Posts Tagged ‘W. T. Benda’

Obszerny wywiad ze mną na temat W. T. Bendy i książki o nim 13 stycznia 2017 roku opublikowała na swojej stronie Joanna Sokołowska-Gwizdka.

„Wspaniała książka o wspaniałym artyście Władysławie Teodorze Bendzie” – reklamuje naszą rozmowę Joanna Sokołowska-Gwizdka, dodając – „Ania historyk sztuki z żyłką detektywistyczną, odkryła i opisała niezwykłą postać ilustratora, malarza, twórcy masek – bratanka Heleny Modrzejewskiej. Książka jest pionierska, bogato ilustrowana, unikalna. […] Gratuluję Ci Aniu samozaparcia, ciężkiej pracy i fenomanalnego efektu!”.

A oto co m.in można przeczytać na „Culture Avenue„:

JSG: Wiele znanych magazynów, wykorzystywało na okładkach ilustracje autorstwa W. T. Bendy. Były to głównie wizerunki kobiet. Czy to właśnie maski oraz okładki top magazynów tak go rozsławiły w Ameryce?

ARŚ: W.T. Benda przede wszystkim był znanym ilustratorem, a uznanym twórcą masek teatralnych stał się dopiero po 1914 roku. Niemniej te dwie różne dziedziny determinowały osiągnięcia artysty. Dodatkowo W.T. Benda był projektantem, scenografem, aktorem, pisarzem, ale i malarzem. Uznanie jakim się cieszył miało związek oczywiście z jego talentem i umiejętnościami technicznymi, ale wiązało się również z tym, że pracował właśnie w Stanach Zjednoczonych i to w okresie tzw. „Złotej Ery Ilustracji Amerykańskiej” i wielkiej popularności rewii.

Wpisał się doskonale w zawód ilustratora. Miał wyczucie do tematów, stylu i estetyki, która wówczas obowiązywała– stąd tak często występujące w jego twórczości czy na okładkach portrety kobiet. Miał również odpowiedni charakter. Współpracował np. z magazynem „McClures”, w redakcji którego nazywany był „czarnym koniem”. Określenie to oznaczało, że można było na nim polegać zlecając mu zadania nawet z dnia na dzień. Wykonywał je rzetelnie, zawsze o czasie, z wielką pasją i profesjonalizmem. Jak chodzi o rewie dużo dało mu to, z jakiej pochodził rodziny (ojciec był muzykiem), ale i to, że miał niezwykłe wyczucie i dar oddawania kobiecego piękna, a także to, że stworzył niespotykane dotychczas maski o specyficznym wyrazie”.

Więcej na „Culture Avenue” – POLECAM!

Mam nadzieję, że dzieki wywiadowi dowiecie się Państwo wiecej o naszym rodaku, wybitnym artyście. Polecam również tekst o W. T. Bendzie, który kiedyś ukazałą się na łamach „Vectora Polonii” w Paryżu.

Więcej o samej książce TUTAJ, ksiżkę można nabyć w wydawnictwie UNIVERSITAS.

 

Reklamy

Pierwsza w historii monografia życia i twórczości, popularnego w latach 20. i 30., polsko-amerykańskiego artysty Władysława Teodora Bendy dostępna w Polsce i USA.

Okładka książki, wyd. Universitas 2016.

Okładka książki, wyd. Universitas 2016.

Praca Anny Rudek-Śmiechowskiej nosi tytuł „Władysław Teodor Benda. Życie i twórczość polsko-amerykańskiego ilustratora i twórcy masek”, a została wydana przez Universitas, Krakow 2016 (ISBN: 97883-242-2731-0).

The first ever monograph on the life and works, popular in the 20s and 30s, Polish-American artist Wladyslaw Theodor Benda available in Poland and the USA.

Book written by Anna Rudek-Śmiechowski, titled „Władysław Teodor Benda. Życie i twórczość polsko-amerykańskiego ilustratora i twórcy masek” was published by Universitas, Krakow 2016 (ISBN: 97883-242-2731-0).

KUP/ BUY tutaj (PL) or here (US).

Pierwsza w historii monografia życia i twórczości, popularnego w latach 20. i 30., polsko-amerykańskiego artysty Władysława Teodora Bendy zatytułowana „Władysław Teodor Benda. Życie i twórczość polsko-amerykańskiego ilustratora i twórcy masek” wydana została przez Universitas. 

Okładka książki, wyd. Universitas 2016.

Okładka książki, wyd. Universitas 2016.

Napisana na podstawie doktoratu, żywo i interesująco prowadzi przez biografię wybitnego artysty. Przedstawia meandry pracy ilustratorskiej oraz reprezentuje spektrum działań artysty na polu teatru i tworzenia masek. Co najważniejsze podejmuje próbę analizy i interpretacji twórczości na tle kultury i sztuki bliskich twórcy krajów – Stanów Zjednoczonych i Polski.

W.T. Benda, był wybitnym ilustratorem, twórcą masek teatralnych, malarzem, projektantem, pisarzem, aktorem i społecznikiem. Urodził się w Poznaniu, a żył i tworzył w Nowym Jorku. Do Stanów Zjednoczonych sprowadziła go ciotka Helena Modrzejewska. Artysta zatrudniany był przez największych magnatów rynku prasowego Ameryki, w tym przez samego Randolpha Hearsta. Projektował zarówno okładki, jak i rysunki do tekstów ukazujących się na łamach tak znanych tytułów jak: „Cosmopolitan”, „Ladies’ Home Journal”, „Hearst’s International”, „Scribners”, „McClure’s”, „Poland” i innych.

W. T. Benda, okładka magazynu The Saturday Evening Post, zb. prywatne.

W. T. Benda, okładka magazynu The Saturday Evening Post, zb. prywatne.

Ilustrował wiersze, powieści i opowiadania, takich autorów jak: Willa Cather, Jack London, Sax Romer. Jego nazwisko, jako jedynego Polaka, zaliczane jest do kręgu najsłynniejszych twórców „Złotej Ery Ilustracji Amerykańskiej”.

Wielkie sukcesy zapisał również na polu tworzenia masek. Nazywane „oddychającymi pięknościami” zyskały uznanie na deskach teatrów całego świata – od Ameryki, poprzez Europę, po Azję. Do dzisiaj teatrolodzy i tancerze bazują na wiedzy, teoriach i poglądach artysty związanych z maskami, pantomimą i tańcem.

Artysta był również jednym z ważniejszych członków nowojorskiej bohemy i śmietanki towarzyskiej. Uczeń Roberta Henriego i Edwarda Panfielda. Przyjaciel wydawcy „Vanity Fair” Franka Crowninshielda i Josepha Chapina ze „Scribner’s Magazine”. Bywalec salonów i znajomy gwiazd broadwayowskich rewii – Johna Murraya Andersona, Margaret Severn, Ady Forman, Adolfa Bolma oraz wybitnych przedstawicieli amerykańskiej Polonii – J. I. Paderewskiego, Marceliny Sembrich-Kochańskiej.

W. T. Benda, okładka magazynu Hearst's International (1923), zb. prywatne.

W. T. Benda, okładka magazynu Hearst’s International (1923), zb. prywatne.

 „Po publikacji Szymona Bojki [Z polskim rodowodem. Artyści polscy i amerykańscy polskiego pochodzenia w sztuce Stanów Zjednoczonych w latach 1900-1980, Toruń 2007], ta i podobne do recenzowanego tekstu – prace monograficzne, będą w przyszłości podstawą do opracowań podsumowujących i syntetyzujących obszary zjawisk, które w moim przekonaniu są chyba najciekawsze w tyglu wielonarodowościowego artystycznego środowiska artystycznego w USA – to jest rzeczywistego oddziaływania (lub nie) twórczości artystów polskich i polskiego pochodzenia na sztukę amerykańską, ale również wpływu amerykańskiej plastyki na dzieła twórców przybywających do Stanów Zjednoczonych” – fragment recenzji Prof. dr hab. J. W. Sienkiewicza (Uniwersytet Mikołaja Kopernika w Toruniu).

„Książka jest pionierską w swoim temacie. Jest również ważnym głosem uzupełniającym wiedzę w dziedzinie dokumentacji oraz analizy sztuki tworzonej przez Polaków w Stanach Zjednoczonych. Publikacja porusza jeszcze inne, niezbyt popularne tematy, jak: polscy artyści w Ameryce, ilustracja i jej autorzy oraz maski (traktowane raczej jak element przynależny etnografii czy teatrologii, a nie forma sztuki dekoracyjnej)” – fragment recenzji Prof. dr hab. A. K. Olszewskiego (Uniwersytet Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie).

W. T. Benda w towarzystwie masek, zb. prywatne.

W. T. Benda w towarzystwie masek, zb. prywatne.

„Mówiąc szczerze, jestem pod wielkim wrażeniem tytanicznej pracy Anny Rudek-Śmiechowskiej. Każdy doskonale przemyślany rozdział posiada dodatkowo
wewnętrzny podział. W ten sposób zebrane przez autorkę pogrupowane wiadomości stają się jasne, klarowne i czytelne w odbiorze dla potencjalnego czytelnika. Anna Rudek-Śmiechowska prezentuje, bowiem w publikacji stan badań, biografię artysty oraz jego twórczość osobno pokazując ją od strony Bendy: jako ilustratora i Bendy i jako twórcy masek. To ilustracjom zawdzięczał popularność i rozpoznawalność,
a mimo to wybrał niszową formę sztuki, jaką były maski. Opierały się one na ilustratorskim stylu kreski Bendy, choć ich geneza tkwiła w teatrze. Były to jednak żywe rysunki, pełne emocji, humoru, delikatności i subtelności. Maski były bardzo realistyczne. Zyskały popularność zarówno na balach, w teatrze i w filmach. Autorka prezentuje również twórcze pragnienia artysty, wybory artystyczne i aspekty determinujące jego życie, pokazując, co miało wpływ na ukształtowanie jego wewnętrznej świadomości” – fragment recenzji Beaty Woźniak (Słowem Malowane, 2016).

NAMIARY NA PUBLIKACJĘ

Anna Rudek-Śmiechowska, Władysław Teodor Benda. Życie i twórczość polsko-amerykańskiego ilustratora i twórcy masek, Kraków 2016, ISBN: 97883-242-2731-0, Liczba stron: 376, 200 ilustracji.

KUP/ BUY tutaj (PL) or here (US).

Foto. ARS

Foto. ARS

Rycerz z węglem w dłoni. Szkic o wojennych plakatach W. T. Bendy, “Vector Polonii”, nr 40 (51), 6/10/2013.

Plakat, jako forma artystycznej wypowiedzi, był wytworem XIX wieku. Od zarania pełnił funkcję reklamową, propagandową. Różnił się jedynie większym lub mniejszym nasyceniem walorów artystycznych. Formalnie rozróżniano dwa rodzaje tego typu materii: afisz i plakat. Pierwszy z nich wywodził się z Francji i oznaczał ogłoszenie tekstowe, drugi natomiast z Niemiec i był formą grafiki.

Przez wiele lat twórcami tych form byli ilustratorzy. Plakaty uważane były za wytwór rzemieślniczy, a nie dzieło sztuki. Degradowane bywały również, jako czysto użytkowe. „Rysownictwo […] poza kilku zbieraczami nikogo nie interesuje” – pisał gorzko, artysta malarz i twórca plakatów Antonii Gawiński. Na wartości i popularności zaczęły nabierać dopiero w XX wieku.

Foto. ARS

Foto. ARS

Jednym z wartych zainteresowania twórców plakatów był Polak – Władysław Teodor Benda, żyjący i działający w Stanach Zjednoczonych słynny artysta ilustrator, twórca masek teatralnych, malarz, pisarz, aktor, bratanek Heleny Modrzejewskiej. W dorobku twórczym artysty odnaleźć można szesnaście plakatów, których powstanie związane było z dwoma światowymi konfliktami zbrojnymi.

W czasie I wojny światowej artysta tworzył afisze dla: organizacji zajmujących się pomocą dla Polski: komitetem Marceli Sembrich-Kochańskiej – American Polish Relief Committee oraz Ignacego Jana Paderewskiego – Polish Victims Relief Fund oraz Międzynarodowego Czerwonego Krzyża, czy Young Women’s Christian Association. Był również autorem plakatów rekrutacyjnych do Armii Polskiej i amerykańskiej. Za działalność patriotyczną w czasie I wojny światowej otrzymał order Polonia Restituta. W czasie II wojny światowej stworzył jedenaście autorskich plakatów dla stworzonych w ramach Rady Polonii Amerykańskiej – Komitetów Pomocy (Polish War Relief).

Dziełami W. T. Bendy były głównie plakaty związane z działalnością pomocową i niepodległościową dla Polski. Ich treść wiązała się ściśle z niegasnącą od wieków potrzebą odzyskania utraconej niepodległości. W tekstach, które towarzyszyły przedstawieniom plastycznym, W. T. Benda hołdował amerykańskiej tendencji zwracania się bezpośrednio do widza, np. plakat dla Czerwonego Krzyża zaopatrzony został w zdanie „You can help”. Najciekawszymi z dzieł z tej dziedziny sztuki, są plakaty przedstawiające husarię. Pełne ekspresji, patosu, przemawiają niezwykle wymownie za wielkością i siłą dręczonego wojną kraju. Symbolika stosowana przez artystę oraz skromność plastyczna – ograniczona do węgla lub ołówka, ewentualnie dwóch kolorów – oraz perfekcja grania światłocieniem zapewniała czytelny i prosty przekaz zawartych w pracach treści.

Foto. ARS

Foto. ARS

Większość z sygnowanych przez W. T. Bendę dzieł znajduje się w zbiorach: Biblioteki Kongresu w Waszyngtonie, Stowarzyszenia Weteranów Armii Polskiej w Ameryce w Nowym Jorku, Muzeum Polskiego w Chicago oraz Fundacji Kościuszkowskiej w Nowym Jorku. W Polsce plakat odnaleźć można w Centralnej Bibliotece Wojskowej w Warszawie. Część plakatów znajduje się w kolekcjach prywatnych na terenie Polski i Stanów Zjednoczonych.

Artykuł powstał na podstawie przygotowywanej rozprawy doktorskiej „Twórczość artystyczna Władysława Teodora Bendy (1873-1948), jako zapis polsko-amerykańskiej historii”, pisanej pod opieką Prof. dr hab. A. K. Olszewskiego na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu.

Zobacz i zaprenumeruj “Vector Polonii” – http://vectorpolonii.com/

Kreską po Oceanie, „TygiEl. Kwartalnik Elbląski”, nr 1-2/58-59, lipiec 2010, s. 83-91.

Ilustratorstwo uznać można za dziedzinę sztuki, w której Polacy wykazywali się i wykazują znaczącymi osiągnięciami. Nie są to działania spektakularne, lecz pozostawiające ślad w historii sztuki powszechnej, co samo w sobie stanowi niezwykłą wartość i jest sporym dokonaniem.

Specyficznie i po amerykańsku

W. T. Benda, okładka magazynu „McCall’s”, 1919, zb. prywatne, foto. A.S.

Kraj potocznie zwany „Ameryką”, to stworzone z 50 podstawowych jednostek administracyjnych – Stanów, trzecie co do wielkości państwo świata. Jego gigantyzm, zmienność i wielokulturowość nie ułatwiają postaciom ludzkim bycia zapamiętanym przez przyszłe pokolenia poznające historię danego miejsca. Zważywszy na specyfikę, którą wykazują się Stany Zjednoczone zarówno w warstwie społecznej, ekonomicznej jak i w rynku sztuki bycie artystą, którego nazwisko pojawiło się w prasie czy – co ważniejsze – jest notowane w wynikach aukcyjnych stanowi nie lada wyczyn. Dodatkowym utrudnieniem jest bycie przyjezdnym – emigrantem, który musi poznać, zaakceptować i dostosować się w niezwykle szybkim czasie do innych realiów życia i działania.

Egzotyczne dziewczyny Władzia

Jednym z najważniejszych – lecz ciągle nie opracowanym – amerykańskim artystą o korzeniach polskich jest Władysław Teodor Benda i od tego to nazwiska podróż przez ilustrację polską w USA rozpoczynać należy.

W. T. Benda, okładka magazynu „The Shrine”, 1927, zb. prywatne, foto. A. S.

W. T. Benda urodził się w Poznaniu, jako syn Szymona i Xawery z Sikorskich. W wieku lat 25 wraz z rodzicami i dwiema siostrami zjawił się na przystani Nowego Kontynentu. Rodzina w Polsce cierpiała niedostatek, dlatego też zaproszona została do Stanów Zjednoczonych przez ciotkę (siostrę ojca) – Helenę Modrzejewską. Pani Modjeska będąca wtedy u progu dobrze zaplanowanej kariery teatralnej pomogła bratankowi w szybkiej asymilacji. Tuż po przyjeździe W. T Benda wykonał dla artystki projekty scenografii i kostiumów przeznaczonych do ozdoby debiutu na deskach Baldwin Theatre w San Francisco. Potem, dzięki finansowej pomocy ciotki, kontynuował swą edukację artystyczną w szkołach w San Francisco (wcześniej kształcił się w Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie oraz w Szkole Sztuk Pięknych Heinricha Strehblowa w Wiedniu). Prawdopodobnie, jak podaje w krótkiej biografii artysty Andrzej Ryszkiewicz [SAP, t.1, s. 128-129], W. T. Benda prowadził również własną szkołę malarstwa w Los Angeles.

Cztery lata po przyjeździe do nowego kraju artysta wyruszył na podbój Nowego Jorku. Z miastem tym związał całe swoje życie. To tutaj zyskał uznanie jako artysta, stał się mężem i ojcem, był aktywnym działaczem i uczestnikiem życia publiczno-towarzyskiego, tutaj też przy dźwiękach ukochanej muzyki Chopina odbył się jego pogrzeb.

W. T. Benda, życzenia świąteczne – rysunek tuszem, zb. prywatne, foto. A.S.

Działalność ilustratorską w Stanach Zjednoczonych W. T. Benda rozpoczął jako etatowy rysownik w American Lithographic Company. Niedługo potem poznał redaktora artystycznego poczytnego wówczas magazynu „Scribner’s”, co też zaowocowało pierwszym poważnym, artystycznym zleceniem na ilustrację. Prawdopodobnie W. T. Benda wykonał wtedy cztery rysunki do opowiadania autorstwa Victora Hendersona, pod tytułem „The strike at the little Maggie” [„Scribner’s Magazine”, v. XLV, February 1909]. Zdarzenie powyższe otworzyło mu drogę na łama innych amerykańskich czasopism, a także stało się swoistym preludium udanej kariery ilustratorskiej.

Epicentrum twórczości rysunkowej W. T. Bendy wpisuje się doskonale w tzw. „Złotą Erę Ilustracji Amerykańskiej”, czyli okres w którym ten rodzaj działań artystycznych zyskał największą popularność i stał się niejako sztandarowym tworem Nowego Kontynentu. Ilustratorzy zatrudniani przez magazyny, czy też różnego rodzaju profesjonalne firmy zarabiali spore kwoty. Twórcy ilustracji byli artystami uznanymi zarówno na salonach, jak i przez kręgi profesjonalnych znawców sztuki. Traktowani jako eksperci stawali się głosami swego czasu, a ich kariery nie ustępowały dokonaniom malarzy czy rzeźbiarzy. W końcu różnica między ilustratorem, a innym artystą była taka, że ten pierwszy „je posiłki trzy razy dziennie i ma wystarczająco dużo pieniędzy, żeby za nie zapłacić” – jak mawiał cytowany przez Marka Bartelika znany, amerykański ilustrator James Montgomery Flagg.

W. T. Benda wymieniany jest jako jeden z wielu filarów „Złotej Ery” w Stanach Zjednoczonych. Doskonale świadczyć o tym mogą liczne tytuły magazynów, które korzystały regularnie z jego usług, czy też obfita korespondencja prywatna artysty z czołowymi ilustratorami amerykańskimi, wydawcami, reżyserami czy stowarzyszeniami oraz występowanie jego nazwiska w opracowaniach dotyczących historii ilustracji amerykańskiej.

W. T. Benda, rysunek piórkiem, 1906, zb. prywatne, foto. A.S.

Jego dzieła zdobiły kartki takich czasopism jak: „Century Magazine”, „McClure’s Magazine”, „Saturday Evening Post”, „Life”, „Scribner’s Magazine”, „Hearst Magazine”, „American”, „Ladies’ Home Journal”. Poza rysunkami do gazet W. T. Benda wykonywał także ilustracje książek. Często jedno i drugie było ze sobą nierozerwalnie związane, dlatego, że w okresie tym wydanie książki poprzedzane było publikowaniem jej fragmentów na łamach jakiegoś magazynu. W. T. Benda był autorem dzieł do utworów takich pisarzy jak: Arthur Conan Doyle, Rudyard Kipling, Louis Stevenson, czy James Curwood. Z rycinami jego autorstwa ukazał się przekład powieści Zofii Nałkowskiej „Woman”. Ponadto prace W. T. Bendy wykorzystywane były w kampaniach reklamowych przedsiębiorstw, w tym: Metropolitan Life, czy Ivory Soap.

Artysta tworzył także liczne plakaty, co głównie miało związek z jego aktywnym zaangażowaniem w życie społeczne oraz było wyrazem niegasnącego sentymentu jaki żywił do rodzimego kraju. Druki te służyły miedzy innymi nawoływaniu do rekrutacji wojskowej, zarówno w Polsce jak i Ameryce, podczas obydwóch wojen światowych. Ukazywały również losy Polaków: głodujące dzieci, zniszczone domy, czy zdewastowaną po Powstaniu Warszawskim stolicę, aby wzbudzić w ludziach chęć pomocy i zaktywizować do charytatywnych działań na rzecz Polski. Niektóre plakaty zobaczyć można w SWAP w Nowym Jorku oraz w Polish Museum of America w Chicago, gdzie niedawno odkryte przez kustoszkę placówki Monikę Nowak ujrzały światło dzienne i miejmy nadzieję zyskają należny szacunek.

W. T. Benda, okładka magazynu „McCall’s”, 1919, zb. prywatne, foto. A.S.

W. T. Benda określany bywa „mistrzem lirycznego piękna”. Jego dzieła charakteryzuje specyficzny styl,  w którym widoczna jest pewna egzotyka i odmienność od proponowanych w ówczesnej Ameryce wzorców. Stworzył on nieco inny obraz kobiety, zwanej „Benda’s Girl” – zadumanej, pełnej uczuć, myśli i tajemnic – który do dziś wzbudza zaciekawienie w odbiorcach i znawcach sztuki. Ponadto W. T. Benda wychowany i kształcony w Europie używa w swoich pracach symboli, często w Ameryce nie występujących i tym samym niezrozumiałych. Artysta czerpał je najczęściej z polskich, ludowych zwyczajów (na przykład wykorzystywał motyw Krakowiaka – ludowego tańca i specyficzne stroje z pawimi piórami) czy religii i opowieści biblijnych.

Był artystą wszechstronnie utalentowanym. Tworzył nie tylko ilustracje ale również malarstwo sztalugowe i freski; maski teatralne (co stało się jego największym i najpopularniejszym artystycznym osiągnięciem); projektował i wytwarzał meble, kostiumy; był rzeźbiarzem; publicysta i pisarzem oraz aktorem. Zmarł na atak serca przed rozpoczęciem autorskiego wykładu o maskach, w 1948 roku.

Żydowskie motywy i wojna

Przeglądając katalogi domów aukcyjnych, takich jak np. The Illustration House w Nowym Jorku napotkać można nazwisko Artura Szyka. Jego rodzice pochodzili z Rosji. Ojciec piastował stanowisko dyrektora w fabryce włókienniczej „Zindel i Spółka” w Moskwie, lecz z powodów politycznych musiał uciekać i wraz z rodziną osiedlił się w Łodzi. W tym też mieście w 1894 roku życie swe rozpoczął artysta.

Jak wspomina biograf twórcy – S. L. Shneiderman, A. Szyk od dziecka wykazywał niezwykły talent. Rodzice posłali go na lekcje malarstwa do Jakuba Kacenbogena, a później na studia do Francji. W czasie pierwszej wojny światowej A. Szyk przebywał w rodzinnej Łodzi, gdzie zasłynął jako autor trafnych karykatur. Podróżował do Palestyny, a w 1921 roku wyjechał raz jeszcze do Paryża, a potem Londynu. W czasie drugiej wojny światowej przeniósł się do Stanów Zjednoczonych, gdzie osiadł na stałe.

S. L. Shneiderman pisze o twórczości A. Szyka „[…] nawiązywał do średniowiecznych iluminatorów, jednak za każdym razem odciskał na swym dziele piętno bujnej osobowości i własnych koncepcji historiozoficznych”. Z jego dzieł oprócz dogłębnej znajomości literatury, Biblii oraz technik artystycznych, przebija kultura i styl charakterystyczny dla środowiska żydowskiego. Był bez wątpienia artystą znającym, pielęgnującym i doceniającym swoje korzenie, które poznał dzięki pobytowi w Paryżu właśnie. Tam w zaułkach dzielnicy Belleville i na wzgórzach Montparnasse spotykał się z żydowską inteligencją, głównie uciekinierami z Rosji i Polski. W jednym z oświadczeń prasowych A. Szyk tak mówił o swojej sztuce: „Jestem przede wszystkim artystą żydowskim, który dąży do tego, aby dzieła jego dotarły nie tylko do kilku bogatych snobów, ale by trafiły do każdego żydowskiego mieszkania. Byłoby więc nonsensem przybycie do szerokich rzesz narodu z kubistycznymi i niezrozumiałymi kompozycjami”.

A. Szyk to bez wątpienie mistrz małej formy. Zasłynął jako cięty karykaturzysta, satyryk polityczny i ilustrator. Jego dzieła charakteryzował nieco perski styl. Pełne były bordiur; ozdobników; tłumów ściśniętych w małych kadrach, odzianych w dekoracyjne i bogate stroje postaci ludzkich. Oprócz rysunków politycznych, jak cykl „Rewolucja w Niemczech”, A. Szyk stworzył miniatury do „Statutu Kaliskiego”, 40 miniatur o walce i wkładzie Polaków w tworzenie amerykańskiej demokracji (Kościuszko, Pułaski, pierwsi polscy osadnicy). Ilustrował również „Hagadę”, która zyskała niezwykły rozgłos po wystawie w Londynie z 1939 roku. Wtedy to – jak podaje S. L. Shneidermanem – gazeta „New Chronicle” określiła wyżej wspominaną pracę jako najdroższe dzieło żyjącego artysty, a każda strona wyceniona została na ok. 500 dolarów.

Satyry polityczne A. Szyka osiągnęły swe apogeum w momencie wybuchu drugiej wojny światowej i w miarę dopływu wstrząsających wiadomości o wydarzeniach z Polski (rodzina A. Szyka była jedną z pierwszych ofiar w łódzkim getcie). Artysta chwycił za „broń” i prowadził prywatną wojnę przeciwko znienawidzonemu wrogowi. Tworzył okrutne i wymowne rysunki, na których przedstawiał na przykład „Hitlera pałaszującego z rozkoszą ludzkie mięso z wielkiego półmiska”. W Ameryce ukazała się książka z jego ilustracjami zatytułowana „Nowy Ład”, gdzie na jednym z rysunków widniał Hitler, pod którego nogami niczym skóra zwierzęcia umieszczone zostało ciało Żyda z napisem „półczłowiek”. Były to przedstawienia szokujące, ale jakże dosadnie przedstawiające realia panującego wówczas terroru. Rysunki A. Szyka ukazywały się na okładkach takich czasopism jak „Collier’s”, a recenzje z wystaw publikował między innymi „New York Times”.

Ostatnim dziełem wcześnie zmarłego ilustratora była „Księga Hioba”, której głównym przesłaniem była chęć zachowania pamięci o okrutnych czasach hitlerowskich rządów w Europie. A. Szyk zmarł w Ameryce w wieku 57 lat, był po jednym ataku serca.

Kanarek za Oceanem

Pozostając w kręgu lat trzydziestych XX wieku wspomnieć należy o zorganizowanej w  1939 roku w Nowym Jorku wielkiej Wystawie Światowej, podczas której otwarto również i polski pawilon. Niestety rzecz ta zbiegła się z tragicznym wybuchem drugiej wojny światowej w Europie. Dwa powyższe czynniki kolejno sprowadziły i zatrzymały na Nowym Kontynencie malarza – Eliasza Kanarka.

Artysta ten urodził się prawdopodobnie w 1901 roku w Warszawie. Przybył do USA jako pasażer statku „SS Batory”, a celem jego podróży było tworzenie wspominanego powyżej pawilonu. Jak podaje w autorskim „Vademecum” Stanisław Jordanowski – Eliasz Kanarek „w dziale „Lasy” olejem i temperą namalował fryz”. Brał także udział w tworzeniu przez Bractwo Św. Łukasza, którego był członkiem, siedmiu płócien historycznych przeznaczonych do sali honorowej pawilonu polskiego z Wystawy Światowej.

A wszystko zaczęło się od studiów w Szkole Sztuk Pięknych w Warszawie i znajomości z Tadeuszem Pruszkowskim – wybitnym artystą, uznanym profesorem i niezwykle czynnym działaczem społecznym, który był założycielem wspominanego Bractwa Św. Łukasza i wielu innych działających w Polsce organizacji artystyczno-społecznych. T. Pruszkowski nauczyciel i poplecznik E. Kanarka zaangażował artystę w działania Bractwa Łukaszowców, co znacząco wpłynęło na dalsze losy artysty.

Przebywając w Polsce w latach 30-tych E. Kanarek zajmował się scenografią m.in. do filmu Józefa Lejtesa, pt. „Dzikie pola”, ilustracją książkową i reklamową oraz rysunkami prasowymi, które tworzył na przykład dla tygodnika „Szpilki”. Dużo więcej działał na polu malarstwa portretowego.

Gdy w związku z wybuchem drugiej wojny zdecydował się pozostać na ternie USA rozpoczął pracę w Amerykańskim Czerwonym Krzyżu w Waszyngtonie. Potem, jak podaje Stanisław Jordanowski, przebywał w Kalifornii, a następnie przeniósł się do Nowego Jorku, gdzie zamieszkiwał w budynku miejskiej bohemy artystycznej na rogu 57 Ulicy i 6 Alei. Upodobań artystycznych nie zmienił i zajmował się malarstwem portretowym. Stworzył podobizny m.in.: Lawrence Rockefeller czy Elizabeth Taylor, był także rysownikiem. Zmarł w wieku lat 67 w Stanach Zjednoczonych. Pomimo tego, iż jego malarstwo pojawia się na aukcjach, jak również jest kupowane przez prywatnych kolekcjonerów postać ta nie jest rozpoznawalna i znika w odmętach historii.

Koniec XX wieku przysyła

A. Niklewicz, Monument to Borscht, Nowy Jork 2009, foto. A.S.

Szymon Bojko w tekście z katalogu do wystawy „Jesteśmy”, która odbyła się w warszawskiej Zachęcie w 1991 roku pisze – „[…] nie będzie większej przesady w stwierdzeniu, że dopiero w latach siedemdziesiątych [XX wieku – przyp. autorki] wystąpił po raz pierwszy na taką skalę napływ nowych sił twórczych z Polski. […] najazd na Nowy Jork zwłaszcza i Los Angeles, czy szerzej biorąc Kalifornię przybrał niespodziewane przedtem rozmiary. […] Wiadomo, że wielu przybyło przed stanem wojennym, bez intencji pozostania. Część artystów opuszczając kraj nie miała innego wyboru”.

To właśnie koniec XX wieku otwiera niezwykła listę polskich artystów, który w Stanach Zjednoczonych zdobyli uznanie jako ilustratorzy. Wielu z nich, pomimo sukcesów, odeszło od tego rodzaju działań i próbowało poświęcić się innym aktywnością związany z malarstwem sztalugowym, instalacjami, czy konserwatorstwem. Niewątpliwie jednak ich najbardziej wymiernymi działaniami pozostają zlecenia ilustratorskie. Nazwisk, które znaleźć się powinny w tym miejscu będzie zbyt dużo, dlatego też wymienionych zostanie zaledwie kilka, a opisanych jeszcze mniej. Jan Sawka, Andrzej Kenda, Andrzej Czeczot, Rafał Olbiński, Adam Niklewicz, Janusz Kapusta, Andrzej Dudziński,  Bartek i Leo Małysa – to ci nieliczni.

Kolory lirycznego surrealisty

R. Olbiński, plakat Polish American Art Salon, zb. prywatne, foto. A.S.

O Rafale Olbińskim mówi się i pisze dosyć dużo. Jest postacią rozpoznawalną zarówno w Stanach Zjednoczonych, jak i Polsce. Jego historia zaczyna się w Kielcach, gdzie urodził się w 1943 lub 1945 roku. Z wykształcenia jest architektem z dyplomem Politechniki Warszawskiej. W Stanach Zjednoczonych zjawił się we wrześniu 1981 roku i była to już jego trzecia wyprawa. Jak podaje biografka artysty – Izabela Gabrielson – powodem wyjazdu stała się wystawa plakatów jazzowych w Polsko-Amerykańskim Instytucie Naukowym. W związku z obwołaniem Stanu Wojennego postanowił pozostać na czas jakiś za Oceanem. Decyzji swej nie zmienił do dnia dzisiejszego, gdyż nadal jest rezydentem miasta Nowy Jork.
Artysta rozpoczyna swoją ilustratorską karierę od znajomości z dyrektorem artystycznym magazynu „Psychology Today” – Peterem Kramerem. „Spodobał mu się styl Olbińskiego i wkrótce zaproponował [artyście] wykonanie okładki ilustrującej temat bezsenności, któremu poświecone było jedno z wydań magazynu. Olbiński stworzył ilustrację przedstawiającą portret mężczyzny z dwoma budzikami przy uszach przywiązanymi sznurem opasującym jego głowę. Ilustracja ta nawiązywała kompozycyjnie do plakatu “Człowiek z żelaza” anonsującego film Andrzeja Wajdy z 1979 roku. W ten sposób […] zarobił pierwsze 1500 dolarów w Nowym Jorku” – wspomina Izabela Gabrielson. Po pierwszym zaoceanicznym sukcesie R. Olbiński wyruszył na podbój gigantów rynku. Współpracował z Jerelle Kraus dyrektorką artystyczną działu Op-Ed gazety „New York Times”, a trzy lata po debiucie na łamach „Psychology Today” wykonał pierwszą okładkę dla magazynu „Time”.
R. Olbiński to twórca plakatów, okładek płyt i innych popularnych form graficznych. Współpracował z takimi tytułami jak: „Jazz Forum”, „Newsweek”, „Time”, „Business Week”, „The New York Times”, “Playboy”, „Charaktery” i wiele innych. Przez lata projektował plakaty dla New York City Opera, Cincinnati Opera. Jest artystą docenianym. Jak wyliczają autorzy wystawy w Muzeum w Warce (1999) – R. Olbiński otrzymał ponad 100 nagród, były to m.in. złoty medal American Society of Illustrators i Art Director’s Club w Nowym Jorku, pierwsza nagroda w konkursie „Nowy Jork stolicą świata” z 1995 roku, czy też międzynarodowa nagroda dla najlepszego plakatu – Prix Savignac w Paryżu.
Jego styl ilustratorski płynnie łączy zdecydowanie rysowane postaci, stanowiące główny motyw twórczości R. Olbińskiego, z surrealistycznym otoczeniem zabierającym widza w najdalsze zakątki odrealnionej rzeczywistości z wyobraźni artysty. Dzieła R. Olbińskiego stanowią bajkę o pięknych ludziach zatopionych w kulturze i sztuce. W recenzjach dotyczących jego twórczości dominują określenia literackie podkreślające liryzm i poetyckość jaka kryje się w jego dorobku. Ważnym w sztuce artysty jest niezwykle mocna i zazwyczaj ciepła kolorystyka. Dzieła jego przywodzą na myśl twórczość Rene Magritte, ale zawierają w sobie również filozofię Salvadore Daliego. Jak pisze Steve Heller Senior Art Director gazety “New York Times” – “Olbiński nasycił swoje prace wyraźną metaforyczną strukturą, kiedy w tym samym czasie jego malunki okazują przedmiotową wirtuozerię dziewiętnastowiecznych amerykańskich malarzy Thomasa Eakinsa i Roberta Henriego”. Artysta działa na polach grafiki użytkowej, ale próbuje również swoich sił w malarstwie sztalugowym.

Przemyślane korzenie Adama

A. Niklewicz, zaproszenie na przyjęcie świąteczne do Galerii PAAS, Nowy Jork 1989, zb. prywatne, foto. A.S.

Innym zupełnie zjawiskiem, jak i postacią o całkiem odmiennej historii jest Adam Niklewicz ilustrator i twórca instalacji. A. Niklewicz urodził się w 1957 roku w Zamościu i tutaj ukończył liceum plastyczne. Do Stanów Zjednoczonych wyjechał w 1983 roku. Przybył do Missouri, do miejscowości St. Louis, gdzie szybko rozpoczął naukę na Wydziale Grafiki Washington University. Marek Bartelik tak w 1992 roku pisał o artyście – „[…] od 1988 roku […] pracuje w Nowym Jorku, gdzie udało mu się natychmiast zainteresować swoimi rysunkami liczne pisma i wydawnictwa książkowe. Dzisiaj współpracuje on między innymi z „New York Times”, „Business Week”, „Newsweek”, „Penthause”, „Playboy”, St. Martins Press, Penguin Publishers i Vintage Books/Random House. Jest to imponująca lista klientów jak na artystę, który ukończył szkołę zaledwie przed kilkoma laty”. Sytuacja niewiele się zmieniła. Pomimo powszechnego dostępu nowych technik jak fotografia czy komputer A. Niklewicz nadal z sukcesem działa na polu ilustracji. „Ciągle […] dostaje zamówienia na rysunki […] głównie z magazynów; kiedyś były to również firmy reklamowe, ale dzisiaj robią to znacznie rzadziej” – przyznaje artysta w wywiadzie z Czesławem Karkowskim.

A. Niklewicz, zaproszenie na wystawę w Galerii PAAS, Nowy Jork 1990, zb. prywatne, foto. A.S.

A. Niklewicz tworzy działa konceptualne czy to w rysunku, rzeźbie, czy instalacji, którymi to formami zajmuje się od jakiegoś czasu z równie wielkim powodzeniem. W jego dziełach odnaleźć można korzenie kulturowe, doświadczenia przeszłości. Jak podkreśla w wywiadzie przeprowadzonym przez autorkę niniejszego tekstu, wiele prac osadzonych jest w jego polskim dzieciństwie, wyobraża emigracyjne oddalenie od kraju. Tajemniczo łączy i splata dwie jakości kultur w jakich przyszło mu się wychowywać i zaznawać życia. Sam A. Niklewicz tak mówi Czesławowi Karkowskiemu o swojej twórczości: „Kiedy klient zwraca się do mnie o wykonanie rysunku, musze przełożyć tekst na wizualna metaforę, a to czynność konceptualna, polegająca na znalezieniu zwięzłego wizualnego ekwiwalentu niekiedy długiego i skomplikowanego komunikatu. I tak ilustracja przygotowała mnie do działalności artystycznej”.

Jego kreska jest mocna, lecz najważniejszy jest system skojarzeń i droga prowadzenia konwersacji z odbiorcom dzieła. A. Niklewicz tworzy w sposób przemyślany, lecz skoncentrowanym na wolności odbioru. Tak jak w instalacjach, czeka na treści jakie wysnują się z widza, a nie narzuca powszechnej i nie znoszącej sprzeciwu interpretacji. Prace A. Niklewicza można zobaczyć na łamach zagranicznych i polskich gazet („Newsweek”), na ekspozycjach oraz w internecie. Obecnie artysta koncentruje się na działaniach instalacyjnych, co robi z niemniejszą przyjemnością i sukcesem.

Wiele lecz niewiele

A. Niklewicz, Monument to Borscht, Nowy Jork 2009, foto. A.S.

Sztuka nosząca znamiona polskości, czy to w korzeniach twórcy, czy też w motywach tworu, ma w Stanach Zjednoczonych sporo znaczących przykładów. Wśród samych ilustratorów wymienić należałoby znacznie więcej nazwisk, choćby:  Stanisława Zagórskiego, Stefana Mrożewskiego, Stanisława Szukalskiego, czy Witolda Tadeusza Marsa.

Wielu artystów określić można niezbyt trafnym określeniem twórcy emigracyjnego o pochodzeniu polskim i snuć na ich temat barwne opowieści. Tematyka ta jest jednak niezmiernie słabo opracowana. Istnieją nieliczne publikacje, w przerażającej większości będące artykułami prasowymi. Brak jest natomiast profesjonalnych, pełnych monografii, czy choćby encyklopedycznych wydawnictw. Szymon Bojko, Marek Bartelik, Andrzej Olszewski, czy Czesław Karkowski to nieliczne nazwiska ekspertów związanych z historią sztuki, którzy dzięki eksploracji Nowego Kontynentu byli w stanie opisać dorobek artystów o polskich korzeniach i zatrzymać na trochę pamięć o niektórych z nich. Są to jednak dopiero kamienie milowe i krople w morzu potrzeb jakże ciekawej historiografii polskiej w Stanach Zjednoczonych.

Autorka niniejszego tekstu dziękuje Fundacji Kościuszkowskiej w Nowym Jorku, z pomocą której miała możliwość bezpośredniego badania życia i twórczości Władysława Teodora Bendy.


There is also an English version (at the end).

Władysław Teodor Benda, „Archiwum Emigracji”,  Toruń, z. 1, t. 10/2009, s. 168-172.

Utalentowany. Pomysłowy. Świadomy tradycji i korzeni. Tytan pracy. Dziecko swego czasu. Ilustrator, malarz, światowej sławy twórca masek. Władysław Teodor Benda, Amerykanin polskiego pochodzenia, jeden z najznamienitszych artystów w Stanach Zjednoczonych[1].

W. T. Benda, ilustracja, McCall’s Magazine, 1922, zb. prywatne, foto.A.S.

Ojciec – Szymon Benda, wykształcony w Wiedniu pianista i kompozytor, pochodził z Krakowa. Był przyrodnim bratem aktorki teatralnej Heleny Modrzejewskiej. Ożenił się z córką poznańskiego kupca – Xsawerą Sikorską –i miał z nią trójkę dzieci. Najstarszy syn – Władysław Teodor urodził się w Poznaniu, w 1873 r. Choć Szymon imał się różnych zajęć; pracował jako nauczyciel muzyki, kapelmistrz w teatrze, przedstawiciel fabryki fortepianów; rodzina Bendów cierpiała niedostatek. Ciągłe przemieszczanie się z miasta do miasta (Kraków, Poznań, Wiedeń, Tarnów) nie poprawiało sytuacji materialnej.

Dzięki pomocy babki i ciotki Władysław rozpoczął studia artystyczne na Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. Uczył się pod kierunkiem Władysława Łuszczkiewicza, Izydora Jabłońskiego i Floriana S. Cynka[2]. Od 1894 r. przebywał z Wiedniu, gdzie kontynuował naukę w Szkole Sztuk Pięknych Heinricha Strehblowa[3].

W. T. Benda, ilustracja, The Delineator, 1911, zb. prywatne, foto. A.S.

W 1898 r., na zaproszenie siostry, rodzina Szymona Bendy wyjechała do Stanów Zjednoczonych. Modrzejewska stała wówczas na progu wielkiej i dobrze zaplanowanej kariery. Posiadała już dużą posiadłość w Kalifornii oraz rozległe i znaczące znajomości. Ciotka ułatwiła bratankowi wstąpienie w świat artystyczny zlecając zaprojektowanie dekoracji i opracowanie kostiumów scenicznych do „Antoniusza i Kleopatry” wg. Williama Shakespeare’a. Premiera przedstawienia odbyła się 19 września 1898 r. w Baldwin Theatre w San Francisco. Sztuka okrzyknięta została „historycznym wydarzeniem” w dziejach miasta, a kostiumy zdobyły miano „cudownych”[4]. Modrzejewska, występująca w roli Kleopatry odniosła wielki sukces. „Szekspir, jak zwykle, okazał się moim niezawodnym sprzymierzeńcem. Sztuka miała wielkie powodzenie…” – pisała we wspomnieniach aktorka[5].

W 1899 r. zmarł ojciec artysty. On sam przeniósł się do Los Angeles, a później do San Francisco, gdzie studiował w Hopkins Institute of Art[6]. Podróżował także po Europie i Bliskim Wschodzie. Około 1903 r., z matką i dwiema siostrami, osiedlił się w Nowym Jorku gdzie, aby uzupełnić wykształcenie, zapisał się do Art Students League oraz The Chase School. W 1911 r. przyjął obywatelstwo amerykańskie, natomiast dziewięć lat później wstąpił w związek małżeński z Romolą Campbell[7].

W. T. Benda wykazywał wiele umiejętności artystycznych, był nie tylko ilustratorem, ale i malarzem (zajmował się zarówno malarstwem sztalugowym, jak i freskami), twórcą masek, projektantem i rzeźbiarzem, a także publicysta i pisarzem oraz aktorem.

Lata 1880 – 1940, to okres tzw. „Złotej Ery Ilustracji Amerykańskiej”[8]. W czas ten doskonale wpisuje się twórczość W. T. Bendy, zaliczanego obecnie w historii sztuki Stanów Zjednoczonych do czołówki ilustratorów.

W. T. Benda, okładka magazynu „McCall’s”, 1919, zb. prywatne, foto. A.S.

Cała historia zaczęła się po przeprowadzce do Nowego Jorku, gdzie od 1906 r. Benda pracował dla American Lithographic Company. Wtedy to redaktor artystyczny „Scribner’s” – Joseph Chapin powierzył artyście zadanie, dzięki któremu mógł pokazać szerszej publiczności swoje prace.  Zlecenie, jakie otrzymał stało się przepustką do innych poczytnych czasopism i oficyn wydawniczych. Twórcę okrzyknięto jednym z najbardziej popularnych ilustratorów owych czasów. Jego dzieła zdobiły takie magazyny jak: „Century Magazine”, „Cosmopolitan”, „Life”, „Liberty”, „Scribner’s”, „Redbook”, „Saturday Evening Post”, „Hearst Magazine”, „American”, „Outlook” i wiele, wiele innych.

W jego karierze pojawiały się również liczne zamówienia na dekorowanie książek. Stworzył ilustracje do dzieł Arthura Conana Doyle’a, Rudyarda Kiplinga, Louisa Stevensona, czy Jamesa Curwooda. Z literatury polskiej z jego rycinami ukazał się przekład powieści Zofii Nałkowskiej „Woman”. Prace Bendy wykorzystywane były w kampaniach reklamowych takich firm jak Metropolitan Life, Ivory Soap. Ponadto artysta tworzył propagandowe plakaty, które służyły do rekrutacji, zarówno w Polsce jak i Ameryce, podczas obydwóch wojen światowych. Działalność ta przyniosła Bendzie wielki honor. Za czynne członkowstwo w American Polish Relief Committee Marceliny Sembrich-Kochańskiej i Ignacego J. Paderewskiego, podczas I wojny światowej, został odznaczony Orderem Polonia Restituta[9].

W latach 20. XX w. artysta skierował zainteresowania twórcze w stronę damskiego portretu, wpisując się tym samym w czas kobiet, jaki nastał zarówno w ewoluującym społeczeństwie, jak i sztuce. Panie zdobywały wolność i niezależność, a ilustracja towarzyszyła ich każdemu krokowi. W okresie tym istniał narzucony, specyficzny kanon piękna, którego najsłynniejszym propagatorem był Charles D. Gibson. Ilustrator ów stworzył ideał „American Beauty”, zwany wymiennie „Gibson’s Girls”[10].

Piękne i wymuskane dziewczyny, królowały na okładkach, plakatach i w kampaniach reklamowych. Ich wszechwładza upadła, gdy na scenie plastycznej ukazały się „Benda’s Girls”. Nowy obraz kobiety pełnej egzotyki i tajemniczości, przepełniały cechy charakteru, myśli, marzenia, radości i smutki. Niedoświadczona wcześniej intrygująca głębia wizerunku. „Kiedy wyobrażenia mężczyzn objawiają szorstki realizm, portrety kobiet odsłaniają niezwykły szacunek dla ich piękna i wewnętrznej siły” – pisali o „dziewczynach Bendy” działacze nowojorskiego Illustration House[11]. Teoretycy zwracali uwagę na podkreślane przez artystę cechy fizjonomii, co w całości zmierzało do uwydatnienia „egzotycznej ponętności” portretowanych modelek[12]. Sam Benda wypowiadał się w temacie następująco: „Kobiecy urok to nieuchwytna jakość, to ciężko dostrzegalne niuanse cech i ekspresji, które inspirują do stworzenia ponętnych panien z zadziwiającymi, przelotnymi uśmiechami”[13].

W. T. Benda, ilustracja, Saturday Magazine, 1905, zb. prywatne, foto. A.S.

Największy sukces odniósł artysta dokonując wskrzeszenia tradycji tworzenia masek teatralnych. Nazywane „oddychającymi pięknościami” zyskały uznanie i podziw całego świata. Era masek zaczęła się w 1914 r., kiedy to „[…] perspektywa pójścia na maskaradę pchnęła mnie do zrobienia pierwszej maski dla samego siebie… Była zrobiona pospiesznie z kawałków kartonu i papieru, a przedstawiała… groźną twarz demona. Była marna i pełna niedoskonałości, lecz… okazane zainteresowanie dziełem zmotywowało mnie do zrobienia następnych”[14]. Źródeł fascynacji maskami, można dopatrywać się znacznie głębiej. Władysław Teodor dorastał w rodzinie aktorów teatralnych. Wychowywał się przy scenie, wśród kostiumów i licznych rekwizytów. Ponadto, jak sam przyznawał „od wczesnych dni dzieciństwa… drutowałem i kleiłem papiery w kształt zabawek, kukiełek i malutkich miasteczek. Ten wytrwały nawyk robienia rzeczy, przy późniejszej pomocy techniki ze studiów artystycznych, był powodem odkrycia późniejszych uzdolnień do… tworzenie masek”[15].

W 1918 r. odbył się pierwszy pokaz dzieł. Miało to miejsce na Annual Exhibition of The New York Architectural League, gdzie prace spotkały się z entuzjastyczną reakcją kuratorów wystawy i publiczności. W tym samym roku członkowie Comedy Club, odegrali w teatrze, na terenie majątku Charlesa C. Goodricha w Llewellyn Park w Nowym Jorku, „efektowną pantomimę” wspomaganą przez dzieła Bendy[16]. Jednak czas masek nadszedł dopiero w 1920 r., kiedy to Frank Crowninshield zawitał z wizytą w studio artysty, przy Gramercy Park. „[…] od razu zadecydował, że chce mieć je opublikowane w „Vanity Fair”, którego był redaktorem naczelnym. Sfotografował maski, po czym pojawiały się one w kilku kolejnych numerach tego wydawnictwa. Inne magazyny i gazety w Ameryce jak i poza Nią, poszły za tym przykładem”wspominał artysta[17].

W. T. Benda, ilustracja, Everybody’s Magazine, 1915, zb. prywatne, foto. A.S.

Zaskakujące nowatorstwem ówczesną publiczność dzieła artysty wkroczyły na deski teatrów. Występowały w nich znane, międzynarodowe tancerki – Margaret Severn i Grace Christie, czy solista baletów rosyjskich i Metropolitan Opera – Adolf Bolm[18]. Nagrodzony Noblem amerykański dramatopisarz Eugene O’Neill, także uległ urokowi masek, którego powiodły go do stworzenia sztuk – „Wielki Bóg Brown” oraz „I śmiał się Łazarz”, jak również opublikowania kilku tekstów teoretycznych na ten temat[19]. Ostatecznie zawładnęły filmem. M.in. wykorzystał je, w 1932 r., reżyser Charles Brabin w ekranizacji powieści Saxa Romera „The Mask of Fu Manchu”[20]. Wielkim sukcesem, który przypieczętował władze Bendy w dziedzinie tworzenia masek, była sesja fotograficzna stworzona dla jednego z numerów „Vogue”. Najpopularniejsze modelki owych czasów, ukryte za maskami uwiecznił na fotografiach Edwarda Steichen.

Sława dzieł przyniosła artyście zaproszenie od edycji „Encyklopedii Britannica” z 1929 r., dla której napisał hasło o współczesnych maskach. Ponadto publikował artykuły naukowo – techniczne, które ukazywały się w licznych czasopismach i gazetach. W 1944 r. Benda poważył się spisać i zilustrować książkę „Masks”. Na publikację składały się studia nad własnymi projektami i unikalnymi technikami konstrukcji oraz dekorowania wyrobów. Dodatkowo książka zawierała kilkadziesiąt reprodukcji autorskich dzieł, jak również opisy i wspomnienia ilustrujące dzieje tzw. „Masek Bendy”.

W. T. Benda, okładka magazynu „The Shrine”, 1927, zb. prywatne, foto. A.S.

Sposoby wyrabiania dzieł Benda opracowywał zupełnie sam. „Moje obecne metody, to pożądany rezultat dwudziestu lat eksperymentowania”[21]. Działania mechaniczne poprzedzane były długimi studiami natury, analizowaniem i wytężaniem wyobraźni. Dobór tematów, nazywał opętaniem wizjami[22]. Maski tworzone były z pojedynczych pasków papieru, nakładanych na siebie warstwami i sklejanych w odpowiedni sposób.

Po wyrobieniu korpusu, następowała ciężka praca nad dekorowaniem dzieła. Tworzenie masek traktował Benda jak „osobliwy rodzaj rzeźby”[23]. Artysta nie ograniczał się wyłącznie do metodyki tworzenia. Opracowywał teoretyczną stronę zajęcia, jak również argumenty potrzebne do jego nobilitacji. Dowodził znaczenia masek w pantomimach i tańcu. Stworzył własną typografie dzieł, dzieląc je na trzy podstawowe kategorie. Maski w ludzkim typie, nazywane również „ślicznotkami”, maski fantastyczne lub groteskowe oraz komiczne[24]. Artysta stał się niekwestionowanym ekspertem w dziedzinie zapomnianej sztuki. Oprócz publikowania liczne rozprawy, wielokrotnie wyjeżdżał w najróżniejsze zakątki kraju z prelekcjami na temat masek.

W. T. Benda, ilustracja, źródło nieznane, zb. prywatne, foto. A.S.

Pod koniec życia W. T. Benda stał się rezydentem Fundacji Kościuszkowskiej. Tworzył dla organizacji exlibrisy, grafiki promocyjne i efektowne projekty okładek „Dzienników Bali Fundacji Kościuszkowskiej”[25]. W okresie tym w twórczości Bendy nastąpił powrót do przedstawianych w sposób symboliczny i idealistyczny tematów polskich tj. nokturny, Kraków, czy tajemnicze Tatry. Artysta nie wykorzystywał stricte opatentowanych wyobrażeń. Do końca udoskonalał własną sztukę, m.in. nadając jej nowy element – dekoracyjność. Dzięki takim zabiegom, z zamysłu zwykłe okładki czy druki stały się poszukiwanymi obiektami kolekcjonerskimi. Obecnie Fundacja posiada znaczną kolekcję dzieł Bendy i nadal szczyci się kartą historii zatytułowaną jego imieniem[26].

30 listopada 1948 r. w Newark Public School of Fine and Industrial Art w New Jersey, tuż przed rozpoczęciem kolejnego wystąpienia W. T. Benda zmarł w wyniku ataku serca.

Dorobek artystyczny zacnego twórcy znajduję się głównie w Stanach Zjednoczonych. Wiele dzieł W. T. Bendy należy do prywatnych kolekcjonerów, jak również pozostaje własnością rodziny (córki i wnuków).

W. T. Benda, rysunek, zb. prywatne, foto. A.S.

Sporą kolekcję posiada Fundacja Kościuszkowska oraz The Polish Museum of America w Chicago[27]. Wiele obrazów utraconych zostało bezpowrotnie w Alliance College Cambridge Springs w Pensylwanii podczas pożaru, który miał miejsce w 1931 r. W Polsce odnaleźć można śladowe egzemplarze twórczości W. T. Bendy. W Poznaniu znajduje się zbiór rysunków, a dwa plakaty należą do Centralnej Biblioteki Wojskowej w Warszawie[28].

Władysław Teodor Benda zaliczany do czołówki amerykańskich artystów, zajmuje poczytne miejsce w sztuce; obok takich postaci jak: Charles Dana Gibson, Coles Phillips, Nell Brinkley, czy Russell Patterson; a jego sława odbija się echem po dzień dzisiejszy.


[1] Niniejszy tekst stanowi podsumowanie dotychczasowych badań nad życiem i twórczością W. T. Bendy, czynionych przez autorkę w zamiarze stworzenia, jako pracy doktoranckiej, monografii artysty.
[2]
M. Szydłowska, Władysław Teodor Benda – twórca masek teatralnych, „Pamiętnik Teatralny”, R: LV, z. 1-2 (221-222), Warszawa 2007, s. 70. Dziękuję autorce tekstu za udostępnienie maszynopisu oraz niezwykle cenne wskazówki i konsultacje.
[3]
Tamże, s. 70.
[4]
Określenia cytowane za: J. Szczublewski, Żywot Modrzejewskiej, Warszawa 1975, s. 599.
[5]
H. Modrzejewska, Wspomnienia i wrażenia, tłum. M. Promiński, Kraków 1957, s. 561.
[6]
Za: M. Szydłowska, Władysław Teodor Benda – twórca…, dz.cyt., s. 70-71.
[7]
Tamże, s. 71.
[8]
Datacja przyjęta za: M. B. Pohlad, Introduction, [w:] Selected drawings of W. T. Benda, St. Louis 2006.
[9]
M. Szydłowska, Świat wyobraźni Władysława Teodora Bendy, http://dziennik.com/www/dziennik/kult/archiwum/01-06-06/pp-01-06-01.html, (dostęp: 15.04.2007).
[10]
The Marketing of the American Beauty, The Library of Congress, http://www.loc.gov/rr/print/swann/beauties/beauties-kelly.html, (dostęp: 17.02.2008).
[11]
W. T. Benda, Exotic drawings & theatrical masks, ed. W. Reed, J. Pratzon, F. Taraba, „The Illustration Collector”, 1993:30, p. five, (tłum. A.B.Rudek).
[12]
Tamże.
[13]
Tamże.
[14]
W. T. Benda, Masks, New York 1944, p. 51, (tłum. A.B.Rudek).
[15]
Tamże.
[16]
Tamże, p.54.
[17]
Tamże.
[18]
George Estman House w Nowym Jorku posiada w zbiorach zdjęcia wykonane przez Nicolasa Muray, przedstawiające Margaret Severn w maskach Bendy.
[19]
Szerzej o tym: M. Szydłowska, Władysław Teodor Benda – twórca…, dz.cyt., s. 83.
[20] L. Knapp, The Mask, 26 grudnia 2006, http://www.njedge.net/~knapp/Mask.htm, (dostęp: 13.12.2007).
[21]
W. T. Benda, Masks, dz.cyt., p. 31.
[22]
Tamże, p. 21.
[23]
Tamże, p. 20.
[24]
Podział masek przyjęty za: W. Reed, J. Pratzon, F. Taraba, [w:] W. T. Benda…, dz.cyt., p. eight.
[25]
www.kosciuszkofoundation.org/News_Benda.html (dostęp: 12.06.2007).
[26]
W kwietniu 2007 r., w holu Fundacji można było oglądać wystawę poświęconą artyście. Ekspozycja, stworzona przy współpracy z żyjącymi członkami najbliższej rodziny Bendy prezentowała zarówno maski, okładki czasopism, jak i obrazy.
[27]
E-mail od M. Kot (The Polish Museum of America, Chicago) do A. Rudek, Chicago 30 stycznia 2008, korespondencja w posiadaniu autorki.
[28]
E-mail od G. Kubiak (Muzeum Narodowe w Poznaniu) do A. Rudek, 25 stycznia 2008, korespondencja w posiadaniu autorki; M. Szydłowska, Władysław Teodor Benda – twórca..., dz. cyt., s. 72.

______________________________

ENGLISH VERSION

Wladyslaw Theodor Benda, ‘The Archives of Polish Emigration’, Torun, issue 1, vol. 10/2009, pp. 168-172.

Talented. Inventive. Aware of tradition and roots. Work Titan. A Child of Its Time. An illustrator, a painter, a world- famous mask maker. Wladyslaw Theodor Benda, an American of Polish descent, one of the most prominent artists in the Unites States.[1]

 

His father, Simon Benda, a pianist and composer educated in Vienna, came from Cracow. He was a half- brother of the theatre actress Helena Modrzejewska. He married Xsawera Sikorska, a merchant’s daughter from Poznan, with whom he had three children. The eldest son, Wladyslaw Theodor, was born in 1873 in Poznan. Although Simon undertook different jobs, working as a music teacher, a theatre bandmaster and a piano factory representative, Benda’s family lived in poverty. Constant moving from one city to another (Cracow, Poznan, Vienna, Tarnow), was not getting their financial situation better.

Wladyslaw began his art study at the Cracow Academy of Fine Arts, thanks to the help of his grandmother and aunt. He studied under Wladyslaw Luszczkiewicz, Izydor Jablonski, and Florian S. Cynk.[2] Since 1894 he had stayed in Vienna, where he continued his studies at the Heinrich Strehblow School of Fine Arts.[3]

In 1898, invited by his sister, Simon Benda’s family went to the United States. At that time Modrzejewska was on the threshold of a great and well – planned career. She had already owned a large estate in California, and had widespread and significant connections. The aunt facilitated her nephew entering into the art world, by commissioning him to design the scenery and to prepare stage costumes to William Shakespeare’s ‘Antony and Cleopatra.’ The premiere took place on September 19, 1898, at the Baldwin Theatre in San Francisco. The play was proclaimed a ‘historic event’ in the city history, and the costumes gained the name ‘marvellous.’[4] Modrzejewska, playing the part of Cleopatra, achieved great success. ‘I am glad to say that this time, as before, Shakespeare proved a good friend to me. The play was a success…’[5]– the actress wrote in her memoires.

The artist’s father died in 1899. He himself had moved to Los Angeles, and then to San Francisco, where he studied at the Hopkins Institute of Art.[6] He also traveled around Europe and the Middle East. About 1903, he settled in New York with his mother and two sisters, where he joined the Art Students League and the Chase School, in order to complete his education. He became an American citizen in 1911, whereas nine years later he married Romola Campbell.[7]

W.T. Benda revealed many artistic skills, not only was he an illustrator, but also a painter (he dealt with both easel painting and fresco), a mask maker, a designer, a sculptor, as well as a journalist, a writer and an actor.

Years 1880-1940 fall to the so-called ‘Golden Age of American Illustration.’[8] W.T. Benda’s works perfectly suit that time, and the artist himself is currently included in the lead of illustrators in the United States’ art history.

The whole story began after Benda had moved to New York, where he had worked for the American Lithographic Company since 1906. It was then, that the art editor of ‘Scribner’s’, Joseph Chapin, entrusted him with a task, thanks to which he could present his works to a wider audience. This commission became his passport to other popular magazines and publishing houses. The artist was acclaimed as one of the most popular illustrators of those times. His works adorned such magazines as ‘Century Magazine’, ‘Cosmopolitan’, ‘Life’, ‘Liberty’, ‘Scribner’s’, ‘Redbook’, ‘Saturday Evening Post’, ‘Hearst Magazine’, ‘American’, ‘Outlook’, and many others.

During his career he also received many commissions for books decoration. He illustrated works of Arthur Conan Doyle, Rudyard Kipling, Louis Stevenson and James Curwood. As for the Polish literature, the translation of Zofia Nalkowska’s novel Woman was published with his drawings. Benda’s works were used in advertising campaigns, such as Metropolitan Life and Ivory Soap. Moreover, the artist had created propaganda posters, which served as a recruitment tool, both in Poland and America, during the two World Wars. The above action brought Benda a great honour. For his active membership in the American Polish Relief Committee of Marcelina Sembrich-Kochanska and Ignacy J. Paderewski, during the First World War, he was decorated with ‘Polonia Restituta Order.’[9]

In 1920s the artist turned his creative interests to female portrait, adjusting himself to women’s time, which then came to both evolving society and art. Women were gaining liberty and independence, whereas illustration accompanied their every move. At that time, there existed an imposed, specific beauty canon, of which the most famous propagator was Charles D. Gibson. The illustrator created an ideal of the ‘American Beauty’, alternatively called ‘Gibson’s Girls’.[10] Beautiful and spruce girls, reigned over covers, posters and in advertising campaigns. Their omnipotence declined when ‘Benda’s Girls’ had appeared on the artistic stage. New woman’s image, full of exoticism and mystery, was filled with features of character, thoughts, dreams, joy and sadness. An intriguing depth of image, not experienced before. ‘While Benda’s images of men evince a brusque realism, his portraits of women reveal an exalted regard for their beauty and internal strength’[11] – the activists of the New York Illustration House wrote about ‘Benda’s Girls.’ The theoreticians drew attention to physiognomy features, highlighted by the artist, what, on the whole, aimed at emphasizing the ‘exotic allure’ of portrayed models.[12] Benda himself commented on the subject as follows: ‘Feminine loveliness, its elusive qualities, its hardly discernible nuances of features and expression, will inspire [the artist] to create alluring maidens with mystifying, evanescent smiles.’[13]

The artist attained his greatest success while reviving the tradition of making theatre masks. Called ‘breathing beauties’, they received recognition and admiration of the entire world. The age of masks began in 1914, when ‘[…] going to a masquerade […], furnished the decisive incentive, and I made my first mask. It was hastily constructed of pieces of cardboard and paper and represented […] the grim face of a demon. It was flimsy and full of imperfections, but the impression it created at the dance astonished me […] I set to work improving my mask […].’[14] The sources of mask fascination can be perceived much deeper. Wladyslaw Theodor was growing up in a family of theatre actors. He was brought up near a stage, among costumes and numerous props. What is more as he admitted himself ‘since my early boyhood days […] I have always tinkered, whittled or glued paper into shapes of toys, puppets, and diminutive towns. This persistent habit of making of masks […] would sooner or later suggest the idea of a thing as theatrical as is the mask.’[15] The first exhibition of his works took place in 1918. It was at the Annual Exhibition of The New York Architectural League, where his works were enthusiastically received by the curators and the public. In the same year, the Comedy Club members performed ‘an effective mask-pantomime’ supported with Benda’s works,[16] in the theatre on the estate of Charles C. Goodrich in Llewellyn Park, New York. The age of masks had arrived not until 1920 though. It was when Frank Crowninshield paid the artist a visit in his studio, at Gramercy Park. ‘[…] at once decided to have them published in „Vanity Fair”, of which he was the editor. He had the masks photographed and they appeared in several consecutive issues of that publication. Other magazines and newspapers, in America and abroad, followed his lead.’[17]–  reminisced the artist.

The artist’s works entered theatre stages, surprising the then public with their novelty. Famous international dancers, Margaret Severn and Grace Christie, as well as a soloist of Russian ballets and Metropolitan Opera, Adolf Bolm,[18] performed in Benda’s masks. Eugene O’Neill, an American Nobel Prize-winning playwright, also succumbed to the charm of masks, which led him to create the plays ‘The Great God Brown’ and ‘Lazarus Laughed’, and to publish several theoretical texts on the subject.[19] Finally masks seized the movies. Among others, in 1932, they were used by a director Charles Brabin in the film adaptation of Sax Romer’s novel ‘The Mask of Fu Manchu.’[20] A great success, which sealed Benda’s authority in mask- making, came with a photography session made for one of ‘Vogue’ issues. The most popular models of the day, hidden behind the masks, were captured on the photographs taken by Edward Steichen.

The reputation of his works, brought the artist an invitation from ‘Encyclopedia Britannica’ edition from 1929, to wrote an entry on contemporary masks. Moreover, he published scientific- technical articles, which appeared in numerous magazines and newspapers. In 1944 Benda ventured to write and illustrate the book Masks. The publication consisted of a study of his own projects and unique construction and decoration techniques. Additionally, the book incorporated dozens of the author’s work reproductions, as well as descriptions and memories illustrating the age of so- called ‘Benda’s Masks.’

Benda, on his own, formulated the techniques of creating works. ‘My present method, the result of twenty odd years of experimentation, gives the desired results.’[21] Mechanical acts were preceded by extended nature studies, by analyzing and straining the imagination. The selection of subjects he called ‘being possessed by visions.’[22] Masks were made of single stripes of paper, put in layers and glued together in an appropriate way. After having made the body of a mask, a tough decoration work began. Benda treated mask – making as ‘a peculiar kind of sculpture’[23] The artist did not constrain himself only to the methodology of creating. He worked over a theoretical part of the whole activity, but also over arguments to make it noble. He proved the importance of masks in pantomimes and dance. He created his own works typography, dividing them into three basic categories. Human- type masks, called also ‘beauties’, fantastic or grotesque masks, and comic masks.[24] The artist became an unquestionable expert in this forgotten art domain. Apart from publishing numerous papers, he frequently went to various parts of the country with lectures on masks.

At the end of his life W. T. Benda became a resident of The Kosciuszko Foundation, for which he created ex- libris, promotion graphics, and spectacular cover projects of ‘The Kosciuszko Foundation Ball Journals.’[25] At that time, in his creative activity Benda returned to Polish themes, represented in a symbolic and idealistic way, such as nocturnes, Cracow and the mysterious Tatra mountains. The artist did not use strict patented images. To the very end, he improved his own art, among others, by adding a new element, that is decorativeness. Thanks to these endeavors, simple on purpose covers or prints became wanted collection objects. Currently the Foundation owns a remarkable collection of Benda’s works, and still prides itself on a history card wearing his name.[26]

On November 30, 1948, in Newark Public School of Fine and Industrial Art, New Jersey, just before commencing his next presentation, W. T. Benda died of a heart attack.

The artistic achievements of this decent creator are mainly in the United States. Many W.T. Benda’s works belong to private collectors, as well as they constitute his family property (his daughter and grandchildren). The Kosciuszko Foundation and The Polish Museum of America in Chicago[27] also own a vast collection. Many of his paintings were irreversibly forfeited in the fire of the Alliance College Cambridge Springs, Pennsylvania, in 1931. Trace copies of W. T. Benda’s works can be found in Poland. There is a collection of drawings in Poznan, whereas two posters belong to the Central Military Library in Warsaw.[28]

Wladyslaw Theodor Benda, included in the lead of American artists, holds a respectable place in art, next to such figures as Charles Dana Gibson, Coles Phillips, Nell Brinkley, or Russell Patterson, and his fame has had a widespread impact until these days.


[1] This text constitutes a summary of a hitherto research on life and creative activity of  W.T. Benda, carried out     by the author with the intention of creating the artist’s monograph in the form of Ph.D. thesis.

[2] M. Szydłowska, Władysław Teodor Benda – twórca masek teatralnych, „Pamiętnik Teatralny”, vol. 55, issues 1-2 (221-222), (Warszawa, 2007) 70. (All translations mine) I thank the author of the quoted text for rendering the manuscript available, as well as for valuable guidelines and consultations.

[3] Ibid. 70.

[4] As cited in: J. Szczublewski, Żywot Modrzejewskiej, (Warszawa, 1975) 599.

[5]H. Modrzejewska, Memories and Impressions of Helena Modjeska, (New York, 1910) 537.

[6]Szydłowska, 70-71.

[7] Szydłowska, 71.

[8] Dates as in: M. B. Pohlad, Introduction, in Selected drawings of W. T. Benda, (St. Louis, 2006)

[9] M. Szydłowska, Świat wyobraźni Władysława Teodora Bendy,

http://dziennik.com/www/dziennik/kult/archiwum/01-06-06/pp-01-06-01.html, April 15, 2007.

[10] The Marketing of the American Beauty, The Library of Congress,

http://www.loc.gov/rr/print/swann/beauties/beauties-kelly.html, February 17,2008.

[11] W. T. Benda, Exotic drawings & theatrical masks, W. Reed, J. Pratzon, F. Taraba, ed. „The Illustration Collector”, (1993:30), 5.

[12] Ibid.

[13] Ibid.

[14] W. T. Benda, Masks, (New York, 1944) 51.

[15] Ibid.

[16] Ibid. 54.

[17] Ibid.

[18] George Estman House in New York is in possession of photographs taken by Nicolas Muray, showing Margaret Severn in Benda’s masks.

[19] More in: M. Szydłowska, Władysław Teodor Benda – twórca…,op.cit., 83.

[20] L. Knapp, The Mask, December 26, 2006, http://www.njedge.net/~knapp/Mask.htm, December 12, 2007.

[21] W. T. Benda, Masks., op.cit., 31.

[22] Ibid. 21.

[23] Ibid. 20.

[24] Masks’ division after: W. Reed, J. Pratzon, F. Taraba, in W. T. Benda…, op.cit., 8.

[26] In April, 2007,  in The Foundation’s hall, there was an exhibition devoted to the artist. The exhibition, created in co-operation with Benda’s  closest family members, displayed both masks and magazines’ covers, as well as his paintings.

[27] An e-mail from M. Kot (The Polish Museum of America, Chicago) to A. Rudek, Chicago, January 30, 2008. Correspondence in possession of the author.

[28] An e-mail from G. Kubiak (The National Museum in Poznan) to A. Rudek, January 25, 2008. Correspondence in possession of the author; M. Szydłowska, Władysław Teodor Benda – twórca...,op.cit.,72.