezentowane były w tym słynnym miejscu w 1973 r. Celem wystawy jest przypomnienie, ale także zapoznanie światowej publiczności z tym wybitnym, polskim artystą. A ponadto, jak wspominają organizatorzy „zamierzeniem wystawy jest zaprezentowanie Jana Lebensteina jako artysty i człowieka, żyjącego i tworzącego na emigracji. Szczególnie interesujące są dla nas trwałe ślady, które zostawiła jego sztuka na terenie Paryża oraz w świecie ilustratorskim”.

Tekst ukazał się na łamach „Vectora Polonii”, Nr 21 (84), 25.05.2014, www.vectorpolonii.com.

O paryskiej wystawie – www.roidore.com

Mówi się, że jej twórczość to malarstwo intelektualne. Sama przyznawała się do realizmu, surrealizmu i abstrakcji. „Arika Madeyska jest małym mistrzem sztuki wieku XX” – napisał o artystce Wiesław Banach. A ona tłumaczyła, z wrodzoną nieśmiałością, że obraz „powinno się… brać takim, jakim jest”.

Niezależność żony

02

Arika Madeyska, obraz na płótnie. Foto. dzięki uprzejmości córki artystki.

Z Polski wyjechała w 1966 r. Jej celem był Paryż. Otrzymała stypendium (sto dolarów miesięcznie), które miało jej umożliwić podróż i roczny pobyt w mieście. „A ponieważ miałam kłopoty z mężem i chciałam od niego odejść, postanowiłam tu zostać” – przyznała Elżbiecie Dzikowskiej.

Madeyska urodziła się w Warszawie, gdzie jej rodzina zamieszkała w związku z pracą ojca inżyniera. Matka – Wartuga Rozalia Unaniec – była przedstawicielką szlachty ormiańsko-gruzińsko-tureckiej, ojciec zaś – Władysław Orłowski – pochodził rodziny posługującej się herbem Lubicz. Artystka trzykrotnie wychodziła za mąż. Miała jedną córkę – Honoratę.

Arika Madeyska w jednej z paryskich kawiarni. Foto. dzięki uprzejmości córki artystki.

Arika Madeyska w jednej z paryskich kawiarni. Foto. dzięki uprzejmości córki artystki.

W latach 1948-1953 uczęszczała do Państwowej Wyższej Szkoły Sztuk Pięknych w Sopocie. Studiowała pod kierunkiem Artura Nachta-Samborskiego, Jacka Żuławskiego i Józefa Wnukowa. W Polsce, jak i za granicą, twórczość jej była ceniona niemal od początku. Zarówno wystawy, jak i laury pokrywały jej skronie wielokrotnie. M. in. brała udział w warszawskim Arsenale z 1955 r., pokazywała prace w Genewie czy Paryżu. W ostatnim z miast związała całe swoje życie.

Marność miłości

Madeyska to malarką, która tworzyła również makaty i collage. Jednak jej głównym zajęciem była konserwacja dzieł sztuki. Pracę w tej dziedzinie podjęła dopiero we Francji, z powodów czysto pragmatycznych. Gdy przyjechała na stypendium okazało się, że zaoferowana suma nie wystarcza na podstawowe wydatki. Przez chwilę była sprzątaczką, jednak szybko nabyła umiejętności konserwatorskie i pracowała m. in. przy renowacji sufitu w podparyskim pałacu Fontainebleau. Niestety zajęcie to, pomimo iż pozwalało jej uzyskiwać środki finansowe, nie przynosiło żadnej satysfakcji. „Konserwacja, to była ciężka praca fizyczna, nic dziwnego, że jej nienawidziła” – mówiła córka.

Arika Madeyska - szkice z Nowego Jorku. Foto dzięki uprzejmości córki artystki.

Arika Madeyska – szkice z Nowego Jorku. Foto dzięki uprzejmości córki artystki.

Ciekawa świata podróżniczka, o niezwykłej wrażliwości i delikatności, zdominowana onieśmieleniem. Wystawiała nieustannie na całym nieomal świecie (Polska, Stany Zjednoczone, Brazylia). Mimo to jej twórczość osnuta została mgłą zapomnienia. „W dalszym ciągu nie jestem znana, bo nie czynię żadnego wysiłku by było inaczej. A wysiłek winien być szalony, charakter zaś z żelaza. I siła przebicia” – usprawiedliwiała się Madeyska. Córka powiedziała o matce –„typowa artystka-boheme”. Widziała ją również jako dzielną, ale za mało przebojową.

01

Artystka w paryskiej pracowni. Foto dzięki uprzejmości córki artystki.

Przyjaciele i znajomi artystki zgodnie wspominają Madeyską jako osobę pełną życia, towarzyską, ciekawą świata. „Miała niezwykły temperament życiowy. Tyle rzeczy ją interesowało, tyle robiła projektów!” – mówiła Krystyna Letouzey. Honorata Madeyska-Jonquiere wspominała o paryskich, niedzielnych włóczęgach z matką, która „ciągnęła mnie na siłę…, żeby <się przejść>”. A chadzała w najróżniejsze zakamarki miasta. Muzea, galerie, pchle targi, antykwariaty, księgarnie, podwórka, pasaże, kina, teatry. Ale i kawiarenki, tak niezmiennie i głęboko wpisane w krajobraz Paryża. Siedząc przy małym, zapewne okrągłym, stoliku popijała mocne expresso i patrzyła… Na ludzi, ptaki, bruk, niebo. Na ten ciekawy świat.

W doskonałości

Malował i rysowała. Miasta, budynki, martwe natury, portrety, akty… ale przede wszystkim koła, koła, koła. „Kręcę się ciągle w koło” – przyznała Elżbiecie Dzikowskiej – dodając, że „forma okrągła jest najdoskonalsza i można ją bez przerwy eksploatować na nowo. Maluję na niej nie to co widzę, ale co już widziałam”.

04

Spowite w brązy kompozycje owalne Ariki Madeyskiej. Foto dzięki uprzejmości córki artystki.

Fascynacja tą, a nie inną figurą geometryczną, przyszła wraz z wizytą w domu Wassily’ego Kandinsky’ego. Odwiedzając pewnego razu żonę malarza, artystka zauważyła „obrazy kół”, które wywarły na niej niezapomniane wrażenie. Od tamtej pory stały się nieomal obsesją Madeyskiej. Tworzyła z nich pełne smaku, estetyki i delikatności kompozycje. Subtelnych płócien dopełniały – dobierane z niezwykłym wyczuciem i talentem – kolory. Do tych eterycznych wizji artystka dodawała jednak swoją niezwykłą życiową siłę, uzupełniając je kreskami i zadrapaniami.

Arika przy sztaludze lata 60

Artystka przy pracy, lata 60. Foto dzięki uprzejmości córki artystki.

Na tle abstrakcji niezwykle odmienne jest jej malarstwo przedstawieniowe. Na pierwszy rzut oka nieco prymitywne, zwykłe kolorowe domki, pejzaże. Niemniej kryją w sobie coś niepokojącego, niedopowiedzianego. Nie ma tam „prawdziwego” życia, tła z chmurkami. Owoce i kwiatki w wazonach w doskonałych, mięsistych barwach przesycone są jakimś chłodem. Portrety pozbawione wspomnień i osobowości, które zdawało by się powinny wyzierać z oczu modela. Czarne kreski tworzące obraz Manhattanu czy Brooklynu mimo zwięzłości, emanują niezwykłym czarem.

  • Powyższy artykuł ukazał się na łamach gazety „Vector Polonii”, maj 2014.
  • Bibliografia:
    1. Wiesław Banach, Madeyska, red.: Wiesław Banach, Ewa Kasprzak, katalog wystawy, Muzeum w Sanoku, Sanok 2006 (http://muzeum.sanok.pl/sklep/product.php?id_product=34).
    2. Dzikowska Elżbieta, Polacy w sztuce świata…, Warszawa.
    3. Oficjalna strona artystki: madeyska.com

 

 

 

Piotr Betlej, rysunek, www.piotrbetlej.com

Piotr Betlej, rysunek, http://www.piotrbetlej.com

Wszystkie prace opierają się na wspólnym mianowniku – „refleksjach”. Tytuł zainspirowany został myślami o podsumowaniach, o czasie na przemyślenia. Dlatego też wybrane na wystawę dzieła to przekrój twórczości Piotra Betleja. Zarówno prace stare, jak i nowe. Z twarzami obcych i autoportrety. Bardzo kolorowe i monochromatyczne. Pełne ekspresji i bardziej statyczne. Zbliżenia i nieco oddalone wizje całości. Wśród płócien olejnych i rysunki.

Piotr Betlej, rysunek, www.piotrbetlej.com

Piotr Betlej, rysunek, http://www.piotrbetlej.com

„Moje obrazy są po prostu kontemplacją codziennego życia. Dopiero gdy gotowa jest już koncepcja podejmuję decyzję, której użyć techniki, aby dodać więcej dramatu i piękna do moich obrazów czy rysunków” – mówi artysta. Wizje świata codziennego, zapisywane w różnych formach, zaprezentowane zostały na wystawie w Galerie Roi Dore w pełnej krasie. „Chcieliśmy, aby widz mógł zapoznać się z artystą, nie tylko przez jego prace, ale też przez niejako niego samego w obrazach czy rysunkach. Piotr Betlej to artysta autoportretu, który nabiera formy nie tylko w twarzy, ale i tematyce prac” – mówi Alicja Polap, przedstawicielka Galerii Roi Dore.

Piotr Betlej, rysunek, www.piotrbetlej.com

Piotr Betlej, rysunek, http://www.piotrbetlej.com

Piotr Betlej urodził się w Polsce w 1972 r. Tam też ukończył edukację plastyczną i rozpoczynał swoje działania jako artysta. Około 2005 r. przeniósł się do Paryża, gdzie pozostał na stałe. W stolicy Francji mieszka i pracuje. Od 2007 r. należy do grupy artystycznej „Emocjonaliści”, którą z USA przewodzi Prof. Lubomir Tomaszewski. Artysta brał udział w wielu wystawach zarówno indywidualnych, jak i zbiorowych. Były to pokazy w Paryżu i Nowym Jorku, a także w Polsce, np. w Muzeum im. K. Pułaskiego w Warce.

 

 

„Refleksje”, wystawa prac Piotra Betleja

Wystawa 11 kwietnia – 17 maja 2014 r.
Galerie Roi Dore
6, Rue Sainte Anastase
75003 Paris – France
+33 1 42 78 54 42
galerie@roidore.com

Z jednej strony miał szczęście do protektorów i wielbicieli, z drugiej krytyków i wrogów. Tworzył głównie rzeźby, ale i obrazy, rysunki, meble, tkaniny, sztuki teatralne. Rozwijał rozmaite zainteresowania i odtwarzał fantastyczne wizje. 

Krowy, wierzby, maki

IMG_0863

Prace Bolesława Biegasa eksponowane w Bibliotece Polskiej w Paryżu. Foto. ARS

Jako Bolesław Biegalski urodził się w Polsce, pod zaborami. Był 1877 r. Rodzice jego, należący do drobnej szlachty wiedli ubogie, acz szczęśliwe, wiejskie życie. Idyllę dzieciństwa przerwała śmierć ojca i brata. „Dwa martwe ciała, ojca i brata, wyryły smutek w mojej pamięci – wspominał artysta – Już żyłem tylko wrażeniem wspomnień tych dni okrutnych, które zmieniły spokój i szczęście w chaos kłopotów nędzy straszliwej”. Miał wówczas 9 lat. Jakiś czas później matka ponownie wyszła za mąż. Artysta zyskał ojczyma, który był podoficerem w wojsku carskim. Mając trzynaście lat stracił i matkę.

Dalsze losy twórcy pisane były niczym bajka. Pierwsze jego artystyczne próby zyskały grono znamienitych protektorów. Ludzie ci – Aleksander Rzewnicki,  Franciszek Rajkowski, Adam Krasiński, Aleksander Świętochowski – nieustannie towarzyszą, wspierają i pomagają artyście. Jeden z protektorów optuje za zmianą nazwiska artysty, aby „brzmiało bardziej chłopsko”. Tak z Bolesława Biegalskiego, powstał Bolesław Biegas.

Artysta z łaski

IMG_0852

Prace Bolesława Biegasa eksponowane w Bibliotece Polskiej w Paryżu. Foto. ARS

Pierwszą warszawską wystawę wczesnych prac artysty organizuje Aleksander Świętochowski. Przy tej też okazji, pisze apel o pozyskanie dla Biegasa środków na kształcenie. Udało się zyskać fundusze na cztery lata studiów. Artysta udał się do Krakowa. Otworem stanęła przed nim Szkoła Sztuk Pięknych.

Jego nauczycielem został Konstanty Laszczka. Gusta Profesora i ucznia rozeszły się dosyć szybko. Przysłowiowym „gwoździem do trumny” okazała się secesja. Był 1901 r. Kraków. Po Szkole Sztuk Pięknych przechadzali się delegaci przygotowujący Dziesiątą Wystawę Secesji Wiedeńskiej. „Ku zdziwieniu Laszczki i jego uczniów delegaci zapraszają Biegasa do udziału w organizowanej przez siebie wystawie. Niedługo potem otrzymuje on formularz członkowstwa i zostaje pierwszym studentem przyjętym do prestiżowego stowarzyszenia, któremu przewodniczy sam Gustav Klimt” – pisze Xavier Deryng. Dodatkowym efektem było wyrzucenie Biegasa ze Szkoły.

Z Montparnasse

IMG_0855

Prace Bolesława Biegasa eksponowane w Bibliotece Polskiej w Paryżu. Foto. ARS

Syn marnotrawny wyeliminowany niejako z polskiej sztuki, święcił niemałe triumfy na zachodzie Europy. Wiedeń, Monachium, Berlin. Biegas zostaje polecony do Szkoły Sztuk Pięknych w Paryżu. W stolicy Francji znajduje majętnych protektorów, który traktują artystę jak własnego syna. Baron Henryk Trutschel i jego żona Jadwiga nee Konopacka. Dzięki nim będzie mógł poświęcić się jedynie studiom i sztuce. W szale twórczym, w jaki wpada we Francji, zapomina o formalnościach. Nie przeszkadza to jednak w jego dalszych artystycznych działaniach.

Tworzy sporo rzeźb różnego rodzaju, które wystawia na XVIII Salonie Niezależnych. Krytyka artystyczna zauważa jego osobę. Biegasowi poświęca tekst Laurence Jerrold, pisząc „Jest wielka siła we wszystkich jego pracach, które widziałem”. Specjalny numer o jego rzeźbie wydaje „La Plume”. Biegas jest znany. Wystawy, w których uczestniczy, spotykają się z wielkim zainteresowaniem, a niemal każda recenzja przytacza jego nazwisko. Staje się również powodem skandali artystycznych. W tym tego, dotyczącego obrazu „Wojna rosyjsko-japońska” wystawianego podczas Salonu Niezależnych w 1907 r. Reakcje ostatecznie doprowadzają do zdjęcia pracy. O wydarzeniu pisze większość paryskich dzienników.

IMG_0858

Prace Bolesława Biegasa eksponowane w Bibliotece Polskiej w Paryżu. Foto. ARS

Artysta zmarł w Paryżu. Miał 77 lat. Otaczała go już wówczas mgła zapomnienia.

Lejące się formy
Bolesław Biegas doceniany i szanowany był za swoje nowatorskie rzeźby. Ponadto zajmował się projektowaniem mebli, tkanin. Z mniejszymi sukcesami próbował sił w malarstwie. Był również autorem sztuk teatralnych.

Jego prace stanowiły niejako „punkt zwrotny” sztuki polskiej, który skierował ją ku nowoczesności. Powstające w odmętach zagmatwanej wyobraźni formy, przywodziły na myśl legendy, czy fantastykę rodem ze średniowiecznych opowieści rycerskich. Sztuka Biegasa to „prymitywizm symboliczny”. Jest nieco przestylizowana i przekształcona filozoficznie. Niemniej towarzyszące jej uproszczenie w zupełnie nowatorskiej formie, stanowią o największym walorze.

Tekst ukazał się na łamach „Vectora Polonii”, marzec 2014, http://www.vectorpolonii.com/

 

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Paryska Galeria Roi Doré prezentuje drugą odsłonę wystawy noszącej tytuł „Wygnani z raju”. Pierwsza miała miejsce w 2011 r. i prezentowała twórczość różnych artystów. Podobnie jest i tym razem. Wybitne nazwiska twórców o polskim rodowodzie roztaczają wizję wygnania, której interpretacje znaleźć można w dziełach, życiorysach, a czasem jedynie w przemykającej umysł myśli.

Invitation - CHASSÉS DU PARADIS

CHASSÉS DU PARADIS, zaproszenie z 2011 r.

W tym roku autorami prezentowanych prac są: Michał Batory, Józef Bury, Stasys Eidrigevicius, Joanna Flatau, Yarek Godfrey, Halinka Jakubowska, Paweł Jocz, Marian Kasperczyk, Aliska Lahusen, Arika Madeyska, Artur Majka, Ludwika Ogorzelec, Piotr Strelnik, Joanna Wierusz-Kowalska, Hanna Zawa-Cywińska, Witold Zandfos i inni…

To plejada jednych z najlepszych, współczesnych artystów polskich. Najróżniejsze inspiracje, formy artystycznej wypowiedzi, źródła, życiorysy. Wszystko spaja idea wystawy, jaką jest próba znalezienia rajskiego elementu i udokumentowanie momentu jego straty. W założeniu twórców wystawy jest to kraj ojczysty, który zamieniony został na inne miejsce w świecie. Odczytywany w kontekście emigracji – czy to przymusowej, czy dobrowolnej – miał stać się symbolem „raju utraconego”. Niemniej patrząc na osoby artystów dla wielu z nich „wygnanie” stało się impulsem do lepszego życia i rozwinięcia swoich artystycznych umiejętności. Tak więc negatywny wydźwięk wyrazu „wygnanie” w połączeniu z „rajem” poszerza możliwości interpretacyjne dzieł wybitnych polskich artystów prezentowanych w przestrzeniach Galerii Roi Dore. Może to nieśmiałe myśli o odchodzącym czasie młodości lub ważnych osobach, a może zmiany form twórczych czy filozofii przyświecających artystycznym wizjom… „Wygnani z raju” stają się samodzielnym aktem, którego zrozumienie zapisane zostanie w subiektywnym odczuciu widza.

logo Roi DoréNa zakończenie dodać należy, że wystawa to niejako prezent dla Galerii, która świętuje czwarte urodziny. Powstała ona z inicjatywy marszanda i kolekcjonera sztuki Józefa Rudka w paryskiej dzielnicy Le Marais, w marcu 2010 r. Od samego początku promuje twórczość polskich artystów, którzy zapisali w swoim życiorysie epizod emigracyjny lub na stałe zdecydowali się związać z krajem innym niż ojczysty. Dotychczas w galerii zorganizowanych zostało ponad 30 wystaw znanych i mniej znanych twórców, a także wiele spotkań i kulturalnych inicjatyw. Galeria na stałe wpisała się w obraz dzielnicy i paryskiego galeryjnego rynku. Więcej o galerii na stronie http://www.roidore.com

Wystawa „Wygnani z raju”
18 marca do 5 kwietnia 2014 r.
Wernisaż: sobota 15 marca, godz. 18:00

Galeria Roi Doré
6, Rue Sainte Anastase
75003 Paris – France
+33 1 42 78 54 42
galerie@roidore.com
http://www.roidore.com

Powyższy tekst to informacja prasowa dot. wystawy w Galerie Roi Dore.

Ernest_Malinowski enwiki

Ernest Malinowski, fotografia, zbiory Wikipedia.

Szarpany przez burzliwy bieg historii dwóch kontynentów. Odznaczający się niezwykłą zuchwałością w braku poszanowania przyjętych reguł myślenia. Zwycięzca i przegrany. Jeden z najwybitniejszych inżynierów XIX wieku.

Ferrocarril

Tunele, szyny, stal, liny, dynamit i nieustannie sypiące się kamienie. Prawie 5 000 m n.p.m. Data 1873 r. Największe dzieło polskiego inżyniera to (do niedawna) najwyżej położona linia kolejowa świata.

Foto. Krzysztof Bielski

Foto. Krzysztof Bielski

Malinowski wybudował ją w Peru, pomiędzy Limą, a La Oroya. W liczbach, jak i widokach, jego dzieło prezentuje się niebywale. To 61 mostów i wiaduktów liczących łącznie 2 km i 63 kute w skale tunele. Warunki pracy podczas budowy kolej transandyjskiej były ekstremalne. Wysokość, brak tlenu i stałych dostaw żywności czy sprzętu oraz lawiny, zamiecie, epidemie. A także kryzys finansowy, wojna z Chile, zmiany rządów, koncepcji i inwestorów. Malinowski doczekał się jednak oddania stacji w La Oroya, w 1893 r.

Obecnie przejażdżka pociągiem, to niebywała przygoda. „Trzy uderzenia w staromodny dzwon i lokomotywa rusza. Biedne dzielnice na przedmieściach Limy zostają w tyle, pociąg stopniowo pnie się w górę, pokonując liczne skalne półki wcięte w prawie pionowe zbocza. Im wyżej, tym krajobraz staje się bardziej surowy… Na niektórych odcinkach konduktorzy zaciągają zasłony na oknach od strony zbocza – dla ochrony przed spadającymi i stukającymi o szyby kamieniami. Pociąg często niknie w tunelach, z łoskotem wtacza się na stalowe mosty i wiadukty zawieszone nad dolinami” – wspomina podróż Zygmunt Rawicki.

Foto. Krzysztof Bielski

Foto. Krzysztof Bielski

Sylwetka

W wyniku upadku Powstania Listopadowego, rodzina Malinowskiego, żywo zaangażowana w działania polityczno-wojskowe, zmuszona została do ucieczki. Schronienie znalazła w Paryżu. Tam Ernest i jego brat kontynuowali przerwaną naukę. Stali się m. in. studentami w słynnej Ecole des Ponts et Chaussees.

Malinowski na swoją drugą ojczyznę wybrał Peru. Kraj, który ofiarował mu szacunek i możliwości rozwoju w charakterze inżyniera. Był 1852 r. Tam pracował nad programem szkolnictwa technicznego, był również architektem miejskim i budowniczym licznych kolei. Wsławił się również jako uczestnik wojny z Hiszpanią. Zmarł na atak serca w 1899 r. „Został pochowany z honorami należnymi bohaterowi Peru” na limeńskim cmentarzu zwanym dziś Presbitero Maestro – pisała jego biografka Danuta Bartkowiak.

Kolej Transandyjska uważana jest do dzisiaj za cud techniki. „Wąwóz okazał się ciasny i spadzisty, że najśmielsi inżynierowie amerykańscy uznali go za niedostępny dla linii kolejowej” – wspominał nastawienie współczesnych do budowy trasy Władysław Folkierski.      Malinowski zburzył porządek świata planując tę górską trasę. Do przygotowania projektu zatrudnił wykształconych teoretyków, a nie jak dotychczas praktykowano – tzw. „trasowników”. Jako budowniczych Indian i majtków pokładowych przywykłych do wspinania się po linach.

Foto. Krzysztof Bielski

Foto. Krzysztof Bielski

Już podczas realizacji trafił dwukrotnie na listę rekordów. Po raz pierwszy za najwyższy filar mostu (76,81 m), następnie za „Tunel Galera” znajdujący się w najwyższym punkcie trasy (4768 m n.p.m.). „Nigdy przedtem, ani potem nie wykonano tak poważnej budowli inżynierskiej na tak ogromnej wysokości” – oceniał Feliks Kucharzewski.

Zmiany

Mimo, iż jedno z najwybitniejszych dzieł ludzkiej myśli stworzone zostało przez Ernesta Malinowskiego, obecnie za jego twórcę uważa się amerykańskiego inwestora Henry’ego „Don Enrique” Meiggsa, który finansował przedsięwzięcie. Na szczęście z inicjatywy Polaków stanął w Peru pomnik ku pamięci Malinowskiego, który przywraca jego postać żywym.

W 2006 r. peruwiańska kolej pozbawiona została tytułu najwyższej. Przejęła ją kolej transtybetańska, z Golmudu do Lhasy. W najwyższym punkcie liczy 5072 m n.p.m. Pobicie rekordu zajęło 113 lat.

Tekst ukazał się na łamach „Vectora Polonii”, nr 5 (68), 02 lutego 2014. http://www.vectorpolonii.com/

Dziękuję autorom wszystkich zdjęć, które pojawiły się na łamach gazety i na niniejszym blogu, za zgodę na publikację.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Pionkio z nosem w suficie, wystawa Stasysa Eidrigeviciusa, Galerie Roi Dore, Paryż, 26.04-8.06. 2013 r., [katalog wystawy].

rzezba Pinokio__

Matriały Galerii Roi Dore

Życie Stasysa zdeterminowała sztuka. Bez niej byłby niczym… Myśląc o nieszczęściu myśli o egzystencji bez sztuki. Swoje możliwości szanuje i wykorzystuje z niezwykłym zaangażowaniem, bo to dzięki talentowi pracuje tak jak chce i chadza po artystycznym piedestale. Człowiek miejsca i czasu. Wizjoner z wyobraźnią przestrzenną. Twórca wszechstronny, który realizuje swoje pomysły w różnych technikach i manierach.

Działalność artystyczna Stasysa pełna jest zmiennych. Za każdym zakrętem odkrywa on inny sposób opowiadania. Raz stosuje ożywczą formę, innym razem tylko nową treść. Spod jego rąk wychodzą: ex-librisy, miniatury, plakaty, rysunki, ilustracje, fotografie, maski, projekty scenografii, instalacje, rzeźby. W technice nie ma sobie równych. Uprawia doskonale niemal każdą, w tym: ołówek, atrament, pastel, olej, gwasz, rzeźbę. Stasys największe triumfy święci w sztukach plastycznych, lecz niemałe sukcesy odnosi również w teatrze. To tutaj realizuje się jako aktor, scenograf, reżyser, scenarzysta.

duze obrazy (beda 4 takie)

Materiały Galerii Roi Dore

Styl prac Stasysa zdeterminowany został przez symboliczny sposób opowiadania, który towarzyszył twórcy od samego początku. Karierę zaczynał od małych form graficznych i ex-librisów. Światowy rozgłos zdobył dzięki swoim plakatom i ilustracjom. Te działania dały solidne podstawy do jego dalszego rozwoju artystycznego. „Plakat to mowa skrótu” – przyznaje Stasys, a słowa jego zmieniają się w realne dzieło, gdzie wśród fantazji i zniekształceń przewija się niemal epicka opowieść. Język form krótkich, symbolicznych doprowadzony do perfekcji. Dodatkowo gama wykorzystywanych barw ograniczona do minimum – pełne szarości i brązów barwy ziemi – umożliwia skupienie uwagi tylko na konkretnym przesłaniu.

9. Obraz, pastel, 77x85cm, 1991

Materiały Galerii Roi Dore

Świat rysunków kreowany przez Stasysa jest niezmienny niczym podpis artysty. Choć twórca posługuje się pewnymi utartymi patentami nie powoduje znudzenia. Roztacza fantazyjne, przyciągające wizje. Jego dzieła okupowane są przez zniekształcone postaci mężczyzn, kobiet, ptaków czy krów z małymi, okrągłymi oczkami. Stasysowe twory w różnych pozach, sytuacjach, okraszone atrybutami wciągają w swój baśniowy świat. „Obraz musi przemówić swoją formą, przekonać ciebie – widza…” – wyjaśnia artysta. Ciekawym epizodem w twórczości Stasysa są erotyki. W tych rysunkach toporna forma postaci w miłosnych splotach dzięki delikatnej, czarnej kresce owiana zostaje mgiełką intymności.

1.3 10. Ostatni list, 1992, 120x150cm, olej, plotno

Materiały Galerii Roi Dore

Tworzy zawsze, niezależnie od miejsca w którym przebywa. Impulsem do działania staje się niemal wszystko. I tak niewielka bibułka z paryskiej piekarni leży u źródeł tworzenia przeróżnych masek… Fascynacja operą, wymagania wobec teatru, zwiedzanie wybranych muzeów, wspomnienia z dzieciństwa, wydarzenia polityczne, czy spacery z synem napędzają turbiny inspiracji. Pchany przez twórczego demiurga wypuszcza ze swoich rąk drewniane rzeźby, gipsowe formy i ich mosiężne odlewy; wielkoformatowe, monochromatyczne, abstrakcyjne płótna; cykle fotografii z rodzinnej wsi; piękne pastele czy czarno-białe szkice.

Historia życia Stasysa – tak jak jego sztuka – pełna jest zmieniających się miejsc, obrazów, ludzi, przeżyć, opowieści. Urodził się w jednej z litewskich wsi. Dyplom artystyczny uzyskał w 1973 roku w Instytucie Sztuk Pięknych w Wilnie. Od lat 80 mieszka i pracuje w Polsce.

1. Architekt, pastel, 74x42cm, 1991

Materiały Galerii Roi Dore

Jego sztuka niemal od początku spotyka się z wielkim uznaniem. Dowodem tego są liczne wyróżnienia i nagrody. Stasys jest laureatem: złotego medalu na katowickim Biennale Plakatu, litewskiego Orderu Giedymina, srebrnego medalu Zasłużony Kulturze Gloria Artis, czy „Paszportu” tygodnika „Polityka”.

Największym wyróżnieniem dla twórcy są przychodzące z całego świata zaproszenia na wystawy. Stasys pokazywał dzieła w Japonii, gdzie na największym światowym triennale Echigo-Tsumari Art Triennial zaprezentował pełen rozmachu projekt „Goście”. Bywał również na Litwie, w Polsce, Stanach Zjednoczonych, Szwajcarii, Wielkiej Brytanii, Hiszpanii i wielu innych miejscach.

Jego ilustracje publikował m. in. „The New York Times”, a książki które zdobił ukazywały się i ukazują na całym świecie. Prace Stasysa w zbiorach posiadają nie tylko polskie muzea ale i Museum of Modern Art w Nowym Jorku, British Museum w Londynie, czy Muzeum Watykańskie.

stasys

Materiały Galerii Roi Dore

W teatrze debiutował przedstawieniem „Biały jeleń”, które w 1993 roku wystawił w Teatrze Studio w Warszawie. Do inscenizacji przygotował scenografię, kostiumy i maski, ponadto zagrał i wyreżyserował całość. W 2009 roku reżyser Jacques Debs stworzył film zatytułowany „Buzkaszi”, w którym Stasysa obsadził w roli malarza. Artysta próbował również sił w performance’ach i happening’ach, aranżowanych np. w Kazimierzu nad Wisłą czy podczas wystawy „Historia i Życie” w Teatrze Studio.

Szybkość i symbolizm to najważniejsze cechy twórczości Stasysa Eidigieviciusa. Artysty, który mimo bogactwa jakie osiągnął pędzi wciąż do przodu niesiony natchnieniem swego demiurga. Doceniany i ceniący. Tworzy dzieła, o których trudno zapomnieć…

Wystawa w paryskiej galerii Roi Dore w dniach od 26 kwietnia do 8 czerwca 2013 roku.

Link do Galerie Roi Dore tutaj.
Oficjalna strona artysty tutaj.

Migawka PL, czyli szkic o fotografii polskiej, Mois de la Photo, Galerie Roi Dore, Paris 2012, [katalog wystawy].

Bułhak, Strzemiński, Witkacy, Dłubak, Horowitz, Ciołek, Hartwig, Bąkowski, Kwiek, Rydet, Lachowicz, Kulik, Sikora, Libera, Kozyra… Lista nazwisk sygnujących niezwykłe dzieła to zaledwie fragment plejady polskich artystów zajmujących się różnorodną formą fotografii. Działający w różnych epokach, za pomocą różnorodnych technologii, hołdujący wielorakim ideom i filozofiom artystycznym stanowią dzisiaj o sile polskiej sztuki.

IMG_0900

Foto ARS.

W Polsce fotografia rozwijała się od XIX wieku. Jej początki sięgały mniej więcej 1839 roku, kiedy to talbotypie wykonywał inżynier Maksymilian Strasz z Kielc, autor pierwszego podręcznika o fotografowaniu. Wśród równych mu fotografów wymienić należy dodatkowo: Andrzeja Radwańskiego, Józefa Gloisnera, Moritza Scholtza, czy Marcina Zalewskiego zwanego „ojcem polskiej fotografii” oraz jednego z najwszechstronniejszych – Karola Beyera. Oprócz fotografii artystycznej i zakładowej niezwykle prężnie rozwijała się jej prasowa forma, na polu której królował Konrad Brandel, konstruktor „fotorewolweru”.

Wielkim zwrotem w historii fotografii polskiej był okres międzywojenny związany z działaniami tzw. „awangardy”, a zwłaszcza postacią wybitnego artysty Władysława Strzemińskiego. Wyśmienite eksperymenty na tym polu przeprowadzał z niemałym sukcesem i Stanisław Ignacy Witkiewicz. Tworzył on niezwykłe portrety korzystając m. in. z luster. W tym czasie Polacy przodowali również w sztuce fotomontażu.

Po II wojnie światowej, pomimo niesprzyjających warunków politycznych, następowało powolne odrodzenie. W 1948 roku odbyła się wystawa „Nowoczesna Fotografika Polska”, w której udział wzięli: Jan Bułhak, Edward Hartwig, Leonard Sempoliński i inni. Na nowej scenie pojawiła się postać malarza Zbigniewa Dłubaka, oraz Zdzisława Beksińskiego.

IMG_0909

Foto. ARS

Lata 70. i 80. przyniosły artystyczny wybuch w dziedzinie fotografii. Działalność rozpoczęły Warsztaty Formy Filmowej w Łodzi, wrocławskie Seminarium Foto-Medium-Art i warszawskie Seminarium. We Wrocławiu triumfy święciła grupa „Permafo”, a w jej szeregach Zbigniew Dłubak oraz Natalia LL (Natalia Lachowicz). Poza nimi działali: Janusz Bąkowski, Zdzisław Jurkiewicz, Andrzej Dłużniewski, czy Leszek Brogowski i Zofia Rydet. Niestety 13 grudnia 1981 roku w kraju wprowadzono stan wojenny, a życie artystyczne zeszło do podziemi. Wśród „klasycyzujących” fotografów działali: Paweł Kwiek, Erazm Ciołek, czy Anna Beata Bohdziewicz, w neoawangardzie natomiast: grupa Łódź Kaliska, Grzegorz Zygier oraz Jerzy Truszkowski, Zbigniew Libera, a także znamienna postać Zofii Kulik. Wielu artystów działało poza granicami kraju m. in.: w Stanach Zjednoczonych, Francji, Australii. Wśród emigracyjnych twórców pojawiały się nazwiska Ryszarda Horowitza, Krzysztofa  Pruszkowskiego, Jagody Przybylak.

W miarę wprowadzenia techniki wideo i polska fotografia uległa jej urokowi. W tej technice wybitne dzieła tworzyła Katarzyna Kozyra dokumentując ludzi np. w łaźni. Wśród czynnych fotografów eksperymentatorów pojawiały się nazwiska: Wojciecha Zawadzkiego, Ewy Andrzejewskiej, czy Bogdana Konopki. W dziedzinie związanej z bardziej użytkowym aspektem sztuki fotograficznej występowali m. in. Tomasz Sikora i Leszek Szurkowski. Także obecnie młodzi polscy artyści doceniają siłę języka fotografii i tu wśród nowej generacji zauważone zostają nazwiska np. Anety Grzeszykowskiej autorki projektu „Untitled Film Stills” z 2006 roku, ponadto Maurycego Gomulickiego, Zbigniewa Rogalskiego czy popularnego malarza Wilhelma Sasnala. Wśród najmłodszych pojawia się natomiast np. postać Irenki Kalickiej.

logo galeriiDokonania artystyczne Polaków w dziedzinie fotografii znajdują własne miejsce. W związku z możliwością jaką daje tegoroczny Miesiąc Fotografii 2012 (Mois de la Photo 2012) paryska Galerie Roi Doré postanowiła zaprezentować kilka polskich nazwisk. W kontekście „Zaczarowanej rzeczywistości” bezboleśnie przenoszącej do innego kontekstu, epoki, kadru zaprezentowane zostaną prace takich artystów jak: Michał Batory, Józef Bury, Roman Cieślewicz, Filip Flatau, Joanna Flatau, Andrzej Haladuda, Bogdan Konopka, Artur Majka, Mieczysław „Mietko” Rudek, Gabriela Morawetz, Stasys Eidrigevicius, Leszek Szurkowski, Krzysztof Zarębski.

Link do Galerii Roi Dore tutaj.