Wystawa prac Hanny Zawy Cywińskiej, które od kilku lat powstają w duecie z Worpusem (Wiesławem Budziejewskim), zaprezentowana zostanie w Kordegardzie już 23 lutego (czwartek) 2017 r.

img_9778

Na wystawie w warszawskiej galerii artyści przedstawią „płaskorzeźby złożone z 40 słów, poleceń komputerowych oraz tablic, a także prace złożone z modułów zmieniających swe układy. A to wszystko zestawione z monochromatycznymi barwami tła, ograniczonymi do czerni i bieli oraz odcieni złota”. Dzieła zamykają się w ramach cyklu „Skrypty”, osnutego na idei alfabetu Władysława Strzemińskiego. Inspiracją do działań duetu były teorie mistrza awangardy, ale i przemyślenia na temat zmieniającego się świata i obowiązującego języka.

Język komputera narzucił nowe, skrótowe formy porozumienia. Myślę, że ten język wywarł również głębszy wpływ na nasze współczesne zachowania. Przez używanie nowych środków komunikacji kształtujemy się inaczej. Wyrażając się skrótami zapewne też nasze emocje i nasza wrażliwość przechodzą podobne transformacje. […] Nam natomiast wydało się ważne zasygnalizowanie zmiany językiem sztuki. Jest to nasza artystyczna interwencja w świat nowych zachowań. Hasła takie jak „remove”, „transform”, „optimize” umieściliśmy w jednym, monotonnym, niekończącym się wierszu. Linia ta w bieli i czerni m a symbolizować nasze podporządkowanie się technologii. Nie ma tu miejsca na kolor – wszystko jest tylko białe albo czarne” – wspomina na temat jednej z prac Hanna Zawa Cywińska.

Informacje o artystach:

img_9784Hanna Zawa Cywińska – zajmuje się malarstwem, grafiką i rzeźbą. Studiowała reklamę i grafikę w State University of New York. W 1981 roku otrzymała dyplom w dziedzinie reklamy. W latach 1994-2004 mieszkała i pracowała w Szwajcarii. Aktywnie działa w Szwajcarskim Stowarzyszeniu Sztuki Wizualnej VISARTE. Od 2004 roku mieszka w Warszawie. Jest członkiem Międzynarodowego Stowarzyszenia Sztuki (UNESCO). Brała udział w ponad 150 wystawach na całym świecie.

Worpus Wiesław Budziejewski – zajmuje się malarstwem, grafiką, rzeźbą i grafiką projektową. Ukończył Wydział Grafiki Użytkowej w Państwowej Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych w Łodzi (obecnie Akademia Sztuk Pięknych im. Władysława Strzemińskiego). Od 1989 r. był pedagogiem w Studium Technik Teatralnych i Filmowych przy Zespole Szkół Plastycznych w Łodzi, w którym obecnie kontynuuje działalność pedagogiczną.

Skrypty. Zawa&Worpus  

23 lutego – 19 marca 2017 r.

Wernisaż 23 lutego (czwartek), g. 18:00

Galeria Kordegarda / Warszawa

www.kordegarda.org

Portret syryjskiej kobiety o imieniu Zobieda, został narysowany dla „The Century Magazine” w 1913 roku przez W. T. Bendę.r_00184

Dziewczyna siedzi podparta, kieruje swój wzrok prosto na widza. Jej głowę oplata turban, rękę zdobi bransoletka. Twarz nie jest posągowa, okładkowa, jest zwyczajna a zarazem mistyczna, ciekawa, wzbudzająca emocje, wywołująca huragan myśli.

Wydaje mi się nieraz, jakby coś chciała do mnie powiedzieć z ilustracji. Jakby miała zamiar mnie zaczepić, a ja przegapiłam właśnie ten moment.

Praca jest równie subtelna w detalach, jak i samej kresce. Stanowi syntezę możliwości W. T. Bendy i świadectwo jego talentu oraz pewnej magii – przynależnej każdemu wybitnemu artyście – którą roztaczał tworząc swoje dzieła. Nie jest to jego najlepsza ilustracja, ale jest ciekawa, zaczepna.

Więcej można przeczytać w wywiadzie, a jeszcze więcej w książce.

Obszerny wywiad ze mną na temat W. T. Bendy i książki o nim 13 stycznia 2017 roku opublikowała na swojej stronie Joanna Sokołowska-Gwizdka.

„Wspaniała książka o wspaniałym artyście Władysławie Teodorze Bendzie” – reklamuje naszą rozmowę Joanna Sokołowska-Gwizdka, dodając – „Ania historyk sztuki z żyłką detektywistyczną, odkryła i opisała niezwykłą postać ilustratora, malarza, twórcy masek – bratanka Heleny Modrzejewskiej. Książka jest pionierska, bogato ilustrowana, unikalna. […] Gratuluję Ci Aniu samozaparcia, ciężkiej pracy i fenomanalnego efektu!”.

A oto co m.in można przeczytać na „Culture Avenue„:

JSG: Wiele znanych magazynów, wykorzystywało na okładkach ilustracje autorstwa W. T. Bendy. Były to głównie wizerunki kobiet. Czy to właśnie maski oraz okładki top magazynów tak go rozsławiły w Ameryce?

ARŚ: W.T. Benda przede wszystkim był znanym ilustratorem, a uznanym twórcą masek teatralnych stał się dopiero po 1914 roku. Niemniej te dwie różne dziedziny determinowały osiągnięcia artysty. Dodatkowo W.T. Benda był projektantem, scenografem, aktorem, pisarzem, ale i malarzem. Uznanie jakim się cieszył miało związek oczywiście z jego talentem i umiejętnościami technicznymi, ale wiązało się również z tym, że pracował właśnie w Stanach Zjednoczonych i to w okresie tzw. „Złotej Ery Ilustracji Amerykańskiej” i wielkiej popularności rewii.

Wpisał się doskonale w zawód ilustratora. Miał wyczucie do tematów, stylu i estetyki, która wówczas obowiązywała– stąd tak często występujące w jego twórczości czy na okładkach portrety kobiet. Miał również odpowiedni charakter. Współpracował np. z magazynem „McClures”, w redakcji którego nazywany był „czarnym koniem”. Określenie to oznaczało, że można było na nim polegać zlecając mu zadania nawet z dnia na dzień. Wykonywał je rzetelnie, zawsze o czasie, z wielką pasją i profesjonalizmem. Jak chodzi o rewie dużo dało mu to, z jakiej pochodził rodziny (ojciec był muzykiem), ale i to, że miał niezwykłe wyczucie i dar oddawania kobiecego piękna, a także to, że stworzył niespotykane dotychczas maski o specyficznym wyrazie”.

Więcej na „Culture Avenue” – POLECAM!

Mam nadzieję, że dzieki wywiadowi dowiecie się Państwo wiecej o naszym rodaku, wybitnym artyście. Polecam również tekst o W. T. Bendzie, który kiedyś ukazałą się na łamach „Vectora Polonii” w Paryżu.

Więcej o samej książce TUTAJ, ksiżkę można nabyć w wydawnictwie UNIVERSITAS.

 

W programie „Halo Polonia” w TVP Polonia, we wtorek 20 grudnia 2016 roku, wyemitowano krótką rozmowę ze mną na temat W. T. Bendy i książki o nim.

Okładka książki, wyd. Universitas 2016.

Okładka książki, wyd. Universitas 2016.

Tutaj można zobaczyć rozmowęTVP Polonia (w USA ponoć nie działa…).

Trzy egzemplarze książki rozdano przez FB. Każdy kto chciał otrzymać egzemplarz musiał sprostać zadaniu: „Napiszcie, czemu chcielibyście ta książkę przeczytać. Trzy osoby, które rozwiną najciekawiej tą myśl zostaną nagrodzone”. A oto co pisali widzowie:

Produkcje z Broadwayu kilkakrotnie oglądałam na deskach polskich teatrów muzycznych. Wspaniale byłoby podziwiać elegancję bohemy w malarstwie. Myślę, że lektura tej książki, to tak jakby znaleźć się za kulisami tamtej epoki, odczuwać jej piękno, a jednocześnie panujące niepokoje polityczne” – Anna Grabowska

„Ślicznie poproszę o książkę! Bo w mojej pracy nauczyciela plastyki bardzo bardzo mi się przyda!!! Gdyż przedstawiając dzieciom ilustracje/reprodukcje posiłkuję się książką ( nie nośnikiem elektronicznym)…sama wymyślam tematy w oparciu o twórczość przeróżnych artystów….dzięki tej książce i W. T. Benda do nich dołączy!! Pozdrawiam” – Agata Arcimowicz

W. T. Benda, maska, zb. prywatne, foto ARS.

W. T. Benda, maska, zb. prywatne, foto ARS.

„Pan Władysław Teodor Benda jest pięknym przykładem (niestety mało znanym !) łączącym w sobie wrażliwą duszę artysty i wielkie serce dla sprawy polskiej na obczyźnie. Naprawdę warto bliżej go poznać zarówno jako wspaniałego twórcę jak i człowieka oddanego swojej Ojczyźnie, w tak trudnych dla Niej czasach… Chciałabym bardzo móc przeczytać tę z całą pewnością pasjonującą książkę” – Chiara Mcd 

Chciałbym ją otrzymać, ponieważ temat sztuki i malarstwa jest o tyle ciekawy, że nawiązuje co nieco do „Rancza”, a więc mojego ulubionego serialu… Kusy miał wiele niesamowitych obrazów, ale… to troszkę od niego zacząłem się tym interesować. Jestem ciekaw, co autorka mogłaby powiedzieć o artystach – czy żeby tworzyć muszą pić? (tzn.alkohol) – „Ranczo”. Jak znajdują pomysły na nową sztukę?” – Konrad Chwedczuk

„Piękna okładka i na pewno ciekawa książka” – Marta Bębenek 

Dziękuję za zaproszenie do studia i miłą rozmowę o artyście. Pozdrawiam wszystkich widzów i polecam książkę raz jeszcze.

TVP Polonia na FB.

 

Polski Instytut Studiów nad Sztuką Świata opublikował na swojej stronie taką oto informację:

Polecamy książkę naszej członkini dr Anny Rudek-Śmiechowskiej Władysław Teodor Benda. Życie i twórczość polsko-amerykańskiego ilustratora i twórcy masek…„. Czytaj: http://world-art.pl/

Dziękuję!

W. T. Benda, okładka magazynu Hearst's International (1923), zb. prywatne.

W. T. Benda, okładka magazynu Hearst’s International (1923), zb. prywatne.

 

Więcej o książce znajdziesz tutaj, a kupisz tutaj (PL) lub tutaj (US).

 

Pierwsza w historii monografia życia i twórczości, popularnego w latach 20. i 30., polsko-amerykańskiego artysty Władysława Teodora Bendy dostępna w Polsce i USA.

Okładka książki, wyd. Universitas 2016.

Okładka książki, wyd. Universitas 2016.

Praca Anny Rudek-Śmiechowskiej nosi tytuł „Władysław Teodor Benda. Życie i twórczość polsko-amerykańskiego ilustratora i twórcy masek”, a została wydana przez Universitas, Krakow 2016 (ISBN: 97883-242-2731-0).

The first ever monograph on the life and works, popular in the 20s and 30s, Polish-American artist Wladyslaw Theodor Benda available in Poland and the USA.

Book written by Anna Rudek-Śmiechowski, titled „Władysław Teodor Benda. Życie i twórczość polsko-amerykańskiego ilustratora i twórcy masek” was published by Universitas, Krakow 2016 (ISBN: 97883-242-2731-0).

KUP/ BUY tutaj (PL) or here (US).

Pierwsza w historii monografia życia i twórczości, popularnego w latach 20. i 30., polsko-amerykańskiego artysty Władysława Teodora Bendy zatytułowana „Władysław Teodor Benda. Życie i twórczość polsko-amerykańskiego ilustratora i twórcy masek” wydana została przez Universitas. 

Okładka książki, wyd. Universitas 2016.

Okładka książki, wyd. Universitas 2016.

Napisana na podstawie doktoratu, żywo i interesująco prowadzi przez biografię wybitnego artysty. Przedstawia meandry pracy ilustratorskiej oraz reprezentuje spektrum działań artysty na polu teatru i tworzenia masek. Co najważniejsze podejmuje próbę analizy i interpretacji twórczości na tle kultury i sztuki bliskich twórcy krajów – Stanów Zjednoczonych i Polski.

W.T. Benda, był wybitnym ilustratorem, twórcą masek teatralnych, malarzem, projektantem, pisarzem, aktorem i społecznikiem. Urodził się w Poznaniu, a żył i tworzył w Nowym Jorku. Do Stanów Zjednoczonych sprowadziła go ciotka Helena Modrzejewska. Artysta zatrudniany był przez największych magnatów rynku prasowego Ameryki, w tym przez samego Randolpha Hearsta. Projektował zarówno okładki, jak i rysunki do tekstów ukazujących się na łamach tak znanych tytułów jak: „Cosmopolitan”, „Ladies’ Home Journal”, „Hearst’s International”, „Scribners”, „McClure’s”, „Poland” i innych.

W. T. Benda, okładka magazynu The Saturday Evening Post, zb. prywatne.

W. T. Benda, okładka magazynu The Saturday Evening Post, zb. prywatne.

Ilustrował wiersze, powieści i opowiadania, takich autorów jak: Willa Cather, Jack London, Sax Romer. Jego nazwisko, jako jedynego Polaka, zaliczane jest do kręgu najsłynniejszych twórców „Złotej Ery Ilustracji Amerykańskiej”.

Wielkie sukcesy zapisał również na polu tworzenia masek. Nazywane „oddychającymi pięknościami” zyskały uznanie na deskach teatrów całego świata – od Ameryki, poprzez Europę, po Azję. Do dzisiaj teatrolodzy i tancerze bazują na wiedzy, teoriach i poglądach artysty związanych z maskami, pantomimą i tańcem.

Artysta był również jednym z ważniejszych członków nowojorskiej bohemy i śmietanki towarzyskiej. Uczeń Roberta Henriego i Edwarda Panfielda. Przyjaciel wydawcy „Vanity Fair” Franka Crowninshielda i Josepha Chapina ze „Scribner’s Magazine”. Bywalec salonów i znajomy gwiazd broadwayowskich rewii – Johna Murraya Andersona, Margaret Severn, Ady Forman, Adolfa Bolma oraz wybitnych przedstawicieli amerykańskiej Polonii – J. I. Paderewskiego, Marceliny Sembrich-Kochańskiej.

W. T. Benda, okładka magazynu Hearst's International (1923), zb. prywatne.

W. T. Benda, okładka magazynu Hearst’s International (1923), zb. prywatne.

 „Po publikacji Szymona Bojki [Z polskim rodowodem. Artyści polscy i amerykańscy polskiego pochodzenia w sztuce Stanów Zjednoczonych w latach 1900-1980, Toruń 2007], ta i podobne do recenzowanego tekstu – prace monograficzne, będą w przyszłości podstawą do opracowań podsumowujących i syntetyzujących obszary zjawisk, które w moim przekonaniu są chyba najciekawsze w tyglu wielonarodowościowego artystycznego środowiska artystycznego w USA – to jest rzeczywistego oddziaływania (lub nie) twórczości artystów polskich i polskiego pochodzenia na sztukę amerykańską, ale również wpływu amerykańskiej plastyki na dzieła twórców przybywających do Stanów Zjednoczonych” – fragment recenzji Prof. dr hab. J. W. Sienkiewicza (Uniwersytet Mikołaja Kopernika w Toruniu).

„Książka jest pionierską w swoim temacie. Jest również ważnym głosem uzupełniającym wiedzę w dziedzinie dokumentacji oraz analizy sztuki tworzonej przez Polaków w Stanach Zjednoczonych. Publikacja porusza jeszcze inne, niezbyt popularne tematy, jak: polscy artyści w Ameryce, ilustracja i jej autorzy oraz maski (traktowane raczej jak element przynależny etnografii czy teatrologii, a nie forma sztuki dekoracyjnej)” – fragment recenzji Prof. dr hab. A. K. Olszewskiego (Uniwersytet Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie).

W. T. Benda w towarzystwie masek, zb. prywatne.

W. T. Benda w towarzystwie masek, zb. prywatne.

„Mówiąc szczerze, jestem pod wielkim wrażeniem tytanicznej pracy Anny Rudek-Śmiechowskiej. Każdy doskonale przemyślany rozdział posiada dodatkowo
wewnętrzny podział. W ten sposób zebrane przez autorkę pogrupowane wiadomości stają się jasne, klarowne i czytelne w odbiorze dla potencjalnego czytelnika. Anna Rudek-Śmiechowska prezentuje, bowiem w publikacji stan badań, biografię artysty oraz jego twórczość osobno pokazując ją od strony Bendy: jako ilustratora i Bendy i jako twórcy masek. To ilustracjom zawdzięczał popularność i rozpoznawalność,
a mimo to wybrał niszową formę sztuki, jaką były maski. Opierały się one na ilustratorskim stylu kreski Bendy, choć ich geneza tkwiła w teatrze. Były to jednak żywe rysunki, pełne emocji, humoru, delikatności i subtelności. Maski były bardzo realistyczne. Zyskały popularność zarówno na balach, w teatrze i w filmach. Autorka prezentuje również twórcze pragnienia artysty, wybory artystyczne i aspekty determinujące jego życie, pokazując, co miało wpływ na ukształtowanie jego wewnętrznej świadomości” – fragment recenzji Beaty Woźniak (Słowem Malowane, 2016).

NAMIARY NA PUBLIKACJĘ

Anna Rudek-Śmiechowska, Władysław Teodor Benda. Życie i twórczość polsko-amerykańskiego ilustratora i twórcy masek, Kraków 2016, ISBN: 97883-242-2731-0, Liczba stron: 376, 200 ilustracji.

KUP/ BUY tutaj (PL) or here (US).

1b. Irena Wójcik

Irena, Zb. prywatne, foto. ARS 2015.

Zaświadczenie napisane na maszynie schowane jest w białej teczce w jednym z bocheńskich mieszkań. W treści kilka lakonicznych zdań o: klęsce, przewiezieniu, gościnie, przymusowym pobycie, pochodzeniu, opiece. Pozostawione na końcu podpisy ujawniają tożsamość dwóch kobiet. Dalsze kroki prowadzą do odkrycia prostej historii, w której spazmatyczne drgawki niezrównoważonych dziejów, mieszały ludzkie losy z powietrzem małego miasteczka.

Irena. Anioł na stacji kolejowej

Ludzie wycieńczeni doświadczeniem 63 dniowej walki miejskiej, podczas Powstania Warszawskiego, kierowani byli przez Niemców do obozów przejściowych. Jeden z nich utworzono w halach, na terenie dawnych Zakładów Naprawczych Taboru Kolejowego w Pruszkowie. Tam odbywały się selekcje, do czasu których wygnańcy z Warszawy, przebywali w ekstremalnie trudnych warunkach. Dalej trafiali do pociągów towarowych. Bydlęce wagony  zabierały ich na przymusowe roboty do Niemiec, do obozów koncentracyjnych lub w różne zakątki Generalnego Gubernatorstwa. Trzecia z dróg przeznaczona była głównie dla starców, kobiet i małych dzieci.

Jeden z takich transportów trafił z Dulagu w Pruszkowie, na peron w mieście Bochnia. Był październik 1944 roku. Na niewielkiej stacyjce czekali mieszkańcy miasta, zaalarmowani wcześniej przez Radę Miejską Opiekuńczą, w którą zaangażowani byli m. in.: lekarz Władysław Krupa i  proboszcz Władysław Kuc. Jeszcze na dworcu, przyjezdni otrzymali ciepłą zupę. Pomimo trwającej już piąty rok wojny i rosnącego zagrożenia, Bochniacy przybywali z pomocą rodakom i bez zastanowienia zabierali Warszawiaków do siebie. Wysiedleńcy znaleźli schronienie w bocheńskich domach i okolicznych dworach. Wśród uratowanych, jak ustaliła Grażyna Potępa z Muzeum w Bochni, była aktorka Danuta Szaflarska z rodziną i były prezydent Polski Stanisław Wojciechowski z żoną.

Tłum uchodźców wykruszał się powoli, przemieszczając małymi grupkami w różne zakątki miasta. Na dworzec kolejowy Irena Wójcik przyszła prawdopodobnie dosyć późno. Na miejscu znalazła zaledwie kilka osób. Jej uwagę zwróciły – siedzące na walizkach, zupełnie na uboczu – dwie kobiety. Podeszła do nich i z wrodzoną delikatnością zapytała: „Czy Panie mają już nocleg?”. Młodsza przecząco pokiwała głową, a Irena bez chwili zastanowienia zaprosiła do siebie. Od tamtej chwili stała się „ciemnowłosym aniołem”, który obdarował dwie przypadkowe kobiety najwspanialszym prezentem – ułamkiem spokojnego życia.

Elżbieta. Sen w białej pościeli

2a. Rodzina Wójcików

Rodzina Wójcików, Zb. prywatne, foto ARS 2015.

Trzy kobiety przemierzyły fragment miasta. Ze stacji kolejowej, do domu Wójcików droga prowadziła przez wzgórze obecnej ulicy Konstytucji, przecinała zasnute jesiennym listowiem Planty, a dalej pokonywała niewielkie wzniesienie ulicy Białej. Tam, w połowie traktu stał (i stoi do dnia dzisiejszego) niski domek należący do rodziny Pletych.

Tego dnia Elżbieta zd. Gajdecka, wdowa po wachmistrzu Józefie Wójciku, krzątała się po kuchni. Prawdopodobnie wiedziała, że córka przyprowadzi uchodźców z Warszawy. Jeśli nawet nie miała tej świadomości, powitała przybyszy z ciepłym uśmiechem i przygotowała dla nich odpowiednią gościnę. Potwierdzają to wspomnienia uratowanej Warszawianki, głównej bohaterki całego zajścia, która zapisała m. in. takie zdanie: „Tutaj nieodżałowana Pani Elżbieta Wójcikowa zasłała mi gościnne łóżko białą pachnącą pościelą do spokojnego snu”. Nie było to wcale łatwe przedsięwzięcie. Rodzina wdowy liczyła sobie pięć osób i zajmowała duży pokój (z niewielkim pomieszczeniem za przepierzeniem) oraz kuchnię i sień. W czasie okupacji, z matką mieszkał najstarszy syn – Stanisław, dwie dorosłe już córki – Irena i Wilhelmina oraz niesforny, najmłodszy Tadzio.

Warszawianki pozostały w Bochni zaledwie kilka dni, dalej ruszyły na półroczną „zsyłkę” do Leszczyny, aby później zakotwiczyć w Krakowie. Przez cały czas znajdowały pomoc i wsparcie w osobach Wójcików. Po zakończeniu wojny niejednokrotnie spotykały się z nimi czy to w Bochni, czy Krakowie utrzymując, zawiązane przypadkowo, więzi. Były kartki pocztowe, listy, książeczki z dedykacjami i wizyty. Kilkudniowa pauza – w pełnym okrutnych, wojennych tragedii życiorysie dwóch Warszawianek oraz niełatwej egzystencji bocheńskiej rodziny – stała się ważnym wydarzeniem celebrowanym przez wszystkich jej uczestników.

Janina. Wieczne pióro

Warszawsko-bocheński epizod wyjęty został z życiorysów pisarki i literatki Hanny Mortkowicz-Olczakowej i jej matki Janiny Mortkowiczowej. To one usiadły bezradnie na walizkach, na małej bocheńskiej stacyjce.

Obydwie panie należały do zacnej, warszawskiej rodziny wydawcy i właściciela księgarni Jakuba (Jakóba) Mortkowicza. On to wykształcony w Monachium, Brukseli i Antwerpii, po powrocie do kraju stał się aktywnym działaczem politycznym (członek PPS). Z powodu podejmowanych czynności konspiracyjnych skazany został na więzienie w Cytadeli Warszawskiej oraz zsyłkę na Kaukaz. Do Polski powrócił w 1903 roku i nieomal od razu związał się z rynkiem księgarskim i wydawniczym. Był współwłaścicielem wydawnictwa Centnerszwer i Ska, a potem spółki akcyjnej – Mortkowicz Towarzystwo Wydawnicze w Warszawie. Był również udziałowcem i organizatorem, znanej do dzisiaj, ogólnopolskiej sieci kolportażu prasy „Ruch”. „Moja prababka wyszła za mąż za Jakuba Mortkowicza. Razem stworzyli znane w przedwojennej Polsce wydawnictwo, w którym ukazywały się dzieła największych polskich pisarzy” – wspominała prawnuczka Jakuba i Janiny Mortkowiczów, Katarzyna Zimmerer. Firma wydała ponad siedemset pozycji książkowych. Były wśród nich: zbiór dzieł Friedricha Nietzschego, Leopolda Staffa, Hansa Christiana Andersena, czy Stefana Żeromskiego oraz twórczość Marii Dąbrowskiej, Janusza Korczaka, Cypriana Kamila Norwida, Andrzeja Struga, Jana Lechonia, Bolesława Leśmiana, Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej i wielu, wielu innych. Niestety niepowodzenia finansowe jak również depresyjna natura, doprowadziły Jakuba Mortkowicza do samobójczej śmierci.

5. Irena z siostrą Lusią

Lusia i Irka Wójcikówny, Zb. prywatne, foto. ARS 2015.

Po tragicznym odejściu męża, wdowa podjęła wyzwanie i całkowicie przejęła prowadzenie interesu. Działania te przerwała II wojna światowa. W czasie okupacji Janina Mortkowiczowa przekazała spółkę Annie Żeromskiej (żonie, nieżyjącego już wówczas, pisarza). Nastąpiła zmiana nazwy spółki na – A. Żeromska, Księgarnia i Antykwariat, Spółka Akcyjna. „Działalność wydawnictwa zakończyła się definitywnie w 1950 roku w Krakowie, będącym <drugą stolicą> tej oficyny” – wspominali kuratorzy wystawy zorganizowanej w 2003 roku, w Bibliotece Jagiellońskiej w Krakowie.

Kraków był „drugą stolicą” wydawnictwa Mortkowiczów oraz drugą stolicą, w której zamieszkały i kontynuowały swoje pisarskie działania kobiety tej rodziny. Janina Mortkowiczowa, z domu Horwitz – Warszawianka z urodzenia, tłumaczka i pisarka z pasji i zawodu, uprawiała głównie literaturę dla dzieci. Według danych „Słownika pracowników książki polskiej” przetłumaczyła na polski m. in.: „Cudowna podróż Selmy Lagerlöf” oraz „Doktora Dolittle”. Największym jednak dokonaniem w karierze tłumaczki, było przystosowanie dla polskiego czytelnika, w 1919 roku, popularnej książki „Chłopcy z ulicy Pawła”, znanej w kraju pod tytułem – wymyślonym właśnie przez Janinę Mortkowiczową – „Chłopcy z Placu Broni”. W czasie wojny posługiwała się nazwiskiem Olczakowa z domu Wegner.

Hanna. Zielony notatnik

6. okładka książki

Okładka książki autorstwa Hanny Mortkowicz-Olczakowej, Zb. prywatne, foto. ARS 2015.

Jej córka Hanna Mortkowicz-Olczakowa urodzona 15 października 1905 w Warszawie, od małego związała swe życie z książką. Ukończyła studia polonistyczne oraz historię sztuki na Uniwersytecie Warszawskim, a także malarstwo na tamtejszej Akademii Sztuk Pięknych. Posiadała tytuł naukowy doktora, który uzyskała w 1926 roku. Zajmowała się pisarstwem. Tworzyła wiersze, powieści i opowiadania głównie dla dzieci, jak również kilka scenariuszy filmowych. Okupacja przerwała jej działalność twórczą i wydawniczą. Wraz z matką okupację przeżyła w Warszawie, skąd wygnana została po Powstaniu Warszawskim, przez Bochnię i Leszczynę do Krakowa. Po zakończeniu wojny, w królewskim grodzie Kraka reaktywowała zarówno rodzinną firmę, jak i swoje pisarskie umiejętności. Niemniej, zanim to nastało, jej życie naznaczyło przekleństwo okupacji.

„Kiedy niemiecki okupant ogłosił, że Żydzi mają przeprowadzić się do getta moja rodzina zdecydowała się zostać po aryjskiej stronie – pisała, poszukując swoich korzeni Katarzyna Zimmerer, wnuczka Hanny – Moja mała mama [Joanna] ukrywała się najpierw razem z babcią i prababcią, a kiedy stało się to zbyt niebezpieczne oddano ją do klasztoru. Nie widziała swojej matki [Hanny] dwa lata. Kiedy się wreszcie zobaczyły w czerwcu 1945 roku nie poznała jej. Po wojnie zamieszkała razem z nią [Hanną] i swoją babcią [Janiną] w Krakowie. Poszła do szkoły. Jak inne dzieci rozpoczęła normalne życie”. Tym dzieckiem była to Joanna Olczak-Ronikier, córka Hanny, również pisarka i scenarzystka. Jej działalność literacka była wielokrotnie nagradzana (za wspomnienia „W ogrodzie pamięci” z 2001 roku otrzymała Nagrodę Literacką Nike oraz wyróżnienie Krakowska Książka Miesiąca, zaś za pozycję „Korczak. Próba biografii” uhonorowaną autorkę Nagrodą Klio oraz nominacją do Nagrody Literackiej Nike, ponadto w 2013 roku otrzymała laur im. Jerzego Turowicza). Joanna Olczak-Ronikier była współzałożycielką i animarotką słynnej Piwnicy pod Baranami. „Mama [Joanna] uciekała od wspomnień – pisała Katarzyna Zimmerer – Broniła się przed nimi śmiechem zakładając z równie przez wojnę pokiereszowanymi jak ona przyjaciółmi kabaret „Piwnica pod Baranami”. Ten śmiech miał unieważnić dramatyczną przeszłość i nadać sens życiu”.

Joanna Olczak nie brała udziału w bocheńskim epizodzie wojennej tułaczki matki i babki. „O mojej córce w ogóle nie wiedziałam, czy żyje i co się z nią dzieje. Front wojenny oddzielił mnie na dziesięć długich i trudnych do przeżycia miesięcy od dziecka, które na sierpień czterdziestego czwartego roku, wyjechało akurat na prawą stronę Wisły, pod Wołomin” – pisała Hanna Mortkowicz-Olczakowa. Ona wraz z matką, która jak wspomina pisarka „bardzo źle grała rolę mojej teściowej”, wygnane ze zniszczonej Powstaniem Warszawy, zakończyły wędrówkę w Krakowie. Z miastem tym związały losy rodziny do dnia dzisiejszego. Stacjami pośrednimi na drodze do celu, były dwie galicyjskie miejscowości, tak różnie wspominane przez bohaterki – Bochnia i Leszczyna.

Bochnia. Portret miasta

skanowanie0002

Bochnia, widok ul. Białej w stronę dzwonnicy, Zb. prywatne, foto ARS 2015.

Hanna Mortkowicz-Olczakowa obraz pierwszych chwil w mieście pozostawiła w wyrazach opublikowanych w artykule „Moje dwudziestolecie. Bilans zysków i strat”, który to tekst pojawiał się na łamach niezidentyfikowanej gazety przechowywanej w zbiorach rodziny Wójcików. „Tu zobaczyłam domy – pisała autorka – których ściany i dachy nie spalone i nie rozbite przez pociski były po dawnemu ochroną dla życia. Gładki chodnik, z równo ułożonych płyt dokądś prowadził. Orzechy włoskie w koszach przekupek można było nabyć za pieniądze, a ciepłą zupą uraczono nas za darmo, zaraz na dworcu. Za szybami małych sklepików leżała wystawiona na sprzedaż: kiełbasa, ser i chleb, sterczały butelki z piwem i kwasem, widać było obuwie i barwne kretony. Tutaj w Bochni po raz pierwszy po przeszło dwóch miesiącach powstania poczułam w ustach rajski smak gotowanego ziemniaka, a na ciele błogosławiony dotyk ciepłej czystej wody”. Ten gładki chodnik, wystawy sklepowe, ziemniak i woda były elementami zwykłego życia, które przez doświadczenia Powstania Warszawskiego stały się zupełnie nierealne, niczym boskie odłamki nieba. Hanna Mortkowicz nazywała Bochnię „odzyskanym rajem istnienia”, „portem dla rozbitka”, „miejscem ułaskawienia dla skazańca”.

W tekście „Czułe wspomnienia”, który ukazał się w gazecie „Odrodzenie” porównała małą, prowincjonalną, galicyjską mieścinę do wielkiej, amerykańskiej metropolii – do Nowego Jorku. Pisała: „Dziesięć lat temu stałam na Fifth Avenue w New Yorku i patrzyłam z dołu, z poziomu rojnej, gwarnej i strojnej ulicy na zamglone w górze wierzchołki skyscraperów. – Dawny przyjaciel z Polski, który przez kilka lat pobytu na emigracji zdążył już nabyć trochę amerykańskiego patriotyzmu, pokazywał mi z dumą cuda New Yorku. – Widzisz, to Empier Building… To Rockefeller Center – wymieniał nazwy gmachów i sumę pięter, patrząc jakie to na mnie robi wrażenie, A kiedy mój podziw i zachwyt wydały mu się nie dostateczne, wskazywał palcem na lustrzane szyby wystaw, za którymi lśniły i mieniły się całą gamą, barw zabytkowe przedmioty i stroje. – Patrz, to Bonwit-Teller, najelegantszy magazyn – mówił. Wtedy odpowiedziałam: – Co to wszystko znaczy wobec Bochni? Wcale mi to nie imponuje wobec Bochni. To było największe wrażenie, jakie wywarło na mnie kiedykolwiek, jakiekolwiek miasto”.

3. Hanna Mortkowicz, wycinek z gazety

Hanna Mortkowicz-Olczakowa, wycinek z nn gazety, Zb. prywatne, foto. ARS 2015.

Swoje sądy i odczucia pisarka tłumaczyła bardzo prosto. Twierdziła mianowicie, że to Bochnia stała się dla niej „miernikiem jakichś najistotniejszych, najbardziej ludzkich wartości”. Jej mieszkańcy wbrew strachowi i trudnym warunkom przygarnęli ją i matkę, oddając kawałek chleba, talerz, swoje łóżko i tą pachnącą, białą pościel. Wśród lawiny okrucieństw znalazła zwykły kamień życzliwości.

W życiorysie Hanny Mortkowicz-Olczakowej Bochnia – jak sama pisze – trzykrotnie odegrała ważną rolę. „Była mostem”, przez który pisarka przedostawała się na „wyższy poziom życia”. Po raz pierwszy po doświadczeniach śmierci Powstania, przyjęła ją z powrotem do „normalnego” bytu. Po raz drugi powitała w powojennym powrocie z Leszczyny. Z wiejskich, trudnych, jałowych i znienawidzonych warunków wprowadziła autorkę ukazując jej utęsknione brukowane chodniki, wystawy sklepowe z najświeższymi numerami gazet i książkami Jastruna, Ważyka. Stała się symbolem dawno straconej, a tak upragnionej cywilizacji. Trzeci raz była zaś trampoliną, która umożliwiła rozpoczęcie podróży w dobrą, choć nieznaną przyszłość. „W Bochni jeden z moich okupacyjnych opiekunów – dowiedziawszy się dopiero teraz kim jestem – wręczył mi bez słowa brulion w zielonej kartonowej okładce i drewnianą obsadkę ze stalówką jako symbol i narzędzie dalszej pracy” – pisała. W innym tekście dopełniła jeszcze te słowa wspominając – „bezcenny dar: pióro i zeszyt, symbol i zadatek mojej przyszłej pracy. – I jeszcze ram przyjechałam tu po paru miesiącach. Był czerwiec 1945 roku. Jechałam długo z Krakowa na odkrytych lorach kolejowych po jakieś notatki, jakiś plecak, jakąś mąkę, jakąś poduszkę pod głowę, które znowu ofiarowali mi dobrzy ludzie tutejsi. I chodząc po pochyłych uliczkach tej miłej mieściny płakałam gorzko, bo zdawało mi się, że nie mam już sił na nowy ambitny skok w przyszłość. A jednak skoczyłam”. W pamięci siostrzenic Stanisława Wójcika zachowało się wspomnienie, że zielony brulion został ofiarowany pisarce właśnie przez wujka.

Ciąg dalszy nastąpi…

4. list od p. Mortkowicz-Olczakowej

List Hanny Mortkowicz-Olczakowej, Zb. prywatne, foto. ARS 2015.

Tekst ukazał się na łamach „Wiadomości Bocheńskich” – gazety Stowarzyszenia Bochniaków, [w:] Anna Rudek-Śmiechowska, Kilka słów na papierze (cz.1). Historia bocheńskiej znajomości Wójcików i pań Mortkowicz, „Wiadomości Bocheńskie”, R XXVII, nr 4 (107), zima 2015, s. 16-19.

Gazeta dostępna w wersji drukowanej i elektronicznej – www.bochniacy.pl

3 dni obrad. 40 referatów. 7-9 października 2015.  Centrum Sztuki Współczesnej „Znaki Czasu”. Toruń. A tam – VI Konferencja Sztuki Nowoczesnej, której temat brzmiał jakże interesująco – „Paryż i artyści polscy / Paris et les artistes polonais / Paris and the Polish Artists 1945-1989”.zaproszenie Torun 2015

Wiele ciekawych śladów w stolicy Francji. M.in. Michał BATORY i jego „grypsy o dniu dzisiejszym” w moim referacie, gdzie mówiłam –  „Michał Batory już na studiach wybrał specjalność: plakat. Pytany w wywiadach o powody swojego zauroczenia tym typem działalności twórczej, odpowiada – „Nie chciałem być artystą, który widzi ludzi tylko na wernisażu. Zależało mi na komunikacji, żeby to, co robię, funkcjonowało na ulicy, w mieście” („Duży Format” 2015). Patrząc na warsztat artysty trudno jednak ostatecznie włożyć jego postać w jedną szufladkę. Michał Batory jest plakacistą, ale i rzeźbiarzem (czy raczej plastykiem), fotografem, grafikiem”.

Poza tym Cieślewicz, Polska emigracja architektoniczna, Jerzy Brodnicki  – Van Haardt, Polskie rzeźbiarki w Paryżu po 45’, czy Paryskie za(o)patrzenie szkoły sopockiej i wiele, wiele innych.

W podsumowaniu konferencji, biorący w niej czynny udział Piotr Majewski, napisał m.in. „Bilans spotkania można określić jako bogaty i wielowątkowy. Konferencja, która zgromadziła specjalistów z różnych ośrodków uniwersyteckich oraz muzeów, a także reprezentujących Polski Instytut Studiów nad Sztuką Świata, stała się pretekstem nie tylko do prezentacji rezultatów badań poświęconych zagadnieniom szczegółowym, ale zarysowała kierunki dalszych prac badawczych. Spotkanie okazało się pod tym względem inspirujące, nie zamknęło prac badawczych nad tytułowym zagadnieniem, ale przeciwnie – dopiero go otworzyło” (więcej: http://www.world-art.pl/).

Pozostaje teraz czekać co będzie dalej…

Zapraszam na WYKŁAD:

dr Anna Rudek- Śmiechowska

Wszystkie twarze Bendy. Zarys działalności twórczej polsko-amerykańskiego ilustratora
i twórcy masek teatralnych Władysława Teodora Bendy (1873-1948)

Stowarzyszenie Historyków Sztuki, oddz. Warszawa

adres: Rynek Starego Miasta 27, I p.

data: 25 czerwca 2015 roku (czwartek)

godzina: 17:00

Zaproszenie, wykład A. Smiechowska, 25.06.2015