Posts Tagged ‘rzeźbiarze’

Metamorfozy metalu, o twórczości Richarda Stankiewicza, „Kultura i Biznes”, Łódź, Nr 40: styczeń – luty 2008, s. 14.

"Kultura i Biznes", 2008.

Z wykształcenia technik. Z zawodu żołnierz. W życiu, duszy i sercu rzeźbiarz. Amerykanin polskiego pochodzenia – Richard Stankiewicz. Jeden z czołowych artystów XX wieku w USA.

Jojo dzieciństwa

Rodzicami Richarda byli polscy emigranci. Ojciec – Antonii z zawodu był szewcem. Pochodził z okolic Augustowa. Wyjechał do Ameryki za chlebem, tak jak i większość wychodźców tamtych czasów. Matka – Róża, z domu Pietraszkiewicz przebyła Ocean za przyszłym mężem, w 1906 roku. Richard urodził się w roku 1922, w mieście Philadelphia. Był trzecim i zarazem ostatnim synem tego małżeństwa.

Antonii żył pełną parą. Nie szczędził przyjemności, jak i ciężkiej pracy. W Stanach dorobił się sklepów obuwniczych, był także właścicielem kilku nieruchomości. Niestety, kiedy Richard miał trzy lata, ojciec zginął w wypadku kolejowym. Matka podjęła decyzję o zmianie miejsca zamieszkania. Przeniosła się z dziećmi do Detroit.

Twarde Detroit

"Kultura i Biznes", 2008.

Pani Stankiewicz poszukiwała nowego partnera życiowego. Ciągła obecność kandydatów powodowała rozkład rodziny. Dzieci uciekały na ulicę. Przemysłowe Detroit słynęło głównie z zakładów motoryzacyjnych. Pełne hałd żużlu, złomowisk, wysypisk, bloków… Było miejscem nieziemskich, dziecięcych wypraw i zabaw. Richard tworzył własny świat poza domem. Rozwijał delikatność, wrażliwość i wyobraźnię. Życie u boku agresywnego ojczyma alkoholika stawało się coraz bardziej nieznośne.

W 1940 roku ukończył Techniczne Liceum w Ditroit, gdzie uczył się m.in. projektowania maszyn, inżynierii, geometrii, jak również muzyki i sztuki. Powoli odkrywał obraz życia odmienny od robotniczej, szarej patologii. W czasach licealnych uhonorowany został stypendium Cranbook Academy of Art. Niestety z powodu sytuacji finansowej rodziny nie mógł pozwolić sobie na przyjęcie nagrody. Po ukończeniu szkoły znalazł prace w Ditroit, ale zabawił tam krótko.

Artystyczne wojsko

W 1941 roku zaciągnął się do Marynarki Wojennej. Wyszkolono go na  radio operatora i w takiej funkcji pracował przez następne kilka lat. Będąc w wojsku stacjonował na Wyspie Aleutian, gdzie zajmował się przechwytywaniem japońskich wiadomości radiowych. W tym czasie rozpoczął prace twórczą, rzeźbiąc pierwsze dzieła z kości zwierząt.

W 1944 roku stacjonował w Seattle. Tutaj zaangażowany został w działania z artystami i studentami Marka Tobey, w ramach współpracy z Seattle Art Museum. W latach 1946-47 stacjonował na Hawajach. Klimat i urok wysp spowodował, że Stankiewicz odkrył nowy talent. Zaczął malować pierwsze obrazy. Wkrótce potem wystąpił z armii i powrócił na krótko do Detroit.

Mekki i poszukiwanie wyrazu

Sztuka jakiej zakosztował szybko dała o sobie znać. Stankiewicz zdecydował się zamieszkać w światowej stolicy bohemy artystycznej – w Nowym Jorku. Rozpoczął naukę w Szkole Sztuk Pięknych Hansa Hofmanna. Mieszkał na ulicy Mott, a później Bond. W tym okresie Stankiewicz obrał ostateczną drogę dla swojej twórczości. Całkowicie porzucił malarstwo i skoncentrował się na rzeźbie.

W 1950 roku, wyruszył w swoją pierwsza podróż do Europy. Jesienią osiadł w Paryżu, gdzie zapisał się do Atelier Ferdynanda Leger’a. Sposób patrzenia na sztukę i metody nauczania prezentowane przez wielkiego artystę przyniosły Stankiewiczowi szybkie rozczarowanie. Postanowił zrezygnować z zajęć i szukać innych mistrzów. Przeniósł się do pracowni rzeźbiarza pochodzącego z Białorusi – Ossipa Zadkine’a, gdzie pozostał przez dłuższy czas. W tym okresie pracował głównie w terrakocie.

Kariera

Latem 1951 roku powrócił do Nowego Jorku. Na ulicy Bond założył wraz z Jean Follett artystyczne studio. Uczestniczył także w tworzeniu Hansa Gallery, którą zakładał wspólnie ze studentami Hansa Hofmanna – legendy amerykańskiego, abstrakcyjnego ekspresjonizmu. W nowej galerii Stankiewicz kilkakrotnie pokazywał własne rzeźby. Ekspozycje odbywały się od 1952 do 1957 roku. Dzięki pokazom wzrastało zainteresowanie pracami artysty.

W tym czasie Stankiewicz wypracował charakterystyczny dla siebie styl sztuki. Tworzył rzeźby z metalowych odpadów. Łącząc przeróżne elementy od śrubek, prętów po bojlery i tłoki. Powoływał złom do nowego życia. Jego dzieła przesiąknięte były ironią, jaka cechowała i samego artystę. Z tego czasu pochodzą takie rzeźby, jak: Sekretarka (1955), Ptasi kochanek w trawie (1957), czy Kandydat (1960).

Dzieła znalazły uznanie zarówno wśród krytyków sztuki, jak i kuratorów placówek jak Museum of Modern Art, czy Whitney Museum of American Art w Nowym Jorku. Od 1958 roku, przez następne siedem lat Stankiewicz reprezentowany był przez Stable Gallery. W czasie, w którym rozpoczął współprace z galerią uhonorowano artystę nominacją do udziału w Biennale w Wenecji. Stankiewicz występował jako twórca reprezentujący Amerykę. Niedługo później, w 1959 roku zaproszony został przez Dorothy Miller, do udziału w organizowanej przez kuratorkę wystawie Sixteen Americans (Szesnastu Amerykanów), odbywającej się w Museum of Modern Art. Oprócz Stankiewicza pokazano prace takich sław jak Jasper Johns, Ellsworth Kelly, Robert Rauschenberg, czy Frank Stella.

Zdobycie Europy

Rzeźby Stankiewicza zyskały znaczne grono zainteresowanych i na starym kontynencie. W 1961 roku dzieła pojawiły się na wystawie Le Nouveau Réalisme à Paris et à New York w Galerii Rive Droite w Paryżu. Pontus Hulten z Moderna Museet w Sztokholmie, zaprosiło artystę do wzięcia udziału w wystawie  Rörelse i Konsten (Ruch w sztuce). W ramach tego projektu, na prośbę kuratorów, Stankiewicz stworzył specjalną kinetyczną rzeźbę.

Tego samego roku nastąpiła stabilizacja w prywatnym życiu artysty. Wszedł on w związek małżeński z Australijką – Patricią Doyle. Z żoną przeniósł się do Worthington w Massachusetts. W 1966 roku, Stankiewicz zerwał związek z Stable Gallery. Przestał wystawiać w Nowym Jorku. Odsunął się do bohemicznej społeczności uciekając w domowe zacisze, które uzupełniali dwaj synowie. Zaczął działać jako nauczyciel. Wykładał na stanowym uniwersytecie w Nowym Jorku, w Hobart School of Welding w Troy  (Ohio) oraz Skowhegan School of Art w Maine.

Pomimo tego, twórcze koło wprawione w ruch nie ustało. Prace artysty podróżowały po całej Europie. Pojawiając się m.in. jako część ekspozycji Six Young American Sculptors (Sześciu Młodych Amerykańskich Rzeźbiarzy), która odbywała się w Amsterdamie, Bernie i Brukseli.

Klasyka kangurów

W 1969 roku Stankiewicz udał się w podróż do Australii. Wyprawa dostarczyła artyście nowych doświadczeń. Pojawili się ludzie, pomysły, zmiany… Stankiewicz wprowadził ewolucję do warsztatu rzeźbiarskiego. Zmienił zarówno materiały, jak i techniki. Mając w Australii dostęp do szlachetnych tworzyw odrzucił wcześniejsze. Powodem zmian była estetyka materiałów. Jak twierdził sam artysta po śrubach i innych odpadach bardziej widać ich pospolite, nieefektowne pochodzenie.

Nowe konstrukcje rzeźbiarskie modelowane były z belek i płyt stali profilowanej, a także ze stalowych cylindrów w różnych wymiarach i przekrojach. Czas tej sztuki nazwany został przez krytyka Jamesa R. Mellowa – drogą do klasyki. Według teoretyka Stankiewicz porzucił aspekt społecznej satyry, która dotychczas wypowiadała się poprzez jego sztukę. Rozpoczął okres skoncentrowany na komponowaniu, tworzeniu form rzeźbiarskich. Uporządkowana abstrakcja geometryczna.

Zabriskie Gallery

W 1972 roku Stankiewicz powrócił do Nowego Jorku z wystawą indywidualną. Występował jako artysta zaangażowany przez Zabriskie Gallery. Od tej pory po dzień dzisiejszy, galeria ta jest jedynym przedstawicielem Stankiewicza w świecie.

Miejsce założyła Virginia Marshall Zabriskie, w 1954 roku. Pierwsza siedziba mieściła się w Nowym Jorku. Galeria święciła triumfy promując młodą sztukę amerykańską. Koncentrowała się głównie na malarstwie i rzeźbie, ale wprowadzała do repertuaru także fotografie. W latach osiemdziesiątych posiadała już trzy oddziały. Dwa w mieście gdzie powstała i jeden w Paryżu.

Dzięki rozpiętości terytorialnej oraz wpływom galerii Stankiewicz otrzymał nieobliczalne możliwości. Jedna z szans pojawiła się w roku 1977, kiedy to w Paryżu nastąpiło otwarcie Centrum Pompidou. Na ekspozycji inaugurującej zaprezentowano pracę Europa on a Cycle autorstwa Stankiewicza.

Reinkarnacja

Rok 1978 przyniósł artyście rozwód z żoną, a kariera nabrała rozpędu. Nancy Liddle, dyrektor Art Gallery w State University of New York (Albany), zorganizowała retrospektywę twórczości Stankiewicza. Ekspozycja pokazywana w trzech muzeach w północno-wschodnich Stanach, spotkała się z podziwem i aprobatą.

W 1982 roku, artysta wyruszył w podróż do Paryża. Celem wyprawy była współpraca przy wystawie przygotowywanej w Zabriskie Gallery. Otwarcie ekspozycji planowano na wiosnę. Niestety stan zdrowia artysty pogorszył się. Choroba zmusiła go do powrotu do Stanów.

27 marca 1983 roku Richard Stankiewicz zmarł w domu, w Worthington.

Teoria szufladek

W publikacjach dotyczących amerykańskiej historii sztuki, artysta wymieniany jest jako odkrywca i prekursor rzeźby budowanej z połączonych kawałków zardzewiałego żelaznego złomu, American iron sculptor assembling. Dzięki swoim umiejętnościom zmienił definicję sztuki, która władała Nowym Jorkiem w latach 50. Jego twórczość przepełniały humor i poezja. Początkowe formy z terrakoty zamienił na tematyczne metalowe assamblaże, które ostatecznie przekształcił w abstrakcje geometryczną czystej formy.

Aby nadać twórcy miejsce w historii sztuki rozpoczęto liczne klasyfikacje. W 1956 roku Hilton Kramer, nowojorski krytyk, doszukał się u Stankiewicza korzeni w ready – mades Marcela Duchampa i dziełach niemieckiego dadaisty Kurta Schwittersa. Twierdził, iż Stankiewicz bazuje na odkrytym przez awangardę lat dwudziestych przypadku, jako czynniku niepokoju rewolucjonizującym myślenie artystyczne. Inni zaliczali Stankiewicza do nurtu neo-dada, który wpłynął w świat europejskiej i amerykańskiej awangardy i stał się popularny w twórczości takich artystów jak: Mark di Suvero, czy David Smith. Sam Stankiewicz wolał unikać napuszonych teorii, które oblepiały jego działa. W twórczości najważniejszy był dla niego proces tworzenia, który opierał się na przypadku, zaskoczeniu, a tym samym zabawie.

Życie w sztuce

Śmierć artysty nie zakończyła jego kariery. Wpisany w dzieje sztuki amerykańskiej, do dnia dzisiejszego zajmuje poczytne miejsce. Dzięki Zabriskie Gallery jego prace nieustannie pokazywane są publiczności. Od 23 stycznia do 10 marca 2007 roku w galerii prezentowano cztery rzeźb Stankiewicza.

Popiersia w szaleństwie, „Kultura i Biznes”, Łódz, Nr. 39: listopad – grudzień 2007, s.17.

Wybuch dynamitu jest głośny. Zwłaszcza w górach. Skały sypią się w dół. Im więcej ich spada, tym więcej widać. Oko, nos, brodę… Szalony Koń powraca do żywych w kamieniu, tak jak zapowiedział. Jego Demiurgiem jest Korczak Ziółkowski, rzeźbiarz amerykański z polską przeszłością.

Chwast – sierota

W rodzinie Korczaka Ziółkowskiego emigracje za Ocean rozpoczął dziadek. Ignacy – hrabia z Krakowa, do Ameryki wyjechał jeszcze w XIX wieku. Jego wnuk Korczak urodził się 6 września 1908 roku w Bostonie, jako syn Anny i Józefa Ziółkowskich. Rodzice zginęli tragicznie, kiedy miał rok. Pozostawiony sam sobie, tułał się po sierocińcach i rodzinach zastępczych. Los nie szczędził mu przykrości. Trafiał na ludzi okrutnych, którzy go upokarzali i wykorzystywali do ciężkiej pracy. Imię nadał sobie sam. Korczak, to z herbu rodziny. Kiedy miał szesnaście lat, opuścił dom zastępczy. Imał się wielu zajęć, między innymi pracy w zakładzie krawieckim i w sklepie. Ukończył szkołę techniczną i trafił do stoczni w Bostonie, gdzie pracował jako stolarz. W miejscu tym rozpoczął przygodę z rzeźbą, zaczynając od tworzenia prostych form w drewnie.

Sędzia i rzeźbiarz

W czasie pracy w bostońskiej stoczni Ziółkowski spotkał dwa anioły. Jednym z nich był rzeźbiarz Jan Kirchmayer. Artysta ten stał się dla młodego Korczaka ojcem, nauczycielem i mistrzem. Pokazał mu nie tylko możliwości rzeźbiarskie, lecz także nauczył historii rodzinnego kraju i codzienności życia. Wspomagał młodzieńca finansowo, w której to dziedzinie współdziałał z drugim opiekunem – sędzią Frederickiem Pickeringiem Cabotem. Czasy spędzony wśród prawdziwych przyjaciół, był dla Ziółkowskiego pełnią szczęścia i otwartości świata. Niestety, w 1932 r. zmarł sędzia Cabot. Odejście dobrej duszy, spowodowało wielki smutek w życiu młodego Korczaka, lecz stało się także punktem przełomowym – iskrą, która zapaliła wielki twórczy płomień. Ziółkowski w krótkim czasie wykonał marmurowy portret nieboszczyka i rozpoczął profesjonalną działalność rzeźbiarską. W swej artystycznej pracy wypowiadał się głównie w portretach.

Pierwsze sukcesy

W 1939 roku na Wielkiej Wystawie Światowej w Nowym Jorku Korczak Ziółkowski wystawił rzeźbę Study of an Immortal, przedstawiającą studium głowy Ignacego Paderewskiego. Krytycy określili pracę jako dzieło wstrząsające i imponujące. Wrażenie jakie wywarła na widzach, przypieczętowane zostało przyznaniem artyście nagrody w postaci pierwszego miejsca. Dzięki takiemu obrotowi spraw Ziółkowski został zauważony przez szersze grono profesjonalistów. Sukces zaowocował szybkim zaproszeniem, złożonym artyście przez Gutzona Borglum, wykonawcę  rzeźby głów prezydentów w Mount Rushmore Black Hills. Ten duński rzeźbiarz zaangażował Ziółkowskiego na stanowisko asystenta. Współpraca układała się znakomicie, do momentu śmierci Borgluma, kiedy to władzę nad wykonywaniem projektu przejął jego syn. Wszedł on w poważny konflikt personalny z Korczakiem, co zakończyło się odejściem Ziółkowskiego ze stanowiska.

Stojący Niedźwiedź

W roku 1868 rząd amerykański wprowadził oficjalną ustawę, na mocy której przyznano Indianom prawo do terytoriów Południowej Dakoty z bardzo ważnymi kulturowo, świętymi miejscami gór Black Hills. Niestety, czas porozumienia nie trwał długo. Kilka lat po wydaniu aktu na wzgórzach odkryto złoża złota. Rząd przestał respektować wcześniejsze obietnice. W 1873 roku Ulisses Grant, ówczesny prezydent kraju dał Indianom jeden wybór: asymilacja lub eksterminacja. Rozpoczęła się krwawa i tragiczna wojna. Gehenna narodów. Legiony ofiar i bohaterów. Indianie zamknięci zostali w rezerwatach, gdzie zaprzestano pielęgnowania kultury, zwyczajów, a nawet języka. W 1876 roku dwóch wielkich wodzów: Sitting Bull i Crazy Horse rozegrało zwycięską bitwę z kawalerią najeźdźców pod Little Big Horn. W miejscu tym śmierć poniósł jeden z najpopularniejszych eksterminatorów Indian, gen. George Custer. Bogowie jednak stali po stronie „białych”. W 1977 roku Crazy Horse został zakłuty na śmierć bagnetami, dzierżonymi w rękach żołnierzy z Fortu Robinson. Rodowici mieszkańcy Ameryki pozbawieni zostali głosu i miejsca. Sytuacja taka jednak nie trwała długo. W 1 połowie XX wieku, aby uczcić historie swojego narodu wodzowie Siuksów zadecydowali przeznaczyć święte wzgórza Black Hills dla wiecznej pamięci. Ja i inni wodzowie pragniemy, aby biali ludzie wiedzieli, że czerwonoskórzy również posiadali swoich bohaterów – powiedział Standing Bear, składając w ten sposób Korczakowi Ziółkowskiemu propozycje wyrzeźbienia podobizny wodza Crazy Horse w zboczach Black Hills.

Koń i jeździec

Korczak propozycji od razu nie przyjął. Mając trzydzieści cztery lata zaciągnął się do wojska i wziął udział w II wojnie światowej. Podczas służby został dwukrotnie ranny. Dosłużył się stopnia sierżanta. Po powrocie do Stanów Zjednoczonych niemal od razu wyruszył do Black Hills. Zdecydował się przyjąć ofertę złożoną kilka lat wcześniej przez indiańskich wodzów. Jaki zaszczyt dla polskiej sieroty z Bostonu, że wodzowie indiańscy powierzyli jej zadanie opowiedzenia w kamieniu historii swej rasy. Jakiż to wielki zaszczyt! Tylko w Ameryce człowiek może wyrzeźbić górę – przyznawał ze wzruszeniem. Kiedy Korczak przybył na miejsce, Black Hills były całkowicie bezludne. Zamieszkał w namiocie i rozpoczął rozmowy z wodzami, których zdanie jako jedyne liczyło się w tworzeniu pomnika. Indianie zdecydowali się wybrać Szalonego Konia na „symbol” swej historii i kultury. Powodów było kilka. Wódz ten był wielkim bohaterem i wspaniałym patriotą …jednak nie jest czczony tylko z powodu bitew i odwagi, ale także  z powodu charakteru i lojalności, jaką wykazywał w stosunku do narodu. W czerwcu 1948 roku na górze, nazywanej przez Ziółkowskiego Thunderhead Mountain nastąpił pierwszy wybuch dynamitu. W zorganizowanej z tej okazji specjalnej uroczystości wzięli udział indiańscy wodzowie. Prace zostały rozpoczęte.

Buldożer

Każdy człowiek ma w życiu własną górę do przekucia. Ja kuję w swojej. Codziennie, aby dotrzeć do „pracowni” pokonywał 741 stopni. Na plecach, w rekach i na szyi nosił kilogramy dynamitu, przewodów, stali i innych drobiazgów. Zamiast dłuta korzystał z materiałów wybuchowych, potem buldożerów i młotów pneumatycznych. Projekt jaki stworzył Ziółkowski zakładał wyrzeźbienie postaci jeźdźca na koniu. Rozwiane włosy, wyciągnięta ręka i wzburzony rumak. Całość wynurzająca się z górskiego stoku. Rzeźba nie jest portretowym odtworzeniem rysów twarzy Crazy Horse, ponieważ nie zachowały się żadne jego wizerunki. Jak przyznawał sam Korczak: to ma być bardziej pamięć ludzi o duchu – charakterze  Szalonego Konia. U stóp pomnika widnieje napis, stanowiący cytat słów bohaterskiego wodza: Moja ziemia jest tam, gdzie spoczywają prochy moich zmarłych. Projekt Crazy Horse Memorial to nie tylko plan stworzenia monumentalnej rzeźby, ale również ośrodka kultury i historii wszystkich rdzennych mieszkańców Ameryki Północnej. Na założenie składa się: Pomnik Crazy Horse, Muzeum Indian Północy, wydział Uniwersytetu Północnej Ameryki i centrum szkoleń medycznych oraz aleja wielkich wodzów i osiedla dla osób opiekujących się i pracujących w ośrodku. Ziółkowski zdawał sobie sprawę, że nie zdąży stworzyć całości jaką planował. Dlatego też, wraz z żoną napisał trzy księgi dokładnych planów, w których zawarł wyznaczniki dla swoich następców.

Odłamki

Korczak Ziółkowski ożenił się z Ruth Ross panną z West Hartford, którą poznał pracując przy głowach prezydentów w Mount Rushmore. Ruth stała się nie tylko towarzyszką jego życia i współpracownikiem, ale także spadkobiercom powołania. Obecnie piastuje funkcje dyrektora Crazy Horse Memorial Foundation. Wydaje rozporządzenia, organizuje imprezy, dba o najmniejsze szczegóły funkcjonowania instytucji. Ziółkowscy mieli dziesięcioro dzieci: Joela, Marka, Annę, Kazimierza, Jadwigę, Adama, Marinkę, Monikę, Dawn i Jasia. We wspomnieniach dwóch córek, które kontynuują zawód ojca, jawi się on nieugiętym, konsekwentnym i twardym człowiekiem. Mój ojciec nie był doskonały, denerwował mnie – przyznaje Monique, dziewiąte dziecko. Nigdy nie widziałam jak coś rzeźbi i nigdy też nie wykonywałam przy nim żadnej własnej sztuki, aż do jego śmierci. Bałam się, że jemu się to nie spodoba. Dziesiąta z kolei – Marinka, zdaje się potwierdzać bezkompromisowość Korczaka: czuć było w domu, że jest tam miejsce tylko dla jednego artysty. Ojciec nigdy nie pokazał mi żadnych ze swoich sztuczek rzeźbiarskich. Uczyłam się wszystkiego sama, obserwując rysy na skale. Wbrew małym burzom towarzyszącym rodzinie Ziółkowskich, jego dzieci związały swoje życie z Szalonym Koniem. Siedmioro bierze udział w tworzeniu pomnika i jak przyznaje Marinka Kiedy odejdzie Ruth, cała nasza dziesiątka będzie wezwana do wspólnej pracy.

Pęknięte serce

Korczak Ziółkowski zmarł nagle 20 października 1982 roku, licząc siedemdziesiąt cztery lata. Doznał zawału serca w miejscu pracy, na górze Black Hills. Jego zwłoki złożono w przygotowanym wcześniej, własnoręcznie wykutym, skromnym grobowcu u stóp kamiennego wzniesienia. Napis również wykonał sam artysta: Korczak. Gawędziarz opowiadający w kamieniu. Niech to co go przypomina pozostanie nieznane. Kondolencje po jego śmierci na ręce żony i dzieci nadchodziły z całej Ameryki. Jego nazwisko znaleźć można w Encyclopedia Britannica oraz Word Biography. Ponadto, na temat Ziółkowskiego ukazało się wiele tekstów zarówno w prasie, jak i internecie oraz w różnych publikacjach książkowych. Fundacja, jaką powołano przy Crazy Horse Memorial bez przerwy wydaje liczne broszury, albumy, DVD i inne.

Magia

Jak mówi legenda przed śmiercią Crazy Horse zapowiedział wojownikom, że powróci  z powrotem… w kamieniu. Pomocy w dotrzymaniu obietnicy użyczył wodzowi Amerykanin z polskimi korzeniami – Korczak Ziółkowski. Jak twierdzą niektórzy Indianie fakt ten nie jest bez znaczenia. 6 września 1877 roku zmarł Crazy Horse, a w trzydzieści jeden lat później również dnia 6 września urodził się Ziółkowski. Pomnik Crazy Horse ma być dziesięć razy większy od głów prezydentów w Mount Rushmore, w rzeźbieniu których udział miał i Korczak. Ponadto, ma być większy od piramid w Gizie. Symbolika pomnika sięga dalej. Miejsce, w którym powstaje rzeźba i cały towarzyszący jej ośrodek leży nieopodal miejscowości Custer. Nazwa ta pochodzi od nazwiska gen. Georga Custera, którego w bitwie pod Little Big Horn pokonał właśnie Crazy Horse.

Fundacja

Przy Crazy Horse Memorial powołano do życia fundacje, o tej samej nazwie. Jej głównym celem jest dokończenie prac jakie zaczął Korczak. Organizacja działa bezprofitowo. Wspierana jest przez honorowych darczyńców, lecz głównie utrzymuje się z turystyki. Dzięki temu, iż na terenie związanym z pomnikiem znajduje się całe centrum poświęcone Indianom, zwiedzający oprócz podziwiania góry i wyrzeźbionej w niej twarzy Wodza, mogą również zwiedzać muzeum, oglądać filmy, książki oraz brać udział w innych inicjatywach organizowanych na tym terenie. Rok rocznie, w dniu śmierci Ziółkowskiego odbywa się marsz do jego grobowca. Celem pochodu jest podtrzymanie pamięci o słuszności idei jakie prezentował walcząc o stworzenie pomnika.  Wszelkie informacje na temat przedsięwzięcia, a nawet możliwość zobaczenia Crazy Horse przez całodobową kamerę można uzyskać przez stronę internetową:  www.crazyhorsememorial.org.

Walka w kamieniu

Historia Stanów Zjednoczonych pełna jest miejsc chwały, postępu ale i krwawych, niechlubnych stron. Dwa pomniki stworzone w jednych górach stają się narzędziem walki. Prezydenci z Mount Rushmore  i Crazy Horse Memorial. Obydwie rzeźby upamiętniają rację dwóch narodów. Symbole mocarstwa, a zarazem zbrodni popełnianych na mieszkańcach kontynentu. Crazy Horse ma jeszcze jedną misje – pojednanie.

Podziękowania

Składam serdecznie podziękowania Ruth Ziółkowski, która zgodziła się na udostępnienie zdjęć z archiwum Crazy Horse Foundation oraz pozwoliła na ich opublikowanie w niniejszym artykule. Ponadto, dziękuje Patt Dobbs za dobre słowa, sprawne działanie oraz okazaną chęć pomocy.